Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Ile masz mieć dzieci?

„Rosa, jak ty to robisz?”– słyszała często Rosa podróżując i dzieląc się swoją rodzicielską wiedzą.

A dzielić się doprawdy ma się czym po urodzeniu 18 dzieci i wychowywaniu swojej gromadki.

Jeśli ci się zdaje, że masz ciężko, bo masz 1,2,3… dzieci, to może warto sięgnąć po tę książeczkę „Rosa, jak ty to robisz?” I zaczerpnąć inspiracji do bycia z dziećmi, ucieszenia się z własnej rodziny, docenienia relacji z mężem.

Anegdoty i psoty.

Książka nieco niebezpieczna, bo wciąga i człowiek się nie może oderwać aż nie skończy.

Zapewne nie po to ją się czyta, żeby skorzystać ze wszystkich pomysłów na życie tej konkretnie rodziny.

Dla mnie najważniejszy w tej konkretnie lekturze okazał się sam początek.

Pierwsze dziecko urodziło się z wadą serca- lekarze zawyrokowali, że będzie żyć nie dłużej niż 3 lata.

Drugie i trzecie dziecko zmarło szybko.

Werdykt medyczny zabrzmiał: Nie powinniście mieć więcej dzieci!

Jak to dobrze, że ci konkretni rodzice wierzyli jednak bardziej Bogu niż lekarzom i otworzyli się na głębokie pragnienie ich serc, by nie rezygnować z marzenia o dużej rodzinie!

Życie jest zbyt ciekawe, by rezygnować z życia 🙂

O to ile w naszych rodzinach mamy mieć dzieci, pytajmy więc współmałżonka, Pana Boga. Jeśli na ten temat wypowiada się doktor, babcia, siostra, ciocia, wujek, koleżanka czy internautka- to znaczy, że wtyka nos w nie swoje sprawy.



Doula-Fizula

Co ja wiem o porodzie?

Jeśli mam być szczera, mogę powiedzieć za Sokratesem: „Wiem, że nic nie wiem”.

Bo poród to jak nurkowanie w nowym miejscu: ekscytująca niespodzianka, radosne oczekiwanie na wynurzenie.

Bo każde dziecko, a więc każdy poród to nowy świat.

Nowa jeszcze nieodkryta planeta.

Nowe niepowtarzalne wydarzenie, jakiego jeszcze nie było i jakiego nie będzie.

Wyjątkowy człowiek o wyjątkowych dziejach.

Tak niezwykły, że jak każdy może wpłynąć na dzieje świata, na dzieje bitew, sojuszy, architekturę ziemską i niebieską.

Stąd link na czasie, przy okazji rocznicy 15 sierpnia:

O poruczniku Stefanie, który zmienił los Bitwy Warszawskiej.



Zdrowa część ciała czy proteza?

Światowy tydzień karmienia piersią

Jak to brzmi?- zastanawiam się.

To jak np. światowy dzień posługiwania się ręką.

No bo pierś to normalna część ciała.

Normalna,

a zarazem uprzywilejowana dla wspierania rozwoju małego dziecka.

I generalnie to nie powinien być tydzień karmienia piersią, ale okrągły rok. Rok w rok.

Niestety już koncerny produkujące mieszanki i inne produkty „dla dzieci” dołożyły wszelkich starań, żeby mamy czuły się niepewnie, gdy karmią piersią:

  • dziecko starsze, co dla niektórych jest już po pół roku, po roku;
  • po powrocie z pracy;
  • gdy dziecko jest chore;
  • gdy dziecko jest zdrowe;
  • gdy mama wprowadza żywność uzupełniającą.

I ciekawa jest ta dysproporcja:

  • mleko matki zawiera setki probiotyków- reklama mieszanek zachwala swój produkt, że ma 1-2 probiotyki, a chwali się nimi jak czymś rewelacyjnym;
  • mleko matki zawiera optymalny unikatowy zestaw makro i mikroelementów- reklama mieszanek puszy się, że zawierają one np. dużo żelaza (podczas gdy jest to dosyć ryzykowne dla dziecka);
  • mleko mamy jest żywą tkanką niepodrabialną tak jak krwi nie udaje się spreparować sztucznie, nie ma natomiast żadnej reklamy- mieszanka jest z kolei kiepską podróbką ze świetną reklamą papierową, etykietową, telewizyjną, rozpowszechniającą wielkie mnóstwo gadżetów;
  • itd., itd.

