Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Ile potrzebuje małe dziecko?

Wpadła mi w ręce książka „Dziecko bez kosztów” Giorgia Cozza.

I właściwie całą jej zawartość można by streścić w dwóch zdaniach:

  1. Maleńkie dziecko potrzebuje bliskości mamy i taty, a nie szczególnie wymyślnych albo drogich wózków, ubranek, pokoi, itd.
  2. Małe dzieci potrzebują przede wszystkim karmienia piersią, bycia z nimi, a nie smoczków, zabawek, łóżeczek.

W czasach, kiedy produkuje się tak wiele produktów „dla dzieci”, dzieci nie zmieniają się specjalnie od czasów prehistorycznych. Do rozwoju w początkowym okresie ich życia w gruncie rzeczy potrzeba im bardzo mało rzeczy, za to dużo czasu, karmienia, czułości, dyspozycyjności, zwyczajności. Właściwie autorka przedstawia użyteczność różnych rzeczy patrząc na to oczami dziecka, często przy tym zachęcając, by nie śpieszyć się z decyzją o kupnie czegokolwiek. Dopiero narodzony młody człowiek da nam się poznać razem ze swoimi potrzebami. Wówczas też łatwiej ocenić jest ich użyteczność.

Niektóre z wynalazków dla dzieci okazały się wręcz szkodliwe, np. chodziki z tego powodu są towarem zakazanym w Kanadzie.

Czy da się dziecko wychować bez wielkich nakładów finansowych?

Tak, ale tak wychowując młodego człowieka, trzeba odkładać na później, bo inteligentne dziecię na pewno będzie wymagać wspierania dalszego ponadprzeciętnego rozwoju 🙂



Czy pozwalasz sobie zadawać pytania? Jeśli tak, to dajesz sobie prawo myśleć.

Ten artykuł może rodzić różne kontrowersje.

Ale nie można odmówić sensowności pytaniom, które w nim padają.

Jeśli pozwalasz sobie jeszcze na myślenie, to:

Zapytaj najpierw siebie samego, a potem swojego lekarza.



Skąd ten ołów, rtęć, kadm w naszym organizmie?

„Nie truj!”- można usłyszeć, gdy ktoś nie chce słuchać. Zwykle dzieci około 5 roku życia nabywają tak wielkiego rozumu, że potrafią pouczać swoich rodziców i powstrzymywać ich wymowność. Potem jak już młody człowiek zostaje nastolatkiem, to wręcz obowiązkowo staje się najmądrzejszy w rodzinie, dlatego powstrzymuje swoich staruszków od zatruwania mu życia dydaktycznymi wypowiedziami. Są słowa, które zatruwają życie człowiekowi, czy w ogóle atmosferę w rodzinie. Są słowa, które ją oczyszczają, ratują, podnoszą. „Kładę przed tobą błogosławieństwo i przekleństwo, życie i śmierć”. Wybierajmy życie i błogosławieństwo.

Jest też dosłowne zatrucie. I okazuje się, że więcej ludzi jest zatrutych metalami ciężkimi niż się mogło wydawać. Poczytajcie:

Co na to szczecińscy naukowcy?

Nie trzeba też metali ciężkich, by być systematycznie zatruwanym- wystarczy, że jemy warzywa, owoce, zioła spryskiwane Roundup’em.

 



Bajki dla dorosłych- cd.

Reklamy to są takie bajki, w które wierzą dorośli. Wierzą zwłaszcza ci, którzy uważają, że reklama w ogóle na nich nie działa.

Spotkałam się ostatnio z ogromnie nachalną reklamą leków homeopatycznych- wg producentów użytecznych w czasie porodu, połogu i laktacji. Im dłużej słuchałam tego, tym bardziej moje oczy wychodziły z orbit. Co do tych pseudo-leków akurat zgadzam się z ogółem lekarzy- są to leki typu „czary-mary”. Określona ilość zamieszania „tego- prawie -nic” ma sprawić, że stanie się z tego „coś”. Wyobraźmy sobie jezioro. Jeśli do tego jeziora wpuścimy parę kropel czegokolwiek i zamieszamy to określoną ilość razy- możemy się spotkać z leczniczym efektem? Owszem- bo organizm sam zwalczy chorobę, ale to nie znaczy, że pomógł tu lek. Zostawmy więc te pseudo-leki dla tych, którzy wierzą w bajki. Inną jeszcze sprawą jest to, że homeopatia budzi wątpliwości natury duchowej.

Pani homeopatka reklamowała m.in.:

  • lek na strach w czasie porodu- i tu mało się nie poturlałam ze śmiechu; no, placebo też zmniejszy nasz poziom strachu, jeśli w nie uwierzymy;
  • lek na popękane brodawki- i tu prawie wyszłam z siebie i stanęłam obok; czy nawet skutecznie gojące lekarstwo może poprawić sposób przystawienia do piersi(co jest najczęstszą przyczyną popękania) albo nauczyć matkę, by piersi nie wyrywała z buzi dziecka?

