Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Witraż widziany jako odbicie- historia okiem dziecka

Moja Ojczyzna

Dawniej bardzo dużo czytałam swoim dzieciom tego, co potocznie określa się mianem bajek.

Ale z biegiem lat przekonuję się, że rzeczywistość jest o wiele ciekawsza, bardziej złożona, malownicza, ale też niekiedy straszniejsza niż najlepsze baśnie, fantasy itp.

Tą rzeczywistością, która się rozrasta w teraźniejszości jest historia.

I życia nie starczy, by ją zrozumieć w całości.

Im wcześniej zaczniemy dzielić się swą fascynacją z dziećmi, tym większe mamy szanse powodzenia.

Minęły obchody odzyskania niepodległości, ale nie minął głód duszy naszych dzieci. A one są głodne tego, co prawdziwe, dobre, święte.

Niespokojne jest serce dziecka, dopóki nie spocznie w Bogu.

 

Ta sama piosenka w wersji karaoke- bardzo dobry sposób na naukę szybkiego czytania dla dziecka lubiącego śpiewać (najpierw trzeba nauczyć jej się najlepiej na pamięć): KARAOKE



Tyle światła przed nami

Wysłuchana rozmowa:

-Bardzo cieszę się, że tyle światła i ciepła tej jesieni. Dodatkowo przypomina mi to pewną ciepłą jesień parę lat wstecz, kiedy urodziłam córeczkę.

-W zasadzie tak.Też bym się cieszyła gdyby nie to, że to świadczy o efekcie cieplarnianym i niekorzystne jest dla środowiska.

 

Co wybieramy? Narzekanie czy dziękowanie?

Zawsze można narzekać, zawsze też można dziękować. Choćby za to, że się żyje. Dziękowanie rozwija nas. Narzekanie- degeneruje (badania nerologiczne pokazują, że pojawiają się zmiany jak przy chorobie Aizhaimera).

Można się cieszyć i podziwiać kształt tego drzewa (j/w). Można też widzieć w nim jedną wielką dziurę i nic poza tym.

„Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, żebyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi”.

Zastanawia mnie od jakiegoś czasu sprawa czystości języka. Dlaczego warto świadomie rezygnować z etykietek pt. „przeklinanie pospolite”? Bo język w naszym życiu jest sterem. Myślimy „przy pomocy języka”, odkrywamy w nim prawdę. Lub też przez pokrętny język zakłamujemy rzeczywistość.

Czym jest natomiast przeklinanie?

Jest zaśmiecaniem, brudzeniem własnej mowy, czasem sięgającym serca. Wyobrażacie sobie człowieka, który sprząta we własnym domu, ale co jakiś czas, ot tak, rozsypie sobie trochę śmieci? Albo przyjaciół, którzy idą razem na spacer, a od czasu do czasu chlupną sobie i drugiemu w twarz trochę błota. No i udają, że to normalne, takie nowoczesne, inaczej się nie da. Żeby uzmysłowić moim dzieciom czym jest przeklinanie, głupia mowa, mówię im, że zanurzają własny język w tym, o czym mówią.

Przypomina mi się tu nagranie ks. Pawlukiewicza „Albo będziesz święty, albo będziesz nikim”. Trochę w poprzek do tego co powyżej napisałam. Ks. Pawlukiewicz opowiada tam historię dzielnego księdza, który idzie na pielgrzymkę do Częstochowy, chociaż ma świeżo złamany i obandażowany obojczyk. Nie przyznaje się do tego innym pielgrzymom. Ci jednak pod koniec pielgrzymki chcą go podrzucić parę razy. Broni się najpierw grzecznie, tłumacząc złamanym obojczykiem. Ci jednak nie wierzą i nadal biorą się za podrzucanie. W tym momencie ksiądz nie wytrzymuje i „Piiiiiip”… używa mniej cenzuralnego słownictwa. I tu bodajże wystąpił wyjątek potwierdzający regułę. Wyjątek obrony własnej w całkowitym nerwowym znieczuleniu 🙂 Czyli wyrwało się człowiekowi z nadmiaru przeżyć. Niekontrolowany ruch języka widocznie dawniej skutecznie trenowanego.

Tylko ja się zastanawiam: czy w ogóle warto trenować tego typu słownictwo? Czy warto odzierać swoją mowę z czystości, prostoty, piękna? Bowiem przyzwyczajenie drugą naturą człowieka. I jeśli będziemy zbyt gorliwie trenować, to ani się obejrzymy, a wymkną się nam spod kontroli słowa nie tam, gdzie byśmy chcieli i nie takie, jakie byśmy chcieli. Biblia mówi wprost, że miecz rani ciało, ale słowa łamią kości.

