Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’


Czas to miłość

Photo by Dave Clubb on Unsplash
Czas to miłość.
Dlatego chcę Wam zacytować piękną opowieść Moniki, która nieśmiało zamieściła ją w komentarzu.
Ale ona jest zbyt piękna, pożyteczna i pouczająca dla mam karmiących, by ją tam zostawić.
Dlatego poprosiłam Monikę o to, żebym mogła ją zacytować.
Wyjmuję ją więc z cienia, żebyśmy mogły się od siebie uczyć:

„Oto moja historia. Plan był taki: urodzę naturalnie i będę karmiła piersią przez rok. Życie jednak weryfikuje nasze plany. Zabrakło naprawdę niewiele i urodziłabym naturalnie, ale skończyło się cesarskim cięciem, co przeżyłam bardzo mocno zarówno emocjonalnie i jak fizycznie. Pozostało naturalne karmienie, niejako rekompensata dla Córeczki za drogę przyjścia na świat. Początki były naprawdę w porządku, martwiły jednak słabe przyrosty wagowe. Mały epizod z jedną piersią sprawił, że poprosiłam o wizytę doradcę laktacyjnego i wówczas okazało się, że przyjęta przeze mnie strategia karmienia co 2,5-3 godziny jest co najmniej dyskusyjna 😉 Zaczęłam karmić nie tyle na żądanie, co według rytmu dnia i nocy Dziecka; owszem zdarzały się również przepełnienia piersi i wówczas miałam w Malutkiej wsparcie. Potem trafiłam na blog Izy i przepadłam. Czytałam i czytałam… To mnie chyba rzeczywiście otworzyło na zupełnie inne spojrzenie na siebie jako matkę oraz Córeczkę, na naszą więź, która cały czas się budowała, na to, że karmienie to nie tylko proces odżywczy, ale również emocjonalny, w dużej mierze duchowy, to także nauka i wzrastanie. Może nawet przekraczanie siebie.
Po tym całym przeorganizowaniu mojej pierwszej, fatalnej, koncepcji, przyszła po prostu codzienność. Pojedyncze karmienia łączyły się w dni, tygodnie, miesiące, wreszcie lata. Nawet nie wiem kiedy planowany przeze mnie rok przekształcił się w dwa lata karmienia. Spotkałam się wówczas z Izą, żeby dowiedzieć się, jak „łagodnie odstawić Dziecko od piersi”. Spotkanie było bardzo miłe i pouczające. Nie odstawiłam Dziecka. Podjęłam decyzję, że będę karmić dalej, zaufam intuicji i matczynemu sercu, ale zaufam przede wszystkim Dziecku, dając pierwszeństwo Jej potrzebom. Karmiłam moją Córeczkę 5 lat, 1 miesiąc i 3 dni. Jestem z tego dumna, jestem dumna z siebie, ale nade wszystko z Córeczki, która pewnego dnia powiedziała, że to był Jej ostatni raz, ponieważ jest już dużą dziewczynką (szczerze: marzyłam o tym, by to była decyzja Dziecka, czytałam historie Mam, które opisywały historie swoich Dzieci, ale sama byłam pełna wątpliwości, czy to rzeczywiście jest możliwe).
Bardzo lubiłam karmić. Zawsze mówiłam Mamom, które pytały skąd mam pokarm, że bierze się on z miłości. Oczywiście łatwo otrzeć się tu o lukrowanie i budowanie słodkiego obrazu, takiego z okładki. Ale każda Mama wie przecież, że zdarzają się i kryzysy, i gorsze dni, zmęczenie, zniecierpliwienie, zniechęcenie. Patrzę na karmienie z wielu perspektyw: niektóre wymieniłam na początku, ale należy jeszcze dodać perspektywę ekonomiczną, bezwzględnie należy oddać karmieniu pierwszeństwo w byciu lekiem na całe zło w chorobie, bólu ząbka, smutku, strachu (spowodowanym np. pojawieniem się Rodzeństwa). Karmienie Dziecka to także karmienie samej siebie – tym Dzieckiem, które pewnego dnia już nie będzie potrzebowało mojej piersi, treściami (z książek, blogów, artykułów etc.), które będą rozwijały mnie jako matkę, opiekunkę, żonę (czasem zapominam jak to jest ważne).
Na koniec taka refleksja z mojego długiego karmienia, że częściej spotykałam się z dezaprobatą niż wsparciem. Miałam wrażenie, że ludzie prędzej zaakceptują smoczek w ustach kilkulatka, pampersa u przedszkolaka niż długie karmienie. Co by było, gdyby wiedzieli, że karmiłam przez cały czas oczekiwania na kolejne Dziecko? A po narodzinach karmiłam moją Dwójkę? Nadal bardzo lubię karmić. Teraz już tylko Synka.

