Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Masło i mleko matki- co mają wspólnego

Zdjęcie własne- może komuś się skojarzy właśnie z masełkiem

Co mają wspólnego mleko matki i masło?

Dlaczego małe dzieci tak bardzo lubią i jedno i drugie?

I mleko matki, i masło zawierają dużo cholesterolu.

I w związku z tym tenże cholesterol powinien nam się kojarzyć jak najlepiej.

Otóż w pierwszych latach życia następuje mielinizacja układu nerwowego.

Co znaczy ta mielinizacja?

Jest to pokrycie włókien nerwowych warstwami zbudowanymi z mieliny, która w dużej mierze składa się między innymi właśnie z cholesterolu. Zmiana ta wybitnie wpływa na rozwój dziecka, które rozwija się bardzo szybko w tym okresie. Jego układ nerwowy i włókna nerwowe przypominają początkowo ścieżkę, po której można poruszać się powoli. Każda nowa warstwa mieliny to jej stopniowa przebudowa na autostradę, aby informacje można było przewodzić szybciej, efektywniej.

Dlatego matka karmiąca piersią powinna śmiało pozwalać dziecku ssać- maluchy ssące pierś ssą dokładnie tyle, ile potrzebują. I dzięki dużej zawartości cholesterolu budują sprawnie swój mózg i drogi prowadzące do niego i od niego.

Później gdy dzieci jedzą oprócz mleka już inne rzeczy z chęcią sięgają często również po masło, wyjadając je nawet łyżeczkami.

Dzieci, których rodzice mają ambicje, by żywić jak wegan, mają często problemy rozwojowe, problemy w zachowaniu, integracji sensorycznej właśnie z powodu braku tłuszczy nasyconych w diecie. Pewna dziewczynka odżywiana jak weganka potrafiła zjadać kilka owoców awokado dziennie, aby uzupełnić brak tychże tłuszczy, a jej zachowanie dalej odbiegało od normy. Dopiero wprowadzenie do diety pewnych ilości masła pozwoliło jej bardziej skorzystać z terapii.

Tyle na dziś historii pożyczonych od pani profesor „od masła”.



Zmysły

Poznajecie 2 fazę odruchu Moro?

Dziś chcę się z Wami podzielić niezwykle mądrą książką Beaty Głodzik zatytułowaną „Otwarte okna dziecięcych możliwości”. I może odrobinką mojej znajomości z jej autorką?

Może ktoś z Was po nią sięgnie? Zachęcam serdecznie.

Po wielu wspólnych podróżach i rozmowach z autorką zrozumiałam np.:

  • Dlaczego noszenie małych dzieci przekłada się na ich późniejszy wspaniały rozwój?
  • Dlaczego dzieci potrzebują masażu, docisku, zawijania szczególnie w pierwszych 3 miesiącach życia?
  • Dlaczego moje dzieci lubiły spać wyciągnąwszy sobie główkę z chusty, ze zwisającą główką?
  • Dlaczego małe dzieci uwielbiają zjadać samo masło lub nakładać go sobie bardzo dużo?
  • Dlaczego w mleku matki jest dużo cholesterolu i dlaczego jest to tak korzystne?

Odpowiedzi będę Wam dawkować w kolejnych wpisach…

Przyjemności się dzieli – wtedy najbardziej smakują 🙂



Przewijanie-przebieranie

Z podziękowaniem pewnej pięknej mamie, która umie swoje dziecko traktować poważnie czyli ubierać w materiał naturalny

No dobra. Przyznam się Wam. Wszystkie swoje dzieci przewijałam, przebierałam nieprawidłowo. A nawet podnosiłam nieprawidłowo.

Całą piątkę.

I to po dwóch szkołach rodzenia. Każdej świetnej. W tej drugiej się nawet rozgościłam na parę lat, aby wspierać pracującą tam położną.

Tylko złapać się za głowę, nieprawdaż? 😉

Dobra wiadomość jest natomiast taka, że wszystkie przeżyły i mają się dobrze.