Wydaje mi się, że marketingowi butelkowo-mieszankowemu opłaca się też przedstawiać niekiedy karmienie piersią jako zupełnie odrealnione, wyidealizowane: matkę jak prosto od kosmetyczki, fryzjerki, dziecko jak przykład siesko-anielski. A życie jest życiem. Jest czas i na fryzjera, ale jest też czas na odpoczynek, na bycie nieogarniętą. Nie ma dzieci, które nie płaczą. A te które nie płaczą wcale nie muszą być okazami zdrowia, rozwoju.

Krok po kroczku trzeba dać sobie czas na naukę siebie nawzajem.

Takie bzdurki jak sprzątanie, makijaże będziemy mogły mieć całe życie. A małego dziecka, bardzo potrzbującego matczynej piersi nie będziemy miały całe życie.

Warto więc wybierać kontakt z dzieckiem zamiast zasłaniania się przed nim protezą piersi czyli butelką.



Z drugiej strony świata

Urodzenie się to przestawienie z trybu życia wodnego na lądowy.

Na zdjęciu powyżej- fale widziane od spodu, z dna morskiego.

Podoba się Wam?

Dla mnie fascynujące.

 

Trzeba więc będąc nowo narodzonym dzieckiem zmienić skórę z modelu wodnego na lądowy. Zdrową zamianę ułatwia wmasowanie mazi płodowej, która jest najlepszym kremem, w skórę młodego człowieka. Lub po prostu zostawienie jej w spokoju- niech pełni swą funkcję aż do wchłonięcia. W wielu szpitalach, gdzie docierają informacje ze świata, nie kąpie się więc dziecka w pierwszych dniach po porodzie, żeby nie niszczyć tej zdrowej powłoki ciała.

Czytam ulotkę kremów pewnej dobrej firmy produkującej kosmetyki dla dzieci. I cóż tam widzę? Czarno na białym napisane, że do skóry dziecka (a właściwie do każdej) nie należy stosować czegoś, czego nie można by zjeść. Właściwie podważają rację wytwarzania własnych produktów. (Ja przynajmniej nie odważyłabym się zjeść ich kremów). Skoro dla dziecka po wymianie skóry na lądowy model najlepsze będą naturalne oleje, najlepiej tłoczone na zimno, to niepotrzebne są drogie i zakonserwowane kosmetyki. Olej lniany, kokosowy czy jeszcze inny (ze słodkich migdałów, nasion malin itp.) nadaje się do wmasowania w skórę dziecka, dorosłego. Niektórzy, żeby nadać lepszy zapach tym olejom dodają jeszcze kropelki pachnącego olejku, np. lawendowego.

Ta filozofia „zrób-sobie-krem” nie wzięła się znikąd. Zaczęto się przyglądać składnikom szeroko rozpowszechnionych kremów. Zazwyczaj głównym składnikiem kremów, ale też drogich np. emolientów dla dzieci jest ciekła parafina (paraffinum liquidum, mająca jeszcze szereg innych nazw np. mineral oil) będąca ni mniej ni więcej destylowaną ropą naftową. W pierwszym momencie po jego zastosowaniu odczucia są bardzo pozytywne: miękka wygładzona skóra. Jednak skutkiem ubocznym jest zatykanie porów skóry, utrudnianie jej wymiany gazowej. Ciekła lub stała parafina (wazelina), pomimo że jest na skórze przyjemna w dotyku, to jednak nie odżywia, nie nawilża skóry w odróżnieniu od naturalnych olejów i innych naturalnych składników.

Niektóre mamy oburzają się, że nie będą dziecka smarować oliwą, żeby im potomstwo nie pachniała jak świeżo zrobiona sałatka. Jednak dla dziecka zazwyczaj nie jest to problemem, zwłaszcza jeśli mama umie zachować umiar, wie, że oliwy lub innego olejku wmasowuje się jedynie cienką warstwę, że szybko się one wchłaniają.

Niezapomniane są pierwsze kąpiele nowo wyklutych skarbów. Ze względu na maż płodową nie trzeba się jednak z nimi śpieszyć. Gdy maź się już wchłonie, warto zafundować dziecku kąpiel z dodatkiem naparu z mieszanką ziół: rumianku, pączków sosny, korzenia żywokostu, nagietku. Moja nieoceniona położna Zosia poleca ją od lat i przyrządza dla dzieci. Zwykłe szare mydło też jest dobre, ale jego minusem jest zmiana odczynu skóry. Ochronną powłoką pokrywa się też ciało dziecka, gdy kąpie się je z dodatkiem odcedzonego siemienia lnianego lub płatek owsianych. Jest w czym wybierać- można zafundować swojemu dziecku to, co wydaje się najlepsze.