PS Dziękuję, jeśli ktoś to przeczytał. Każdej Mamie życzę pięknej mlecznej drogi.

Tego komentować nie ważę się 🙂 Dziękuję Ci za podzielenie się swoimi refleksjami, przeżyciami, dorastaniem.



Jak palić, podpowiadam…

Na zdjęciu mgła.

Ale ja będę dziś pisać raczej o zadymianiu.

Czasem jakiś członek rodziny pali papierosy. Wypali sobie na balkonie, żeby nie truć rodziny, po czym od razu wraca do domu. I jest przekonany, że zadbał o rodzinę. I nie będzie dzielić się swoim nałogiem. Bo przecież wytężył dolne kończyny, by opuścić na chwilę lokum i pogrążył się w błogim dymku poza zasięgiem domowników. Rodzinka więc jest poza zasięgiem jego papierosowej otchłani.

A tu nic z tego!

Żeby nie dzielić się swoim nałogiem, trzeba by przed powrotem do domu zrobić jeszcze 50 pompek lub równoważny wysiłek i dopiero wtedy wrócić do domu.

Ponieważ niemal nikt tak nie robi, to wszyscy członkowie rodziny jednego palacza są biernymi palaczami.

Sprawa palenia/niepalenia dla zdrowia jest istotniejsza niż zdrowe odżywianie. Dlaczego? Bo oddychamy aż 1 6-18 razy na minutę, a jemy jedynie około 3-5 razy na dobę, dzieci nieco częściej.  Dlatego tak ważne jest, jakim powietrzem oddychamy, czy mamy dom wywietrzony, czy chodzimy na spacery itp.

Skoro tak szkodliwy jest dym papierosowy, to czy matka palaczka powinna zrezygnować z karmienia piersią i przejść na mleko modyfikowane?

W żadnym razie!

  • Z badań wynika, że nawet gdy matka pali papierosy jej mleko jest dla dziecka zdrowsze niż jakakolwiek mieszanka. No cóż, mnie to nie dziwi- żadna mieszanka nie zawiera tylu tak zróżnicowanych substancji odpornościowych, z których jedne działają przeciwwirusowo, inne przeciwbakteryjnie, inne z kolei przeciwgrzybicznie.
  • Karmienie piersią może być dodatkową motywacją, by zerwać z nałogiem lub go jak najbardziej ograniczyć.
  • Substancje zawarte w nikotynie, mogą jednak zmniejszać w niezbyt dużym zakresie wydzielanie mleka.
  • Najlepiej więc zmienić palenie papierosów na palenie ogniska lub w kominku 😉

To co, idziemy na spacer?

W tym coraz chłodniejszym czasie warto pamiętać, że mitem jest tzw. „zawianie” piersi. 5 dzieci karmiłam na dworze w każdą pogodę, nigdy z tego powodu nie miałam zapalenia. Zapalenie piersi ma inne przyczyny. Tę włóżmy między bajki. Nie bez powodu piersi zawierają sporą ilość tłuszczu- to jest część ciała, której niestraszny chłód i zimno- jeszcze gotowa jest podzielić się swym ciepłem z ulubionym ssakiem.

Pozdrawiam jesiennie!

Czas więc zapalić.



Torba do porodu

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda przykładowa torba douli, to popatrzcie na obrazek powyżej.

Po co wieźć jedzenie do porodu?

Jedna z oddziałowych na pobliskiej porodówce zachęca rodzące do jedzenia. Mądra kobieta! Bo jedząc w czasie porodu zwiększa się szanse na szybszy i udany poród (Co nie znaczy, że stawiam znak równości między szybki poród a udany, bo nie musi tak być. Równie udany może być długi poród). Takie są badania medycyny opartej na faktach: Jedząc podczas rodzenia, zwiększa się na prawdopodobieństwo na poród siłami natury oraz dodatkowo na to, że urodzi się szybciej.

Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek zmuszać do jedzenia- nie zawsze jest to możliwe. Niektóre kobiety wymiotują.  Na bardziej zaawansowanych etapach porodu czyli powyżej 5 cm rozwarcia zazwyczaj się już nie da jeść (ale da się pić zazwyczaj i jest to jeszcze istotniejsze!).

Dlaczego to jedzenie ma znaczenie?

