Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Zjedz troszkę plasticzku, kochanie, dziś na śniadanie!

Trochę słońca Wam posyłam na rozgrzanie.

Zwłaszcza przed mrożącym krew w żyłach tematem zatruwania dzieci tworzywami sztucznymi.

Zresztą nie tylko dzieci zatruwają się plastikami. My również. Dzieci jednak w większym stopniu ze względu na niedojrzałość np. bariery żołądkowo-jelitowej. Fizjologicznie pierwsze 2 tygodnie życia dziecko ma nieszczelne jelita. Jest to korzystne dla dziecka np. ze względu na przekaz przeciwciał i innych substancji zawartych w pokarmie matki, które dzięki temu szybciej mogą pomóc dziecku. Natura jednak nie przewidziała, że dzieci od pierwszych dni będą ssały smoczki, piły z plastikowych butelek. Do około 3 roku życia z kolei nieszczelna jest bariera krew-mózg.

Przeczytajcie:

Pediatrzy ostrzegają!

Zwróćcie uwagę na to, że wiele ze sztucznych tworzyw bardziej szkodzi chłopcom ze względu na „upodobnienie” do żeńskich hormonów. Co nie znaczy, że dziewczynkom nie szkodzi.

Jeśli jednak karmisz piersią, to Twoje dziecko jest wolne od sztucznych tworzyw?

Żeby tak było, warto samej dla siebie uczyć się wybierać jedzenie mniej-foliowe czyli nauczyć się np. gotować kaszę, ryż bez torebek foliowych. I być dobrej myśli- nawet mała zmiana, ale często powtarzana, daje dużą poprawę 🙂

Warto dzieciom wybierać też gryzaki, grzechotki drewniane, zrobione z warzyw, naturalnych jadalnych kłączy itp.

Śniadanie, obiad i kolację, o ile jesteśmy w domu, prawie zawsze można zjeść na talerzach szklanych albo porcelanowych czy kamionkowych.

Nie piszę tego, żeby dać się zwariować i przejść na ściśle eko-dietę.

To nie grzech użyć sztucznego tworzywa.

Ale rozum wzywa, żeby go ograniczać. Wychodzić z tego plastikowego nałogu. A papież Franciszek w „Laudato si” również woła do nas, żebyśmy ziemi przynosili błogosławieństwo, a nie przekleństwo bezrozumności i pogardy dla dzieła stworzenia.

Kto się nudzi, a ma dziecko do lat 3- polecam książkę Sears’ów zatytułowaną „Księga wymagającego dziecka”. Dla tych autorów dopiero ich czwarte dziecko było „wymagające”. Z mojej perspektywy każde dziecko jest wymagające. Tylko nie każdy rodzic o tym wie, nie każdy rodzic też daje dziecku dojść do głosu.



Pozwolić sobie odpocząć…

NA początku drogi rodzicielstwa matki są ważne dla swoich dzieci- truizm czyli oczywistość i banał. Jednak z tej oczywistości nie można robić świętości, żeby nie kręcić na siebie samą bicza.

Przyglądałam się kiedyś jak pewien ojciec bawił się ze swoim synem. Malutkim jeszcze niemowlakiem. Dziecko reagowało pozytywnie na ten męski styl zabawy. Bacznie przypatrywało się swojemu tacie, z zaciekawieniem, rozbawieniem wypatrywało, co dalej się będzie dziać. Wybuchało gromkim śmiechem, gdy tatuś je podrzucał wysoko i zaraz potem łapał. Jednak jego mama co chwilę strofowała swojego męża, dlaczego tak się zachowuje. Podczas gdy chodziło tu o zabawę, o relację dziecka z tatą. Taka zabawa zawiązująca więzi.

Czy opłaca się krytykować swojego męża?

Nie. W wielu przypadkach nie.

Owszem warto pomóc ojcu lepiej zrozumieć dziecko, łagodzić ich relację, docenić jej niepowtarzalność, wspierać jej budowanie.

Wtedy łatwiej ojcu będzie zaopiekować się dzieckiem, znaleźć do niego swoją drogę, budować więź.

Jeśli ufamy tej więzi, możemy spokojnie, gdy tatuś wyjdzie z dzieckiem na spacer, przespać się, odpocząć. Dać sobie wytchnienie.

Dajmy prawo ojcu dziecka być niedoskonałym. My jako matki również doskonałe nie jesteśmy.

Wyrozumiałość i wielkoduszność- to dobra droga dla małżeństwa po urodzeniu pierwszego dziecka. To danie sobie czasu, by spokojnie uczyć się siebie w rodzicielstwie.



