Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’


Mleczne pogaduchy- śmiejące maluchy

Dobrych parę lat temu prowadziłam grupę wsparcia dla matek karmiących piersią. Było to bardzo budujące dla mnie osobiście, ale i dla mam, z którymi miałam przyjemność się spotykać. Do teraz z niektórymi z nich utrzymuję serdeczne kontakty, co bardzo sobie cenię.

Jak myślicie- jest obecnie zapotrzebowanie w Lublinie na „Mleczne pogaduchy”?

Na razie zapraszam na spotkanie 14 listopada (wtorek) o godzinie 10.30 w bibliotece publicznej w Lublinie przy ul. Relaksowej 25.

Jeśli ktoś jest chętny, to pytajcie (w komentarzu, mailu: fizula@gazeta.pl lub telefonicznie 501 218 388) lub śledźcie bloga. Zapytajcie też znajomych, czy chciałyby w czymś takim uczestniczyć lub przekażcie dalej.



Na czym polega bycie matką?

Karmienie wroga

Jakiś czas temu ukazał się powyższy artykuł.

Pokrótce: ciężko ranna Palestynka trafia na żydowski oddział. Tam żydowska pielęgniarka karmi piersią jej dziecko, które odmawiało (prawdopodobnie- nie jest dokładnie napisane) ssania butelki lub przyjmowania w inny sposób pokarmu.

Chodziła ta sytuacja i chodziła za mną. Nie dzieliłam się nią, ale jakoś tak leżała mi na sercu.

I widać w niej jak na dłoni, czym jest karmienie piersią.

Niesieniem pokoju pośród ognia wojny, zgliszcz.

Odbudową pokoju.

Czy Wy byście nakarmiły dziecko wroga?



Pyszne jak pokrzywa

IMG_1329Jeśli ktoś na bieżąco śledzi mój blog, to zapewne czytał już o dziecku, które stwierdziło, że coś jest „pyszne jak pokrzywa”.

Pokrzywy majowe mają liście czerwonawe od spodu. Ta czerwień opowiada o bogactwie żelaza, które zawierają. Zawierają jednak o wiele więcej mikroelementów- rosnąc na glebie żyznej czerpią ich bogactwo: magnez, fosfor, jod, krzem, potas, siarka oraz witaminy: C, K, A, B2. Po co się truć chemią w tabletkach, skoro można zjeść coś smacznego, tańszego i o wiele zdrowszego Pokrzywa w ogóle jest ciekawym ziołem, chociaż ja bym powiedziała, że jest warzywem liściastym.
To, że teraz jej się nie jada w takich ilościach jak kiedyś, świadczy tylko o tym, że sama  nie jest zbyt smaczna. Jej zbieranie też bywa niezbyt miłe, jeśli nie posiada się grubych gumowych rękawic: wgryza się swoimi parzydełkami w skórę, co ma podobno przeciwreumatyczne działanie. Nie zjada się jej też z tego powodu, że nie ma głodu- dawniej ratowała życie i zdrowie ludzkie uzupełniając niedobory mikroelementów, witamin, oczyszczając naczynia krwionośne, wątrobę, nerki. Oczyszczając łagodnie

Moi sąsiedzi smażą jajecznicę z pokrzywą.

Ja z kolei specjalizuję się w robieniu soków, koktajli z pokrywą, które dzieci piją z wielką chęcią.

Wynalazłam dla własnych potrzeb następujące smaczne mikstury regenerujące:

  • garść pokrzyw (samych liści), 2-3 banany, garść czarnych porzeczek (lub innych), szklanka przegotowanej wody;
  • garść pokrzyw, 2 banany, garść jagód, 1 jabłko, szklanka wody;
  • garść pokrzyw, 1 banan, szklanka truskawek, woda.

Kto da więcej?

Chętnie skorzystam z ciekawych przepisów.

Sałatka z pokrzywą

Zupa z pokrzywy

Warto sobie podjeść pokrzywowo:

  • gdy się czujemy osłabieni;
  • gdy chcemy się wzmocnić
  • gdy mamy zwiększone potrzeby: karmienie piersią, dzieciątko w drodze lub 2 w 1;
  • gdy mamy ochotę spróbować coś nowego;
  • gdy ma się anemię lub skłonności do niej
  • gdy uważamy, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

Plony pokrzywowe jak co roku obrodziły, więc chętnych zapraszam na wspólne pokrzywobranie.



Cuda jak kwiaty

Karmiąc piersią uczestniczymy w cudzie natury.

Piękne zdjęcia!

Matki i dzieci są Bożym dziełem sztuki!