  • Żeby mieć siły przejść przez cały poród oraz nie zemdleć po porodzie;
  • Żeby dostarczyć energii do przestawienia się z trybu stanu odmiennego na tryb laktacyjny- a są to zmiany kolosalne! im bardziej się wczytuję i poznaję to, tym bardziej jestem zachwycona, jak niezwykle Pan Bóg to wymyślił!

No i podzielę się z Wami moją radością- usłyszałam dzisiaj piękną historię dorastania pewnej młodej damy. Jak to z czynnego ssaka stała się ssakiem w stanie spoczynku 🙂 No i jej kochaną mamę proszę, żeby podzieliła się z nami swoją historię, bo wiem, że takich budujących relacji inne matki są spragnione jak kania dżdżu.

Cud dorastania- cud miłości!

Wpisujcie się, Kochane, nie krępujcie!

A jeśli któraś już bardzo skrępowana, to może mi coś na maila podesłać do zamieszczenia.



Zjedz troszkę plasticzku, kochanie, dziś na śniadanie!

Trochę słońca Wam posyłam na rozgrzanie.

Zwłaszcza przed mrożącym krew w żyłach tematem zatruwania dzieci tworzywami sztucznymi.

Zresztą nie tylko dzieci zatruwają się plastikami. My również. Dzieci jednak w większym stopniu ze względu na niedojrzałość np. bariery żołądkowo-jelitowej. Fizjologicznie pierwsze 2 tygodnie życia dziecko ma nieszczelne jelita. Jest to korzystne dla dziecka np. ze względu na przekaz przeciwciał i innych substancji zawartych w pokarmie matki, które dzięki temu szybciej mogą pomóc dziecku. Natura jednak nie przewidziała, że dzieci od pierwszych dni będą ssały smoczki, piły z plastikowych butelek. Do około 3 roku życia z kolei nieszczelna jest bariera krew-mózg.

Przeczytajcie:

Pediatrzy ostrzegają!

Zwróćcie uwagę na to, że wiele ze sztucznych tworzyw bardziej szkodzi chłopcom ze względu na „upodobnienie” do żeńskich hormonów. Co nie znaczy, że dziewczynkom nie szkodzi.

Jeśli jednak karmisz piersią, to Twoje dziecko jest wolne od sztucznych tworzyw?

Żeby tak było, warto samej dla siebie uczyć się wybierać jedzenie mniej-foliowe czyli nauczyć się np. gotować kaszę, ryż bez torebek foliowych. I być dobrej myśli- nawet mała zmiana, ale często powtarzana, daje dużą poprawę 🙂

Warto dzieciom wybierać też gryzaki, grzechotki drewniane, zrobione z warzyw, naturalnych jadalnych kłączy itp.

Śniadanie, obiad i kolację, o ile jesteśmy w domu, prawie zawsze można zjeść na talerzach szklanych albo porcelanowych czy kamionkowych.

Nie piszę tego, żeby dać się zwariować i przejść na ściśle eko-dietę.

To nie grzech użyć sztucznego tworzywa.

Ale rozum wzywa, żeby go ograniczać. Wychodzić z tego plastikowego nałogu. A papież Franciszek w „Laudato si” również woła do nas, żebyśmy ziemi przynosili błogosławieństwo, a nie przekleństwo bezrozumności i pogardy dla dzieła stworzenia.

Kto się nudzi, a ma dziecko do lat 3- polecam książkę Sears’ów zatytułowaną „Księga wymagającego dziecka”. Dla tych autorów dopiero ich czwarte dziecko było „wymagające”. Z mojej perspektywy każde dziecko jest wymagające. Tylko nie każdy rodzic o tym wie, nie każdy rodzic też daje dziecku dojść do głosu.



Od kuchni

Dedykowane Magdzie, która prywatnie zadała mi pytanie. I bardzo jej dziękuję, bo dzięki niej nie tracę nadziei, że czytelniczki mojego bloga jeszcze nie wymarły 😉

Kontynuuję więc poprzedni wpis.

Jak robić jedzenie dla 8-miesięcznego człowieka i przeżyć, kontynuując karmienie piersią?

Karmienie piersią nie traci podczas wprowadzania swoich licznych funkcji, a nawet zyskuje nową: osłania przewód pokarmowy podczas wprowadzania „trudnego” początkowo dla dziecka jedzenia. Pisząc „trudnego” nie miałam na myśli wyłącznie trudnego do pogryzienia, ale również trudnego do strawienia, trudnego do oczyszczenia przez niedojrzałą wątrobę, trudnego, bo mogącego powodować podrażnienia przewodu pokarmowego. Nie jest więc dziwne, że dziecko wraca do piersi jak bumerang, jeśli mu się to umożliwi. I warto pozwolić sobie tym się cieszyć, że w razie czego pierś pozostaje pewnikiem, z którego dziecko się naje, załagodzi to jego przewód pokarmowy.

