Witajcie!

Mam wsparcie

Jak rozumieć tytuł tego blogu? Dwojako. Jeden sposób rozumienia to ten, że chodzi o wsparcie jakie matki są w stanie udzielać sobie nawzajem, a więc wsparcie matek dawane innym matkom, innym kobietom. Dzielenie się przez nie bogactwem doświadczenia. Takiego wsparcia, jakie jest w stanie udzielić matka innym mamom, swoim dzieciom, zwłaszcza córkom, nikt nie jest w stanie udzielić- jest ono niepowtarzalne.

Prowadząc przez 11 lat forum dla mam karmiących piersią, zajęcia w Szkole Rodzenia oraz grupę wsparcia odkryłam, że kobiety bardzo potrzebują siebie nawzajem. Nie jako konkurencję wobec mężczyzn, nie w ramach zastępstwa, ale po to by być dla siebie siostrami, matkami, przyjaciółkami. My zwyczajnie potrzebujemy sobie matkować, towarzyszyć i cieszyć się sobą jako siostry czy przyjaciółki. Potrzebujemy siebie nawzajem, by móc słuchać się i być wysłuchanymi, by rozwijać się jako osoby kochające, wolne i odpowiedzialne.

Drugie znaczenie tego blogu „mam wsparcie” oznacza, że osobiście doświadczyłam tego wsparcia i dzięki temu mogę przekazywać je dalej. Stąd moim celem jest wspierać inne kobiety w ich byciu matkami, ale także córkami, żonami. Wspierać na różne sposoby: jako mama (jedna z tak wielu), jako konsultantka laktacyjna (pomagając w karmieniu piersią) oraz jako doula (towarzysząc podczas rodzenia się dziecka). Wspieram kobiety, a kiedyś one być może będą w stanie przekazywać to wsparcie, własną wrażliwość, talenty dalej kolejnym osobom, swoim dzieciom, ale też przyjaciółkom, siostrom, własnym mamom itd.

Te kobiece doświadczenia odkryłam jako bardzo cenne, twórcze, stąd trudno mi je schować, przejść nad nim do porządku dziennego. Pan Bóg stworzył połowę ludzkości kobietami, ponieważ widział w tym głęboki sens. Jesteśmy potrzebne innym nie jako uni-sexy, ale jako konkretne osoby naznaczone głęboko darem płci. I nie wolno nam go schować i udawać, że właściwie to wszystko jedno, kim jesteśmy. Jest ogromną wartością bycie kobietą- nie tylko dla mężczyzn, ale powinno być też dla nas samych.

Mam wsparcie, otrzymałam je-ale nie znaczy to, że zamierzam pisać wyłącznie o sobie. Zamierzam pisać też o doświadczeniu innych kobiet, które otrzymały i dają wsparcie lub zechcą mi opowiedzieć o sobie. W końcu o inspiracjach, które dodają skrzydeł, pociągają ku dalszym poszukiwaniom i rozwojowi. O tym, że warto być kobietą w domu i w pracy, że nie musimy udawać, że jesteśmy quasi- mężczyznami. Nawet nie musimy się z mężczyznami porównywać. Gdy docenimy ten dar kobiecości, jaki Pan Bóg wlał w nasze serca, dusze i ciała, nie będziemy musiały podważać zarówno kobiecej jak i męskiej natury, bo każdą z nich docenimy i ogarniemy zrozumieniem. Będziemy wówczas umiały docenić własną wartość.  Pomoże to również w byciu należytą pomocą dla mężczyzny w odkrywaniu jego drogi życiowej.

Internetowym początkiem mojego wspierania było forum dla matek:

karmienie piersią powyżej roku

Tych wspierających myśli nazbierało się więcej, a więc powstał ten blog- zaciszne miejsce wspierania kobiet w ich byciu kobietami: matkami, córkami, siostrami. Zapraszam do współtworzenia go i zabierania głosu.

Nie byłoby tego blogu, gdyby nie najlepsza ze Wspierających, niejeden raz ratująca mnie:

08virgo



Każdy jest w sercu Boga

Photo by Raul Angel on Unsplash

 

Ładne zdjęcie prawda?

To i inne, które ostatnio Wam serwuję.

Z jednej strony doceniam kunszt fotografia, który uchwycił ten fenomen współodczuwania, piękna.

