Archiwum kategorii ‘Do poczytania- książki i nie tylko’


Cesarzowa przeprowadza się

Pomóżmy Ani kupując jej książkę!

Ania przeprowadza się i na tę przeprowadzkę ma jeszcze ponad 1000 swoich niesprzedanych książek.

Dlaczego warto kupić tę książkę?

Po pierwsze, żeby ułatwić jej przeprowadzkę wraz z liczną rodzinką (6 dzieci).

Po drugie, bo ta lekturka trzyma w napięciu aż do końca. I jest świadectwem umiłowania życia, odwagi pięknego rodzenia.

Nie dlatego, że jest polukrowana, że osładza czy przesładza macierzyństwo.

Nie dlatego, że pokazuje poród w domu jako coś idealnego.

Wręcz przeciwnie- jest do bólu prawdziwa. Do bólu kontrowersyjna.

Poród w domu po cesarce pokazuje jako wielce ryzykowny (na 4 domowe porody po 2 cesarkach aż 3 kończą się krwotokiem)- aż mnie boli, gdy o tym piszę. Z tymże już po 2 cesarce było pęknięcie macicy- więc z medycznego punktu widzenia o porodach domowych nie powinno być już dalej mowy. Ale Ania nie oddałaby żadnego z tych porodów, nie zrezygnowałaby z żadnego z nich i niesie wiele nadziei i odwagi innym kobietom przez swoją książkę, rekolekcje, spotkania. Choć lekarze przekreślili jej macierzyństwo już przy drugim dziecku. Obecnie cieszy się zaś sześciorgiem dzieci.

To co? Kupujecie?

Przeprowadzka razem z 1000 książek. Hmmm… Jak kupisz jedną, to będzie już tylko 999 🙂



Mężne czy szalone?

Z pewnością mężne

 

Jak widać „Matki mężne czy szalone?” Marty Dzbeńskiej-Karpińskiej wam reklamuję.

Kobiety, którym wmawiano:

  • że nie powinny być matkami;
  • że powinny pozwolić zabić swoje dziecko, żeby ratować swoje wiszące na włosku życie i zdrowie;
  • że powinny ograniczyć ilość swoich dzieci do jednego, do zera;
  • że powinny zapomnieć o macierzyństwie,

mimo to zostają matkami. Dają żyć swoim dzieciom, stawiają czoło chorobom.

Rodzą i wychowują, pomimo że „miało być tak strasznie”, że chorobami straszono jak czającym się potworem.

Wytrwały.

Przechorowały swoje.

Zaufanie zwyciężyło.

I miłość zwyciężyła.

Ocaliła zdrowie i życie dzieci.

Przeczytajcie koniecznie. I podajcie dalej.

To książka pełna nadziei wbrew beznadziei.

Oprócz tego piękne albumowe zdjęcia, piękna grafika, które pozwalają spotkać bohaterów po latach.



Kobieta z uśmiechem

Z Anną Powideł, autorką książki „Cesarzowa rodzi w domu”

 

Spotkanie z kobietą o niezwykłym uśmiechu- Anią Powideł z okazji Międzynarodowego Dnia Porodów Domowych 6 czerwca.

Dzień pełen niespodzianek.

Wzruszeń.

Spotkań przez duże S.

Zadziwienia, że:

  • życie zwycięża;
  • są rodzice, którzy na swoje ręce w zaciszu domowym przyjęli 12 dzieci;
  • że trudne szpitalne doświadczenia nie muszą determinować naszego życia, jeśli oddamy je Bogu prawdziwemu;
  • że w sytuacjach, gdy lekarze załamują ręce i mówią, że nic się nie da zrobić i skazują na medykalizację, można tak wiele pomóc (kobieta pod koniec ciąży z wielowodziem, problemem z nerkami wyleczyła się przy pomocy ziołowej kuracji: ekstrakt z korzenia pietruszki, ziela rdestu, skrzypu, nawłoci, liścia brzozy, kłącza perzu, korzenia lubczyku).

Wasza doula- Fizula



Pasja narodzin- pasja umierania

„Zmarła na Matkę Boską Gromniczną; jej jasny duch –

Biała świeca świata – pali się na drodze

Do innych sfer służby i cnoty,

Żywe światło Wiecznego Dnia.”

 

-cytuje Sheila Kitzinger wiersz o swej matce napisany po jej śmierci. „Pasja narodzin”- to biografia tej autorki, w której pisze i o narodzinach, i o śmierci.