Smutne podczas tego wystąpienia było też ukazywanie porodu jako wydarzenia uszkadzającego, chorobliwego. W sumie dla producentów leków taka wizja jest jak najbardziej korzystna- bo człowiek chory, ranny szuka leków, które by mu pomogły. Poród fizjologiczny nie należy jednak do dziedziny patologii czyli choroby- chociaż niestety nasza służba zdrowia działa tak, że bardziej opłacalne jest dla niej, gdy matka i dziecko są chorzy, gdy zastosuje się wiele procedur medycznych. Dla matki rodzącej i towarzyszącego ojca lub innej osoby- taka wizja jest szalenie niekorzystna, gdyż zaciemnia obraz czym naprawdę może i powinien być poród.

 



Dlaczego?

Czy wiecie, że Naczelna Rada Lekarska jest przeciwna wprowadzeniu standardów organizacyjnych opieki okołoporodowej, a zwłaszcza:

  • temu, by lekarz był zobowiązany do nawiązania z matką rodzącą pozytywnego kontaktu i okazywał jej postawę pełną zaufania;
  • zachowaniu samodzielności w zawodzie położnej, dzięki której może ona przyjmować, wspierać porody fizjologiczne w optymalny sposób.

Dlaczego lekarze się wzbraniają, by nawiązywać dobry kontakt z matką rodzącą? Dlaczego koniecznie chcą być nadzorcami dla położnych, skoro porody, w których one uczestniczą samodzielnie mają mniejszą ilość powikłań? Wyciągnijmy wnioski i bierzmy odpowiedzialność za przyszły kształt położnictwa.

Zachęcam, by wyrazić swoje zdanie o tym- gdyż projekt standardów podlega obecnie konsultacjom społecznym:

Piszmy!

 



Zupki Fiony dwie odsłony

 

Częstowałam Was już kiedyś mieszanką koktajli bagiennych. Niektórzy stali opilcy nazwali je koktajlami Shreka:

Opijmy to!

To może dziś czas na zupę Fiony.

Do garnka wrzucamy:

  • marchewkę;
  • 2 pietruszki;
  • 1 pora;
  • 1 cebulę;
  • 2 ziemniaki.

Dolewamy wody.

Gdy warzywa zmiękną, dorzucamy niemałą dawkę wierzchołkowych liści pokrzywy i krótko zagotowujemy. Dodajemy swoje ulubione przyprawy lub sól, kurkumę, przyprawę Gyros.

Miksujemy na krem. Do talerza z niemałą porcyjką dolewamy jakiś zdrowy olej (już bez gotowania), np. lniany lub z wiesiołka.

Fakultatywnie dorzucaliśmy jeszcze makaron ryżowy.

No i najważniejsze: to jest jadalne, smaczne i wypróbowane!

I jest to cudna dawka żelaza, magnezu, potasu, krzemu, siarki. W sam raz, by zadbać o zdrowie, gdy jest się wciąż „w ciąż” lub podczas laktacji, lub dba się o dzieci lub odtruwa się.

Smacznego!

Cd.: Można jeszcze pokrojonego pora i cebulę poddusić na oliwie i dopiero wtedy zmiksować. Wypróbowane i zjedzone. Niektórzy z dokładkami.

Gotujmy póki Unia Europejska nie włazi nam z butami do naszej zupy 😉



Jak długo karmić?

„Czy karmienie piersią może zmienić dialog jelita-mikrobiota (ogół mikroorganizmów w ciele człowieka)-mózg w sposób służący zdrowemu rozwojowi podstawowych i systemów mózgowych?

Długofalowe badania ludzi karmionych w niemowlęctwie piersią wskazują, że tak. W kilku badaniach podłużnych (czyli badaniach grupy osób przez dłuższy czas) śledzono rozwój takich niemowląt aż do dorosłości, dokonując okresowych pomiarów zdolności poznawczych i intelektualnych. Analizy podłużne są jak film pokazujący przebieg danego procesu, a co najważniejsze, mogą ujawnić związki przyczynowo-skutkowe. Długoletnie badania dotyczące dalszego życia niemowląt karmionych piersią pokazały, że im dłużej dziecko jest karmione naturalnie, tym większy ma mózg, co jest cechą łączącą się z lepszym rozwojem poznawczym.

Karmienie piersią sprzyja także rozwojowi emocjonalnemu i społecznemu.”

Emeran Mayer „Twój drugi mózg”

Czasem spotykam się z pytaniem matek karmiących piersią lub sceptyczek: „Jak długo karmić?”

Zdarza mi się dać się w ten sposób podpuścić i wejść w ten tryb myślenia. Wtedy przytaczam wytyczne WHO o co najmniej dwóch latach drogi mlecznej itp. Ale w gruncie rzeczy powinnam odpowiadać na to pytaniem: „A co na ten temat mówi Twoje dziecko?” Bo w karmieniu piersią nie chodzi o cudze poglądy, o odgórne wytyczne (które się potrafią zmieniać), o to by kogoś zadowolić, ale by wspierać własne dziecko, by je wykarmić.