„Miejsce świętego spokoju zajął święty pokój”

Widziały gały, co brały

A jak Wy myślicie o swoim małżeństwie?

Czy podziękowałyście po porodzie mężowi za to dziecko?

Ono przecież nie jest tylko z Ciebie. Jest darem Boga. Jest konkretnym uosobieniem Waszej miłości.

I zamknę ten wpis w klamrę śpiewu zachwyconego tym konkretem:

Piosenka dla synka



Pomnażanie czyli człowiek jak wodospad

Człowiek, na którego można liczyć.

Mało mówi, dużo czyni, dużo słucha.

Słuchał Boga nawet przez sen.

Słuchał swojej małżonki Maryi.

Słuchał swojego przybranego Syna.

Zasłuchany, żeby dobrze prowadzić swoją rodzinę.

Myślę, że był piękniejszym mężczyzną niż wypalony na tym drewienku nieudolnie.

Umiał i umie być wsparciem dla żony, matki.

W czym potrzebujecie wsparcia najbardziej?

A może podzielicie się ze mną, z innymi, jak znajdujecie to wsparcie lub jak cierpicie, gdy go brak?

Siła nieposkromiona wodospadu.

Święty Józef jest jak wodospad.

Skąd ta siła płynie, płynęła?

Z pojedynczych kropelek.

Z maleńkich kropelek dobra. Czyli chwytania Boga za rękę.

Dodawanych wytrwale jedna do drugiej. Bez oglądania się na to, co powiedzą drzewa, kamienie, chmury. Wytrwale chwila po chwili.

Święty Józefie, weź do roboty ze sobą naszych mężczyzn, synów. Ty sobie z nimi poradzisz, nawet gdy my sobie nie radzimy.

Przyznam się Wam w końcu.

Coraz bardziej wciągam się w rodzenie, w bycie sobą czyli doulą- Fizulą. Z każdym dzieckiem moim i nie moim, w którego narodzinach uczestniczyłam, podziwiam coraz bardziej kruche i zadziwiające arcydzieło porodu, spotkania niewidzialnego z widzialnym.

Wasza doula Fizula

P.S. Zaczynają mi się marzyć zdjęcia z dziećmi na tej stronie. Jeśli chcesz się podzielić swoimi zdjęciami, które zrobiłaś/zrobiłeś jako rodzic/ fotograf (i masz do nich prawo autorskie), to możesz mi je wysłać ze swoim oświadczeniem, że wyrażasz zgodę na publikację i że to Twoje zdjęcia. Mój mail: fizula@gazeta.pl

Wierzę, że marzenia się spełniają 🙂

Nawet takie, które pieką, bolą i nie dają o sobie zapomnieć.



Mniam, mniam!

Danie na dwie okazje czyli ośmiomiesięczniak też człowiek.

Kiedy gotujemy do obiadu np. kaszę jęczmienną, to jeśli myślimy o niemowlaczku, to warto wybrać jak najdrobiejszą lub zamiast niej płatki: dwoma, czteroma czy siedmioma siekaczami zbyt dokładnie taki młody człowiek nie rozgryzie tej kaszy, więc ułatwimy mu jej strawienie wybierając drobny rozmiar, miękką konsystencję do ugotowania. PO ugotowaniu tej kaszy odejmujemy dla dziecka na 2 porcje: dodajemy do nich jakiś tłuszcz dobrej jakości (lniany, słonecznikowy, z oliwek itp.) i mieszamy. Sobie można osolić. Taką kaszę może dziecko zjeść na obiad: będzie to źródło energii dla niego. A przechowane na później (bez powtórnego odgrzewania)- będzie źródłem mniej strawnym dla dziecka, ale za to o właściwościach prebiotycznym.

Zupa

Gotujemy warzywa, np. marchew, pietruszka, brokuł, ziemniaki na gęsto (może być z zielem angielskim, liściem laurowym). Żeby trochę więcej białka dziecku dostarczyć, można przed końcem gotowania dodać żółtko uprzednio roztrzepane z odrobiną wody. Na koniec dodajemy przyprawy (sobie sól, pieprz), w zależności od upodobań: np. szczyptę majeranku. Lub po ugotowaniu dodajemy wartościowe mięso, surową natkę pietruszki. Wyjmujemy ziemniaczka i rozgniatamy widelcem, a resztę blendujemy. Do zblendowanej zupy dodajemy dziecku rozgniecionego trochę ziemniaka: grudki, drobne kawałki zachęcają dziecko do nauki gryzienia. Najpierw wprowadza się dziecku żółtka, dopiero od 11-12 miesiąca białko.

