Archiwum kategorii ‘Do poczytania- książki i nie tylko’


Rok szkolny w pół roku

Dawid Małecki wypowiada się, dlaczego rzucił szkołę i mu z tym dobrze:

Nauka w domu nie idzie w las

Dla mnie najciekawszy fragment tego bloga to ta krótka analiza nudy.

W gruncie rzeczy nuda wydaje mi się do pewnego stopnia czymś cennym i sensownym w edukacji domowej. Dlaczego?

Otóż to jest znakomity czas na myślenie, stawanie się pomysłowym, przedsiębiorczym, pracowitym. O ile się zacznie nad sobą pracować, sobie stawiać wymagania, cele- tak jak wypowiadający się w powyższym linku chłopak.

Szkoła uczy przechodzenia na zielonym świetle, stania na czerwonym. Życie uczy, że oprócz tego obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Nawet na zielonym warto się więc rozejrzeć, bo bywają kierowcy co i na czerwonym świetle jadą.

Szkoła w ogromnym zakresie uczy udzielania właściwych odpowiedzi. Życie uczy, że postawienie pytania jest kluczowe.

Nie przekreślam edukacji w szkole, bo coraz bardziej mi z nią po drodze. Ale podziwiam starsze dzieciaki, które wybrały swoją drogę.



Czego nie uczą w szkole

Święto Niepodległości minęło.

Jednak powracanie do jego źródeł, do tego, jak powróciło po latach podziemnego nurtu jest zawsze warte pogłębiania, przekazywania dzieciom:

Geneza Święta Niepodległości



Tracić to zysk

„Zawsze kiedy coś tracisz, coś zostawiasz z tyłu, ale idziesz do przodu. Nie martw się tym, co straciłeś, ale ciesz się tym, co zyskujesz dzięki temu, że tracisz!

Przeczytałem kiedyś takie przysłowie arabskie:

Zanim ręka napełni się skarbami, musi puścić kamienie<.”

A. Pelanowski „Wolni od niemocy”

Zastanawiałam się, czemu tak jest, że tracić coś z Bogiem, okazuje się wcześniej czy później tylko zyskiem.

Popatrzcie na ten ogień na zdjęciu.

Wszystko tam zmienia się w popiół: i papier, i drewno, i cokolwiek by jeszcze nie wrzucić.

Ale inaczej jest z Ogniem Ducha Świętego. Ten Ogień jest twórczy: tak wypala, że nic nie niszczy, a tworzy zupełnie nowe mocniejsze dzieło. Fascynujące jest spotkanie Mojżesza z Bogiem w ognistym krzewie: on płonie, a nie spala się (Wyj 3, 1-12). Tworzy, a nie niszczy.

„Hura! Przegrałem czyli jestem bliżej Boga!”



Wędrowanie z domu…

IMG_1685

Przybyła do mojego domu na anielsko-ludzkich skrzydłach (czyli Anielka z rodzicami i bratem) książka „Dom w Bogu” Augustyna Pelanowskiego.

W sam raz na wakacje pozycja.

O wędrowaniu.

O wychodzeniu z domu. O przemianie serca, gdy odważymy się przekroczyć próg tego, co znane, zapraszając do drogi dobrego Anioła.

I o tym, jak to ważne, by wyjść z rodzinnego domu, żeby odnaleźć swoje życiowe powołanie.

Żeby przemienić się. Zadomowić w Bogu, a nie w starych schematach rodziny pochodzenia.

I smakowity fragmencik:

„Nie będziesz gotował koźlęcia w mleku jego matki” (Pwt 14, 21)

„Można go traktować dosłownie, ale może on mieć też znaczenie o wiele głębsze. Iluż ludzi cierpi z powodu uzależnienia i skarłowaciałej postawy wobec własnej matki, która zamienia swoje dziecko w ekwiwalent męża, gdy go zabraknie? Jeśli syn całe życie spędza w atmosferze „mleka” czyli jest nigdy nie dorastającym dzieckiem, czy nie staje się to hybrydalną krzywdą? Jest „przegrzany emocjonalnie”, jakby był latami gotowany w tkliwej substancji uczuć matki, a nawet „rozgotowany”! To samo dotyczy córki ojca, który nie pozwala jej się usamodzielnić.

Opuszczenie rodzinnego domu nie powinno być jedynie porzuceniem, lecz pierwszym krokiem do odkrycia zadomowienia się w Bogu, do odkrycia świątyni jako domu Boga, który chce być ojcem dla człowieka.”

Augustyn Pelanowski „Dom w Bogu”



50 %

zdjecie-12

Cytat:

„U małego dziecka mózg zużywa połowę energii całego ciała, a u dorosłego- około 20 procent, mimo że stanowi zaledwie 2 procent masy ciała.”

