Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Nieziemska muzyka

Czym otulasz swoje dziecko?

Ks. Dominik Chmielewski. Opowiada na swojej konferencji, że naukowcy odkryli, że gwiazdy na płaszczu Matki Bożej z Guadalupe układają się nie tylko w konstelację, która była na niebie w momencie, gdy Juan Diego dostał ten obraz Maryi, ale muzycy zauważyli, że ten układ jest też możliwy do zagrania.

I tworzy nieziemską melodię.

Posłuchacie ze mną?

Melodia z płaszcza Matki Życia

Co wy na to, żeby ten utwór polecać na czas porodu?

Na czas ważnych spotkań?

Na czas, kiedy szczególnie potrzebujemy pokojowych rozwiązań trudnych sytuacji?

Dlaczego na czas porodu?

Żeby otulić dziecko i mamę tą słodką obecnością matczyną.

Tworzyć atmosferę pokoju, bezpieczeństwa, zwycięstwa dobra nad złem.

Świętowania cudu życia w najlepszym towarzystwie.



Nic czyli dno

Nie zdziwcie się, jeśli czyjś komentarz niechcący usunęłam- jeśli tak- proszę o wiadomość prywatną na ten temat. Masa SPAMU czyli śmieci internetowych się pojawiła i z nią walczę.

Może jesteście ciekawe, co najbardziej zaśmieca stronę internetową?

Otóż reklamy leków.

Leki,

leki,

leki

plus jeszcze

trochę leków

i rzeczy które nie są lekami,

a są bardzo szkodliwe:

viagry,

strony reklamujące niemoralne zachowania itp.

Dlaczego firmy farmaceutyczne tak gorliwie reklamują leki, które powinny być podawane WYJĄTKOWO i TYLKO CHORYM?

Bo jak widać nie chodzi tu o dobro chorych, tylko o sprzedaż, o marketing, żeby zyski rosły.

Dlaczego np. mam tak ogromną ilość reklam antybiotyków?

Może rośnie świadomość, że powinno się je stosować niezmiernie rzadko? Żeby ratować ludzkie życie? Bo gdy są stosowane częściej, to rośnie tylko antybiotykooporność i nic dobrego z tego nie wynika.

I że jest mnóstwo naturalnych antybiotyków: niektóre zioła, warzywa, cebula, czosnek, nasturcja itp. I one są o wiele tańsze, o wiele zdrowsze i mają o wiele mniej skutków ubocznych, jeśli są mądrze zastosowane.

Obecnie straszy z odbiorników TV, witryn internetowych, radia i innych mediów koronowirus- nasza potwora codzienna.

Damy się straszyć?

Nie.

Słowo Boże jest żywe i skuteczne:

„Odwagi! Jam zwyciężył świat!”- mówi Pan Jezus i tego się trzymajmy.

Ja Mu ufam. On zwyciężył też koronowirusa i każdego innego bakcyla.

I On stworzył takie mnóstwo ziół, roślin przeciwwirusowych, wzmacniających naszą odporność:

  • Vilcacorę,
  • Aloes,
  • Jeżówkę purpurową,
  • Owoc i kwiat czarnego bzu,
  • Korzeń targanka błoniastego,
  • Ziele lebiodki pospolitej,
  • kwiat nagietka lekarskiego,
  • Kwiat dziewanny wielkokwiatowej,
  • Ziele czystka szarego,
  • Ziele macierzanki piaskowej,
  • Tarczycę bajkalską,
  • Czosnek,
  • Kłącze imbiru,
  • Korzeń chrzanu,
  • Korzeń lukrecji gładkiej,
  • Kurkumę,
  • I wiele innych.

Jest w czym wybierać. Jest co komponować. Jest, co smakować.

Wiele dzieci będzie w stanie polubić sok z bzu czarnego, herbatki z nagietka, macierzanki, ulubiony sok zmieszany z odrobiną aloesu. Niektóre dzieci lubią wodę z miodem i kurkumą.

Jeśli jesteście w ciąży- trzeba uważać na imbir- w dużych ilościach stosować go można dopiero w terminie porodu, ponieważ ma działanie naskurczowe.