Z drugiej strony widzę pułapkę, że jeśli oglądamy takie profesjonalne zdjęcia, takie filmy, takie etykiety, plakaty, reklamy to zaczyna nam się wydawać, że takie jest życie. Idealne, posprzątane, nie mające zmarszczek ani nie niosące zmęczenia, brudu etc.

A nie jest takie.

Choć bardzo cenne.

I jeszcze stosunkowo czasem łatwiej zachować pozory idealności, jeśli człowiek wyprowadzi się z własnego domu: siebie i małżonka do pracy, dzieci do instytucji żłobka/przedszkola/szkoły lub niani. A potem chodzi na paluszkach wokół życia, jakie mu jeszcze pozostało, żeby się czasem nie ubrudziło, nie zaplamiło, nie zabałaganiło, nie przeżyło zbyt intensywnie.

Znam takie piękne rodziny, gdzie pełno jest dzieci, życia, realizowanych marzeń. Ktoś mógłby powiedzieć, że to przesada. Za brudno, za trudno, za głośno, za…

Kiedyś pewien człowiek naprzykrzał się wielodzietnemu ojcu, że to przesada mieć tyle dzieci. Wówczas ten odpowiedział: „A którego chciałbyś się pozbyć?” No i oczywiście uzyskał w odpowiedzi mętne tłumaczenie, że oczywiście nie ma nic przeciwko żadnemu z jego dzieci.

I jeszcze jedno idealne zdjęcie, idealnego rodzeństwa. A gdzie takie idealne dzieci się rodzą? W krainie wyobraźni fotografa 🙂

 

 



Stan odmienny? I to jak!

Photo by Nina Hill on Unsplash

 

Położnictwo jest fascynującą wiedzą i im bardziej ją zgłębiam, tym bardziej mnie zaskakuje.

Teraz jak mantrę powtarza się słowo „ciąża”, a ja odkrywam mądrość starych nazw „stan błogosławiony” i „stan odmienny”.

Oczywiście, że trudny, wymagający jest ten czas i niemal każda mama mogłaby wygłosić litanię swoich obciążeń, bóli itp. Tylko czy koncentrując się tylko na tym, co MI dolega, w czym MI jest ciężko, co JA jedynie odczuwam, nie ignorujemy zbyt często samego dziecka?

A to wszystko, co się z nami dzieje w tym fascynującym okresie wiąże się właśnie z dzieckiem. Jest dla niego na „teraz” i „na przyszłość”.

Zauważając jak wiele się zmienia w ciele matki na potrzeby dziecka, możemy dać sobie więcej przestrzeni na odpoczynek, zdrowe wybory, spokój.

Co więc konkretnie się zmienia, gdy po cichutku rośnie sobie dziecko pod sercem matki? I mowa tu o zmianach fizjologicznych czyli zupełnie normalnych, potrzebnych i sensownych:

  • wzrasta objętość krwi w ciele matki AŻ o 40-45%; już sama ta informacja jest szokująca, bo to blisko połowa; czy można się więc dziwić, że chce się spać, występują zasłabnięcia, zadyszki, potrzeba większego odpoczynku; z tym się wiąże zmiana średniego stężenia hemoglobiny (w ciąży norma Hg jest już od 11g/dl)
  • rośnie SERCE!– między początkowym a późnym okresem ciąży zwiększa się ono o 12%; myślę, że ma to  również wymiar duchowy- cała matka dojrzewa, przekształcają się nie tylko jej organy i narządy wewnętrzne, ale jest to czas łaski, z której można skorzystać, żeby rozwinąć się jako kobieta; serce nie tylko rośnie, pompuje więcej krwi, ale też przyśpiesza, bo ma dla dwóch osób teraz bić;
  • długość zwiększają także nerki, o 30% zwiększa się objętość ich naczyń krwionośnych; cały układ moczowy przejawia szereg zmian;
  • zmienia się układ immunologiczny, żeby młodego człowieka, który jest w środku uznać za „swojego”, nie odrzucić;
  • zmienia się układ trawienny, hormonalny, oddechowy- dużo by można o tym pisać;
  • zmienia się nawet oko!- tak, bo odtąd, kiedy jest się matką trzeba patrzeć również na drugiego mniejszego człowieka i jego potrzeby; zwiększa się grubość rogówki, akomodacja może być zaburzona, zmniejsza się ciśnienie wewnątrzgałkowe oka.

