Witajcie!

Mam wsparcie

Jak rozumieć tytuł tego blogu? Dwojako. Jeden sposób rozumienia to ten, że chodzi o wsparcie jakie matki są w stanie udzielać sobie nawzajem, a więc wsparcie matek dawane innym matkom, innym kobietom. Dzielenie się przez nie bogactwem doświadczenia. Takiego wsparcia, jakie jest w stanie udzielić matka innym mamom, swoim dzieciom, zwłaszcza córkom, nikt nie jest w stanie udzielić- jest ono niepowtarzalne.

Prowadząc przez 11 lat forum dla mam karmiących piersią, zajęcia w Szkole Rodzenia oraz grupę wsparcia odkryłam, że kobiety bardzo potrzebują siebie nawzajem. Nie jako konkurencję wobec mężczyzn, nie w ramach zastępstwa, ale po to by być dla siebie siostrami, matkami, przyjaciółkami. My zwyczajnie potrzebujemy sobie matkować, towarzyszyć i cieszyć się sobą jako siostry czy przyjaciółki. Potrzebujemy siebie nawzajem, by móc słuchać się i być wysłuchanymi, by rozwijać się jako osoby kochające, wolne i odpowiedzialne.

Drugie znaczenie tego blogu „mam wsparcie” oznacza, że osobiście doświadczyłam tego wsparcia i dzięki temu mogę przekazywać je dalej. Stąd moim celem jest wspierać inne kobiety w ich byciu matkami, ale także córkami, żonami. Wspierać na różne sposoby: jako mama (jedna z tak wielu), jako konsultantka laktacyjna (pomagając w karmieniu piersią) oraz jako doula (towarzysząc podczas rodzenia się dziecka). Wspieram kobiety, a kiedyś one być może będą w stanie przekazywać to wsparcie, własną wrażliwość, talenty dalej kolejnym osobom, swoim dzieciom, ale też przyjaciółkom, siostrom, własnym mamom itd.

Te kobiece doświadczenia odkryłam jako bardzo cenne, twórcze, stąd trudno mi je schować, przejść nad nim do porządku dziennego. Pan Bóg stworzył połowę ludzkości kobietami, ponieważ widział w tym głęboki sens. Jesteśmy potrzebne innym nie jako uni-sexy, ale jako konkretne osoby naznaczone głęboko darem płci. I nie wolno nam go schować i udawać, że właściwie to wszystko jedno, kim jesteśmy. Jest ogromną wartością bycie kobietą- nie tylko dla mężczyzn, ale powinno być też dla nas samych.

Mam wsparcie, otrzymałam je-ale nie znaczy to, że zamierzam pisać wyłącznie o sobie. Zamierzam pisać też o doświadczeniu innych kobiet, które otrzymały i dają wsparcie lub zechcą mi opowiedzieć o sobie. W końcu o inspiracjach, które dodają skrzydeł, pociągają ku dalszym poszukiwaniom i rozwojowi. O tym, że warto być kobietą w domu i w pracy, że nie musimy udawać, że jesteśmy quasi- mężczyznami. Nawet nie musimy się z mężczyznami porównywać. Gdy docenimy ten dar kobiecości, jaki Pan Bóg wlał w nasze serca, dusze i ciała, nie będziemy musiały podważać zarówno kobiecej jak i męskiej natury, bo każdą z nich docenimy i ogarniemy zrozumieniem. Będziemy wówczas umiały docenić własną wartość.  Pomoże to również w byciu należytą pomocą dla mężczyzny w odkrywaniu jego drogi życiowej.

Internetowym początkiem mojego wspierania było forum dla matek:

karmienie piersią powyżej roku

Tych wspierających myśli nazbierało się więcej, a więc powstał ten blog- zaciszne miejsce wspierania kobiet w ich byciu kobietami: matkami, córkami, siostrami. Zapraszam do współtworzenia go i zabierania głosu.

Nie byłoby tego blogu, gdyby nie najlepsza ze Wspierających, niejeden raz ratująca mnie:

08virgo



Zjedz troszkę plasticzku, kochanie, dziś na śniadanie!

Trochę słońca Wam posyłam na rozgrzanie.

Zwłaszcza przed mrożącym krew w żyłach tematem zatruwania dzieci tworzywami sztucznymi.