Wszystkie swoje pięć córeczek urodziła w domu, w tym bliźniaczki. Jeździła po całym świecie, by sprawę narodzin, karmienia piersią badać, poznawać, ale też dzielić się tym, co odkryła o porodzie czyli swoją pasją, szczęściem, entuzjazmem rodzenia, ale też karmienia dzieci piersią.

Niektórzy ją oskarżali, że w swoich wykładach-pokazach poród naturalny pokazuje zbyt podobnie do współżycia, przeżywania orgazmu, całą sobą. Tak jakby poród nie był kontynuacją współżycia, jego rozwojem aż do dawania życia na świat.

Towarzyszyła też swej matce w odchodzeniu z tego świata właśnie w domu, by niepotrzebnie nie zadawać jej bólu, być do końca przy niej z miłością.

Z wieloma rzeczami z Sheilą się nie zgadzam, z jej daleko posuniętym feminizmem, który aż niszczy kobiety. Była jednak tak bardzo barwną osobowością, tak wiele zrobiła na rzecz godnego rodzenia, karmienia, że warto przeczytać jej biografię. Odwiedzić wraz z nią różne zakątki świata, by być mentalnie z kobietami wszystkich ras w ich darze rodzenia i karmienia.



15 października- gdzie jesteś, moje dziecko?

Zaglądanie do nieba.

Jest tam kto?

Dziś dzień pamięci dzieci utraconych.

Zaglądamy za nimi do nieba,

gdzie brykają po niebiańskich ogrodach,

bawią się nieustannie

i zawsze czują się kochane

w objęciach Miłości,

która stęskniona sięgnęła po nie  na ziemię.

 

Mogę pożyczyć/oddać/ zamienić (proszę o zgłoszenia chętnych) „Listy do Darcy. Wzruszające słowa matki do nienarodzonego dziecka.” Tracy Ramos

Książka w sam raz na dzisiejszy dzień (Dzień Pamięci Dziecka Utraconego), na tęsknotę za dzieckiem, które za szybko odpłynęło. Mała Darcy żyła 36 tygodni u swojej mamy  i 15 dni po narodzinach mając trisomię chromosomu 18. Żyła krótko- pomogła tak wielu stać się lepszymi, bardziej kochającymi.



Rosną nogi, ręce, serce

Kiedyś chodziłam do klubu przedszkolaka z moimi dziećmi. Założenie tych klubów było takie, żeby rodzice byli tak długo na zajęciach z dziećmi jak długo tego dzieci potrzebowały. Panie przedszkolanki prowadzące te zajęcia były na tyle mądrymi kobietami, by zachęcać rodziców, żeby odpowiadali na potrzeby dzieci. I niektórym dzieciom wystarczało kilka dni lub tygodni towarzyszenia, by poczuć się pewnie i dobrze w nowym miejscu, innym kilka miesięcy. Pamiętam też takie dzieci, które dopiero po roku lub jeszcze dłuższym czasie zechciały zostawać bez opieki bliskiej osoby. Założeniem tego miejsca była też formuła, że od czasu do czasu (raz w miesiącu bodajże) rodzic był też „na dyżurze” w klubie.

Większość rodziców korzystała z tej możliwości wsparcia swoich dzieci i pozostawała z nimi jakiś czas na zajęciach. Pamiętam jednak i takie sytuacje, gdy rodzice zlekceważyli to zdroworozsądkowe zalecenie, by pozwolić się zaadaptować dzieciom, dzięki swojej obecności, która działała uspokajająco na dziecko. Traciło na tym dziecko „wepchnięte” w rolę samodzielnego przedszkolaka. Traciły na tym pozostałe dzieci, które zamiast zajęć musiały wysłuchiwać płaczu nieboraka. Pozostałym maluchom udzielał się posępny nastrój dziecka przestraszonego pozostawieniem wśród nieznajomych.

Obce miejsce, obcy ludzie, obce, nieznajome wymagania, zadania- nawet człowiek dorosły czasem z trudem znosi pierwsze dni w nowym miejscu, nowej pracy. Cóż dziwić się dziecku!

Minęło sporo lat odkąd pożegnałam się z klubem przedszkolaka- teraz te dzieci, które wóczas poznałam przestały być już dziećmi. Czy zaszkodziło im udzielanie wsparcia przez rodziców? Pozwolenie im na dojrzewanie we własnym tempie w zamian za wrzucenie w samodzielność?

Ani trochę!

Dzieci te wyrosły na samodzielnych, zainteresowanych światem młodych ludzi.