Mogłabym tak długo jeszcze wymieniać i rozpisywać się. Ale chciałam zatrzymać się nad sensem tego: jak bardzo trafiona była ta stara nazwa „stan odmienny”. Jak bardzo niemądrze postępujemy, jeśli chcemy zachowywać się tak samo jak wcześniej, mimo stanu odmiennego, nie zważając na dziecko, na wyjątkowo dany czas i jego sens. Lub narzekamy czyli obciążamy dodatkowo swoją psychikę negatywizmem.

Stan odmienny to przecież szansa na odmianę: swojego życia na lepsze, losu dziecka na życie z błogosławieństwem i radością matki. A może ktoś z Was zechce opisać, jak przeżywała konkretnie te zmiany? Co się udało, a co nie przeżyć pozytywnie?

Każde z moich dzieci przed narodzeniem „zamawiało” odmienne menu:

  • pierwsze nie tolerowało mleka;
  • drugie wołało: śledzia i ogórka kiszonego mi tu zaraz dawać!;
  • trzecie nauczyło nawet swą mamą jeść smalec, o dziwo!;
  • czwarte marzyło skrycie o lodach;
  • piąte żądało ryb i sałatek.

Aż dziwne, że po narodzeniu wszystkie te urocze osóbki zgodnie oczekiwały li i jedynie mlecznego baru w ulubionej scenerii czułych objęć 🙂



Szorowanie w tonacji ciepłej i zimnej

Photo by Senjuti Kundu on Unsplash

Anegdotkę z własnego życia opowiem zgoła inną niż na powyższym zdjęciu.

Przychodzimy z dziećmi do kościoła. Maluchy odświętnie ubrane: koszule, spodnie z kantem etc. Pięknie same się ubrały, tym bardziej dumna z nich jestem. Kiedy już prawie z tej dumy spuchłam, zauważyłam, że jeden z moich synów założył spodnie tył naprzód. Może jeszcze to by nie było tak widoczne, gdyby to były spodnie na gumce, ale… to były spodnie z rozporkiem. He he!

A na powyższym zdjęciu rozpasany nieład, poplamienie od ucha do ucha. Aż mi się przypomniały scenki z własnego domu równie rubaszne i brudne, gdzie oprócz kolorowego dziecka również dom nabrał barw, błot, liści i traw.

Gdy jest się szczęśliwie matką wypoczętą i zrelaksowaną, to jest to okazja do wspólnych barwnych psot i chichotów, a potem pogodnego szorowania.

Ale gdy innym razem jest się matką padniętą, zmęczoną, drżyj o dziatwo, skończyły się żarty.

Czy jedno z tych doświadczeń dla dziecka jest niepotrzebne?

Nie.

Każde uczy czego innego dziecko.

Jedno, że zabawa jest fantastyczna, farby zaś są wyśmienite do figli i śmiechu.

Drugie, że zabawa ma swoje granice. Że zmęczona, a nawet rozgniewana mama to też mama kochająca, której „stop” jest cenną nauką na przyszłość. Że to, co robimy, ma swoje konsekwencje nierzadko.

Jak się zabrudzisz jak nieboskie stworzenie, to i mycia i szorowania będzie co niemiara.

A jak się zamoczysz, to zmarzniesz/będziesz mokry/będziesz musiał się przebrać/itd.

 

Każde z tych doświadczeń uczy czego innego też matkę.

W pierwszej sytuacji uczymy się fantazji, radości od dziecka, uczymy się, że życie jest piękne i warte uradowania się nim.

W drugiej uczymy się siebie samych, że jesteśmy ograniczone naszą słabością, zmęczeniem i musimy uważać na siebie, na nasze dzieci. Uczymy się jak kochać okazując negatywne emocje, jak czuwać nad domem.

Wszystko jest potrzebne.

Wszystko ma sens.

„Wystarczy ci mojej łaski” czyli Bóg jest większy od naszych trosk.



Gdy świat się otwiera

Pamiętacie ten odruch dziecka?

To odruch Moro. Na gwałtowne bodźce dziecko reaguje rozprostowując rączki i nóżki gwałtownie.

Piękne zdjęcie.

Dziecko wita się z tym światem. Jakby obejmowało go w posiadanie. Błogosławiło.

Czy na pewno tylko jakby?

Jego Anioł Stróż zachwycony wielbi Stwórcę u Bożego tronu.

Pamiętajmy w te dni o Archaniołach, Aniołach Stróżach, bo Oni pamiętają o nas.