Dopiero trzeba było pójść na studia, co by poznać swe niedostatki i dowiedzieć się, jak się powinno przewijać, przebierać małe dzieci.

Żeby zrozumieć, jakie ruchy są najlepsze dla dziecka, warto uświadomić sobie, jak rozwija się dziecko, jakie ruchy trenuje samo najpierw.

Czy umie najpierw przewracać się na boczki czy robić tzw. świecę? (Świeca to takie ćwiczenie, które często na W-F-ie było uczone- pewnie pamiętacie, więc nie chce mi się tłumaczyć).

I warto tę naturalną sekwencję rozwoju wykorzystać w kontakcie z młodym człowiekiem, żeby wspierać jego rozwój.

Stąd przewijanie, przebieranie dziecka wykonujemy poprzez przetaczanie dziecka na boczki (raz lewy, raz prawy), a nie przez podnoszenie mu pupy do góry (nie daj Boże za nóżki!). Przetaczając na jeden bok, zabieramy starą pieluszkę, myjemy czy wycieramy pupę (przez dotykanie, nie przez pocieranie!), podkładamy nową pieluszkę i przetaczamy na drugie boczek, żeby podłożyć tąże pieluszkę pod drugi bok. Podobnie z ubraniem.

Dlaczego jest to korzystne:

-ćwiczymy rozwojową sekwencję ruchów;

-zapobiegamy powstaniu dysplazji stawów biodrowych;

-zapobiegamy nerwowemu zachowaniu dziecka: gromadzeniu się napięć w dziecka karku;

-przewijając, przebierając niemowlę wiele razy dziennie, wpływamy bardzo wymiernie na jego rozwój, warto więc kształtować w nim dobre nawyki.

Przyjrzyjmy się odwrotnej stronie medalu, żeby lepiej zrozumieć tę sytuację przewijania/przebierania. Dlaczego niekorzystne jest podnoszenie dziecka za pupę lub za nóżki podczas przewijania bądź przebierania:

-stawy biodrowe małego dziecka są wyjątkowo niestabilne; panewka kości stawu biodrowego jest płytka, łatwo więc o wywichnięcie stawu czyli „wyjęcie” z niego główki kości; ciągnięcie dziecka za nóżki może więc pogłębić problem lub nawet wywołać go- zwłaszcza że przewija się dzieci wiele razy na dzień;

-gdy podnosimy dziecko ciągnąc je za nóżki lub podnosząc mu nóżki unosząc samą jego pupę, wytwarzamy też niepotrzebne napięcie w karku dziecka; dziecko, które ma niepotrzebnie zwiększone napięcie mięśniowe w karku, może zrobić się niespokojne, nerwowe; tak samo jak nerwowy dorosły „zbiera” napięcia w swym karku; gdy się denerwujemy często nieświadomie unosimy same ramiona, głowa nam się „chowa” między nimi. Po nerwowym dniu czasem mamy spięty kark, górną partię pleców, schowaną w ramionach głowę.

Taką naukę dostałam na lekcjach rehabilitacji w położnictwie i neonatologii.

Jak Wam się podoba?

Jeśli chcecie nauczyć się tego i wielu innych rzeczy

on-line

lub bezpośrednio u mnie,

to zapraszam serdecznie do skorzystania z oferty, jaką daje prywatnie lub na NFZ

Dom Narodzin Świętej Rodziny.



Nie pękaj! Nie jesteś orzechem. Kim jesteś?

Od 2 matek, jednej w stanie błogosławionym, drugiej rodzącej usłyszałam stwierdzenie, że ich drogi rodne są wąskie, więc muszą pęknąć podczas porodu. Od rodzącej z kolei wyrazy niepokoju: jak się zmieści dziecko na zewnątrz? i czy się zmieści?

No właśnie: czy my jesteśmy jak orzechy, żeby pękać, kiedy ono przychodzi na świat?

No więc przyglądam się na zachowanie tych matek, które właśnie nie pękają wydając na świat swoje dzieci.

