Witajcie!

Mam wsparcie

Jak rozumieć tytuł tego blogu? Dwojako. Jeden sposób rozumienia to ten, że chodzi o wsparcie jakie matki są w stanie udzielać sobie nawzajem, a więc wsparcie matek dawane innym matkom, innym kobietom. Dzielenie się przez nie bogactwem doświadczenia. Takiego wsparcia, jakie jest w stanie udzielić matka innym mamom, swoim dzieciom, zwłaszcza córkom, nikt nie jest w stanie udzielić- jest ono niepowtarzalne.

Prowadząc przez 11 lat forum dla mam karmiących piersią, zajęcia w Szkole Rodzenia oraz grupę wsparcia odkryłam, że kobiety bardzo potrzebują siebie nawzajem. Nie jako konkurencję wobec mężczyzn, nie w ramach zastępstwa, ale po to by być dla siebie siostrami, matkami, przyjaciółkami. My zwyczajnie potrzebujemy sobie matkować, towarzyszyć i cieszyć się sobą jako siostry czy przyjaciółki. Potrzebujemy siebie nawzajem, by móc słuchać się i być wysłuchanymi, by rozwijać się jako osoby kochające, wolne i odpowiedzialne.

Drugie znaczenie tego blogu „mam wsparcie” oznacza, że osobiście doświadczyłam tego wsparcia i dzięki temu mogę przekazywać je dalej. Stąd moim celem jest wspierać inne kobiety w ich byciu matkami, ale także córkami, żonami. Wspierać na różne sposoby: jako mama (jedna z tak wielu), jako konsultantka laktacyjna (pomagając w karmieniu piersią) oraz jako doula (towarzysząc podczas rodzenia się dziecka). Wspieram kobiety, a kiedyś one być może będą w stanie przekazywać to wsparcie, własną wrażliwość, talenty dalej kolejnym osobom, swoim dzieciom, ale też przyjaciółkom, siostrom, własnym mamom itd.

Te kobiece doświadczenia odkryłam jako bardzo cenne, twórcze, stąd trudno mi je schować, przejść nad nim do porządku dziennego. Pan Bóg stworzył połowę ludzkości kobietami, ponieważ widział w tym głęboki sens. Jesteśmy potrzebne innym nie jako uni-sexy, ale jako konkretne osoby naznaczone głęboko darem płci. I nie wolno nam go schować i udawać, że właściwie to wszystko jedno, kim jesteśmy. Jest ogromną wartością bycie kobietą- nie tylko dla mężczyzn, ale powinno być też dla nas samych.

Mam wsparcie, otrzymałam je-ale nie znaczy to, że zamierzam pisać wyłącznie o sobie. Zamierzam pisać też o doświadczeniu innych kobiet, które otrzymały i dają wsparcie lub zechcą mi opowiedzieć o sobie. W końcu o inspiracjach, które dodają skrzydeł, pociągają ku dalszym poszukiwaniom i rozwojowi. O tym, że warto być kobietą w domu i w pracy, że nie musimy udawać, że jesteśmy quasi- mężczyznami. Nawet nie musimy się z mężczyznami porównywać. Gdy docenimy ten dar kobiecości, jaki Pan Bóg wlał w nasze serca, dusze i ciała, nie będziemy musiały podważać zarówno kobiecej jak i męskiej natury, bo każdą z nich docenimy i ogarniemy zrozumieniem. Będziemy wówczas umiały docenić własną wartość.  Pomoże to również w byciu należytą pomocą dla mężczyzny w odkrywaniu jego drogi życiowej.

Internetowym początkiem mojego wspierania było forum dla matek:

karmienie piersią powyżej roku

Tych wspierających myśli nazbierało się więcej, a więc powstał ten blog- zaciszne miejsce wspierania kobiet w ich byciu kobietami: matkami, córkami, siostrami. Zapraszam do współtworzenia go i zabierania głosu.

Nie byłoby tego blogu, gdyby nie najlepsza ze Wspierających, niejeden raz ratująca mnie:

08virgo



W prezencie dla Was na świętego Mikołaja piosenka:

„O, święty Mikołaju!”



Wykorzystywanie rodziców

Szpitalne rozdawnictwo

Przykład szpitalnego rozdawnictwa ulotek z namiastką „wiedzy”. Na stoliku żywa reklama, na ścianie 10 kroków udanego karmienia piersią czyli 2 wykluczające się rzeczy.