Zresztą nie tylko dzieci zatruwają się plastikami. My również. Dzieci jednak w większym stopniu ze względu na niedojrzałość np. bariery żołądkowo-jelitowej. Fizjologicznie pierwsze 2 tygodnie życia dziecko ma nieszczelne jelita. Jest to korzystne dla dziecka np. ze względu na przekaz przeciwciał i innych substancji zawartych w pokarmie matki, które dzięki temu szybciej mogą pomóc dziecku. Natura jednak nie przewidziała, że dzieci od pierwszych dni będą ssały smoczki, piły z plastikowych butelek. Do około 3 roku życia z kolei nieszczelna jest bariera krew-mózg.

Przeczytajcie:

Pediatrzy ostrzegają!

Zwróćcie uwagę na to, że wiele ze sztucznych tworzyw bardziej szkodzi chłopcom ze względu na „upodobnienie” do żeńskich hormonów. Co nie znaczy, że dziewczynkom nie szkodzi.

Jeśli jednak karmisz piersią, to Twoje dziecko jest wolne od sztucznych tworzyw?

Żeby tak było, warto samej dla siebie uczyć się wybierać jedzenie mniej-foliowe czyli nauczyć się np. gotować kaszę, ryż bez torebek foliowych. I być dobrej myśli- nawet mała zmiana, ale często powtarzana, daje dużą poprawę 🙂

Warto dzieciom wybierać też gryzaki, grzechotki drewniane, zrobione z warzyw, naturalnych jadalnych kłączy itp.

Śniadanie, obiad i kolację, o ile jesteśmy w domu, prawie zawsze można zjeść na talerzach szklanych albo porcelanowych czy kamionkowych.

Nie piszę tego, żeby dać się zwariować i przejść na ściśle eko-dietę.

To nie grzech użyć sztucznego tworzywa.

Ale rozum wzywa, żeby go ograniczać. Wychodzić z tego plastikowego nałogu. A papież Franciszek w „Laudato si” również woła do nas, żebyśmy ziemi przynosili błogosławieństwo, a nie przekleństwo bezrozumności i pogardy dla dzieła stworzenia.

Kto się nudzi, a ma dziecko do lat 3- polecam książkę Sears’ów zatytułowaną „Księga wymagającego dziecka”. Dla tych autorów dopiero ich czwarte dziecko było „wymagające”. Z mojej perspektywy każde dziecko jest wymagające. Tylko nie każdy rodzic o tym wie, nie każdy rodzic też daje dziecku dojść do głosu.



Pozwolić sobie odpocząć…

NA początku drogi rodzicielstwa matki są ważne dla swoich dzieci- truizm czyli oczywistość i banał. Jednak z tej oczywistości nie można robić świętości, żeby nie kręcić na siebie samą bicza.

Przyglądałam się kiedyś jak pewien ojciec bawił się ze swoim synem. Malutkim jeszcze niemowlakiem. Dziecko reagowało pozytywnie na ten męski styl zabawy. Bacznie przypatrywało się swojemu tacie, z zaciekawieniem, rozbawieniem wypatrywało, co dalej się będzie dziać. Wybuchało gromkim śmiechem, gdy tatuś je podrzucał wysoko i zaraz potem łapał. Jednak jego mama co chwilę strofowała swojego męża, dlaczego tak się zachowuje. Podczas gdy chodziło tu o zabawę, o relację dziecka z tatą. Taka zabawa zawiązująca więzi.

Czy opłaca się krytykować swojego męża?

Nie. W wielu przypadkach nie.

Owszem warto pomóc ojcu lepiej zrozumieć dziecko, łagodzić ich relację, docenić jej niepowtarzalność, wspierać jej budowanie.

Wtedy łatwiej ojcu będzie zaopiekować się dzieckiem, znaleźć do niego swoją drogę, budować więź.

Jeśli ufamy tej więzi, możemy spokojnie, gdy tatuś wyjdzie z dzieckiem na spacer, przespać się, odpocząć. Dać sobie wytchnienie.

Dajmy prawo ojcu dziecka być niedoskonałym. My jako matki również doskonałe nie jesteśmy.

Wyrozumiałość i wielkoduszność- to dobra droga dla małżeństwa po urodzeniu pierwszego dziecka. To danie sobie czasu, by spokojnie uczyć się siebie w rodzicielstwie.



Słowo przenika

Ile jest słów potrzebnych w Twoim domu?

A ile niepotrzebnych? Raniących do szpiku kości?