Żeby się zastanowić, dlaczego warto unikać nawilżanych jednorazowych chusteczek, proponuję zrobienie eksperymentu. Bawełnianą chusteczkę zanurzamy w odżywczych składnikach, np. świeżo wyciśniętym soku z aloesu z wodą i zamykamy szczelnie w pudełku. Wynik eksperymentu? Chusteczka bardzo szybko zapleśnieje, zbutwieje. Jak bardzo więc gotowe chusteczki dla nimowląt muszą być zakonserwowane, nasączone szkodliwymi substancjami, żeby uniemożliwić rozwój mikroorganizmów na nich! Alternatywą dla tego wygodnego sposobu na czyszczenie dziecka są zwykłe bawełniane płatki w połączeniu z wodą (może też być sól fizjologiczna), np. w sprayu lub zwykłej buteleczce. Lub najprościej: korzystanie z wody w umywalce i ręcznika.

Warto wiedzieć, że skóry bardzo niemowlęcia nie można pocierać materiałem. Jest ona na to za delikatna- w ten sposób zdrapujemy dziecku naskórek. Łagodniej jest wycierać poprzez samo dotykanie, otulanie ręcznikiem.

Prostota i stare babcine sposoby.

Ale za to jakie skuteczne! I tanie.

W ten sposób lądowy model skóry naszego dziecka staje się zdrowy i piękny 🙂



Odpoczynek czyli odżyć na nowo

Nie róbmy sobie wyrzutów, kiedy odpoczywamy. To jest najlepiej zainwestowany czas: w radość, we wspólne bycie, w dystans do codziennego trudu, w zasłuchanie, w odnajdywanie sensu życia.

Dlatego:

  • bawmy się
  • wygłupiajmy się
  • śpijmy
  • spacerujmy
  • grajmy
  • dajmy się wyręczyć
  • chodźmy na randki z mężem
  • podziwiajmy
  • śmiejmy się, ile sił!

Kto chce odkryć rady o. Dolindo Ruotolo (tego od mocnej modlitwy: „Jezu, Ty się tym zajmij!):

Rady nie od parady

Co jeszcze można zrobić z kamieni?

Wszystko 🙂



Ile potrzebuje małe dziecko?

Wpadła mi w ręce książka „Dziecko bez kosztów” Giorgia Cozza.

I właściwie całą jej zawartość można by streścić w dwóch zdaniach:

  1. Maleńkie dziecko potrzebuje bliskości mamy i taty, a nie szczególnie wymyślnych albo drogich wózków, ubranek, pokoi, itd.
  2. Małe dzieci potrzebują przede wszystkim karmienia piersią, bycia z nimi, a nie smoczków, zabawek, łóżeczek.

W czasach, kiedy produkuje się tak wiele produktów „dla dzieci”, dzieci nie zmieniają się specjalnie od czasów prehistorycznych. Do rozwoju w początkowym okresie ich życia w gruncie rzeczy potrzeba im bardzo mało rzeczy, za to dużo czasu, karmienia, czułości, dyspozycyjności, zwyczajności. Właściwie autorka przedstawia użyteczność różnych rzeczy patrząc na to oczami dziecka, często przy tym zachęcając, by nie śpieszyć się z decyzją o kupnie czegokolwiek. Dopiero narodzony młody człowiek da nam się poznać razem ze swoimi potrzebami. Wówczas też łatwiej ocenić jest ich użyteczność.

Niektóre z wynalazków dla dzieci okazały się wręcz szkodliwe, np. chodziki z tego powodu są towarem zakazanym w Kanadzie.

Czy da się dziecko wychować bez wielkich nakładów finansowych?

Tak, ale tak wychowując młodego człowieka, trzeba odkładać na później, bo inteligentne dziecię na pewno będzie wymagać wspierania dalszego ponadprzeciętnego rozwoju 🙂



Czy pozwalasz sobie zadawać pytania? Jeśli tak, to dajesz sobie prawo myśleć.

Ten artykuł może rodzić różne kontrowersje.

Ale nie można odmówić sensowności pytaniom, które w nim padają.

Jeśli pozwalasz sobie jeszcze na myślenie, to:

Zapytaj najpierw siebie samego, a potem swojego lekarza.



Skąd ten ołów, rtęć, kadm w naszym organizmie?