Matce rodzącej może się w ferworze skurczów wymknąć z ust wiele, o wiele więcej niż by chciała. Jednak osoba towarzysząca, doula powinna otulać ją wyłącznie dobrym, niosącym wsparcie, otuchę słowem jak czystym kojącym duszę dźwiękiem:

kto lubi głos dzwoneczków?



Czekam na komentarze i czekam…



Wybierajmy w oparciu o wiedzę, nie o zastraszanie

Czy wiecie, że w latach 70 w Stanach Zjednoczonych u 70% kobiet wykonywano operację histerektomii tzn. wycinano im macicę? Powodem mogło być obniżenie narządów rodnych, mięśniaki i mnóstwo innych powodów.

Teraz dalej ten dział medycyny kontynuuje okaleczanie zdrowych kobiet podczas porodu. Około 43% wszystkich porodów stanowią cesarskie cięcia obecnie w Polsce. Świadczy to o bardzo marnym poziomie położnictwa, które nie wspiera wystarczająco kobiet w naturalnym porodzie. Dane ogólnoświatowe podają, że rozwiązania operacyjnego potrzebuje najwyżej 5-10% kobiet rodzących. Tzn., że pozostały ogromny procent kobiet jest okaleczany niepotrzebnie. Że tak bardzo przeszkadza się kobietom w rodzeniu, że w końcu nie są w stanie same urodzić. Że tak wiele wydumanych powodów się znajduje, by uzasadnić wybór niepotrzebnej medykalizacji.

Żeby to przeprowadzić, niestety wiele medyków stosuje daleko posunięty system zastraszania. Jest on niestety skuteczny, ponieważ wykorzystywany jest w sytuacji dużego stresu u rodzącej lub w okresie przedporodowym, który również słynie z rozchwiania emocjonalnego.

Podobnie dzieje się ze szczepieniami.

Zastraszanie, groźby to też główna metoda towarzystwa lekarskiego w przekonywaniu nas do szczepień.

Odra- dawniej choroba wieku dziecięcego, którą się po prostu przechodziło i nabywało trwałą odporność, od kiedy wprowadzono szczepionkę przeciwko odrze nagle stała się śmiertelną ciężką chorobą.

Jak widać współpraca lobby farmaceutycznego i lekarzy ma się dobrze.

Cóż, daleka jestem od spiskowej teorii dziejów. Jednak najlepszym marketingowym przedsięwzięciem firm farmaceutycznych było wykorzystanie lekarzy do rozprowadzania ich reklam, gadżetów itd. Podobnie jak najbardziej intratnym przedsięwzięciem firm produkujących mieszanki modyfikowane było wykorzystanie lekarzy do rozprowadzania ich naklejeczek, karteczek, kalendarzy, rozpoczęcie szkolenia ich według „własnych standardów” etc.

Iza

P.S. Też chorowałam na odrę, a jednak ośmieliłam się żyć.

Co więcej chorowałam na ospę, świnkę, różyczkę- i dało się je przejść bez powikłań jedynie dzięki dzielnej troskliwej matce karmiącej starannie swoje dziecko i ogrzewającej je w domu (chociaż nie do końca :P)

Także nie bójcie się, dzielne kobiety, chorób wieku dziecięcego, bo są one świetnym ćwiczeniem dla układu odpornościowego dziecka.

Bójcie się natomiast dać zastraszyć, bo wtedy człowiek przestaje być wolny.



Straszenie szczepionkami czy straszenie chorobami?

Co wybierasz? Straszenie chorobami czy straszenie szczepionkami?

A może ani jedno ani drugie jednak? Tylko dbałość o odporność swoją i dziecka, rodziny od poczęcia. I zaufanie: do Boga, do matczynej intuicji, do sensu stworzenia układu immunologicznego przez Boga. Do sensu przeżywania również trudnych sytuacji.

Poczytajcie artykuły autorki „Miłość od poczęcia” Ewy Niteckiej:

Czy zdrowie czerpiemy ze strzykawki?

O szczepionych i nieszczepionych dzieciach



Pasja narodzin- pasja umierania

„Zmarła na Matkę Boską Gromniczną; jej jasny duch –

Biała świeca świata – pali się na drodze

Do innych sfer służby i cnoty,

Żywe światło Wiecznego Dnia.”

 

-cytuje Sheila Kitzinger wiersz o swej matce napisany po jej śmierci. „Pasja narodzin”- to biografia tej autorki, w której pisze i o narodzinach, i o śmierci.

Wszystkie swoje pięć córeczek urodziła w domu, w tym bliźniaczki. Jeździła po całym świecie, by sprawę narodzin, karmienia piersią badać, poznawać, ale też dzielić się tym, co odkryła o porodzie czyli swoją pasją, szczęściem, entuzjazmem rodzenia, ale też karmienia dzieci piersią.