„Pomnóż moją godność

i pociesz mnie na nowo!” Ps 71 21

Słowo Boga uczy nas modlić się, patrzeć na siebie i innych z właściwej perspektywy:

List specjalnie do Ciebie

Słowo, które uczy słuchać i uczy mówić prawdę.



„Miejsce świętego spokoju zajął święty pokój”

Widziały gały, co brały

A jak Wy myślicie o swoim małżeństwie?

Czy podziękowałyście po porodzie mężowi za to dziecko?

Ono przecież nie jest tylko z Ciebie. Jest darem Boga. Jest konkretnym uosobieniem Waszej miłości.

I zamknę ten wpis w klamrę śpiewu zachwyconego tym konkretem:

Piosenka dla synka



Nieporadnie

Pierwiosnek w ręku Zosi

 

Na zdjęciu reminiscencje z pobytu na naszej ptasiej wyspie.

Dzieci mogły tam obserwować pracę ornitologów, uczestniczyć w niej.

I przywracać wolność ptakom.

To było najpiękniejsze.

Bo najczęściej ptak uciekał, gdzie pieprz rośnie, jak tylko nadarzyła się okazja czyli muśnięcie rąk dziecka.

Ale czasem zdarzały się takie małe cuda. Że dziecko otwierało dłonie, a ptak pozostawał. Jakby zaprzyjaźnił się z dzieckiem. Jakby zrozumiał, że te ręce dziecka są jak bracia świętego Franciszka: radosne i dobre, i pokorne jak ptaszki śpiewające.

Słodkie serce dziecka.

Jak często trzeba je błogosławić!

Jak bardzo śpieszyć się z obdarowaniem go pieczęcią pokoju Ducha Świętego- chrztem!

Żeby nieprzyjaciel nie okradł go z tego podobieństwa do Stwórcy wszelkiego dobra i piękna.



Pomnażanie czyli człowiek jak wodospad

Człowiek, na którego można liczyć.

Mało mówi, dużo czyni, dużo słucha.

Słuchał Boga nawet przez sen.

Słuchał swojej małżonki Maryi.

Słuchał swojego przybranego Syna.

Zasłuchany, żeby dobrze prowadzić swoją rodzinę.

Myślę, że był piękniejszym mężczyzną niż wypalony na tym drewienku nieudolnie.

Umiał i umie być wsparciem dla żony, matki.

W czym potrzebujecie wsparcia najbardziej?

A może podzielicie się ze mną, z innymi, jak znajdujecie to wsparcie lub jak cierpicie, gdy go brak?

Siła nieposkromiona wodospadu.

Święty Józef jest jak wodospad.

Skąd ta siła płynie, płynęła?

Z pojedynczych kropelek.

Z maleńkich kropelek dobra. Czyli chwytania Boga za rękę.

Dodawanych wytrwale jedna do drugiej. Bez oglądania się na to, co powiedzą drzewa, kamienie, chmury. Wytrwale chwila po chwili.

Święty Józefie, weź do roboty ze sobą naszych mężczyzn, synów. Ty sobie z nimi poradzisz, nawet gdy my sobie nie radzimy.

Przyznam się Wam w końcu.

Coraz bardziej wciągam się w rodzenie, w bycie sobą czyli doulą- Fizulą. Z każdym dzieckiem moim i nie moim, w którego narodzinach uczestniczyłam, podziwiam coraz bardziej kruche i zadziwiające arcydzieło porodu, spotkania niewidzialnego z widzialnym.

Wasza doula Fizula

P.S. Zaczynają mi się marzyć zdjęcia z dziećmi na tej stronie. Jeśli chcesz się podzielić swoimi zdjęciami, które zrobiłaś/zrobiłeś jako rodzic/ fotograf (i masz do nich prawo autorskie), to możesz mi je wysłać ze swoim oświadczeniem, że wyrażasz zgodę na publikację i że to Twoje zdjęcia. Mój mail: fizula@gazeta.pl

Wierzę, że marzenia się spełniają 🙂

Nawet takie, które pieką, bolą i nie dają o sobie zapomnieć.



Pobudka!

Wstają poranne mgły.

Jutrzenka.

I radość, że się przeżyło w dość traperskich warunkach. A do tego można iść na wędrówkę z ornitologami i znajdować takie cudeńka:

Bycie mamą to jest przygoda, jakiej się nie śniło w najśmielszych snach.

I warto ją przeżywać kroczek po kroczku niczego nie przyśpieszając, nie psując, nie wymuszając.