Nie dowie się o tym, jak długo potrzebuje wykarmienia dziecko, mama, która wybiera gumę smoczkową do ssania dla dziecka i przy jej pomocy częściowo lub całkowicie odstawia dziecko. Dowiedzieć się o tej potrzebie wykarmienia może mama, która nie podsuwa gumowych protez, a wybiera zaufanie dziecku i cierpliwość w postępowaniu z nim czy łagodne negocjowanie.

Z w/w książki można jeszcze wyczytać, że mikrobiom u dziecka podobny do dorosłego wykształca się około 2,5 roku. Producenci sztucznych mieszanek trzymają rękę na pulsie i śledzą bardzo uważnie badania nad mlekiem matki. Kiedy więc odkryto jak wiele oligosacharydów (czyli prebiotyków), jak wiele probiotyków (symbiotycznym mikroorganizmów) zawiera mleko matki- sami też zaczęli je dodawać. Jednak ten kto ma porównanie, wie, że producent może dodać co najwyżej kilka takich przyjaznych szczepów, natomiast w mleku matki odkryto ich setki. To tak jakby porównać górkę usypaną łopatą, a naturalną górę będącą wynikiem procesów górotwórczych. A więc informacja o probiotykach w mieszankach jest bardziej reklamą niż rzeczywistością mającą realne oddziaływanie na organizm.

Jak widać z tego bloga, lubię czytać książki. Jednak w macierzyństwie najważniejszą książką do czytania jest książką, którą jest życie każdego dziecka, które jest niepowtarzalne. Z niej można się nauczyć najwięcej.

Na zdjęciu powyżej: Brama Krakowska.

 

 



„To było najfajniejsze miejsce”

Piaskownica Błędowska zwana również Pustynią Błędowską.

Podczas wędrówki boso przez piaski przedszkolak oświadczył: „To było najfajniejsze miejsce”.

Nie zamki.

Nie doliny rwącej rzeki.

Nie ciekawe skałki do zdobywania.

Tylko kupa piachu.

I jeszcze więcej wyobraźni dziecięcej. Nieograniczony miejscem jej potencjał.

I gołe stopy, które mogły chłonąć to, co pod nimi.



Zaszczepieni



Komórki macierzyste? Smacznego!

Marketing Banku Komórek Macierzystych pracuje nad młodymi rodzicami przygotowującymi się do narodzin swojego dziecka, by dali się namówić na wydanie kupy kasy na pobranie i przechowywanie komórek macierzystych, ale też fragmentu galarety Whartona swoich dzieci ze świeżo odciętej pępowiny i łożyska.

Jednak pozostaje to wszystko w fazie eksperymentalnej- nie udaje im się tego ukryć nawet na ich filmiku promocyjnym, który miałam okazję oglądać.

Jakich chorób dotyczą te eksperymenty, możecie sobie poczytać na stronie PBKM.

Ale ja tam nie lubię eksperymentować na swoim dziecku.

Druga sprawa, że z wiadomych powodów tenże bank komórek macierzystych nie przedstawia badań, które pokazywałyby drugą stronę medalu. Mianowicie niektórzy naukowcy odcinają się od tych eksperymentów z tego powodu, że badania pokazują, że w dorosłym organizmie komórki te potrafią mutować w kierunku nowotworowym.

Także, kochane mamusie, karmmy na zdrowie swoje dzieci piersiowym mlekiem, bo ono z całą pewnością ma bezpieczne komórki macierzyste.

Po co one w ogóle są w matczynym mleku?

Mogą pełnić rolę naprawczą, np. w czasie porodu zdarza się, że dziecko doświadczy niedotlenienia- wtedy potrzeba zregenerować jego mózg. Z powodu choroby „naprawienia” mogą wymagać inne narządy. A które dzieci nie chorują w ogóle? Prędzej czy później każdemu się zdarzy.

Komórki macierzyste mogą się wbudować w dowolny organ dziecka. Ważne jest przy tym, że krew dziecka jest wielokrotnie rzadsza niż krew dorosłego – dzięki temu mają one szansę na dotarcie w odpowiednie miejsce. Stąd sztuczne zagęszczanie jej przy pomocy gigantycznych dawek witaminy K (co się robi standardowo na położnictwie)- stoi pod znakiem zapytania- czy na pewno jest to z korzyścią dla dziecka.

Jak z tym maleńkim kwiatkiem na zdjęciu. Gdyby był dużą wymagającą rośliną nie tak łatwo znalazłby sobie miejsce w skale. Cudne są te roślinne drobiazgi wynurzające się dzielnie z białych skałek Jury.

Jest życie, jest nadzieja 🙂