 

Czy wiecie, że niemal wszyscy jesteśmy jako rodzice wykorzystywani jako bezpłatni przedstawiciele handlowi dla sklepów Biedronek, Stokrotek, koncernów farmaceutycznych itp.?

Firmy te więc organizują rozdawnictwo nalepek, gadżetów, które są „nagrodą” za określone zakupy, ilość wydanych pieniędzy. W gruncie rzeczy nie jest to żadna nagroda, tylko chwytanie rodziców na marketingową wędkę. W ten sposób już nie firma musi docierać do dzieci, ale sami usłużni rodzice, dziadkowie czy inni „obdarowują” dzieci przedmiotami wymiennymi za naklejki czy naklejkami- jednocześnie ucząc je marek firm, zaszczepiając je lojalnością względem nich, reklamując je swoim dzieciom, tworząc nawyki konsumenckie.

 

Dzięki temu reklama dociera do najbardziej podatnych, a zarazem bezbronnych odbiorców czyli dzieci i zakorzenia się głęboko przynosząc długofalowe korzyści.

W podobny sposób firmy produkujące mieszanki czyli sztuczne mleka dla dzieci docierają do dzieci- posługując się bezpłatnym wolontariuszem-przedstawicielem handlowym- lekarzem, który rozdaje im naklejeczki, gadżety itp. przy okazji emocjonującej wizyty w gabinecie lekarskim. Poługują się przy tym instrumentalnie nimbem „fachowości” otaczającej przedstawiciela służby zdrowia.

Hm???

Czy w ogóle jeszcze czujemy się wykorzystywani?

Czy uważamy, że te firmy zrobiły nam przysługę sprzedając coś taniej czy wręcz obdarowując nas czymś?

Gdyby nie było badań marketingowych jak bardzo intratnym przedsięwzięciem jest rozdawnictwo nawet drobiazgów w celu tworzenia poczucia „wzajemności”, zobowiązania do wdzięczności u klienta, już dawno zaniechano by tego. Mają tego świadomość firmy.

Ale czy my mamy tego świadomość będąc pod presją tego typu praktyk niemal nieustannie w tak wielu miejscach, sytuacjach?

Warto kształtować w sobie świadomość konsumencką, że w sklepach, punktach usługowych nic nie dostajemy za darmo.

Jeśli nawet nie kosztuje nas samych dana rzecz- czy możemy wykluczyć, że będzie to słono kosztowało nasze dzieci? W ten sposób budujemy bowiem w naszych dzieciach pewne przyzwyczajenia, preferencje itp.

Macie pomysły jak budować do tego typu praktyk marketingowych zdrowy dystans u siebie samego, ale też u własnych dzieci?

Ciekawe, że najbardziej podatni na reklamę są ci, którzy uważają, że na nich reklama nie działa. To stare i sprawdzone wielokroć badanie. Czujecie ten klimat?



Dlaczego niektóre dzieci po urodzeniu nie ssą prawidłowo?

Większość małych ssaków przychodzi na świat z prawidłowym wrodzonym wzorcem ssania.

Ssą więc jak szalone przycumowując się do swojej zewnętrznej pępowiny- piersi- bezpiecznego portu. Nie zawsze jednak mamy umieją dobrze współpracować z dobrze ssącym dzieckiem.

Jednak część młodych ludzi – noworodków może mieć problem ze skutecznym przystawieniem się do piersi czy skutecznym ssaniem i wynika to z nich samych:

  • choroby- infekcje choćby mogą sprawić, że maleństwo zwyczajnie nie ma siły na porządne ssanie;
  • nieprawidłowa budowa jamy ustnej dziecka- może to się wiązać z chorobami, ale może też być zwyczajnie dziedziczne; np. za krótkie wiązadełko podjęzykowe sprawia, że dziecko ma przyrośnięty języczek; nie może więc piersi od dołu objąć językiem układając go na kształt rynienki; podcięcie wędzidełka podjęzykowego to zabieg banalnie prosty (w niektórych krajach robią to pediatrzy na wizycie);
  • zabiegi u dziecka w jamie ustnej po urodzeniu- czasem potrafią być one tak dotkliwe dla dziecka, że może być trudno nauczyć je akceptacji szerokiego otwierania ust czy głębokiego chwytu piersi, który sprawia, że brodawka nie jest raniona podczas ssania;
  • uczenie dziecka nieprawidłowego wzorca ssania, jakim jest ssanie smoczka i to zarówno tego od butelki jak i uspokajacza może odbić się na jego zdolności ssania;
  • wcześniactwo- wcześniak jest człowiekiem, który może ssać za słabo, za rzadko, przesypiać pory karmienia; w zależności od tego, jak bardzo jest niedojrzały i czy towarzyszą wcześniactwu inne choroby ssanie piersi może być opóźnione, utrudnione.