Delektując się małymi kropelkami niespodzianek, jakich pełne jest życie, do jakich zaprasza każdy nowy dzień w rodzinie.

Żeby kiedyś nie zatrzymywać tych dużych dzieci, którym w międzyczasie wyrosły skrzydła. I nie uziemiać, że my jeszcze nie zdążyłyśmy się nacieszyć dzieckiem, naprzytulać, naopiekować, karmić.

 



Mniam, mniam!

Danie na dwie okazje czyli ośmiomiesięczniak też człowiek.

Kiedy gotujemy do obiadu np. kaszę jęczmienną, to jeśli myślimy o niemowlaczku, to warto wybrać jak najdrobiejszą lub zamiast niej płatki: dwoma, czteroma czy siedmioma siekaczami zbyt dokładnie taki młody człowiek nie rozgryzie tej kaszy, więc ułatwimy mu jej strawienie wybierając drobny rozmiar, miękką konsystencję do ugotowania. PO ugotowaniu tej kaszy odejmujemy dla dziecka na 2 porcje: dodajemy do nich jakiś tłuszcz dobrej jakości (lniany, słonecznikowy, z oliwek itp.) i mieszamy. Sobie można osolić. Taką kaszę może dziecko zjeść na obiad: będzie to źródło energii dla niego. A przechowane na później (bez powtórnego odgrzewania)- będzie źródłem mniej strawnym dla dziecka, ale za to o właściwościach prebiotycznym.

Zupa

Gotujemy warzywa, np. marchew, pietruszka, brokuł, ziemniaki na gęsto (może być z zielem angielskim, liściem laurowym). Żeby trochę więcej białka dziecku dostarczyć, można przed końcem gotowania dodać żółtko uprzednio roztrzepane z odrobiną wody. Na koniec dodajemy przyprawy (sobie sól, pieprz), w zależności od upodobań: np. szczyptę majeranku. Lub po ugotowaniu dodajemy wartościowe mięso, surową natkę pietruszki. Wyjmujemy ziemniaczka i rozgniatamy widelcem, a resztę blendujemy. Do zblendowanej zupy dodajemy dziecku rozgniecionego trochę ziemniaka: grudki, drobne kawałki zachęcają dziecko do nauki gryzienia. Najpierw wprowadza się dziecku żółtka, dopiero od 11-12 miesiąca białko.

Pieczone warzywa

Można upiec warzywa dla siebie, ziemniaki, marchew, cukinia, buraczek:

http://mamwsparcie.pl/?x=0&y=0&s=gruba%C5%9Bne+fryty+z+piekarnika

i dla dziecka równocześnie- kładąc je obok swoich- tyle że dla dziecka odejmujemy zanim posolimy, zmieszamy z olejem. Olej dla dziecka dodajemy po upieczeniu, kroimy mu też wówczas drobniej, w tzw. słupki czyli wygodne do wzięcia w małą rączkę podłużne kawałeczki.

Ostatnio odkryłam super słodzik: zmiksowane daktyle. Kiedy chcemy dziecku dać jakiś mus z kwaśnych owoców i troszkę mu je osłodzić. Można najpierw namoczyć daktyle w odrobinie wody, potem zmiksować je z owocami ugotowanymi, pieczonymi. Jeśli widzimy, że maluch nie ma uczulenia na owoce, warzywa poddane obróbce termicznej, to możemy ten sam produkt dać mu do skosztowania surowy. Np. jednego dnia jabłuszko ugotowane i zmiksowane, drugiego upieczone, trzeciego odrobinę soku, a czwartego 1 łyżeczkę skrobanego surowego. Itd.

Dziewczyny, spokojnie i śmiało próbujcie obserwując reakcję dziecka bez przewrażliwienia. Nie śpieszcie się z produktami bardzo alergizującymi (spokojnie można poczekać do drugiego roku życia albo i dłużej): kakao, cytrusy, truskawki, ryby, orzechy.

Dawniej zalecano gluten nie wcześniej niż w 10-12 miesiącu, obecnie polscy pediatrzy zalecają od 5 miesiąca życia, ale już dietetycy są bardzo sceptyczni wobec glutenu. Proponują by wybierać najlepiej stare odmiany pszenicy (orkisz), kaszę jęczmienną, owies, zwracają uwagę na to, że przy uprawie zwykłej pszenicy rolnicy używają wiele szkodliwego glifosatu.

