Kamień spadł z serca

 

Kiedy najstarsze dziecię siedziało ze mną w domu (czyt. chodziło na spacery, wycieczki, na place zabaw, do bibliotek, muzeów i innych miejsc użyteczności publicznej), omijało przedszkole, czasami gryzła mnie myśl podsuwana przez koleżanki. Myśl: a może rzeczywiście dziecię potrzebuje do rozwoju przedszkola i jego walorów. Nie nudnej matki, a

Ufff!

Jak to dobrze jednak, że dziecię się lepiej nie rozwinęło. Wystarcza mu więc póki co Uniwersytet Warszawski i jego uroki.

Z perspektywy czasu i już trzeciego okazu nastolatka przewijającego się w domu, widzę, że instytucja przedszkola nie jest wymyślona w ogóle dla dobra dziecka. Jest to instytucja pomyślana o dorosłych, którzy nie mieli co zrobić z dzieckiem, gdy oboje rodzice szli do pracy nie mając wsparcia babć, dziadków, niań.

Dziecko puszczane w obce środowisko nie mając odpowiedniej dojrzałości emocjonalnej- mimowolnie uwstecznia się w  sferze emocjonalnej. Lub odchorowuje, co jest również pewną ucieczką z trudnego emocjonalnie środowiska.

Pewna mama pochwaliła mi się jednak, że jej córeczki świetnie się zaadaptowały w przedszkolu- bez płaczu, chorób, smutków. Zdradziła mi, że wystarczyło, że dała im po prostu czas, którego potrzebowały. Jedna w wieku 4,5 roku zadebiutowała jako przedszkolanka. Druga mając lat 6,5.

Czas.

Czas to miłość.

Czas rzeźbi kamienie, przesuwa koryta rzek, góry spiętrza lub poniża.


komentarze 2 do wpisu “Kamień spadł z serca”

  1. Ewa napisał(a):

    Super ta Twoja najstarsza córa.
    Gratuluję 🙂

  2. Fizula napisał(a):

    Taaak. Też jej gratuluję.

Zostaw odpowiedź