Czas to miłość

Photo by Dave Clubb on Unsplash
Czas to miłość.
Dlatego chcę Wam zacytować piękną opowieść Moniki, która nieśmiało zamieściła ją w komentarzu.
Ale ona jest zbyt piękna, pożyteczna i pouczająca dla mam karmiących, by ją tam zostawić.
Dlatego poprosiłam Monikę o to, żebym mogła ją zacytować.
Wyjmuję ją więc z cienia, żebyśmy mogły się od siebie uczyć:

„Oto moja historia. Plan był taki: urodzę naturalnie i będę karmiła piersią przez rok. Życie jednak weryfikuje nasze plany. Zabrakło naprawdę niewiele i urodziłabym naturalnie, ale skończyło się cesarskim cięciem, co przeżyłam bardzo mocno zarówno emocjonalnie i jak fizycznie. Pozostało naturalne karmienie, niejako rekompensata dla Córeczki za drogę przyjścia na świat. Początki były naprawdę w porządku, martwiły jednak słabe przyrosty wagowe. Mały epizod z jedną piersią sprawił, że poprosiłam o wizytę doradcę laktacyjnego i wówczas okazało się, że przyjęta przeze mnie strategia karmienia co 2,5-3 godziny jest co najmniej dyskusyjna 😉 Zaczęłam karmić nie tyle na żądanie, co według rytmu dnia i nocy Dziecka; owszem zdarzały się również przepełnienia piersi i wówczas miałam w Malutkiej wsparcie. Potem trafiłam na blog Izy i przepadłam. Czytałam i czytałam… To mnie chyba rzeczywiście otworzyło na zupełnie inne spojrzenie na siebie jako matkę oraz Córeczkę, na naszą więź, która cały czas się budowała, na to, że karmienie to nie tylko proces odżywczy, ale również emocjonalny, w dużej mierze duchowy, to także nauka i wzrastanie. Może nawet przekraczanie siebie.
Po tym całym przeorganizowaniu mojej pierwszej, fatalnej, koncepcji, przyszła po prostu codzienność. Pojedyncze karmienia łączyły się w dni, tygodnie, miesiące, wreszcie lata. Nawet nie wiem kiedy planowany przeze mnie rok przekształcił się w dwa lata karmienia. Spotkałam się wówczas z Izą, żeby dowiedzieć się, jak „łagodnie odstawić Dziecko od piersi”. Spotkanie było bardzo miłe i pouczające. Nie odstawiłam Dziecka. Podjęłam decyzję, że będę karmić dalej, zaufam intuicji i matczynemu sercu, ale zaufam przede wszystkim Dziecku, dając pierwszeństwo Jej potrzebom. Karmiłam moją Córeczkę 5 lat, 1 miesiąc i 3 dni. Jestem z tego dumna, jestem dumna z siebie, ale nade wszystko z Córeczki, która pewnego dnia powiedziała, że to był Jej ostatni raz, ponieważ jest już dużą dziewczynką (szczerze: marzyłam o tym, by to była decyzja Dziecka, czytałam historie Mam, które opisywały historie swoich Dzieci, ale sama byłam pełna wątpliwości, czy to rzeczywiście jest możliwe).
Bardzo lubiłam karmić. Zawsze mówiłam Mamom, które pytały skąd mam pokarm, że bierze się on z miłości. Oczywiście łatwo otrzeć się tu o lukrowanie i budowanie słodkiego obrazu, takiego z okładki. Ale każda Mama wie przecież, że zdarzają się i kryzysy, i gorsze dni, zmęczenie, zniecierpliwienie, zniechęcenie. Patrzę na karmienie z wielu perspektyw: niektóre wymieniłam na początku, ale należy jeszcze dodać perspektywę ekonomiczną, bezwzględnie należy oddać karmieniu pierwszeństwo w byciu lekiem na całe zło w chorobie, bólu ząbka, smutku, strachu (spowodowanym np. pojawieniem się Rodzeństwa). Karmienie Dziecka to także karmienie samej siebie – tym Dzieckiem, które pewnego dnia już nie będzie potrzebowało mojej piersi, treściami (z książek, blogów, artykułów etc.), które będą rozwijały mnie jako matkę, opiekunkę, żonę (czasem zapominam jak to jest ważne).
Na koniec taka refleksja z mojego długiego karmienia, że częściej spotykałam się z dezaprobatą niż wsparciem. Miałam wrażenie, że ludzie prędzej zaakceptują smoczek w ustach kilkulatka, pampersa u przedszkolaka niż długie karmienie. Co by było, gdyby wiedzieli, że karmiłam przez cały czas oczekiwania na kolejne Dziecko? A po narodzinach karmiłam moją Dwójkę? Nadal bardzo lubię karmić. Teraz już tylko Synka.