Nie dajmy się jednak zwariować: my potrzebujemy jeść, dziecko też potrzebuje jeść. O ile możemy, to wybierajmy eko. Jeśli nie możemy, to też będzie jadalne.

W polecanych przeze mnie książkach zachwala się przede wszystkim podawanie dziecku jedzenie do samodzielnej konsumpcji. Mi się jednak wydaje, że warto przyzwyczajać dziecko też do jedzenia z łyżeczki. O ile jesteśmy w domu, to można pozwolić dziecku na swobodę poznawania jedzenia (o ile mamy w sobie gotowość potem to sprzątnąć), o tyle w gościach, restauracji i innych miejscach może to być kłopotliwe. Wtedy lepiej się sprawdza karmienie łyżeczką przez rodzica- dlatego dobrze jest od czasu do czasu również w domu uczyć dziecko karmienia łyżeczką. Roczniak już może zechcieć sam spróbować wiosłowania łyżeczką.

Niech te pierwsze miesiące jedzenia, kosztowania będą dla Was wspólną radością poznawania jadalnego świata 🙂

No i życzę w tym wszystkim cierpliwości, bo na odkrywanie nowych smaków młody człowiek będzie miał odtąd czas do końca życia. Ale jeśli coś silnie uczulającego wprowadzimy mu za wcześnie, to się może okazać, że nie będzie tego jadł już do końca życia.

Smacznego!

 



Od kuchni

Dedykowane Magdzie, która prywatnie zadała mi pytanie. I bardzo jej dziękuję, bo dzięki niej nie tracę nadziei, że czytelniczki mojego bloga jeszcze nie wymarły 😉

Kontynuuję więc poprzedni wpis.

Jak robić jedzenie dla 8-miesięcznego człowieka i przeżyć, kontynuując karmienie piersią?

Karmienie piersią nie traci podczas wprowadzania swoich licznych funkcji, a nawet zyskuje nową: osłania przewód pokarmowy podczas wprowadzania „trudnego” początkowo dla dziecka jedzenia. Pisząc „trudnego” nie miałam na myśli wyłącznie trudnego do pogryzienia, ale również trudnego do strawienia, trudnego do oczyszczenia przez niedojrzałą wątrobę, trudnego, bo mogącego powodować podrażnienia przewodu pokarmowego. Nie jest więc dziwne, że dziecko wraca do piersi jak bumerang, jeśli mu się to umożliwi. I warto pozwolić sobie tym się cieszyć, że w razie czego pierś pozostaje pewnikiem, z którego dziecko się naje, załagodzi to jego przewód pokarmowy.

Dziecko w drugim półroczu życia, ale też w drugim roku życia może niekiedy lub cały czas budzić się często lub bardzo często:

  • bo upewnia się, czy jest przy nim mama (spodziewa się, że jak ona go uśpiła, to jak się przecknie, to też powinna być w pobliżu);
  • bo w dzień nie ma czasu na ssanie lub za mało jest skupione na nim- w końcu świat jest taki ciekawy, raczkowanie lub inne nowo opanowane ruchy takie ciekawe, czasem mamy za dużo podsuwają dziecku w niewielkim jeszcze stopniu strawnej żywności uzupełniającej; dlatego dziecko nadrabia nocą zaległości dzienne, a dodatkowo pracuje ssąc wytrwale nad budową swojego mózgu- nocne mleko ma więcej lipidów, więcej cholesterolu, kwasów DHA, dużo wody i innych składników potrzebnych do tego; w tym czasie sprawdza się więc karmienie przez sen, nieodkładanie dziecka- jeśli wcześniej się tego nie nauczyłyśmy, to teraz jest okazja;
  • bo zwyczajnie potrzebuje jeść w nocy i jest to dla niego z wielu jeszcze powodów zdrowe;
  • przewaga lekkiego nocnego snu jest zwyczajnie zdrowe dla jego mózgu: wówczas najbardziej mózg się rozwija;
  • stosunkowo często dodatkową przyczyną częstego budzenia są też pasożyty układu pokarmowego (np. swędzące owsiki)- dziecko wszak w tym okresie wszystko bierze do buzi, nietrudno więc się zarazić przy takim trybie życia.