Pieczone warzywa

Można upiec warzywa dla siebie, ziemniaki, marchew, cukinia, buraczek:

http://mamwsparcie.pl/?x=0&y=0&s=gruba%C5%9Bne+fryty+z+piekarnika

i dla dziecka równocześnie- kładąc je obok swoich- tyle że dla dziecka odejmujemy zanim posolimy, zmieszamy z olejem. Olej dla dziecka dodajemy po upieczeniu, kroimy mu też wówczas drobniej, w tzw. słupki czyli wygodne do wzięcia w małą rączkę podłużne kawałeczki.

Ostatnio odkryłam super słodzik: zmiksowane daktyle. Kiedy chcemy dziecku dać jakiś mus z kwaśnych owoców i troszkę mu je osłodzić. Można najpierw namoczyć daktyle w odrobinie wody, potem zmiksować je z owocami ugotowanymi, pieczonymi. Jeśli widzimy, że maluch nie ma uczulenia na owoce, warzywa poddane obróbce termicznej, to możemy ten sam produkt dać mu do skosztowania surowy. Np. jednego dnia jabłuszko ugotowane i zmiksowane, drugiego upieczone, trzeciego odrobinę soku, a czwartego 1 łyżeczkę skrobanego surowego. Itd.

Dziewczyny, spokojnie i śmiało próbujcie obserwując reakcję dziecka bez przewrażliwienia. Nie śpieszcie się z produktami bardzo alergizującymi (spokojnie można poczekać do drugiego roku życia albo i dłużej): kakao, cytrusy, truskawki, ryby, orzechy.

Dawniej zalecano gluten nie wcześniej niż w 10-12 miesiącu, obecnie polscy pediatrzy zalecają od 5 miesiąca życia, ale już dietetycy są bardzo sceptyczni wobec glutenu. Proponują by wybierać najlepiej stare odmiany pszenicy (orkisz), kaszę jęczmienną, owies, zwracają uwagę na to, że przy uprawie zwykłej pszenicy rolnicy używają wiele szkodliwego glifosatu.

Nie dajmy się jednak zwariować: my potrzebujemy jeść, dziecko też potrzebuje jeść. O ile możemy, to wybierajmy eko. Jeśli nie możemy, to też będzie jadalne.

W polecanych przeze mnie książkach zachwala się przede wszystkim podawanie dziecku jedzenie do samodzielnej konsumpcji. Mi się jednak wydaje, że warto przyzwyczajać dziecko też do jedzenia z łyżeczki. O ile jesteśmy w domu, to można pozwolić dziecku na swobodę poznawania jedzenia (o ile mamy w sobie gotowość potem to sprzątnąć), o tyle w gościach, restauracji i innych miejscach może to być kłopotliwe. Wtedy lepiej się sprawdza karmienie łyżeczką przez rodzica- dlatego dobrze jest od czasu do czasu również w domu uczyć dziecko karmienia łyżeczką. Roczniak już może zechcieć sam spróbować wiosłowania łyżeczką.

Niech te pierwsze miesiące jedzenia, kosztowania będą dla Was wspólną radością poznawania jadalnego świata 🙂

No i życzę w tym wszystkim cierpliwości, bo na odkrywanie nowych smaków młody człowiek będzie miał odtąd czas do końca życia. Ale jeśli coś silnie uczulającego wprowadzimy mu za wcześnie, to się może okazać, że nie będzie tego jadł już do końca życia.

Smacznego!

 



Gdy wieczór się nachyla…

„Czasem ktoś przychodził do mnie i opowiadał o żalu, jaki ma do Boga, bo umarło dziecko jeszcze w łonie. Myślałem wtedy: jakie szczęśliwe, poszło na skróty do nieba. Gdyby ta matka ze łzami na policzkach wiedziała, co czekało to dziecko pośród ludzi, nie płakałaby z rozpaczy, tylko ze szczęścia.”

o. A. Pelanowski „Testament duchowy”

Okulary wiary dają inną optykę patrzenia: perspektywę wieczności. I obecne dobre doświadczenia, jakie mamy na ziemi są ziarnkiem piasku w porównaniu z morzem radości nieba.

My szukamy Boga?

Niezbyt.

To raczej On szuka nas. Przez każde z doświadczeń wychodzi naprzeciw, jest zawsze pierwszy w miłości.



W świecie wyobraźni

Zapraszam do dziecięcego świata.

Świata wyobraźni, marzeń, gdzie wszystko jest możliwe.

Gdzie pełno jest mówiących zwierząt, przygód, niespotykanych zwrotów akcji i stworzeń niestworzonych.