Ile masz mieć dzieci?

„Rosa, jak ty to robisz?”– słyszała często Rosa podróżując i dzieląc się swoją rodzicielską wiedzą.

A dzielić się doprawdy ma się czym po urodzeniu 18 dzieci i wychowywaniu swojej gromadki.

Jeśli ci się zdaje, że masz ciężko, bo masz 1,2,3… dzieci, to może warto sięgnąć po tę książeczkę „Rosa, jak ty to robisz?” I zaczerpnąć inspiracji do bycia z dziećmi, ucieszenia się z własnej rodziny, docenienia relacji z mężem.

Anegdoty i psoty.

Książka nieco niebezpieczna, bo wciąga i człowiek się nie może oderwać aż nie skończy.

Zapewne nie po to ją się czyta, żeby skorzystać ze wszystkich pomysłów na życie tej konkretnie rodziny.

Dla mnie najważniejszy w tej konkretnie lekturze okazał się sam początek.

Pierwsze dziecko urodziło się z wadą serca- lekarze zawyrokowali, że będzie żyć nie dłużej niż 3 lata.

Drugie i trzecie dziecko zmarło szybko.

Werdykt medyczny zabrzmiał: Nie powinniście mieć więcej dzieci!

Jak to dobrze, że ci konkretni rodzice wierzyli jednak bardziej Bogu niż lekarzom i otworzyli się na głębokie pragnienie ich serc, by nie rezygnować z marzenia o dużej rodzinie!

Życie jest zbyt ciekawe, by rezygnować z życia 🙂

O to ile w naszych rodzinach mamy mieć dzieci, pytajmy więc współmałżonka, Pana Boga. Jeśli na ten temat wypowiada się doktor, babcia, siostra, ciocia, wujek, koleżanka czy internautka- to znaczy, że wtyka nos w nie swoje sprawy.



Rok szkolny w pół roku

Dawid Małecki wypowiada się, dlaczego rzucił szkołę i mu z tym dobrze:

Nauka w domu nie idzie w las

Dla mnie najciekawszy fragment tego bloga to ta krótka analiza nudy.

W gruncie rzeczy nuda wydaje mi się do pewnego stopnia czymś cennym i sensownym w edukacji domowej. Dlaczego?

Otóż to jest znakomity czas na myślenie, stawanie się pomysłowym, przedsiębiorczym, pracowitym. O ile się zacznie nad sobą pracować, sobie stawiać wymagania, cele- tak jak wypowiadający się w powyższym linku chłopak.

Szkoła uczy przechodzenia na zielonym świetle, stania na czerwonym. Życie uczy, że oprócz tego obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Nawet na zielonym warto się więc rozejrzeć, bo bywają kierowcy co i na czerwonym świetle jadą.

Szkoła w ogromnym zakresie uczy udzielania właściwych odpowiedzi. Życie uczy, że postawienie pytania jest kluczowe.

Nie przekreślam edukacji w szkole, bo coraz bardziej mi z nią po drodze. Ale podziwiam starsze dzieciaki, które wybrały swoją drogę.



Czego nie uczą w szkole

Święto Niepodległości minęło.

Jednak powracanie do jego źródeł, do tego, jak powróciło po latach podziemnego nurtu jest zawsze warte pogłębiania, przekazywania dzieciom:

Geneza Święta Niepodległości



Tracić to zysk

„Zawsze kiedy coś tracisz, coś zostawiasz z tyłu, ale idziesz do przodu. Nie martw się tym, co straciłeś, ale ciesz się tym, co zyskujesz dzięki temu, że tracisz!

Przeczytałem kiedyś takie przysłowie arabskie:

Zanim ręka napełni się skarbami, musi puścić kamienie<.”

A. Pelanowski „Wolni od niemocy”

Zastanawiałam się, czemu tak jest, że tracić coś z Bogiem, okazuje się wcześniej czy później tylko zyskiem.

Popatrzcie na ten ogień na zdjęciu.

Wszystko tam zmienia się w popiół: i papier, i drewno, i cokolwiek by jeszcze nie wrzucić.

Ale inaczej jest z Ogniem Ducha Świętego. Ten Ogień jest twórczy: tak wypala, że nic nie niszczy, a tworzy zupełnie nowe mocniejsze dzieło. Fascynujące jest spotkanie Mojżesza z Bogiem w ognistym krzewie: on płonie, a nie spala się (Wyj 3, 1-12). Tworzy, a nie niszczy.

„Hura! Przegrałem czyli jestem bliżej Boga!”