Czego się od nich możemy nauczyć:

  • Uśmiechają się one do swojego dziecka, do męża, czasem do położnej;
  • Pozwalają się rozśmieszyć; i same wymyślają powody do śmiechu;
  • Pozwalają sobie na wydawanie niskich dźwięków podczas wydechu, co czasem jest postękiwaniem, czasem śpiewem porodowym, innym razem pojękiwaniem; w każdym razie ich usta są luźne, otwarte, miękkie- nie są z całą pewnością zaciśnięte ani ich usta, ani zęby; a rozluźnienie okolicy ust, szczęki wpływa na rozluźnienie mięśni dna miednicy;
  • Pozwalają wykonywać sobie różne drobne ruchy miednicą, biodrami, są aktywne, potrząsają biodrami, swobodnie nimi ruszają, nie tkwią sztywno w jednym miejscu, tylko dają sobie możliwość częstej zmiany pozycji, co sprawia, że mają rozluźnione ciało; a rozluźnione ciało, to miękkie podatne na rozciąganie tkanki; jest to więc swoisty taniec porodowy, jaki tańczy matka na przyjście na świat swojego dziecka; czyniąc tak pomaga mu też skutecznie wysuwać się na zewnątrz, przekręcać się w drogach rodnych;
  • Pozwalają i zachęcają swojego męża, by rozluźniał je: masując, pieszcząc;
  • Otwierają swoje drogi rodne, tak jak otwierają serce dla dziecka, nie zaciskając ich nerwowo; czują swoje ciało, swoje dziecko, wychodzą mu naprzeciw rozluźniając się i ciesząc się na to spotkanie;
  • Rezygnują z nerwowego: „A czy nie jestem za wąska? Jak się zmieści to dziecko?” Bo wiedzą, że mają zdolności: otwierania się, powiększania, rozwierania, rozciągania. Wiedzą, że są elastyczne i pracują nad tą elastycznością przed porodem przez: masaż krocza, zjadanie wystarczająco dużych dawek witaminy C (nawet 4 g, bez wywoływania rozwolnienia), która jest odpowiedzialna za produkcję kolagenu, który jest potrzebny dla zachowania elastyczności, picie lub łykanie zażywanie w kapsułkach oleju z wiesiołka;
  • Te matki, które nie pękają, pozwalają sobie też nierzadko rodzić w ekstazie, są skupione na rodzeniu, na dziecku, dają się porwać darowi rodzenia, pozwalają sobie odczuć, że poród może być ekscytujący, czuły, przyjemny, rozkoszny. Pozwalają sobie odczuć, że Pan Bóg stworzył poród bardzo dobry i cenny, więc nie pozwalają sobie go odebrać przez zbytnie wtrącanie się do niego, dyrygowanie nim.

Kochane, drogie matki oczekujące narodzin Waszych dzieci,

jesteście jak kwiaty.

Nie jak orzechy. Mięśnie Waszych dróg rodnych uczyńcie miękkimi, radosnymi, powiększającymi się na przyjście Waszych dzieci. Nie musicie zazwyczaj nic robić, żeby śpieszyć się z rozchylaniem tych płatków. Tak jak wy możecie płynąć na fali porodu, tak pozwólcie luźno płynąć Waszym dzieciom miękko ku Wam.

Płatki waszych mięśni mają prawo rozchylać się

po-wo-li

i spo-koj-nie,

żeby przygotować wasze dziecko

do stopniowego wyjścia w nowy nieznany świat.

Jesteście w stanie to zrobić.

Z Bożą pomocą.

Bo Bóg się zna na tym, co stworzył jak nikt inny.

A tu głos, jak się rodzi bez pękania, spinania we własnym domu:

NIUSIA



Zmartwychwstał Pan!

Z okazji Świąt Zmartwychwstania Pana Jezusa, a nie kaczuszki, kurczaczka, śmingusa, życzę moim Czytelniczkom (o Czytelnikach nic mi nie wiadomo- jeśli są, to im też życzę) wszelkich łask Bożych potrzebnych w drodze do Nieba i otwarcia na wolę Bożą, która jest pełna radości i nadziei.



Zdezynfekowane życie?