Przez tą bramę wyobraźni i zabawy wchodzimy do dziecięcego świata na spotkanie dziecku, które chcemy zrozumieć, pokochać od nowa.

Gdzie samemu można być z powrotem dzieckiem i gdzie nigdy się nie wstydzimy.

Kiedy nie mam cierpliwości uczyć dzieci albo coś im tłumaczyć, proszę o pomoc sowę albo konia. I okazuje się, że oni sobie z tym radzą o wiele lepiej- wygłupiają się z dzieckiem, robią kupę błędów, z których można się pośmiać.

Koń by się uśmiał 🙂 Albo sowa 🙂



Rwący nurt

Rwący nurt miłości

„Tyś mnie wydobył z łona, uczyniłeś mnie bezpiecznym u piersi mej matki” Ps 22, 10

Ostatni dzień Międzynarodowego Tygodnia Karmienia Piersią.

I refleksja, że my matki karmimy nasze dzieci niedoskonale. Ale jest Ktoś, kto umie nas nauczyć karmić lepiej, serdeczniej, radośniej. Kto jest taką Matką, przy której jesteśmy bezpieczni.

Bezpieczni na Wieczność.

 

Matką, przy której jesteśmy tak bezpieczni, że żadne udawanie nie jest potrzebne. Nie musimy udawać lepszych, mądrzejszych. Bo jesteśmy kochane takimi jakimi jesteśmy.

Zapraszam do włączenia się do lektury: „Testament duchowy. Gdy noc staje się jaśniejsza niż dzień” o. Pelanowski:

„Zacznijmy od bycia w łonie Maryi, a wtedy w łonie ziemi nie utkwimy, lecz zanurzymy się w bezkres najskrytszego życia Boga>”



Godzina W czyli jak walczyć z miłości do Polski

Nasza piękna Polska.

Piękna w swoich lasach, łąkach, polach, miastach i wsiach, w swoich bohaterach i świętych.

Czy wraz z mlekiem matki nasze dzieci wyssą miłość do Ojczyzny, do jej krajobrazów, historii, ludzi, tradycji?

Czy może wyssą narzekanie na bylejakość, na polityków, sąsiadów, na siebie nawzajem?

1 sierpnia 1944 roku młodzież i dorośli tak głęboko byli nasiąknięci miłością do Ojczyzny, że było dla nich oczywistym, że mają prawo i obowiązek upomnieć się o wolność, dążyć do niej za cenę własnego życia. Tak wynika z opowieści powstańców. Późniejsze rozdrapywanie tej bolesnej rany klęski przez komunistów i wmawianie Polakom, że niepotrzebnie walczyli nie zmieniło faktów, wprowadziło natomiast wiele niezgody, dodatkowego bólu.

A dzisiaj o co mamy walczyć?

Co dać swoim dzieciom wyssać ze swoich piersi? Co chcemy, aby wyniosły z domu? Co mają ukochać ponad życie?

Jakie zniewolenia obecnie narzuca się naszemu narodowi?

W czasie II wojny światowej była to nienawiść do narodu żydowskiego, którą chcieli nas zarazić Niemcy, ale też nienawiść do najbardziej bezbronnych poprzez narzucenie nam prawa do aborcji (w Niemczech była ona zakazana!). Czy nie mamy teraz powtórki z tego, choć nieco w zmienionej formie? Niemcy narzucają nam aborcje i rozwiązły, dewiacyjny tryb życia przez LGBT itp. Niemieckie układy, ale też inne zachodnie koncerny farmaceutyczne narzucają nam pigułki farmaceutyczne, leki, które niczego nie leczą, a jedynie odwrażliwiają układ nerwowy (np. paracetamol), nienawistne pełne zboczeń i rozwiązłości marsze czyli tzw. Parady Równości.

Nie zabierajmy waleczności naszym małym chłopcom robiąc z nich grzeczne dziewczynki, aby w przyszłości umieli nas bronić. Nie tylko w formacjach wojskowych, ale też wiarą, niezłomnością stania przy prawdzie. Bądźmy dla nich i dla swoich córek przykładem umiłowania wartości, za które umierali nasi przodkowie. Uczmy ich wybierania tego, co Prawdziwe i Godne Miłości.

Moja Ojczyzna, moja Polska

 



Miłość jest jak wakacje, pełna niespodzianek

Bliskie spotkania z naturą, zwierzętami, zachodami słońca.

Udziela Wam się zachwyt dzieci? A czy dzieciom udziela się Wasz zachwyt?

Gderasz czy się zachwycasz?- wybór należy do Ciebie.