Pamiętajcie, że akceptacja danego smaku poprawia się dopiero po kilkunastu degustacjach u dzieci. Bądźcie więc wytrwałe w przygotowaniu potraw i pozwalajcie dzieciom ich próbować nie licząc na szybką akceptację. Warto pamiętać, że jest normalne, że w przypadku niektórych smaków zostaną one zaakceptowane, gdy młody człowiek skosztuje dopiero 15-18 raz daną potrawę, smak. Wytrwale więc kładźmy na stół to, co wartościowe pamiętając, że akceptacja przyjdzie z czasem, wraz z kolejnymi próbami albo z dojrzałością. Na początku warto, by dziecko wzięło nawet 1 kęs do buzi.

Zwłaszcza dla dziecka kilku-, kilkunastomiesięcznego to może być wcale niemała porcja- 1 kęs. To jest nauka smaków. A żeby się czegoś nauczyć- niekiedy potrzeba wielu powtórzeń. Dla niektórych dzieci bardzo wielu- bo bywa różna dojrzałość, różna wrażliwość.




Jak w soczewce

Wstęp do porodu?

W czasie porodu potrafią skupiać się jak w soczewce różne nierozwiązane problemy:

  • To, czego się boimy; te braki zaufania w nas: Bogu, innym osobom;
  • To, co mamy głęboko zakodowane, co nam wpajały matki, siostry, babcie;
  • To, czego nie jesteśmy w stanie odpuścić, np. kontroli, nadopiekuńczości wobec różnych członków rodziny;
  • Konflikty motywacyjne;
  • Różne zranienia, nieprzebaczenia;
  • Braki akceptacji dziecka, odrzucenia go;
  • Czy bardziej chcemy zadowolić kogoś z rodziny (lub ważnego dla nas) czy urodzić naturalnie, zająć się tym dzieckiem, które tu i teraz rodzimy;
  • Czy nie jesteśmy zbyt egocentryczne czy damy się dziecku od nas „odkleić” i skupić wzrok wszystkich na dziecku? (3 faza- poród łożyska się kłania).

W czasie porodu stajemy się niezwykle słabe, kruche- dziecko potrzebuje tej naszej kruchości, naszego przepuszczenia go przez siebie- dosłownie i w przenośni. A moc w słabości się doskonali- matka przez tą słabość staje się niezwykle silna.

Żeby przejść zwycięsko, silniejsze przez tą słabość nierzadko trzeba te wewnętrzne problemy rozwiązać, odpuścić chęć zadowolenia innych, stanąć naprzeciwko swoich lęków, zrezygnować z kontroli sytuacji, wybrać własną historię porodu, a zrezygnować z tej, którą nam wpajała mama czy inna ważna dla nas osoba.

Czy jest na to czas w porodzie?

Jest, jeśli pozwoli mu się płynąć własnym niewymuszonym rytmem. Wręcz pauza w porodzie w postaci np. skurczy, które zwolniły lub zatrzymały się domaga się jakiegoś doprecyzowania: Co we mnie zahamowuje ten poród? Nie jesteśmy tylko ciałem. Dusza, która jest w nas też wyraża się w ciele i upomina o swoje prawa: zauważ mnie i doceń, i wspieraj, i posłuchaj mojej głębi.

Jeśli osoby wspierające nas w porodzie dadzą nam przestrzeń na to, to jest czas uporać się z lękiem, problemem.

Ale czyż nie lepiej zrobić tego wcześniej? I odpowiedzieć sobie na pytania:

Czego się boję w trakcie porodu? Czego się boję po porodzie?

Czy kontynuuję przekaz rodzinny (jak rodziła mama, babcia, ciocia) czy daję swojemu dziecku możliwość, żeby się urodziło po swojemu?

Co mi przeszkadza skupić się na porodzie, rodzącym się dziecku, jego potrzebach?

Co mnie może blokować w trakcie porodu, że mogę mieć problem z rozluźnieniem?

Czy dotychczasowa moja historia z jakiegoś powodu mnie zatrważa? Czy da się jej stawić czoła? Czy jest dla mnie uzdrowienie ran serca?

Prowadząc indywidualne przygotowanie do porodu staram się właśnie być uwrażliwiona na to, czego potrzebuje matka i jej dziecko i przeprowadzić je przez to. O ile zechce.

Zapraszam więc do mojej szkoły rodzenia, jeśli chcecie przepracować swoją historię, aby nie przeszkadzała, a była odważnym i pięknym krokiem do szczęśliwych narodzin.



Po trupach do celu

Co jeszcze wymyślą, żeby zatrzymać wirusa?