Tylko 1 kropla!

Ciekawy link dostałam od Kasi, za co jej serdecznie dziękuję.

Rzućcie okiem:

Próbki pełne bakterii i 1 kropla mleka matki

Rozumiecie już dlaczego dziecko chore przykleja się do mamy niemal jak do kroplówki? O ile ta zechce być dla niego na tyle cierpliwa.

Dla mnie to było oczywiste nie od dziś.

Co więcej mleko matki działa wielotorowo. Nie tylko przeciwbakteryjnie, ale też:

  • przeciwwirusowo;
  • przeciwgrzybicznie;
  • przeciwko robakom i pierwotniakom;
  • i innym organizmom chorobotwórczym.

To nie znaczy, że trzeba ani tym bardziej warto zaniechać leczenia dziecka. Znaczy to jedynie i aż tyle,  że nie ma lepszego sprzymierzeńca w jego zdrowieniu niż matczyne mleko.

Niektórzy ludzie wyśmiewają się z takich naturalnych metod wspomagania radzenia sobie z chorobą dziecka jak zakraplanie mu umytymi rękami 1-2 kropelek mleka matki do oka, noska czy ucha (w zależności od miejsca infekcji). W świetle tego eksperymentu jest to najwyższej klasy lekarstwo przeciwbakteryjne.

Kiedy jedno z moich dzieci miało powtarzające się zapalenia spojówek z powodu niedojrzałości kanalika łzowego, lekarz nałogowo przepisywał antybiotyk. Któregoś razu jednak postanowiłam spróbować zaaplikować mleko. Okazało się, że efekt jest o wiele bardziej spektakularny: po mleku często dawkowanym oczy zdrowiały o wiele szybciej!

Dlaczego?

Bo działa kompleksowo w odróżnieniu od tego czy innego antybiotyku, który ma funkcję jedynie przeciwko bakteriom.



Dyrygent i pierwsze skrzypce

Odsłona 1

Pewna mama dziecka, które nie ukończyło jeszcze 2 lat z zawodem opowiadała mi o tym, że jej dziecko mimo że karmione piersią tak poważnie chorowało, że nawet dostało antybiotyk. Z jej głosu przebijał żal i pewne rozczarowanie.

Odsłona 2

Inna mama pięciorga dzieci opowiada o tym, jak wszystkie jej dzieci przeszły nieprzyjemną wirusówkę. A jej najmłodsze dziecię- jeszcze w wieku noworodkowym, karmione wyłącznie piersią- najlżej.

Jak to jest z tą odpornością i karmieniem piersią?

Nasunęły mi się muzyczne porównania.

Dyrygentem odpowiedzialnym za nasze zdrowie są w pewnym stopniu nasze geny. Jednak w pierwszych latach życia pewne szlaki metaboliczne, ale też odpornościowe tworzy karmienie piersią- ono więc też w pewnym sensie jest początkowo dyrygentem. Jednak o ile w pierwszych miesiącach życia, gdy dziecko jest karmione wyłącznie piersią- łatwiej za stan zdrowia przypisać odpowiedzialność temu dyrygentowi i tym pierwszych skrzypcom, które przejmuje karmienie piersią. Gdy minie jednak pół roku i dziecko zaczyna zjadać coraz więcej różnych pokarmów, gdy nie jest noszone tylko przez mamę i dotyka, liże wszystko, co go tylko zainteresuje, to odpowiedzialność za tą odporność jest dużo bardziej rozczłonkowana.

Bo jeśli orkiestra fałszuje, to czy można za to winić tylko dyrygenta i pierwsze skrzypce? W dalszych miesiącach życia karmienie piersią kontynuuje pełnienie ważnej roli- ale nie jest to rola jedyna. Co więcej im dalej w las, tym bardziej rezygnuje ze swej kluczowej roli- pozostawiając jednak po sobie dobry kierunek rozwoju.

Dostałam dzisiaj pewien komentarz na temat karmienia piersią powyżej roku. Ponieważ jednak jest stekiem bzdur, na które szkoda czasu, nie publikuję go- zbyt wiele kłamstw już funkcjonuje na ten temat, by puszczać do obiegu jeszcze kolejne.

Jednak gdyby rzeczywiście karmienie piersią powyżej roku wywierało tak negatywny wpływ jak to się mu przypisuje- te tysiące, dziesiątki tysięcy pokoleń przed nami wymarło by już dawno. A to właśnie karmienie naturalne chroniło w czasach, gdy nie znano higieny, gdy dzieci na co dzień bawiły się w kałużach, gnoju, kiedy nie zawsze pito czystą wodę.