Dziecko w drugim półroczu życia, ale też w drugim roku życia może niekiedy lub cały czas budzić się często lub bardzo często:

  • bo upewnia się, czy jest przy nim mama (spodziewa się, że jak ona go uśpiła, to jak się przecknie, to też powinna być w pobliżu);
  • bo w dzień nie ma czasu na ssanie lub za mało jest skupione na nim- w końcu świat jest taki ciekawy, raczkowanie lub inne nowo opanowane ruchy takie ciekawe, czasem mamy za dużo podsuwają dziecku w niewielkim jeszcze stopniu strawnej żywności uzupełniającej; dlatego dziecko nadrabia nocą zaległości dzienne, a dodatkowo pracuje ssąc wytrwale nad budową swojego mózgu- nocne mleko ma więcej lipidów, więcej cholesterolu, kwasów DHA, dużo wody i innych składników potrzebnych do tego; w tym czasie sprawdza się więc karmienie przez sen, nieodkładanie dziecka- jeśli wcześniej się tego nie nauczyłyśmy, to teraz jest okazja;
  • bo zwyczajnie potrzebuje jeść w nocy i jest to dla niego z wielu jeszcze powodów zdrowe;
  • przewaga lekkiego nocnego snu jest zwyczajnie zdrowe dla jego mózgu: wówczas najbardziej mózg się rozwija;
  • stosunkowo często dodatkową przyczyną częstego budzenia są też pasożyty układu pokarmowego (np. swędzące owsiki)- dziecko wszak w tym okresie wszystko bierze do buzi, nietrudno więc się zarazić przy takim trybie życia.

Jak karmić piersią i przetrwać takie okresy częstych nocnych pobudek:

  • być blisko dziecka; budzi nas nie samo karmienie piersią, bo ono działa usypiająco, ale: czekanie aż dziecko zaśnie, odkładanie dziecka, jakieś nasze nocne eksperymenty; tak zorganizować to nocne karmienie, żeby było nam wygodnie, żeby się nie rozbudzać;
  • pogratulować sobie dotychczasowego i obecnego karmienia piersią i w nagrodę: zrobić sobie morfologię krwi i jeśli czujemy się codziennie wyczerpane, przemęczone, bez sił również badanie tarczycy (TSH, Ft3, Ft4); poprawić jakość swojego odżywiania, żeby było zdrowsze, bardziej pełnowartościowe, żeby zawierało więcej witamin, mikroelementów; większość kobiet karmiących pije też za mało lub pije za dużo odwadniających napojów (kawa i herbata)- dlatego warto starać się dużo pić po wyczerpującej nocy; oczywiście można sobie też inne nagrody sprawić- zwłaszcza takie, które dadzą nam radość, którą będziemy mogły żyć;
  • pogratulować sobie po wyczerpującej licznymi pobudkami nocy, bo to jest kawał ciężkiej roboty matki na rzecz dziecka; a po robocie jak to po pracy należy nam się odpoczynek: a więc pozwalać sobie odespać w dzień (gdy dziecko zaśnie lub wyprawić bliską osobę z dzieckiem na spacer itp., żeby samej móc zdrzemnąć się lub tylko poleżeć; i koniecznie pozbyć się tu wszelkich skrupułów: sprzątanie, inne prace będziemy miały całe życie, a dziecko karmione piersią o wiele krócej
  • w skrócie: trzeba być dla siebie dobrą! wtedy łatwiej będzie nam być dobrą również dla dziecka.

A jeśli chodzi o menu, to pierwszy i drugi rok życia jest okresem, kiedy samemu warto wdrożyć dobre nawyki żywieniowe, które posłużą całej rodzinie, a przy okazji dziecku:

  • mało lub wcale cukru, soli i sztucznych dodatków do żywności (stabilizatorów, emulgatorów, konserwantów, wzmacniaczy smaku, słodzików czyli przeróżnych E); ponieważ jednak dorośli potrzebują trochę soli, warto najpierw odjąć trochę jedzenia dla dziecka, a potem je dopiero osolić, przyprawić pikantniej; zamiast soli dodajemy natomiast nasze poprawiające smak i trawienie zioła: majeranek, bazylia, tymianek itd.;
  • jeśli to możliwe, postarać się o warzywa, owoce, ziarna, jaja, mięso od babci, cioci, rolnika, który hoduje „dla siebie”; a jeśli kupujemy w supermarkecie, wybierajmy chociaż albo eko albo chociaż okazy małe (np. marchewki małe nie będą tak przenawożone jak te duże); najpierw więc wprowadzamy rodzime polskie produkty, na drugi rok zostawiając produkty egzotyczne, zagraniczne etc.;
  • wybieramy przede wszystkim pieczenie, gotowanie (też na parze) jako sposób przyrządzania potraw unikając smażenia jako „trudnego” dla wątroby i zdrowia zwłaszcza dziecka (ale dorosłego również);
  • korzystać możliwie często (najlepiej 1 raz dziennie lub częściej) z naturalnych probiotyków, jakimi są domowe kiszonki lub sok z nich; dla dziecka początkowo wystarczy parę kropel dziennie; warto wiedzieć, że łyżeczka naturalnego soku z kiszonek zawiera więcej probiotyków niż całe opakowanie aptecznych probiotyków w postaci saszetek, Lakcidów, Trilaców itp.;
  • dodawać do potraw na końcu (po ugotowaniu lub upieczeniu) surowe oleje z pierwszego tłoczenia: z oliwek, lniany, słonecznikowy, arbuzowy, z pestek dyni itd.; zamiast mąki warto zagęścić danie, np. sos mielonym siemieniem lnianym (najlepiej gdy zmielone jest całe ziarno, a nie apteczne siemię, które jest odtłuszczone);
  • dieta wegańska jest wybrakowana, żeby nie mieć niedoborów, trzeba jeść choćby od czasu do czasu jajka, mięso, nabiał (lub choćby same jajka); 8-miesięcznemu dziecku wprowadzamy żółtko, dobrej jakości mięso, jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy.

Z powodu niedojrzałego przewodu pokarmowego, nerek, narządu przeżuwania nie podajemy (lub unikamy zazwyczaj) dziecku w pierwszym roku życia:

  • orzechów- z powodu możliwości zadławienia i ogromnej alergenności;
  • soli z powodu niedojrzałych nerek;
  • produktów zakonserwowanych, silnie zmodyfikowanych itp.;
  • dań smażonych z powodu niedojrzałej wątroby;
  • produktów silnie uczulających: mleka krowiego i jego przetworów (odrobinę w 11 i 12 miesiącu można zacząć proponować), cytrusów, truskawek, ryb, kakao, orzechów; na to wszystko dziecko będzie miało czas w drugim bądź trzecim (alergicy) roku życia.

Dzieci natomiast potrzebują stosunkowo więcej niż dorośli:

  • tłuszczu- można go dodawać do zup, warzyw, kasz itp.;
  • cholesterolu ze względu na budowanie swojego mózgu i proces mielinizacji;
  • węglowodanów: złożonych i prostych, aby mieć wiele energii, szybko rosnąć (w 1 roku życia dziecko nie może surowego miodu ze względu na możliwość występowania w nim bakterii- może jednak przegotowany); warto więc podawać wielość kasz i płatków: jaglane, jęczmienne, gryczane, owsiane, quinoa, kuskus, itd.; dzieci najłatwiej akceptują słodki smak, stąd często owoce są chętniej przez nie zjadane, ale proponujemy również wiele warzyw;
  • białek zwierzęcych- ze względu na szybki wzrost.

Czy będzie ciąg dalszy? Zobaczymy. Przydałoby się jeszcze dojść do konkretów. Kilka super przepisów. Co Wy na to?

Zachęcam do przeczytania z dawką zdrowego krytycyzmu: „Bobas lubi wybór” i Gonzalesa „Moje dziecko nie chce jeść”. Ale najważniejszą książką, jaką każda mama powinna przeczytać jest księga własnego dziecka: słuchanie go, obserwowanie, szukanie dlań zrozumienia niepozbawione dawki roztropności. I pozwólmy dziecku, by była to księga radości.



8-miesięczna radość

Małe dziecko jest jak delikatna sadzonka. Na pewno zmienia nas- rodziców, zagłębiając się w rodzinnej ziemi naszych serc. Jeśli myślimy o wychowaniu go, to chyba bardziej powinniśmy wychowywać siebie, od siebie wymagać, a małego człowieka, co najwyżej ukierunkowywać bardzo delikatnie, z radością, zrozumieniem dla jego kruchości.

No i wprowadzanie dziecka w zaskakujący świat „dorosłego” jedzenia jest dla dziecka pierwszym wychowaniem.

Po pierwsze nie jest wcale takie oczywiste, że taki 8-miesięczny człowiek jest już w 100% gotowy, by jeść dodatkową żywność oprócz mleka mamy. Na taką gotowość wskazuje:

  • zainteresowanie jedzeniem, tym, że inni jedzą;
  • chęć wkładania sobie fragmentów jedzenia do buzi;
  • zanika odruch wypychania z buzi kawałków jedzenia;
  • umiejętność siedzenia: ważna, by się nie zadławić kawałkami stałego jedzenia.