Jak karmić piersią i przetrwać takie okresy częstych nocnych pobudek:

  • być blisko dziecka; budzi nas nie samo karmienie piersią, bo ono działa usypiająco, ale: czekanie aż dziecko zaśnie, odkładanie dziecka, jakieś nasze nocne eksperymenty; tak zorganizować to nocne karmienie, żeby było nam wygodnie, żeby się nie rozbudzać;
  • pogratulować sobie dotychczasowego i obecnego karmienia piersią i w nagrodę: zrobić sobie morfologię krwi i jeśli czujemy się codziennie wyczerpane, przemęczone, bez sił również badanie tarczycy (TSH, Ft3, Ft4); poprawić jakość swojego odżywiania, żeby było zdrowsze, bardziej pełnowartościowe, żeby zawierało więcej witamin, mikroelementów; większość kobiet karmiących pije też za mało lub pije za dużo odwadniających napojów (kawa i herbata)- dlatego warto starać się dużo pić po wyczerpującej nocy; oczywiście można sobie też inne nagrody sprawić- zwłaszcza takie, które dadzą nam radość, którą będziemy mogły żyć;
  • pogratulować sobie po wyczerpującej licznymi pobudkami nocy, bo to jest kawał ciężkiej roboty matki na rzecz dziecka; a po robocie jak to po pracy należy nam się odpoczynek: a więc pozwalać sobie odespać w dzień (gdy dziecko zaśnie lub wyprawić bliską osobę z dzieckiem na spacer itp., żeby samej móc zdrzemnąć się lub tylko poleżeć; i koniecznie pozbyć się tu wszelkich skrupułów: sprzątanie, inne prace będziemy miały całe życie, a dziecko karmione piersią o wiele krócej
  • w skrócie: trzeba być dla siebie dobrą! wtedy łatwiej będzie nam być dobrą również dla dziecka.

A jeśli chodzi o menu, to pierwszy i drugi rok życia jest okresem, kiedy samemu warto wdrożyć dobre nawyki żywieniowe, które posłużą całej rodzinie, a przy okazji dziecku:

  • mało lub wcale cukru, soli i sztucznych dodatków do żywności (stabilizatorów, emulgatorów, konserwantów, wzmacniaczy smaku, słodzików czyli przeróżnych E); ponieważ jednak dorośli potrzebują trochę soli, warto najpierw odjąć trochę jedzenia dla dziecka, a potem je dopiero osolić, przyprawić pikantniej; zamiast soli dodajemy natomiast nasze poprawiające smak i trawienie zioła: majeranek, bazylia, tymianek itd.;
  • jeśli to możliwe, postarać się o warzywa, owoce, ziarna, jaja, mięso od babci, cioci, rolnika, który hoduje „dla siebie”; a jeśli kupujemy w supermarkecie, wybierajmy chociaż albo eko albo chociaż okazy małe (np. marchewki małe nie będą tak przenawożone jak te duże); najpierw więc wprowadzamy rodzime polskie produkty, na drugi rok zostawiając produkty egzotyczne, zagraniczne etc.;
  • wybieramy przede wszystkim pieczenie, gotowanie (też na parze) jako sposób przyrządzania potraw unikając smażenia jako „trudnego” dla wątroby i zdrowia zwłaszcza dziecka (ale dorosłego również);
  • korzystać możliwie często (najlepiej 1 raz dziennie lub częściej) z naturalnych probiotyków, jakimi są domowe kiszonki lub sok z nich; dla dziecka początkowo wystarczy parę kropel dziennie; warto wiedzieć, że łyżeczka naturalnego soku z kiszonek zawiera więcej probiotyków niż całe opakowanie aptecznych probiotyków w postaci saszetek, Lakcidów, Trilaców itp.;
  • dodawać do potraw na końcu (po ugotowaniu lub upieczeniu) surowe oleje z pierwszego tłoczenia: z oliwek, lniany, słonecznikowy, arbuzowy, z pestek dyni itd.; zamiast mąki warto zagęścić danie, np. sos mielonym siemieniem lnianym (najlepiej gdy zmielone jest całe ziarno, a nie apteczne siemię, które jest odtłuszczone);
  • dieta wegańska jest wybrakowana, żeby nie mieć niedoborów, trzeba jeść choćby od czasu do czasu jajka, mięso, nabiał (lub choćby same jajka); 8-miesięcznemu dziecku wprowadzamy żółtko, dobrej jakości mięso, jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy.