„Nie truj!”- można usłyszeć, gdy ktoś nie chce słuchać. Zwykle dzieci około 5 roku życia nabywają tak wielkiego rozumu, że potrafią pouczać swoich rodziców i powstrzymywać ich wymowność. Potem jak już młody człowiek zostaje nastolatkiem, to wręcz obowiązkowo staje się najmądrzejszy w rodzinie, dlatego powstrzymuje swoich staruszków od zatruwania mu życia dydaktycznymi wypowiedziami. Są słowa, które zatruwają życie człowiekowi, czy w ogóle atmosferę w rodzinie. Są słowa, które ją oczyszczają, ratują, podnoszą. „Kładę przed tobą błogosławieństwo i przekleństwo, życie i śmierć”. Wybierajmy życie i błogosławieństwo.

Jest też dosłowne zatrucie. I okazuje się, że więcej ludzi jest zatrutych metalami ciężkimi niż się mogło wydawać. Poczytajcie:

Co na to szczecińscy naukowcy?

Nie trzeba też metali ciężkich, by być systematycznie zatruwanym- wystarczy, że jemy warzywa, owoce, zioła spryskiwane Roundup’em.

 



Bajki dla dorosłych- cd.

Reklamy to są takie bajki, w które wierzą dorośli. Wierzą zwłaszcza ci, którzy uważają, że reklama w ogóle na nich nie działa.

Spotkałam się ostatnio z ogromnie nachalną reklamą leków homeopatycznych- wg producentów użytecznych w czasie porodu, połogu i laktacji. Im dłużej słuchałam tego, tym bardziej moje oczy wychodziły z orbit. Co do tych pseudo-leków akurat zgadzam się z ogółem lekarzy- są to leki typu „czary-mary”. Określona ilość zamieszania „tego- prawie -nic” ma sprawić, że stanie się z tego „coś”. Wyobraźmy sobie jezioro. Jeśli do tego jeziora wpuścimy parę kropel czegokolwiek i zamieszamy to określoną ilość razy- możemy się spotkać z leczniczym efektem? Owszem- bo organizm sam zwalczy chorobę, ale to nie znaczy, że pomógł tu lek. Zostawmy więc te pseudo-leki dla tych, którzy wierzą w bajki. Inną jeszcze sprawą jest to, że homeopatia budzi wątpliwości natury duchowej.

Pani homeopatka reklamowała m.in.:

  • lek na strach w czasie porodu- i tu mało się nie poturlałam ze śmiechu; no, placebo też zmniejszy nasz poziom strachu, jeśli w nie uwierzymy;
  • lek na popękane brodawki- i tu prawie wyszłam z siebie i stanęłam obok; czy nawet skutecznie gojące lekarstwo może poprawić sposób przystawienia do piersi(co jest najczęstszą przyczyną popękania) albo nauczyć matkę, by piersi nie wyrywała z buzi dziecka?

Smutne podczas tego wystąpienia było też ukazywanie porodu jako wydarzenia uszkadzającego, chorobliwego. W sumie dla producentów leków taka wizja jest jak najbardziej korzystna- bo człowiek chory, ranny szuka leków, które by mu pomogły. Poród fizjologiczny nie należy jednak do dziedziny patologii czyli choroby- chociaż niestety nasza służba zdrowia działa tak, że bardziej opłacalne jest dla niej, gdy matka i dziecko są chorzy, gdy zastosuje się wiele procedur medycznych. Dla matki rodzącej i towarzyszącego ojca lub innej osoby- taka wizja jest szalenie niekorzystna, gdyż zaciemnia obraz czym naprawdę może i powinien być poród.

 



Dlaczego?

Czy wiecie, że Naczelna Rada Lekarska jest przeciwna wprowadzeniu standardów organizacyjnych opieki okołoporodowej, a zwłaszcza:

  • temu, by lekarz był zobowiązany do nawiązania z matką rodzącą pozytywnego kontaktu i okazywał jej postawę pełną zaufania;
  • zachowaniu samodzielności w zawodzie położnej, dzięki której może ona przyjmować, wspierać porody fizjologiczne w optymalny sposób.

Dlaczego lekarze się wzbraniają, by nawiązywać dobry kontakt z matką rodzącą? Dlaczego koniecznie chcą być nadzorcami dla położnych, skoro porody, w których one uczestniczą samodzielnie mają mniejszą ilość powikłań? Wyciągnijmy wnioski i bierzmy odpowiedzialność za przyszły kształt położnictwa.

Zachęcam, by wyrazić swoje zdanie o tym- gdyż projekt standardów podlega obecnie konsultacjom społecznym:

Piszmy!