Czy w tych sytuacjach rozwiązaniem musi być sztuczne mleko i smoczek?

Nie, zazwyczaj nie musi.

Tak jak u człowieka z chorą nogą nie musi być od razu dobrym wyborem proteza tejże nogi.

Zazwyczaj problemy z karmieniem piersią bywają przejściowe i do rozwiązania.

Co może pomóc w ich przezwyciężeniu:

  • optymistyczne nastawienie– cieszmy się dzieckiem, jego życiem, nie traćmy czasu na zamartwianie się, bo nic nie wróci nam tych początkowych dni i tygodni; laktacja jest bardzo elastyczna- trzeba o tym pamiętać, wiele zależy od naszego nastawienia; większość problemów z laktacją bywa przejściowych, o ile nie będziemy „psuć” laktacji przez smoczki, przez brak stymulacji piersi i in., kontynuację nieprawidłowego postępowania;
  • w razie oddzielenia matki od dziecka czy niemożności karmienia go bezpośrednio z piersi jak najszybciej po porodzie odciągamy mleko z piersi: najlepiej w ciągu pierwszych 6 godzin po porodzie; warto mieć jednak świadomość, że wysoki poziom prolaktyny- mlecznego hormonu w organizmie matki utrzymuje się nawet do 2-3 tygodni po porodzie niezależnie od ssania/odciągania pokarmu; nawet jednak po tym czasie na skutek stymulacji piersi można ten poziom podwyższyć przez skuteczne częste odciąganie lub ssanie;
  • odciąganie to powinno być: skuteczne (odpowiednio mocne, ale niebolesne, poprzedzone masażem, stymulacją brodawki), częste (co najmniej 8-12 razy na dobę), odpowiednio długie (po 15 minut z każdej piersi, może być w systemie 7/7/5/5/3/3 minuty na każdą pierś); żeby było skuteczne- trzeba pozwolić sobie w tym czasie na relaks, odpoczynek czy robienie czegoś przyjemnego;
  • używanie do karmienia/dokarmiania dziecka w okresie przejściowym metod alternatywnych do butelki ze smoczkiem: kubeczka, kieliszka, łyżeczki, sytemu, SNS, metody po palcu, drenu itp.; jak widać metod dokarmiania dziecka jest wiele- trzeba jedynie dobrać odpowiednią dla konkretnego dziecka i rodzica;
  • wiedza- jest na wagę złota; np. tak prozaiczna, że w pierwszej dobie dziecko ma żołądek tak maleńki jak zawartość małej łyżeczki do herbaty, trzeciego- to zaledwie 15-30 ml czyli zawartość 1-2 dużych łyżek; czemu więc służy rozpychanie żołądka małego człowieka od pierwszych dni sztuczną mieszanką?

Czas poporodowy to szczególny czas, kiedy dziecko i mama uczą się siebie, poznają. Każda para jest inna, różnie funkcjonuje, nie ma jednego klucza-wytrychu do wszystkich. Ważne, by dać sobie na to poznanie, nauczenie siebie nawzajem czas, cierpliwość, spokój.

Mogę powiedzieć, że choćby się karmiło 10, 15 dziecko piersią, to za każdym razem matka uczy się czegoś nowego, uczy się tego konkretnego człowieka, uczy się spełniać jako matka od nowa.

Miłość jest zawsze wyzwaniem i niespodzianką.



Mleko płynie rzeką

Rozmowa mamy i dziecka:

-Mleko śpi- mówi mama, która chce przekonać swe dziecię, aby wyrosło z chłeptania mleka z piersi.

-E tam, mleko nie śpi- odpowiada rezolutne dziecię, które wie co mówi, mając stosowne doświadczenie.