Spójrzmy na zdolność jedzenia, żucia, połykania jak na każdą inną czynność.

Kiedy zaczynamy się uczyć jakiejś czynności:

  • ma prawo nam to nie wychodzić;
  • robimy to słabo, możemy stopniowo się ośmielać; czasowo może nam niknąć zapał do dalszych postępów;
  • łatwiej przychodzi nam nauka, jeśli podawana jest w formie zabawy, z radością; tzn. że najważniejszy jest nastrój jaki wprowadzamy wokół tej czynności czy pozwolono nam się nią cieszyć;
  • dobrze nam się uczy, gdy mamy dobry wzór czyli widzimy, jak daną czynność robią osoby, które mają już wprawę;
  • źle działa na nas przymus, wywieranie presji, ponieważ rodzi to bunt lub niechęć;
  • ważne jest też, by materiały, na których się uczymy (jakość jedzenia), sprzyjała dobrym nawykom na przyszłość;
  • naukę rozpoczynamy od łatwych umiejętności do coraz trudniejszych;
  • jeśli od początku nie będzie tego robił ktoś za nas, tylko sami będziemy sprawcami, to więcej się nauczymy.

Co to oznacza dla wprowadzania żywności uzupełniającej czyli bezmlecznej:

  • dziecko ma prawo jeść mało, słabo sobie z tym radzić (np. do 24 miesiąca a nawet dłużej mogą być w kupie kawałki jedzenia mało strawione), ta nauka ma prawo przebiegać w kształcie sinusoidy czyli po okresach, gdy dziecko chętnie je, mogą być okresy, gdy wraca z powrotem do piersi mami itd.; i takich „falowań” może być wiele; czyli jeden kroczek wprzód, dwa w tył to normalka;
  • nastrój radości i dobrej zabawy w czasie jedzenia jest w tym okresie ważniejszy niż to, ile dziecko zje i czy w ogóle zje; czyli pozwólmy dzieciom cieszyć się jedzeniem, dziwić, próbować lub odrzucać, brać w rączki, robić eksperymenty jedzeniowe;
  • pozwólmy małym dzieciom wypluwać- to niezmiernie ważna umiejętność, gdyby w przyszłości wzięły coś trującego, niejadalnego, popsutego do buzi;
  • nie róbmy z dziecka pępka świata- jedzmy w tym czasie i sami cieszmy się jedzeniem, wspólnym byciem zamiast kontrolą, ile drugi człowiek zjadł; choć w tym okresie warto odrobinę zwrócić uwagę, jeśli dziecko nie zje w ogóle lub zadziwiająco mało, gdyż może to oznaczać złe samopoczucie, bezobjawowo przebiegającą chorobę lub jej początek; ale bez paniki: może też po prostu oznaczać, że dziecko potrzebuje akurat się zregenerować przy źródełku mlecznym;
  • ważniejsze jest nie to ile dziecko zjadło, a jakość tego jedzenia; czyli rodzice są odpowiedzialni, by podać dziecku wartościowe jedzenie zawierające wszystkie składniki; w wieku 8 miesięcy, gdy dziecko jest karmione wg potrzeby piersią wystarczy zazwyczaj 3 posiłki dziennie; a więc rodzic podaje wartościowe jedzenie odpowiednio często, ale to dziecko decyduje, czy zje i ile zje;
  • łatwiejszym do strawienia, przeżucia są zazwyczaj pokarmy ugotowane i pieczone, a także miękkie, rozdrobnione lub pokrojone; czyli jabłuszko można ugotować na parze lub w piekarniku i pokroić dla dziecka w słupki, które łatwo mu będzie wziąć do ręki; lub skrobiemy jabłko łyżeczką i karmimy łyżeczką w taki sposób, by ono samo językiem zgarniało jedzenie z łyżeczki; nie wycieramy za dziecko jedzenia o górną wargę! Jeśli dajemy zupki, to najpierw rozgniecione, a jeśli dziecko sobie z tym radzi, to
  • proponujemy, kładziemy przed dzieckiem, bez wywierania presji- dzieci potrafią się cieszyć poznawaniem jedzenia, to jest też ważne dla jego bezpieczeństwa, żeby się nie zadławiły. Kosztowanie to jest pierwszy etap nauki jedzenia, który rozciąga się na drugie półrocze, drugi rok życia, a nawet dłużej;
  • tak samo jest z wodą- proponujemy ją, nie zmuszamy; w drugim półroczu można proponować w zwykłym kubeczku, przez rurkę, w butelce z ustnikiem, łyżeczką, kubkiem pochylonym. Nie ma co uwsteczniać dziecka i proponować mu butelki ze smoczkiem, bo to w dalszym ciągu możliwość oduczenia właściwego sposobu ssania, nabycia niewłaściwych nawyków (np. gryzienia piersi). Dopóki dziecko dużo ssie, to jest dobrze nawodnione, ponieważ mleko mamy to w 87% woda, a więc nie potrzebuje dużo/niemal wcale wody.