Maryja piersią karmiła- w ten oto sposób miłości uczyła

img_1095

Nie mogąc się z dziećmi doczekać w miniony Adwent Bożego Narodzenia, układaliśmy trochę razem, a trochę osobno pastorałki.

Niezła zabawa z tego była. Ale też czas na refleksję.

W ten oto sposób powstało dwadzieścia parę pastorałek- zilustrowanych przez moją córę, która uczyła się w ten sposób informatyki.

I dziś z okazji święta mieliśmy czas wrócić do nich, poczytać sobie i się pośmiać z częstochowskich rymów.

W pewnym momencie odzywa się ssak:

-Mi zaśpiewaj „Pastorałkę mleczkową”!

Ha!

Tu nastąpiła chwila konsternacji.

-Ale ja nie napisałam żadnej Pastorałki mleczkowej.

A może Wy miałybyście ochotę dołączyć się do zabawy?- tak sobie pomyślałam.

Dzielę się więc z Wami pomysłem i zachętą:

Napiszcie pastorałkę laktacyjną (lub wedle pierwowzoru „mleczkową”) i wyślijcie ją do mnie na maila (fizula@gazeta.pl) lub zamieście w komentarzu do tego wpisu. Wystarczy 1 zwrotka i 1 refren. Choć oczywiście można i dłuższe utwory pastorałko-laktacyjne. Myślę, że możemy sobie dać czas do 20.01.2017.

Jako wygraną wyślę te oto książki:

img_1111

Jackie Silberg „Gry i zabawy z niemowlakami”

Walter Trobisch „Małżeństwo na nowo odkryte”

Stormie Omartian „Moc modlitwy rodzica”

Książki używane (głównie przeze mnie), ale nadające się do czytania. I warte przeczytania.

Jak nie będzie chętnych do napisania, to wyślę pierwszemu chętnemu.

 

Żeby Was zachęcić i ośmielić do próby pisania, podzielę się fragmentem własnej pastorałki, którą w końcu przeczytałam w odpowiedzi na prośbę mlecznego ludzika.

„Dlaczego Duch potrzebuje ciała, pastorałka o tym zagrała”

Ref.: Cisza święta, błogosławiona-

Duchem Świętym natchniona.

Słowo stało się Ciałem

-miłości kwiatem wspaniałym.

 

  1. A skoro Ciałem stało się Słowo,

To nie pogardziło Matki osobą.

I chociaż Maryja pałacu nie dała,

To mleka swojego nie żałowała.

I chociaż w bogate stroje też nie ubrała,

To rąk do noszenia nie żałowała.

I chociaż złotem i srebrem Józef nie obdarował,

To czasu i nauki nigdy nie żałował.

A Maryja, choć drogich naczyń Mu nie dała,

To czułości, karmienia piersią nie odmawiała.



Ewolucja matki wielodzietnej

zdjecie-36

Dziecko nr 1

– wiem, że należy karmić co najmniej 2 lata, ale emocjonalnie nie radzę sobie z tym, więc kończę tuż przed 2 urodzinami; fatalne zakończenie – na swoich błędach, winach uczenie;

Dziecko nr 2

-wiem to, co powyżej, ale też wiem, że bardzo kiepską rzeczą jest kończenie, gdy dziecko nie jest do tego gotowe chociaż trochę; wierzę, że jest możliwy happy end laktacyjny; wierzę, więc dobijam do niego, choć nie bez pośpiechu;

Dziecko nr 3

-doświadczenie, że jest możliwy mleczny happy end, więc kto by się tam śpieszył i po co; no to:

Dziecko nr 4:

dołącza się do 3, bo razem raźniej; a jak się nie ma co śpieszyć, to:

Dziecko nr 5:

dołączy się do 4, a po drodze wykopie brata, bo co mu będzie podpijał.

W miarę powiększania się rodziny człowiek przekonuje się, że to karmienie w niczym nie przeszkadza. Jak to powiedziała Agnieszka: „Po co się kopać z koniem?” ( myśl o odstawianiu niedojrzałego do tego dziecka)

Ale cierpliwość zawsze potrzebna. Nigdy nie dana raz na zawsze.

Sympatycznie rozwija się ten kwartalnik laktacyjny



Czekanie na wagę złota

Jest taki czas, kiedy o naszej miłości świadczy tylko cierpliwość:

Jest sens czekać

a nawet utrudzić się tym czekaniem.