I takie może być wiosenne znalezisko… Miechunka

W latach 70-, 80-, a nawet w wielu szpitalach w latach 90-tych zabierano po urodzeniu dziecko od matki, bo ona taka niesterylna. I izolowano dziecko od matki przynosząc je tylko co 3 godziny w dzień na karmienie, aby dziecko mogło przebywać we wspaniałych czystych sterylnych warunkach szpitalnych z dala od „brudnej” matki. Efektem tego był i jest wysyp chorób alergicznych u dzieci, a w wieku późniejszym u dorosłych. I traumy, często wypierane (bo boli!), u matek.

Potem pojawiły się inne pomysły, wytyczne dla położnictwa. Okazało się, że szpitalna flora bakteryjna jest dużo bardziej zjadliwa niż matczyna, że oddzielenie dziecka od matki jest bardzo niekorzystne w pierwszym godzinach i dniach po porodzie z wielu względów. Że matczyna flora bakteryjna jest korzystna dla dziecka. Że jest probiotyczna, a więc bardzo zdrowa dla dziecka.

A potem przyszedł wirus-celebryta… i położnictwo znów cofnęło się o 20 lat wstecz (a może i dłużej?- znajome położne szpitalne twierdzą, że znów stało się położnictwem przemocowym). Wraz z całą medycyną. Z powodu zafiksowaniu się na dezynfekcji, izolacji, maseczkach. Zapomniało o wadze, ogromnym sensie probiotycznych organizmów, kontaktu międzyludzkiego, dotlenieniu.

I proszę bardzo, co obecnie odkryli japońscy naukowcy:

Otóż na podstawie badania (bagatela!) 78 915 par matka-dziecko w ramach Japan Environment and Children’s Study wyciągnięto ciekawe wnioski dotyczące dezynfekcji dokonywanej przez matki w stanie błogosławionym. Matki, które stosowały środki dezynfekcyjne od 1 do 6 razy w tygodniu będąc w stanie błogosławionym, rodziły później dzieci, które były znacznie bardziej narażone na astmę lub alergiczne stany zapalne skóry w porównaniu z matkami, które nie stosowały tychże.

Kto odpowie za bezrefleksyjne namawianie wszędzie, zawsze i każdego do dezynfekcji rąk podczas minionej pandemii wirusa-celebryty? Za wzrost odsetka dzieci rodzących się z różnymi alergiami na skutek wyjałowienia skóry matki oraz wdychania przez nią niezdrowych oparów środków dezynfekcyjnych? Nikt nie odpowie. Ale wiadomo, kto będzie się z tym zmagał z całą pewnością: dzieci i rodzice.

Życie nie znosi próżni.

Jeśli likwidujemy probiotyczne organizmy zasiedlające naszą skórę, śluzówki, przewód pokarmowy, w to miejsce przychodzą sobie wredne zarazki i broją, łobuzują, że „hej”.

Dlatego wypróbowałam ostatnio mydło probiotyczne i mogę polecić z czystym sumieniem, ponieważ okazało się również bardzo wydajne, gęste, starczyło kilkakrotnie dłużej niż wcześniej stosowane przeze mnie mydła sklepowe (jeśli uważacie, że to nieuprawniona reklama, to możecie pominąć ten link i znaleźć albo stworzyć własne mydła z probiotykami, świetne np. byłyby te z naturalnymi olejkami eterycznymi):

Kosmetyki mikrobiotyczne

Do higieny intymnej zaś w ogóle nie trzeba używać żadnych mydeł, aby nie usuwać ochronnej flory bakteryjnej broniącej nas przed zakażeniem dróg rodnych. Jeśli potrzeba wspomóc tę florę, można polecić dla małych i dużych kobiet podmywanie się wodą z dodatkiem naturalnego octu jabłkowego (1 łyżeczka na 1 filiżankę wody) lub z dodatkiem zsiadłego mleka. Błędem jest golenie wzgórka łonowego- zwiększa to również prawdopodobieństwo zakażenia i osłabia prawidłową probiotyczną florę bakteryjną. Badania pokazują, że kobiety, które golą swój wzgórek łonowy, mają znacznie więcej nieprawidłowej flory bakteryjnej i grzybicznej, a znacznie mniej flory probiotycznej służącej utrzymaniu zdrowia.