Maseczkowy terror niszczy zdrowie najsłabszych.

Uważam, że więcej małych i dorosłych ludzi umiera z powodu niedotlenienia i związanych z nim powikłań niż z powodu samych zakażeń.

Jak to np. wygląda w położnictwie?

Artykuł
A wy co myślicie?



Przezroczyste

Co w Tobie jest

Ile razy jesteś w stanie w nocy przytulić do piersi?

Ile razy jesteś w stanie ucałować miejsce stuknięcia?

Ile razy jesteś w stanie pohuśtać?

Ile razy wstać o dziwnie wczesnej godzinie?

Nawet jeśli tego jeszcze nie wiesz, to Twoje dziecko to sprawdzi.

Sprawdzi bezinteresowność Twojej miłości.

O ile łatwiej mieć pieska lub kotka.

Pies lub kot nie testuje granic wytrzymałości swoich właścicieli- działa w granicach swoich instynktów, swojej inteligencji i to mu wystarcza.

Ale to nie pies lub kot rozszerzy granicę Twojej duszy. I pokaże jej zapotrzebowanie na wieczność.

To drugi człowiek.



Pokój w sercu

Z Domu Narodzin w Łomiankach

Są takie miejsca, gdzie się chce wracać. Które tchną taką miłością, dobrocią, pokojem, że zostają z człowiekiem na zawsze

Są tacy ludzie, którzy dzielą się takim ładunkiem entuzjazmu, serdeczności, że zostają w sercu na zawsze.

Z takiego miejsca i od takich ludzi przywiozłam książeczkę dla dzieci:


Jeśli chcecie opowiedzieć dzieciom o porodzie jako o wydarzeniu rodzinnym, dobrym i o tym, że poród nie musi być wydarzeniem medycznym, że może też odbywać się w domu- to warto ją nabyć, pożyczyć.

Dziwny jest obecny dany nam czas.

Zwłaszcza ci, którzy śledzą medialne doniesienia mogą czuć się zaniepokojeni: zamieszki, demonstracje przeradzające się w ataki, epatowanie przekleństwami.

Ale w tym wszystkim jest dobra wieść:

Nie musisz tego w sercu nieść,

dźwigać,

zamartwiać się.

Możesz mieć pokój w sercu.

Gdy w konfesjonale oddajemy Bogu swoje grzechy, to Zmartwychwstały Pan Jezus daje nam w zamian pokój.



A tymczasem przed meczem…

Operacje też bywają potrzebne

Jest takie badanie, które ukazuje, że statystycznie częściej wykonuje się operacje cesarskiego cięcia przed ważnymi transmisjami meczy piłkarskich.

Dobre, co?

I myślę, że w większości sytuacji nie działa to na zasadzie złej woli, a raczej nieświadomych dążeń, ciągot itp.

Któregoś razu znalazłam stronę następującą:

Rodzę z doulą

A tam jest świetna metoda pomocna przy podejmowaniu decyzji, zwłaszcza w kontakcie ze służbą zdrowia. Gdy stawia się nas przed decyzją o operacji, zabiegu, podaniu leku, dotycząca nas, dziecka lub innej bliskiej osoby- warto wziąć głęboki wdech i zadać sobie oraz lekarzowi (położnej) kilka dociekliwych pytań. Jest to metoda rozwijająca akronim słowa BRAIN (ang. mózg):

B – benefits czyli korzyści: Co mi to da? Jak wartościowa w moim przypadku jest dana procedura/lek/zabieg? Jakie są tego plusy?

R – risks czyli ryzyka: Jakie zagrożenia, skutki uboczne, niepożądane niesie ze sobą dana procedura, lek, zabieg? Jakie dla mnie, jakie dla mojego dziecka- gdy chodzi o ciążę, poród. Nie poprzestawajmy na zdawkowo rzuconym jednym skutku ubocznym. Niemal każdy lek, procedura ma zazwyczaj co najmniej kilka, kilkanaście potwierdzonych przez badania skutków ubocznych. Np. lekarze pytani o skutki uboczne syntetycznej oksytocyny rzucają niekiedy zdawkowe: „można dotkliwiej odczuwać skurcze” podczas gdy lek ten ma wiele odnotowanych skutków ubocznych i u matki, i u dziecka. Pytajmy więc: A co jeszcze jest znane jako skutki uboczne? Czy to na pewno już wszystkie zagrożenia, jakie niesie ze sobą ten zabieg? Czy nie pominął Pan jakiegoś działania niepożądanego?