Dla niektórych dzieci ich termin to np. 43 tydzień (liczony wg miesiączki czyli regułą Naegellego). Jeśli indukcję czyli wywołanie porodu przeprowadzi się, kiedy dziecko skończyło 37 tydzień, to takie dziecko jest wcześniakiem, który powinien siedzieć jeszcze w brzuchu 6 tygodni dłużej. Widziałam wielokrotnie na położnictwie wcześniaki zabrane do inkubatorów urodzone „w terminie”, z dużymi problemami oddechowymi, nie mające siły ssać.

To czekanie na poród to góra kilka tygodni. A co potem z czekaniem, żeby wykarmić dziecko odpowiednio? Też się odstawia mleczne wcześniaki od piersi. No bo jeśli nie miało się cierpliwości czekać kilku tygodni, dni na poród, skąd weźmie się cierpliwość, żeby wykarmić dziecko?

Acha.

Po komentarzu Moniki dorzucę jeszcze kilka słów. Uważam, że lekarze z zasady mają dobrą wolę i bardzo dużo wiedzy. Stąd proponowanie przez nich indukcji- wywoływania porodu zanim się samoistnie zacznie zwykle wynika z tej dobrej woli, ale też z wielu przewidywań powikłań, o których się uczyli. No, musieli się uczyć, oczywiście dobrze, że się uczyli. Szkoda, że właśnie nie poświęcają całej swej uwagi tymże sytuacjom choroby, zaburzeń,  bo wtrącanie się do fizjologii akurat niestety często ją niszczy. Zbyt krucha i delikatna jest ta kobieca fizjologia porodu, by można było wokół niej chodzić inaczej niż na paluszkach.

Jednak to rodzice mają intuicję rodzicielską. No i od nich zależy, czy w wiedzę się zaopatrzą.

Jak lekarz wierzący i modlący się, to jeszcze może mieć natchnienie Ducha Świętego, co do swojej pracy,  z pewnością. Takich lekarzy ze świecą szukać.

Nasz znajomy oazowicz- lekarz rodzinny postawił moim dzieciom przez telefon prawidłową (niełatwą!) diagnozę, której nie potrafiła wypracować badająca ich kilka dni wcześniej lekarka. Chociaż w obrazie choroby nic się nie zmieniło.



Zbyt mała ilość pokarmu- czy istnieje?

„Gdybyś miała czas to napisz proszę, czy coś takiego, jak „zbyt mała ilość pokarmu” w ogóle istnieje? Znam z opowieści kilka takich historii, tzn. stwierdził to lekarz albo położna i kończyło się oczywiście na dokarmianiu MM bądź tylko sztucznym karmieniu.”

Padło takie pytanie w komentarzu.

Istnieje.

Ale w naszych realiach zwraca uwagę przede wszystkim „pozorny niedobór pokarmu”. Zdarzyło mi się konsultować matki, które twierdziły, że nie mają pokarmu, bo pod wpływem ich naciśnięcia (na samą brodawkę- czego się nie robi!) mleko nie leciało wartkim strumieniem. A jak wiadomo: 1. Nie odciąga się skutecznie mleka ściskając brodawkę, tylko wymasowując mleko spod otoczki; 2. Kobieta nie robot- nie działa za naciśnięciem guziczka- jak się ją sprawdza, to zazwyczaj odruch wypływu (oksytocynowy) zahamowuje z powodu stresu. Hormon stresu- adrenalina skutecznie blokuje wydzielanie oksytocyny odpowiedzialnej za „wyciskanie”, wytryskanie mleka; 3. Jak kobieta ma zastój, to pomimo że ma piersi przepełnione mlekiem, to jej mleko nie leci.

Zadziwiające, że można mieć tak mały kontakt ze swoim ciałem, że w momencie największego przepełnienia mlekiem piersi (jak głazy bywają twarde), twierdzić, że się go nie ma.

Druga częsta sytuacja jest ta, że z kolei unormowanie laktacji- czyli rozluźnienie piersi- kobiety odczytują jako „zniknięcie mleka”. No i tak się tym martwią, że coraz częściej podają mieszankę, no i rzeczywiście spełnia się ta obawa.Matki też potrafią płaczliwość interpretować jako niedobór pokarmu- a dziecko może doświadczać właśnie nadmiaru z powodu zbyt szybkiego wypływu mleka z piersi. Itd., itp.

Zdaje się jednak, że sympatyczną Pytającą interesował rzeczywisty niedobór pokarmu.