 

Bardzo mi się spodobała ta historia.

Pokazuje światną intuicję dziecka, niezawodne doświadczenie.

Dziecko ssące pierś, nie znające butelki wie, że laktacja, ilość mleka jest elastyczna, uzależniona od częstotliwości i długości ssania.

Uczy się stopniowo nawet nieświadomie rozumieć, że:

  • ssanie efektywne krótkie i częste pobudza, „rozciąga” laktację;
  • ssanie rzadkie, coraz rzadsze ją  wyhahamowuje;
  • ssanie nieodżywcze nie zwiększa w znaczny sposób ilości mleka, ale pomaga się dziecku uspokoić, ale ponieważ się ono przeplata ze ssaniem odżywczym- ma też znaczenie dla ogólnej wielkości zjedzonego mleka.

Dzieci bywają świetnymi specjalistami od laktacji 🙂



Tańcząc i śpiewając

Im dłużej mam dzieci, tym głupsza jestem.

Im więcej mam dzieci, tym mniej o nich wiem.

Z piedestału wiedzy z każdym kolejnym dzieckiem strącana jestem z hukiem w pokorne sokratesowskie „wiem, że nic nie wiem”.

I to jest trudne.

I to jest dobre.

Każde dziecko -nowa niewiadoma.

Nowy rozdział w życiu rodziny.

Ale też nowe świętowanie.

Radość nie z tej ziemi, a jednak podarowana ziemianom 🙂

Znajoma opowiadała mi o warsztatach o rodzeniu w rytm tańczenia i śpiewania.

Trudno sobie wyobrazić, by na wielu z porodówek była na taniec i śpiew odpowiednia atmosfera.

Najswobodniej czujemy się zazwyczaj w domu.

Poród w domu może być ekscytującym świętowaniem.

Jednak radosne serce stworzyć atmosferę serdeczną śpiewu i tańca może nawet na najbardziej betonowej porodówce. Nieoczekiwanie.

I w ten sposób przecierać jej szlak, by zaczęła się stawać bardziej ludzka.

Jesteście to sobie w stanie wyobrazić?

Ja tak.



Czy malowanie kamieni Twoje życie zmieni?

Dzieci malują, świat „zaczarowują”.

Każdy nasz wybór zmienia świat, czy sobie z tego zdajemy sprawę czy nie.

Wybieramy radość świętowania czy pospolitość uganiania się za tym, co codzienne?

Świętowanie jest jak pozwolenie sobie na oddech po męczącym biegu.

Tak, biegi też są potrzebne.

Ale odpoczynek po nim jest na wagę złota.

 



Dyskusja?

Jak wygląda dyskusja nad szczepionkami w Polsce może unaocznić ten program:

TU I TERAZ

Studenci, którzy zostali zaproszeni jako widownia, ale też aby mieć możliwość zabrania głosu, wyszli zniesmaczeni, że można w tak tendencyjny sposób poprowadzić program.

Od pierwszych minut choroba wieku dziecięcego- odra jest przedstawiana jako upiór, który zabija nagminnie.

O, jaką cudotwórczynią jest moja mama 🙂 Karmiła mnie, trzymała w domu podczas odry- i dzięki Bogu i jej opiece przeżyłam.

Sama nazwa „choroba wieku dziecięcego” jest świadectwem tego, że układ immunologiczny sobie z nią radzi sprawnie pozostawiając świadectwo odporności na całe życie. Głupota szczepienia na choroby wieku dziecięcego polega na tym, że jest to zaledwie odporność na parę lat (sceptycy mówią, że być może nawet wcale). Gdy potem takiego dorosłego dopadnie ta choroba, może przechorować ją o wiele ciężej. W programie tym uderza ogromna buta środowiska medycznego, które nabija się z jedynego dyskutanta, któremu udało się zabrać głos. Pycha tego środowiska uwidacznia się m.in. w tym, że pan doktor w ogóle nie dopuszcza, że ktokolwiek może posiadać wiarygodną medyczną wiedzę poza środowiskiem lekarskim. Jest to dla mnie żałosne, bo sama tę wiedzę zdobywam od wczesnych lat szkoły podstawowej poprzez średnią. Pomimo wybranego kierunku niemedycznego- dalej kontynuowałam zdobywanie wiedzy medycznej i na studiach i po nich. No, ale wg doktora nie mogę z nim rozmawiać jak równy z równym, bo do tego ma prawo wyłącznie środowisko, które sobie przytakuje jak na załączonym obrazku.