T.Rożek „Człowiek”

Może dlatego dzieci są tak twórcze, że robią zdjęcia lamp „ogrodowych” znajdujących się w domu (j.w.), makaronu w zupie, tęczy na suficie?

zdjęcie(3)



Tłumaczenie, że nie jest się wielbłądem

zdjęcie 2

Zauważyliście, że panuje wśród kobiet plaga problemów hormonalnych?

Mnóstwo kobiet ma Hashimoto, inne tarczycowe przypadłości, inne np. hiperprolaktynemię, jeszcze inne problemy z hormonami płciowymi, za dużo, za mało, za dużo męskich itd. Tkanka tłuszczowa to też nasz narząd hormonalny do wytwarzania żeńskiego hormonu, więc gołym okiem widać, że nie zawsze jest ona w normie.

Równocześnie panuje plaga niewidoczna gołym okiem. Gromadzimy w organizmie, chłoniemy jak gąbki wiele sztucznych substancji chemicznych, tworzyw sztucznych. Liczne z nich w kobiecym organizmie zachowują się jak estrogeny- ważne żeńskie hormony. Ciekawe, że dopiero kilkaset dzieci musiało umrzeć, by np. wycofano z produkcji mleka z podwyższoną ilością bisfenolu A. Kolejne setki i tysiące muszą polec, by wycofano tą substancję z produkcji niektórych butelek dla niemowląt? Ile kolejnych dorosłych musi umrzeć jako „chemiczni” męczennicy, by wycofano to tworzywo z produktów dla dorosłych? Oczywiście dorośli tak szybko i łatwo nie umierają- bisfenol A i inne chemikalia grzecznie sobie drzemią w ich tkance tłuszczowej, wątrobach, nerkach, kościach i innych narządach.

Czy te dwie plagi-problemów hormonalnych i zatrucia tworzywami sztucznymi i chemikaliami można powiązać ze sobą?

Coś jest na rzeczy.

Plastykowe życie.

Ile się da tak ciągnąć?

Pewnie długo. Jednak my matki nasze produkty spożywcze ciągle foliowując karmimy też nasze dzieci folią, syntetykami: te pod sercem, te karmione z butli, te mlekiem matki, te duże.

Autorka książki „Piersi. Historia naturalna i nienaturalna” odstawiła swoje dziecko od piersi zbadawszy swoje mleko na zawartość chemikaliów- tak się przeraziła.

Jak piramidalne głupstwo zrobiła, mogłaby się przekonać zbadawszy mleko modyfikowane. Dowiedziałaby się wówczas, że zawiera ono jeszcze więcej trucizn (np. DDT) i substancji niejadalnych.

Dziś mój przeinteligentny syn zrymował w ramach protestu: „Lepiej umrzeć od chemii niż od bakterii.

Można i tak.

Jednak „Łatwiejszym łupem dla bakterii może się okazać ten, co ma w sobie dużo chemii”.

Niepotrzebne jednak to straszenie,

wystarczy dbać o jedzenie,

by nie było plastykowe,

bo życie nie jest jednorazowe.

Ciekawe,

że mający świetne efekty lekarze w walce z niepłodnością, z problemami hormonalnymi stosują właśnie terapie dietą, np. bezglutenową, beznabiałową itd. w zależności od wyników testów nietolerancji.

W zasadzie jaki skutek to plastykowe życie ma, to rozpanoszenie firm chemiczno-farmaceutycznych dowiemy się pewnie za kilkadziesiąt lat. Chociaż biochemicy już teraz potrafią podnosić wielkie larum. Są pewne badania o tym, jak chemikalia, tworzywa sztuczne obniżają np. płodność, zmieniają funkcjonowanie układu hormonalnego.

W zasadzie to, co powyżej napisałam to tłumaczenie, że my ludzie nie jesteśmy wielbłądami. Ani ufoludkami.

Gdybyśmy pochodzili z krainy plastykowej, pewnie służyłoby nam otaczanie się sztucznościami, zjadanie ich.



Kroczki w przód, kroczki w tył

Blaski i cienie- idąc do światła

Blaski i cienie- idąc do światła

„Gdy byłem dzieckiem,

mówiłem jak dziecko,

czułem jak dziecko,

myślałem jak dziecko.” 1Kor13, 11

Tymczasem dopada czasem takie zmęczenie, że coś się kiełbasi w głowie u potwornej matki małych potworzątek. I wydaje jej się, że to dzieci powinny zwłaszcza czuć i myśleć, i zachowywać się jak dorosły, a ona może sobie pozwolić na bycie niedojrzałym potworkiem.