Niektórzy ją oskarżali, że w swoich wykładach-pokazach poród naturalny pokazuje zbyt podobnie do współżycia, przeżywania orgazmu, całą sobą. Tak jakby poród nie był kontynuacją współżycia, jego rozwojem aż do dawania życia na świat.

Towarzyszyła też swej matce w odchodzeniu z tego świata właśnie w domu, by niepotrzebnie nie zadawać jej bólu, być do końca przy niej z miłością.

Z wieloma rzeczami z Sheilą się nie zgadzam, z jej daleko posuniętym feminizmem, który aż niszczy kobiety. Była jednak tak bardzo barwną osobowością, tak wiele zrobiła na rzecz godnego rodzenia, karmienia, że warto przeczytać jej biografię. Odwiedzić wraz z nią różne zakątki świata, by być mentalnie z kobietami wszystkich ras w ich darze rodzenia i karmienia.



Smaki jesieni

Zaczyna się hartowanie, ale i czapek zakładanie.

Choć wydaje mi się, że te dzieci bardziej zahartowane, co dłużej wytrzymują bez czapek, szalików, skarpet. Co stawiają czoła jesieni, topiąc ją w ulubionej kałuży razem ze swoimi kaloszami, odnóżami i skarpetami.

Brrr! Dzielne dzieciaki! Już mi zimno na samą myśl.

A z doświadczenia to katary, prychanie i kasłanie u mych lubych dzieci zwykle zaczynało się wcale nie wraz z brzydką pogodą, a wraz z włączonymi kaloryferami.

Kaloryfery- wynalazek świetny i kiepski zarazem.

Świetny, bo ogrzewa wspaniale. Kiepski, bo tak wysusza powietrze, że dziecięce cienkie śluzówki przesusza na wiór. I nawet te w miarę odporne potrafią zacząć chorować. Niektórzy radzą sobie wieszając nawilżacze w pokojach, gdzie śpią dzieci (najprostszy nawilżacz- mokry ręcznik na kaloryferze lub suszące się pranie obok kaloryfera).

A ponieważ lepiej zapobiegać niż leczyć, to uczyć warto od maleńkości rozmaitości smaków, ziół.

Nawet roczne maleństwo może skosztować coś ostrego, ciekawego w smaku- pod warunkiem, że w obecności rodzica, w niewielkiej dawce i bez zmuszania, w bezpiecznej formie.

Pamiętam pewnego rocznego rączego młodzieńca, który wykradł z kuchni papryczkę chilli. Skonsumował ją w zaciszu pod stołem, po czym przyszedł z małą resztką i ogonkiem pokazując, że zaczyna czuć coś dziwnego. Jak na rocznego człowieka, to owo dziwne odczucie zniósł niemal ze stoickim spokojem.

Czy wiecie, że akceptowalność danego pokarmu zwiększa się po 18 skosztowaniu danego pokarmu?

Czyli dziecko potrzebuje, aby „oswoić”, polubić dany smak mieć szansę często go kosztować. Nic więc dziwnego, że meksykańskie dzieci  wespół z dorosłymi zajadają się ostrymi daniami, natomiast chińskie jadają niemal wszystko z imbirem.

Czy dajemy naszym dzieciom szansę oswojenia się wczesnego (czyli od 12 miesiąca wzwyż) ze smakiem kapusty i ogórków kiszonych, cebuli, czosnku, chrzanu, gorzkich ziół, przypraw (np. majeranku, rumianku, cynamonu, goździków), owoców (greipfruitów, aronii) etc.?

Gdy dziecko będzie miało szansę poznawania wczesnego tego bogactwa smaków, jego repertuar ulubionych potraw w późniejszym wieku będzie prawdopodobnie szerszy. Fatalną robotę wykonują kupcze przesłodzone niemowlęce kaszki- czynią z dzieci późniejszych konsumentów batonów, czipsów, mlecznych kanapek i innych jedzenia atrapek. Najpierw producent podsuwa jeden produkt- kaszkę mleczną czy zbożową dla maleństw, a potem przy jej pomocy przeprowadza do następnych swoich produktów. Samonakręcająca się spirala zwiększonej sprzedaży- osiągnięty cel producentów.

Koktajl wdrażający w ostre smaki, który lubią nasze dzieciaki:

  • 3 banany;
  • 3 gruszki;
  • sok z 1/2 cytryny;
  • 2 szklanki jarmużu;
  • 1 awokado;
  • 3 plastry imbiru (jak zaczynacie poznawanie tego smaku, to zacznijcie od mniejszej dawki);
  • 2 szklanki wody.

Wystarczy poobierać ze skóry, zmiksować i napawać się smakiem.