Zazwyczaj zdarza się: odwracalny niedobór pokarmu (czyli matkę można wyleczyć, sposób ssania dziecka rehabilitować, nauczyć dobrego przystawiania, wędzidełko zbyt krótkie podciąć itd.). W wyjątkowych naprawdę sytuacjach niedobór jest nieodwracalny, np. niedorozwój gruczołu mlecznego (baaaardzo rzadko- nie świadczą o tym małe piersi), stan po operacji piersi (np. przecięty nerw piersiowy), po radioterapii.

Niektóre przyczyny rzeczywistego niedoboru pokarmu:

  1. Hormonalne:

-pozostawienie fragmentu łożyska- organizm się więc dalej zachowuje jakby był w ciąży; a fragment łożyska utrudnia zwijanie macicy; dla zdrowia matki i żeby dziecko mogło się najeść konieczne jest łyżeczkowanie; po tym zabiegu- laktacja może ruszyć wreszcie z kopyta, jeśli się ją pobudza (o ile nie zaburzyło się w tym czasie odruchu ssania dziecka smoczkiem, itd.);

-niedokrwienie przysadki mózgowej (tzw. zespół Sheehana)- krwotoki porodowe nie są dobre dla  przysadki mózgowej produkującej i prolaktynę (hormon mleczny produkowany przez  przedni płat przysadki) i magazynującej w tylnym płacie oksytocynę;

-branie środków antykoncepcyjnych dwuskładnikowych i leków hamujących laktację (np. bromokryptyna;

-dużo papierosów, alkohol, narkotyki;

-nieleczona niedoczynność tarczycy (czyli słaby apetyt, depresja, zmęczenie), nieleczona cukrzyca (dla cukrzyczek laktacja jest baaardzo wskazana, bo to oznacza więcej zużytych kalorii, ale żeby laktacja ruszyła, trzeba jak najczęściej karmić);

-za mało oksytocyny, np. z powodu: bardzo silnego bólu, ciężkiej choroby;

2. Żywieniowe:

-głodzenie (się) matki (nie można się wycieńczająco odchudzać!);

-odwodnienie matki;

-głębokie wyczerpanie matki, głęboka anemia;

-duże ilości kawy (podaje się, że powyżej 5 filiżanek);

3. Odłączenie matki od dziecka:

-opóźnienie pierwszego karmienia;

-zbyt mała częstotliwość karmień (karmienie wg zegarka, podawanie smoczka zamiast piersi, przeczekiwanie, ospałe dziecko, dokarmianie;

-zbyt krótkie karmienia: np. pośpiech;

-brak nocnych karmień, np. uczenie dziecka przesypiania nocy, zabieranie dziecka w szpitalu na noc, „żeby matka wypoczęła”;

-brak, zbyt rzadkie, zbyt słabe odciąganie w sytuacji oddzielenia od dziecka;

4. Nieskuteczne opróżnianie może być spowodowane:

-obrzękiem, zastojem, zapaleniem (dziecku może być wówczas trudniej złapać pierś, jeśli brodawka się chowa);

-nieprawidłowym przystawianiem przez matkę;

-zaburzeniami ssania u dziecka, np. mylenie wzorców ssania (nauczenie się smoczka), leki działające na dziecko (np. opiaty przeciwbólowe w czasie porodu), choroby;

-problemami z odciąganiem.

Niestety są takie sytuacje. Ale jeszcze bardziej niestety, że w bardzo wielu można pomóc, ale się przekreśla kobiety, dziecko, że podsuwa się tak szybko butelkę ze smoczkiem jakby to było jedyne alternatywne rozwiązanie. Tak jakby jedyną alternatywą dla chodzenia był wózek inwalidzki. No cóż i w dziedzinie laktacji jest też cały szereg pośrednich rozwiązań nie przekreślających tak łatwo laktacji jak butla z mlekiem- bardziej zbliżonych do zdrowia.

Te oddzielenia matek od dzieci, sytuacje choroby, wcześniactwa to jednak bywają naprawdę bardzo trudne kwestie. A jak się na to nałoży jeszcze całe mnóstwo mitów dotyczących karmienia, to uzyskujemy obraz laktacji w sytuacjach szczególnych. To, że już na położnictwie 50% dzieci jest dokarmianych u nas w Polsce- to świadczy przede wszystkim o złych praktykach szpitalnych, o tym, że wiele z mitów laktacyjnych podzielają lekarze i położne oraz że ten właśnie personel medyczny jako rodzice sami karmią bardzo szybko sztucznie- więc dzielą się tym osobistym doświadczeniem  z tymi, którzy wpadną w ich ręce.

W tej dziedzinie niestety matki i ich dzieci mają zbyt często pod górkę w naszych realiach.