PS Dziękuję, jeśli ktoś to przeczytał. Każdej Mamie życzę pięknej mlecznej drogi.

Tego komentować nie ważę się 🙂 Dziękuję Ci za podzielenie się swoimi refleksjami, przeżyciami, dorastaniem.



„Światłość i wierność”

Photo by Izabelle Acheson on Unsplash

To jest ciekawe, że nie trzeba ślubować miłości, wierności i uczciwości dzieciom, ale żonie i mężowi.

Dlatego wybrałam to frapujące zdjęcie na początek.

Randka w małżeństwie!- to jest to!

Dzieci odfruną z gniazda- miłość małżeńska budowana przez lata pozostanie.



80%!

Do niedawna uważano, że za mózgowe porażenie dziecięce odpowiada wyłącznie lub niemal wyłącznie niedotlenienie w okresie śródporodowym. Nowe badania, z którymi się zetknęłam, wskazują zgoła inaczej: jedynie 20% to udział porodu. 80% to wpływ tego, co się działo przez 9 miesięcy poprzedzających poród.

I można się dziwić, że dopiero teraz ktoś na to wpadł. Bo czyż nie tak jest właśnie ze wszystkim w życiu?

Powiedziałam o tym ostatnio pewnej mamie, której dziecko ma problemy i zdrowotne, i behawioralne. Do tej pory wiązała to głównie z okresem okołoporodowym, niedotlenieniem. Ale teraz zaczęła się zastanawiać: czy zażywanie przez nią przez 9 miesięcy leków nieobojętnych dla zdrowia nawet dorosłej osoby nie wywarło wpływu i na jej dziecko? Czy nakazanie jej leżenie nie uczyniło chorym i jej dziecka? Bo ona czuła się po wykonaniu takiego zalecenia niezdolna do zwykłych czynności, nie mówiąc już o tym, że do porodu siłami natury.

Zastanawiam się czasem, czy nie za mało słuchamy Stwórcy, a za wiele tych, którzy uważają, że umieją świetnie Go zastąpić.

Bardzo się cieszę, że wzrasta prestiż zawodu położnej. I że od paru lat można również u położnej prowadzić fizjologiczną ciążę. W ustawie o zawodzie położnej (od dawna) widnieje też jej uprawnienie do przyjmowania domowych porodów. Lekarze są bowiem głównie wyszkoleni do poszukiwań patologii- a wiadomo, że kto szuka, ten znajdzie. Zbyt często więc przez swoje jatrogenne postępowanie ciążę fizjologiczną czynią patologiczną. Podobnie jest z porodem. To nie prawda, że aż 43% polskich kobiet i ich dzieci jest niezdolnych do porodu siłami natury (takie są obecnie statystyki cc). Wiele z tego to niepotrzebne cesarki na życzenie. Zbyt wiele z tego to niepotrzebne jatrogenne działanie szpitala czyniące z porodu jednostkę chorobową, a z rodzącej chorą potrzebującą medykalizacji, leżenia, sprzętów medycznych itd.

Przychodzenie na świat dziecka jest zbyt pięknym i cennym wydarzeniem i od strony fizycznej, i duchowej, by warto było go składać na ołtarzu medycyny. Okres stanu odmiennego, porodu to są wydarzenia rodzinne, święto w rodzinie – pozwólmy sobie przeżyć je jak najpiękniej. Nawet jeśli choroba zmusi nas, by korzystać z medycznej pomocy.

Drogie kobietki rodzące przez cc, nie gniewajcie się na mnie za powyższe słowa- nie oglądajcie się za siebie. poród to kilka, góra kilkadziesiąt godzin, a karmienie piersią, wychowanie młodego człowieka to natomiast przedsięwzięcie na miesiące, lata. Tym bardziej je doceńcie, że macie szansę tak wspierać Wasze dziecko, cieszyć się nim.



Jak palić, podpowiadam…

Na zdjęciu mgła.

Ale ja będę dziś pisać raczej o zadymianiu.

Czasem jakiś członek rodziny pali papierosy. Wypali sobie na balkonie, żeby nie truć rodziny, po czym od razu wraca do domu. I jest przekonany, że zadbał o rodzinę. I nie będzie dzielić się swoim nałogiem. Bo przecież wytężył dolne kończyny, by opuścić na chwilę lokum i pogrążył się w błogim dymku poza zasięgiem domowników. Rodzinka więc jest poza zasięgiem jego papierosowej otchłani.

