Jesteśmy ciekawi czy już wszystko wiemy?

Czasem uciekamy przed naszymi dziećmi z nudów. Widzimy swoje macierzyństwo jako ciąg kupek-karmień-gotowania-sprzątania-„tiutiania” czyli zajęcie mocno upupiające, nie dające pola do rozwoju dorosłej osoby. Mało płodne intelektualnie, gdy skupiamy się na tej samej otoczce, zewnętrzności.

Patrzę jednak na to zupełnie inaczej. Perspektywy nie nadają te powtarzalne czynności: owszem one są potrzebne, żeby było czysto, miło, przyjemnie, zdrowo. Jednak o ile ważniejsze jest to z kim jesteśmy, komu możemy służyć obecnością, pomocą.

Bycie dla dzieci zmienia perspektywę patrzenia.  Kim są te nasze dzieci? One są jak mali naukowcy, póki nie nauczymy ich nudy obkładając taką ilością zabawek, filmów,telewizji, gadania, książeczek, że nie są w stanie tego znieść.

Spotkanie z małym listkiem potrafi być fascynującą przygodą: jak wiele można z nim zrobić, jak wiele odbyć podróży, jak bardzo się zachwycić jego kolorem, kształtem, fakturą, wagą. W doświadczeniu dziecka to wszystko warte jest poznania.

Małe dziecko poznaje całym sobą. Całym swoim ciałem, wszystkimi zmysłami, włącza w to poznawanie swoje niedojrzałe emocje. Liść trzeba dotknąć, obejrzeć, polizać, posłuchać, czy nie wydaje jakiegoś dźwięku.

Przy tym liściu może więc ono się zatrzymać o wiele dłużej niż życzylibyśmy sobie tego. Do czego można użyć takiego liścia? Czy łatwo go porwać? Jak szybko spada? Czy da się na nim rysować? Czy da się go zwinąć w rulon? Czy ten liść coś oznacza? Dlaczego spadł? Czy można z niego zrobić latawiec? Jaki ma kolor? jaki smak?

To poznanie wymaga cierpliwości. Zwłaszcza rodzica. Ale wymaga też ukierunkowania- też poprzez rodzica.

Czy można się nudzić przy małym dziecku? Tak, jeśli samemu nie jest się ciekawym.

Dzieci rodzą się np. z niedojrzałym zmysłem wzroku: widzą wszystko m.in. do góry nogami. Zadziwiająca przemiana następuje choćby w samym ich patrzeniu.


Zostaw odpowiedź