W życiu nie warto bać się życia.

Ono jest najlepszym, co może nam się przydarzyć. Pan Bóg wiedział co robi, stwarzając nas tak, a nie inaczej.



Czego ci … nie powie

W miejsce kropek wstaw konkretny zawód, który mam na myśli.

Czy macie żelazne zdrowie?

Oj, to żelazo wcale nie musi być takie zdrowe, jeśli:

  • jego nadmiar może być teratogenny w 1 trymestrze stanu błogosławionego (czy ktoś uprzedził Was o tym zalecając suplementy dla kobiet w ciąży?); czy nie bierzesz nadmiarowo, nie dowiesz się bez badania ferrytyny i poziomu żelaza w organizmie;
  • z badań z kolei można się dowiedzieć, że branie żelaza przy wysokim poziomie ferrytyny i żelaza w organizmie może być nawet rakotwórcze.

No to może, jeśli mamy niski poziom hemoglobiny i erytrocytów, lekarz powinien nas odesłać na badania właśnie ferrytyny i żelaza w organizmie? Który lekarz tak robi?

Często niski wynik hemoglobiny i ilość erytrocytów nie wynika wcale z braku żelaza w organizmie (chyba, że chodzi o wege- mamę), tylko z innych niedoborów: witaminy C, kwasu foliowego, witaminy B12.

Kwas foliowy i witaminę B12 warto wybierać naturalne lub jeśli wspomagamy się suplementami, to w formie metylowanej czyli metylofolinę i etylokobalaminę (B12). Witamina B12 czasem jest słabo przyswajalna z przewodu pokarmowego, stąd bywają sensowne zastrzyki z tąże witaminą.

Często też niski poziom w/w parametrów krwi wynika również z łączenia żelaza w diecie z: kawą, herbatą, glutenem, przetworami mlecznymi, które utrudniają przyswajanie żelaza.

No to życzę Wam żelaznego zdrowia 🙂 I przemyślanych wyborów!



Wyposażenie dla matki niezależnej

Pieluszka pewnego Tymcia… Dzięki uprzejmości jego mamy 🙂

Nawet jeśli zamkną Ci sklep,

zabraknie pieluch jednorazowych

lub zabraknie na pieluchy jednorazowe,

to pozostaną pieluchy wielorazowe: j/w formowanki lub zwykła tetra, flanela, ochraniacze.

Dlaczego zachęcam matki, żeby sięgnęły do pieluch wielorazowych:

  • ze względu na empatię w stosunku do swojego dziecka; pomyśl jak czułabyś się, gdyby Cię zapakowano na 2 lata do sztucznych, pełnych chemikaliów nieprzepuszczalnych majtek- infekcja i odparzenia różnorodne murowane;
  • tak jak zachęcamy do korzystania dla niemowląt z ubrań 100% naturalnych (lub choćby zbliżony skład), tak samo w przypadku pieluch;
  • dlaczego brakuje napisanego składu na większości pieluch jednorazowych? Bo gdybyśmy go czytali i przejęli się, to dzieci nie dostałyby nigdy takich chemicznych pieluch, np. ze względu na jeden ze składników pieluch, który wycofano z tamponów; czy dzieci są mniej wrażliwe niż ich mamy?
  • bo dzieci potrzebują, żeby się nimi często zajmować!;
  • bo obserwując zawartość pieluchy, mamy pewien wgląd w stan zdrowia dziecka.

I nie chodzi, żeby się tym zamęczyć.

Bo zmieniając pieluchę, jest doskonała okazja, żeby z młodym człowiekiem się bawić, wygłupiać, pośmiać, pomasować go. Tak zadbana młoda osoba rozwija się w tempie ponaddźwiękowym. Bo jak wiadomo, najlepszym sposobem na rozwój dla dziecka jest właśnie zabawa.