Najczęstszy błąd popełniany przez mamy:

  • Aby wzrosła akceptacja danego smaku potrzeba średnio skosztowania danego produktu 18 razy. Nie trzeba więc z góry zakładać, a tym bardziej ogłaszać, że dziecko nie lubi danego pokarmu, gdy skosztowało zaledwie kilka czy kilkanaście razy. Jak dziecko będzie słyszeć, że czegoś nie lubi, to będzie się uczyło tego nie lubić, będzie to zapamiętywać (rozumie więcej niż mówi, niż wyraża!). Trzeba po prostu cierpliwie proponować, kłaść przed dzieckiem do próbowania różne zdrowe produkty (czyli bez cukru, soli, dodatków E).

Cdn.

W następnym wpisie spróbuję opisać to nieco „od kuchni”. I jak sobie radzić z nocnym ssakiem.



Rwący nurt

Rwący nurt miłości

„Tyś mnie wydobył z łona, uczyniłeś mnie bezpiecznym u piersi mej matki” Ps 22, 10

Ostatni dzień Międzynarodowego Tygodnia Karmienia Piersią.

I refleksja, że my matki karmimy nasze dzieci niedoskonale. Ale jest Ktoś, kto umie nas nauczyć karmić lepiej, serdeczniej, radośniej. Kto jest taką Matką, przy której jesteśmy bezpieczni.

Bezpieczni na Wieczność.

 

Matką, przy której jesteśmy tak bezpieczni, że żadne udawanie nie jest potrzebne. Nie musimy udawać lepszych, mądrzejszych. Bo jesteśmy kochane takimi jakimi jesteśmy.

Zapraszam do włączenia się do lektury: „Testament duchowy. Gdy noc staje się jaśniejsza niż dzień” o. Pelanowski:

„Zacznijmy od bycia w łonie Maryi, a wtedy w łonie ziemi nie utkwimy, lecz zanurzymy się w bezkres najskrytszego życia Boga>”



Spotkania wakacyjne

Czasem spotkam jaszczurkę, ale nigdy żadne zwierzę nie zastąpi spotkania z drugim człowiekiem.

Krok za krokiem życie niesie nowe wyzwania, przygody, radości, trudy.

Byle się tylko nie poddawać.

Moja wakacyjna radość z rozmowy z pewną mamą, która już myślała, że jest skazana na butelkę z mieszanką, nie uda jej się wykarmić wyłącznie piersią.

Ale zwyciężyła, ponieważ: po pierwsze zaufała swojemu dziecku. Po drugie zaufała sobie, że jest w stanie wykarmić, że da radę bez smoczków, butelek. Po trzecie zaufała naturze, że po coś ten odruch ssania jest stworzony, nie dla gumy, nie dla butelek.

I po kilku miesiącach mieszanego karmienia może się cieszyć teraz karmieniem z piersi bez odliczania, wyliczania, niepokoju.

Ta i inne historie pokazują mi jak ważne jest, by matkom karmiącym dawać zrozumienie, że laktacja nie jest czymś statycznym, niezmiennym. Nie jest niczym niezależnym od nich. Ona jest dynamiczna, elastyczna. Potrafi się rozwijać, ale też zwijać- w zależności od postępowania mamy i dziecka oraz tego, co się dzieje między nimi. A ponieważ jest rzeczą zasadniczo bardzo elastyczną- matka zazwyczaj może mieć ogromny wpływ na to, co dzieje się z jej karmieniem piersią.

Boli mnie, kiedy widzę już na położnictwie dzieci z tłumikami- smoczkami uspokajaczami. Pół żartem- pół serio mówię do matek, czasem ojców: „Trochę mało kaloryczna ta gumowa przekąska”

Położne na każdy następny dzień zbierają informacje od kobiet, jakie menu wybierają na następny dzień. Zgryźliwie powiedziałam do jednej z mam: „A sobie kawałka gumy do jedzenia Pani nie wybrała!”