Wykrzykiwać i tupać nieznośnie wypada młodym potworzętom, bo potwornie niedojrzałe.

Jak mama-potworzyca też przekonująco tupie i emocjonująco wrzeszczy, to pięknie się to utrwala w coraz bardziej krzyczących potomkach.

No więc wypada zacząć tresować pięknie potworną dziatwę jako stworzoną w siódmym dniu stworzenia, a więc razem ze zwierzętami. A jeszcze bardziej wypada tresować siebie i żyć tą nauką postu, wymagania od siebie.

Małe potworki lubią być tresowane, bo mogą zdobywać nagrody, bo wiedzą, co je czeka. Lubią być tresowane, bo rozumieją, jak unikać kary.

Im młodszy paszczak, tym więcej nagród: naklejeczek, piecząteczek, serduszeczek, przytuleń i doceniania.

Już półroczny brzdąc uczy się metodą kar i nagród. Ugryzienie mamy plus jej szybka reakcja-zabranie piersi=szybkie oduczenie się procederu gryzienia.

Są takie typy, dla których samo spojrzenie (nawet siejące grozę) jest nagrodą. Są takie, gdzie trzeba się natrudzić, żeby typ poczuł się potwornie docenionym.

Uff! Potwornie zanudziłam dzisiaj.

Polecam na podwieczorek E.Eggerichs „Miłość i szacunek. W rodzinie”



Życie silniejsze niż śmierć, a małe dobro silniejsze od wielkiego zła

zdjęcie 4Mała i duża roślina znajduje  miejsce, by rosnąć w skale.

 

Minął 1 listopada- Wszystkich Świętych Święto.

A wczoraj 11 listopada- rocznica odzyskania niepodległości.

Czytałyście „Dziewczyny powstania” zebrane przez Herbich Annę?

Polecam. Ciche bohaterstwo sanitariuszek i łączniczek, matek, sióstr.

W sam raz na listopadowe refleksje.

Hit sezonu:

Jedna z bohaterek ratuje dwa razy Rajmunda Kaczyńskiego- ojca znanych nam bliźniaków Jarosława i ś.p. Lecha Kaczyńskich. Pikanterii historii dodaje fakt, że dopiero na koniec przyznaje się, że jest ciotką ex prezydenta Bronisława Komorowskiego 🙂

Cudne to życie, które trwa wbrew wszystkiemu. I przepiękne małe dobra, które pokonują wielkie zło.

zdjęcie 5

Listopadowe spacery pozwalają okrywać słońce ukryte w spadających liściach, w złotych kroplach deszczu.

Beskid Niski- Rezerwat Prządki- polecam!



Jak mówimy?

W jaki sposób mówimy o swoich dzieciach? One przeglądają się w naszych słowach jak w lustrze.

Stąd kapitalna rada wychowawcza (której szukałam od dłuższego czasu):

„Dopomóż mi do tego, Panie, aby oczy moje były miłosierne, abym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała tego, co piękne w duszach bliźnich i przychodziła im z pomocą. Dopomóż mi, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich. Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia. Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków, abym umiała dobrze czynić bliźniemu, na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace. Dopomóż mi, aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze śpieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie.” To święta Faustyna Kowalska.

Właściwie tę moc słowa rodzicielskiego potwierdza psychologia zwracając uwagę na tzw. efekt lustra społecznego. Jak mówimy o swoich dzieciach, takimi się stają.

Trudne to zadanie. Bez pomocy Ducha Świętego ani rusz.

Na szczęście:

„W Duch Przenajświętszym nie ma możliwości klęski.”- przeczytane o „Marii z Żar”.

Z Nim zaczynajmy wszystko i kończmy. I karmienie piersią, zupką, sprzątanie, wyjazdy.



A było to tak…

Zaczęło się od bardzo miłego wywiadu z miłą dziennikarką. W trakcie wywiadu były zapewnienia o autoryzacji.

Potem Ewa- nasza znajoma zadzwoniła, żeby pochwalić, jaki ładny artykuł jest o porodach domowych z udziałem naszej rodziny. Autoryzacji nie było. Dreszcz niepokoju przeszedł mi przez plecy.

Wtedy mąż szybko kupił gazetę. Kiedy przeczytałam go, poczułam się wstrząśnięta. To nie moje porody, nie moje słowa, nie słowa mojego męża. Nigdy nie rodziłam tak krótko (2 godziny), nigdy nie kładłam po porodzie dziecka obok itd.

Mleko rozlane. Tylko dobro może nas uratować. Więc spróbowałam się podzielić odrobiną dobra pomimo wszystko.

O porodach domowych i nie tylko

Taki prezent urodzinowy dla Ignasia.