A – alternatives czyli inne opcje, alternatywy czyli: Co innego można zrobić, zastosować w danej sytuacji? Często są jakieś inne możliwości, naturalne metody na typowe dolegliwości itp.

I – intuition czyli: Co podpowiada nam intuicja? Gdy weźmiemy spokojny wdech, gdy pozwolimy sobie na spokojny wydech, na prawo do pokoju w sercu, co usłyszymy w jego głębi? Co mówi do nas nasza matczyna intuicja czyli mądrość naszego serca dana nam przez Boga do troski, wychowania naszego dziecka?

N – nothing czyli nic: A co się stanie, gdy nie zastosujemy tej procedury, leku, zabiegu? Skąd ta pewność, że cokolwiek się stanie, jeśli wybierzemy opcję „nic”? Na jakiej podstawie Pan/Pani tak uważa? A jakie źródła Pan może przytoczyć na potwierdzenie Pana tezy?

Pozwoliłam sobie pokazać Wam tą znalezioną na stronie innej douli metodę, bo wydaje mi się bardzo cenna przy podejmowaniu różnych decyzji:

-uczy myślenia;

-uczy zadawania pytań, uczy docenienia pytań, pogłębiania pytań, dopytywania o jeszcze o dalszy ciąg- bo życie ma zazwyczaj dalszy ciąg i różne odcienie;

-uczy dawania sobie oddechu, czasu na podjęcie decyzji- rzadko decyzje muszą być podejmowane w naprędce, na złamanie karku; najczęściej mamy choć trochę czasu, by zastanowić się, by posłuchać i racjonalnych przesłanek i głosu naszej intuicji;

-uczy uczenia się- mamy prawo pytać, dowiadywać się, wyciągać własne autonomiczne wnioski; nie jest tak, że to lekarz czy położna mają 100% oglądu sytuacji, bo to my przebywamy z naszym dzieckiem (np. tym przed narodzinami) 24 godziny na dobę i czujemy je, znamy jego typowe zachowania, wzajemne dopasowanie/niedopasowanie;

-uczy szerszego bardziej przenikliwego spojrzenia na dany problem, sytuację, procedurę; dzięki temu uczymy się, aby nie dać się tak łatwo zbyć, zastraszyć, zadowolić powierzchownymi argumentami rzuconymi w naprędce.

Pamiętam pewną sytuację, gdy dzieciątko urodziło się z wrodzonym zapaleniem płuc. Bardzo rzadka sytuacja. Ale jednak. Dziecko zabrano niemal natychmiast rodzicom na diagnostykę. Przyszła natomiast pani doktor. I pyta m.in.: „Czy zgadzacie się Państwo na szczepienia?” „Nie, nie zgadzamy się”. „Chcecie zabić dziecko?”- zaatakowała ich lekarka. I oczywiście nie oczekiwała na odpowiedź, wystarczyło jej, że nastraszyła rodziców.

Ta sytuacja i wiele innych wcześniej przeżytych nauczyła mnie stawiania sobie jeszcze 2 niezbędnych pytań:

Pytań o EMOCJE: Jakie są cudze emocje? Co one mówią o tej osobie?

Jakie to budzi we mnie emocje? Jakie są we mnie moje własne emocje? I co mówią one o mnie?

Czy nie jest to przypadkiem szantaż emocjonalny? Próba zastraszania? Co stoi za tymi emocjami? Co się stanie, gdy otrząśniemy się z cudzych emocji- jak z cudzego bagażu, żeby odzyskać równowagę ducha i podejmiemy decyzję o racjonalne przesłanki połączone z siłą intuicji?

Życie jest zbyt cennym darem, by podejmować decyzje o życiu w oparciu o strach własny lub cudzy bądź z powodu cudzej niecierpliwości z powodu meczu, zbliżającego się urlopu itp. Prawdopodobnie ten ginekolog obejrzy jeszcze dziesiątki, setki meczy, ale to nasze dziecko jest warte miłości i cierpliwości i jego poród już nigdy się nie powtórzy.

Przychodzi matka do optometrysty na badanie oczu dziecka i słyszy pierwsze pytanie: „Czy urodzone przez cesarskie cięcie?”