Dziecko nawet maleńkie- też człowiek.

Nie zbaczajmy z naszej Mlecznej Drogi 🙂

Doula- Fizula



Zaczyna się Tydzień Karmienia Piersią

Przebywając z kobietami na położnictwie dotyka mnie osobiście rozpowszechnienie jednego z najbardziej szkodliwego mitu dotyczącego karmienia piersią czyli drżenie: „Och, czy oby mam właściwą ilość pokarmu?”

Jest to bardzo wygodny w gruncie rzeczy mit dla tych, które nie chcą karmić, szybko przejść na butelkę. I mit wyjątkowo szkodliwy dla kobiet, które chcą karmić. Jeśli kobiecie brakuje pewności, że ma w piersiach właściwą ilość pokarmu (czyli najpierw najwartościowszej siary, potem mleka przejściowego, a następnie dojrzałego), to podejmuje z łatwością działania, które rzeczywiście zmniejszają laktację: dokarmianie mieszanką, rzadsze karmienia piersią, przedkładanie innych sposobów uspokajania nad karmienie piersią tzn. dziecko może się notorycznie nie najadać z piersi, jeśli się je zbyt często buja, nosi, zawija, zatyka smoczkiem. Nie mam nic przeciwko bujaniu i noszeniu, ale nawet w drugiej połowie pierwszego roku życia (między 6 a 12 miesiącem), dziecko może za mało przybierać na wadze, jeśli bujanie i noszenie dominuje, zamiast karmienia piersią. Czasami te obawy potwierdza nieprawidłowe zachowanie dziecka, nieprawidłowe przystawianie- ale wówczas zamiast butelki trzeba skorygować zachowanie dziecka lub swoje, skorzystać z pomocy.

Niech żyją mamy karmiące piersią! Hip hip hurra! Gratuluję Wam serdecznie wytrwałości, cierpliwości, otwartości na potrzeby swoich dzieci! Potrzeba, żebyście doceniły tę swoją wymagającą dużej dyspozycyjności pracę na rzecz dziecka i rodziny 🙂

I w nagrodę dały sobie możliwość wyspania się choć trochę (pozwól, żeby ktoś inny poszedł na spacer z dzieckiem), zadbania o siebie (co kto lubi: fryzjer, paznokcie, spacer, spotkanie z przyjaciółką etc. w zależności od tego, kto, co lubi).

Kwiatek dla wszystkich Matek karmiących piersią! Dziękuję Wam za Waszą dzielność!

Doula- Fizula 🙂



Co ułatwia poród?

W literaturze, w rozmowach z położnymi, matkami można znaleźć, że ułatwia poród:

  • zjadanie 6 daktyli dziennie od 36 tygodnia ciąży („jedz daktyle i dzidziuś wyskoczy za chwilę”);
  • jedzenie oleju z wiesiołka;
  • picie herbaty z liści malin;
  • popijanie w terminie porodu małymi łyczkami w ciągu 1-2 dni herbaty z termosu sporządzonej z: 1 laski cynamonu (zetrzeć); 10 goździków; małego świeżego korzenia imbiru (łatwo się obiera i ściera skrobiąc zwykłą łyżeczką); 1 łyżki herbaty Werbeny.

A co z kobietami, które w ogóle nie miały dostępu do tych pokarmów, nie wiedziały, że są wartościowe w okresie okołoporodowym i mimo wszystko szczęśliwie urodziły?

  • cierpliwość, zdolność czekania- kiedy dziecko jest dojrzałe do porodu? czasem bywa to 2-3 tygodnie po terminie wyznaczonym z miesiączki (czyli wg przestarzałej XIX-wiecznej metody Negellego);
  • istotne jest po prostu dobre odżywienie, nawodnienie matki, aby miała siły do porodu; pewna matka tak się zajęła w upał sprawami okołodomowymi, że przyjechała na porodówkę mocno odwodniona; czy może dziwić, że trzeba było ją podłączać pod aparaturę, kroplówki?
  • intymność, spokój, cierpliwość, odpowiednio dużo czasu na rozwój porodu;
  • osoby towarzyszące, które nie zakłóciły ich porodu na tyle, że były w stanie urodzić; niestety w polskich szpitalach aż ok. 45% kobiet jest okaleczanych cesarskim cięciem tylko z tego powodu, że rodzą.

Jest takie powiedzenie „Z pustego i Salomon nie naleje”. Ono sprawdza się zarówno w okresie porodu jak i karmienia piersią. Są to okresy, kiedy nie można się ani głodzić, ani stosować restrykcyjnych diet (chyba że z jakiś wyjątkowych powodów, np. choroby).