A tu nic z tego!

Żeby nie dzielić się swoim nałogiem, trzeba by przed powrotem do domu zrobić jeszcze 50 pompek lub równoważny wysiłek i dopiero wtedy wrócić do domu.

Ponieważ niemal nikt tak nie robi, to wszyscy członkowie rodziny jednego palacza są biernymi palaczami.

Sprawa palenia/niepalenia dla zdrowia jest istotniejsza niż zdrowe odżywianie. Dlaczego? Bo oddychamy aż 1 6-18 razy na minutę, a jemy jedynie około 3-5 razy na dobę, dzieci nieco częściej.  Dlatego tak ważne jest, jakim powietrzem oddychamy, czy mamy dom wywietrzony, czy chodzimy na spacery itp.

Skoro tak szkodliwy jest dym papierosowy, to czy matka palaczka powinna zrezygnować z karmienia piersią i przejść na mleko modyfikowane?

W żadnym razie!

  • Z badań wynika, że nawet gdy matka pali papierosy jej mleko jest dla dziecka zdrowsze niż jakakolwiek mieszanka. No cóż, mnie to nie dziwi- żadna mieszanka nie zawiera tylu tak zróżnicowanych substancji odpornościowych, z których jedne działają przeciwwirusowo, inne przeciwbakteryjnie, inne z kolei przeciwgrzybicznie.
  • Karmienie piersią może być dodatkową motywacją, by zerwać z nałogiem lub go jak najbardziej ograniczyć.
  • Substancje zawarte w nikotynie, mogą jednak zmniejszać w niezbyt dużym zakresie wydzielanie mleka.
  • Najlepiej więc zmienić palenie papierosów na palenie ogniska lub w kominku 😉

To co, idziemy na spacer?

W tym coraz chłodniejszym czasie warto pamiętać, że mitem jest tzw. „zawianie” piersi. 5 dzieci karmiłam na dworze w każdą pogodę, nigdy z tego powodu nie miałam zapalenia. Zapalenie piersi ma inne przyczyny. Tę włóżmy między bajki. Nie bez powodu piersi zawierają sporą ilość tłuszczu- to jest część ciała, której niestraszny chłód i zimno- jeszcze gotowa jest podzielić się swym ciepłem z ulubionym ssakiem.

Pozdrawiam jesiennie!

Czas więc zapalić.



Torba do porodu

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda przykładowa torba douli, to popatrzcie na obrazek powyżej.

Po co wieźć jedzenie do porodu?

Jedna z oddziałowych na pobliskiej porodówce zachęca rodzące do jedzenia. Mądra kobieta! Bo jedząc w czasie porodu zwiększa się szanse na szybszy i udany poród (Co nie znaczy, że stawiam znak równości między szybki poród a udany, bo nie musi tak być. Równie udany może być długi poród). Takie są badania medycyny opartej na faktach: Jedząc podczas rodzenia, zwiększa się na prawdopodobieństwo na poród siłami natury oraz dodatkowo na to, że urodzi się szybciej.

Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek zmuszać do jedzenia- nie zawsze jest to możliwe. Niektóre kobiety wymiotują.  Na bardziej zaawansowanych etapach porodu czyli powyżej 5 cm rozwarcia zazwyczaj się już nie da jeść (ale da się pić zazwyczaj i jest to jeszcze istotniejsze!).

Dlaczego to jedzenie ma znaczenie?

  • Żeby mieć siły przejść przez cały poród oraz nie zemdleć po porodzie;
  • Żeby dostarczyć energii do przestawienia się z trybu stanu odmiennego na tryb laktacyjny- a są to zmiany kolosalne! im bardziej się wczytuję i poznaję to, tym bardziej jestem zachwycona, jak niezwykle Pan Bóg to wymyślił!

No i podzielę się z Wami moją radością- usłyszałam dzisiaj piękną historię dorastania pewnej młodej damy. Jak to z czynnego ssaka stała się ssakiem w stanie spoczynku 🙂 No i jej kochaną mamę proszę, żeby podzieliła się z nami swoją historię, bo wiem, że takich budujących relacji inne matki są spragnione jak kania dżdżu.

Cud dorastania- cud miłości!

Wpisujcie się, Kochane, nie krępujcie!

A jeśli któraś już bardzo skrępowana, to może mi coś na maila podesłać do zamieszczenia.