Wy zobaczycie dalekosiężne skutki działań np. lekarzy względem Waszego dziecka jako matki. Bądźcie więc dzielne i przenikliwe w podejmowaniu decyzji o jego życiu i zdrowiu.



Maski

A co pozostanie, gdy już opadną maski?



Listopadowo…

Wasze myśli układają się listopadowo?

To, że zabroniono Wam pójść na cmentarze, sprawiło, że bardziej doceniłyście ten zwyczaj modlitwy za zmarłych przy grobach czy wręcz przeciwnie – chętnie zrzuciłyście go z siebie jak niepotrzebny balast?

„Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Dobrze widzi się tylko sercem.” („Mały książę”)

I to serce zaprocentuje. Nie zapomnijcie tego nawet wśród listopadowych mroków.

A Boże Serce już teraz po cichu procentuje: „Bo gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze bardziej rozlała się łaska.”



Łożysko czyli co tu jest grane

Piękne zdjęcie łożyska i pępowiny ułożonej w serce.

Narządu, który podtrzymywał życie dziecka.

Który łączył matkę i dziecko.

Którego obecność lub nieobecność ma znaczenie i dla matki, i dla dziecka.

I to zarówno przed narodzinami, jak i po narodzinach.

Przed narodzinami.

Wiadomo. Jeśli łożysko jest wadliwie zbudowane,niewydolne, ma zbyt dużo złogów- dziecko może być niedożywione lub niedotlenione. Jeśli jest zbudowane prawidłowo, i działa sprawnie, to dziecko ma szansę na dobry rozwój. Jeśli jest usadowione nisko, o wiele za nisko wykrwawić się może też matka, życie stracić dziecko.

Po narodzinach.

Wiadomo: łożysko musi tak jak dziecko urodzić się. I to koniecznie w całości. Kawałek łożyska, który pozostał w macicy to dla ciała matki dalszy dopływ hormonów ciążowych, które są hamulcem dla laktacji. To także dla ciała matki ryzyko zakażenia. A dla dziecka ograniczenie dopływu mleka- bo ciało matki działa w trybie ciążowym, jakby to mleko nie było jeszcze potrzebne.

Łożysko jest więc tym, co łączy matkę z dzieckiem przed narodzinami, w czasie narodzin aż do jego odklejenia po porodzie. I dla obu tych osób ma sens. Jest znakiem, że nie można mówić, że się chroni kobietę nie chroniąc jej dziecka.

Piekielny aborcyjny terroryzm, jaki wyległ na ulice podpiera się hasłem, że chroni kobiety.

Guzik prawda.

Jest to koszmarne kłamstwo. Opisywałam Wam kiedyś, jak pięknie rozwija się cały organizm matki, kiedy rośnie w niej dziecko: przybywa o 45% jej krwi, rośnie serce, nerki, w każdym narządzie dokonują się liczne zmiany. Dojrzewa psychika kobiety, by podołała powołaniu matki. Nawet jej układ nerwowy zmienia się z ulicy jednojezdniowej na wielopasmową autostradę.

Aborcja jest więc szalonym morderstwem, które niszczy i dziecko, i kobietę. Umniejsza kobietę czyniąc z niej lalkę dla zachcianek jej samej i mężczyzny. Zabija piękno jej duszy, która jest nastawiona ku drugiemu człowiekowi.

Szczerze mówiąc jestem wściekła na ten rząd i sejm za ich chore obostrzenia, które nie dają swobodnie oddychać. Które pozbawiają wielu ludzi pracy, zarobków, możliwości leczenia, normalności kontaktów międzyludzkich.

Oddajmy im jednak dobrem za zło. Módlmy się za nich.

„Zło dobrem zwyciężaj”– mówił ks. Popiełuszko cytując św. Pawła.

Jednak za ten wyrok Trybunału Konstytucyjnego należy im się uznanie.

Tym bardziej więc módlmy się za nich, pośćmy za nich, szukajmy dobrych uczynków w ich intencjach. Bo bardzo tego teraz potrzebują. Żeby nie zaprzepaścili tego prawdziwego wyroku, że życie ludzkie musi być chronione od poczęcia. Że choćby ktoś był mały i chory, to nie może być powodem, by go dyskryminować w najgorszy z możliwych sposobów przez mord.

„W miłości nie ma lęku. Lecz doskonała miłość usuwa strach”