Z powodu niedojrzałego przewodu pokarmowego, nerek, narządu przeżuwania nie podajemy (lub unikamy zazwyczaj) dziecku w pierwszym roku życia:

  • orzechów- z powodu możliwości zadławienia i ogromnej alergenności;
  • soli z powodu niedojrzałych nerek;
  • produktów zakonserwowanych, silnie zmodyfikowanych itp.;
  • dań smażonych z powodu niedojrzałej wątroby;
  • produktów silnie uczulających: mleka krowiego i jego przetworów (odrobinę w 11 i 12 miesiącu można zacząć proponować), cytrusów, truskawek, ryb, kakao, orzechów; na to wszystko dziecko będzie miało czas w drugim bądź trzecim (alergicy) roku życia.

Dzieci natomiast potrzebują stosunkowo więcej niż dorośli:

  • tłuszczu- można go dodawać do zup, warzyw, kasz itp.;
  • cholesterolu ze względu na budowanie swojego mózgu i proces mielinizacji;
  • węglowodanów: złożonych i prostych, aby mieć wiele energii, szybko rosnąć (w 1 roku życia dziecko nie może surowego miodu ze względu na możliwość występowania w nim bakterii- może jednak przegotowany); warto więc podawać wielość kasz i płatków: jaglane, jęczmienne, gryczane, owsiane, quinoa, kuskus, itd.; dzieci najłatwiej akceptują słodki smak, stąd często owoce są chętniej przez nie zjadane, ale proponujemy również wiele warzyw;
  • białek zwierzęcych- ze względu na szybki wzrost.

Czy będzie ciąg dalszy? Zobaczymy. Przydałoby się jeszcze dojść do konkretów. Kilka super przepisów. Co Wy na to?

Zachęcam do przeczytania z dawką zdrowego krytycyzmu: „Bobas lubi wybór” i Gonzalesa „Moje dziecko nie chce jeść”. Ale najważniejszą książką, jaką każda mama powinna przeczytać jest księga własnego dziecka: słuchanie go, obserwowanie, szukanie dlań zrozumienia niepozbawione dawki roztropności. I pozwólmy dziecku, by była to księga radości.



8-miesięczna radość

Małe dziecko jest jak delikatna sadzonka. Na pewno zmienia nas- rodziców, zagłębiając się w rodzinnej ziemi naszych serc. Jeśli myślimy o wychowaniu go, to chyba bardziej powinniśmy wychowywać siebie, od siebie wymagać, a małego człowieka, co najwyżej ukierunkowywać bardzo delikatnie, z radością, zrozumieniem dla jego kruchości.

No i wprowadzanie dziecka w zaskakujący świat „dorosłego” jedzenia jest dla dziecka pierwszym wychowaniem.

Po pierwsze nie jest wcale takie oczywiste, że taki 8-miesięczny człowiek jest już w 100% gotowy, by jeść dodatkową żywność oprócz mleka mamy. Na taką gotowość wskazuje:

  • zainteresowanie jedzeniem, tym, że inni jedzą;
  • chęć wkładania sobie fragmentów jedzenia do buzi;
  • zanika odruch wypychania z buzi kawałków jedzenia;
  • umiejętność siedzenia: ważna, by się nie zadławić kawałkami stałego jedzenia.

Spójrzmy na zdolność jedzenia, żucia, połykania jak na każdą inną czynność.

Kiedy zaczynamy się uczyć jakiejś czynności:

  • ma prawo nam to nie wychodzić;
  • robimy to słabo, możemy stopniowo się ośmielać; czasowo może nam niknąć zapał do dalszych postępów;
  • łatwiej przychodzi nam nauka, jeśli podawana jest w formie zabawy, z radością; tzn. że najważniejszy jest nastrój jaki wprowadzamy wokół tej czynności czy pozwolono nam się nią cieszyć;
  • dobrze nam się uczy, gdy mamy dobry wzór czyli widzimy, jak daną czynność robią osoby, które mają już wprawę;
  • źle działa na nas przymus, wywieranie presji, ponieważ rodzi to bunt lub niechęć;
  • ważne jest też, by materiały, na których się uczymy (jakość jedzenia), sprzyjała dobrym nawykom na przyszłość;
  • naukę rozpoczynamy od łatwych umiejętności do coraz trudniejszych;
  • jeśli od początku nie będzie tego robił ktoś za nas, tylko sami będziemy sprawcami, to więcej się nauczymy.