Już kiedyś o nim pisałam, ale dopiero jakiś czas temu odkryłam, że można go ożywić ostro-cytrynowym w smaku imbirem.

Smacznego!



Kto nauczył całować małego Lolka?

Kto wyrósł z małęgo Lolka?

Wiadomo. Biskup Wojtyła, który stał się papieżem 16 października 1976 roku.

O pocałunku papieża.

Papież całował ziemię i złe duchy zwiewały gdzie pieprz rośnie.

Bierzmy z niego przykład. Całujmy ziemię, którą Pan Bóg powierzył nam do uprawiania. Dla rodziców tą ziemią szczególnie powierzoną jest ich dziecko. Nawet gdy jest niegrzeczne, niedobre, trudne do zniesienia- tym bardziej potrzebuje naszej miłości. Spróbowałyście w takiej sytuacji zło dobrem zwyciężać?

Wiadomo.

O własnych siłach nie damy rady. Damy radę najwyżej oddać „pięknym za nadobne”. Czy stłuc na kwaśne jabłko.

Ale prosząc Ducha Świętego o pomoc, damy radę do krzyczącego powiedzieć dobre słowa szeptem, złoszczącego się damy radę spokojnie obdarować dobrem, by zapomniał o swojej złości. Smutnego zabijakę damy radę rozweselić i ucałować.

Pokorne proszenie o Ducha Świętego- chciałeś nas nauczyć tego, św. Lolku?



15 października- gdzie jesteś, moje dziecko?

Zaglądanie do nieba.

Jest tam kto?

Dziś dzień pamięci dzieci utraconych.

Zaglądamy za nimi do nieba,

gdzie brykają po niebiańskich ogrodach,

bawią się nieustannie

i zawsze czują się kochane

w objęciach Miłości,

która stęskniona sięgnęła po nie  na ziemię.

 

Mogę pożyczyć/oddać/ zamienić (proszę o zgłoszenia chętnych) „Listy do Darcy. Wzruszające słowa matki do nienarodzonego dziecka.” Tracy Ramos

Książka w sam raz na dzisiejszy dzień (Dzień Pamięci Dziecka Utraconego), na tęsknotę za dzieckiem, które za szybko odpłynęło. Mała Darcy żyła 36 tygodni u swojej mamy  i 15 dni po narodzinach mając trisomię chromosomu 18. Żyła krótko- pomogła tak wielu stać się lepszymi, bardziej kochającymi.



Rosną nogi, ręce, serce

Kiedyś chodziłam do klubu przedszkolaka z moimi dziećmi. Założenie tych klubów było takie, żeby rodzice byli tak długo na zajęciach z dziećmi jak długo tego dzieci potrzebowały. Panie przedszkolanki prowadzące te zajęcia były na tyle mądrymi kobietami, by zachęcać rodziców, żeby odpowiadali na potrzeby dzieci. I niektórym dzieciom wystarczało kilka dni lub tygodni towarzyszenia, by poczuć się pewnie i dobrze w nowym miejscu, innym kilka miesięcy. Pamiętam też takie dzieci, które dopiero po roku lub jeszcze dłuższym czasie zechciały zostawać bez opieki bliskiej osoby. Założeniem tego miejsca była też formuła, że od czasu do czasu (raz w miesiącu bodajże) rodzic był też „na dyżurze” w klubie.

Większość rodziców korzystała z tej możliwości wsparcia swoich dzieci i pozostawała z nimi jakiś czas na zajęciach. Pamiętam jednak i takie sytuacje, gdy rodzice zlekceważyli to zdroworozsądkowe zalecenie, by pozwolić się zaadaptować dzieciom, dzięki swojej obecności, która działała uspokajająco na dziecko. Traciło na tym dziecko „wepchnięte” w rolę samodzielnego przedszkolaka. Traciły na tym pozostałe dzieci, które zamiast zajęć musiały wysłuchiwać płaczu nieboraka. Pozostałym maluchom udzielał się posępny nastrój dziecka przestraszonego pozostawieniem wśród nieznajomych.

Obce miejsce, obcy ludzie, obce, nieznajome wymagania, zadania- nawet człowiek dorosły czasem z trudem znosi pierwsze dni w nowym miejscu, nowej pracy. Cóż dziwić się dziecku!

Minęło sporo lat odkąd pożegnałam się z klubem przedszkolaka- teraz te dzieci, które wóczas poznałam przestały być już dziećmi. Czy zaszkodziło im udzielanie wsparcia przez rodziców? Pozwolenie im na dojrzewanie we własnym tempie w zamian za wrzucenie w samodzielność?

Ani trochę!

Dzieci te wyrosły na samodzielnych, zainteresowanych światem młodych ludzi.