Co to oznacza dla wprowadzania żywności uzupełniającej czyli bezmlecznej:

  • dziecko ma prawo jeść mało, słabo sobie z tym radzić (np. do 24 miesiąca a nawet dłużej mogą być w kupie kawałki jedzenia mało strawione), ta nauka ma prawo przebiegać w kształcie sinusoidy czyli po okresach, gdy dziecko chętnie je, mogą być okresy, gdy wraca z powrotem do piersi mami itd.; i takich „falowań” może być wiele; czyli jeden kroczek wprzód, dwa w tył to normalka;
  • nastrój radości i dobrej zabawy w czasie jedzenia jest w tym okresie ważniejszy niż to, ile dziecko zje i czy w ogóle zje; czyli pozwólmy dzieciom cieszyć się jedzeniem, dziwić, próbować lub odrzucać, brać w rączki, robić eksperymenty jedzeniowe;
  • pozwólmy małym dzieciom wypluwać- to niezmiernie ważna umiejętność, gdyby w przyszłości wzięły coś trującego, niejadalnego, popsutego do buzi;
  • nie róbmy z dziecka pępka świata- jedzmy w tym czasie i sami cieszmy się jedzeniem, wspólnym byciem zamiast kontrolą, ile drugi człowiek zjadł; choć w tym okresie warto odrobinę zwrócić uwagę, jeśli dziecko nie zje w ogóle lub zadziwiająco mało, gdyż może to oznaczać złe samopoczucie, bezobjawowo przebiegającą chorobę lub jej początek; ale bez paniki: może też po prostu oznaczać, że dziecko potrzebuje akurat się zregenerować przy źródełku mlecznym;
  • ważniejsze jest nie to ile dziecko zjadło, a jakość tego jedzenia; czyli rodzice są odpowiedzialni, by podać dziecku wartościowe jedzenie zawierające wszystkie składniki; w wieku 8 miesięcy, gdy dziecko jest karmione wg potrzeby piersią wystarczy zazwyczaj 3 posiłki dziennie; a więc rodzic podaje wartościowe jedzenie odpowiednio często, ale to dziecko decyduje, czy zje i ile zje;
  • łatwiejszym do strawienia, przeżucia są zazwyczaj pokarmy ugotowane i pieczone, a także miękkie, rozdrobnione lub pokrojone; czyli jabłuszko można ugotować na parze lub w piekarniku i pokroić dla dziecka w słupki, które łatwo mu będzie wziąć do ręki; lub skrobiemy jabłko łyżeczką i karmimy łyżeczką w taki sposób, by ono samo językiem zgarniało jedzenie z łyżeczki; nie wycieramy za dziecko jedzenia o górną wargę! Jeśli dajemy zupki, to najpierw rozgniecione, a jeśli dziecko sobie z tym radzi, to
  • proponujemy, kładziemy przed dzieckiem, bez wywierania presji- dzieci potrafią się cieszyć poznawaniem jedzenia, to jest też ważne dla jego bezpieczeństwa, żeby się nie zadławiły. Kosztowanie to jest pierwszy etap nauki jedzenia, który rozciąga się na drugie półrocze, drugi rok życia, a nawet dłużej;
  • tak samo jest z wodą- proponujemy ją, nie zmuszamy; w drugim półroczu można proponować w zwykłym kubeczku, przez rurkę, w butelce z ustnikiem, łyżeczką, kubkiem pochylonym. Nie ma co uwsteczniać dziecka i proponować mu butelki ze smoczkiem, bo to w dalszym ciągu możliwość oduczenia właściwego sposobu ssania, nabycia niewłaściwych nawyków (np. gryzienia piersi). Dopóki dziecko dużo ssie, to jest dobrze nawodnione, ponieważ mleko mamy to w 87% woda, a więc nie potrzebuje dużo/niemal wcale wody.

Najczęstszy błąd popełniany przez mamy:

  • Aby wzrosła akceptacja danego smaku potrzeba średnio skosztowania danego produktu 18 razy. Nie trzeba więc z góry zakładać, a tym bardziej ogłaszać, że dziecko nie lubi danego pokarmu, gdy skosztowało zaledwie kilka czy kilkanaście razy. Jak dziecko będzie słyszeć, że czegoś nie lubi, to będzie się uczyło tego nie lubić, będzie to zapamiętywać (rozumie więcej niż mówi, niż wyraża!). Trzeba po prostu cierpliwie proponować, kłaść przed dzieckiem do próbowania różne zdrowe produkty (czyli bez cukru, soli, dodatków E).

Cdn.

W następnym wpisie spróbuję opisać to nieco „od kuchni”. I jak sobie radzić z nocnym ssakiem.