Pan doktor zamiast ze zrozumieniem podejść do tego, że witamina A, a więc dobre odżywianie (bogate w nią) sprawia, że organizm radzi sobie z odrą, ale też z innymi chorobami, woli zacząć się nabijać i przypisywać dyskutantowi pomysł smarowania się nią. Po co zauważać, że dzieci umierające w Afryce na odrę przede wszystkim cierpią na znaczne niedożywienie, brud, zarobaczenie, brak wody? Skoro zamiast tego, można zacząć straszyć, grozić?

Najśmieszniejsze, że oni to w ogóle nazywają dyskusją, a wypowiedzieć swobodnie mogli się wyłącznie miłośnicy szczepionek (90% czasu antenowego?). Pan Darek, który odważył się zająć inne stanowisko, został wyśmiany, wyautowany, kilkakrotnie mu przerywano przeinaczając jego wypowiedzi.

Sam sposób zaaranżowania programu już ustala z góry założoną tezę: szczepionki są wspaniałe, a ci, którzy śmią mieć wątpliwości narażają życie innych na śmierć, kalectwo itp. Jako eksperci zasiada wyłącznie Sanepid i sp. czyli lekarze. Inni- niegodne uwagi tło.

Można by złośliwie poradzić p. doktorowi- to proszę zacząć unikać jedzenia, zwłaszcza tego bogatego w witaminę A i oprzeć się wyłącznie na zaufaniu szczepionkom. Zobaczylibyśmy wówczas jakim zdrowiem „cieszyłby się”.

Mam wrażenie, że kasta lekarsko- sanepidowa zapomniała już, że składa się z krwi i kości, a przypisuje wyłącznie swe zdrowie farmie. Czy można się dziwić w związku z tym, że ta grupa zawodowa żyje statystycznie raczej krótko???

 



Witraż widziany jako odbicie- historia okiem dziecka

Moja Ojczyzna

Dawniej bardzo dużo czytałam swoim dzieciom tego, co potocznie określa się mianem bajek.

Ale z biegiem lat przekonuję się, że rzeczywistość jest o wiele ciekawsza, bardziej złożona, malownicza, ale też niekiedy straszniejsza niż najlepsze baśnie, fantasy itp.

Tą rzeczywistością, która się rozrasta w teraźniejszości jest historia.

I życia nie starczy, by ją zrozumieć w całości.

Im wcześniej zaczniemy dzielić się swą fascynacją z dziećmi, tym większe mamy szanse powodzenia.

Minęły obchody odzyskania niepodległości, ale nie minął głód duszy naszych dzieci. A one są głodne tego, co prawdziwe, dobre, święte.

Niespokojne jest serce dziecka, dopóki nie spocznie w Bogu.

 

Ta sama piosenka w wersji karaoke- bardzo dobry sposób na naukę szybkiego czytania dla dziecka lubiącego śpiewać (najpierw trzeba nauczyć jej się najlepiej na pamięć): KARAOKE



Tyle światła przed nami

Wysłuchana rozmowa:

-Bardzo cieszę się, że tyle światła i ciepła tej jesieni. Dodatkowo przypomina mi to pewną ciepłą jesień parę lat wstecz, kiedy urodziłam córeczkę.

-W zasadzie tak.Też bym się cieszyła gdyby nie to, że to świadczy o efekcie cieplarnianym i niekorzystne jest dla środowiska.

 

Co wybieramy? Narzekanie czy dziękowanie?

Zawsze można narzekać, zawsze też można dziękować. Choćby za to, że się żyje. Dziękowanie rozwija nas. Narzekanie- degeneruje (badania nerologiczne pokazują, że pojawiają się zmiany jak przy chorobie Aizhaimera).

Można się cieszyć i podziwiać kształt tego drzewa (j/w). Można też widzieć w nim jedną wielką dziurę i nic poza tym.

„Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, żebyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi”.

Zastanawia mnie od jakiegoś czasu sprawa czystości języka. Dlaczego warto świadomie rezygnować z etykietek pt. „przeklinanie pospolite”? Bo język w naszym życiu jest sterem. Myślimy „przy pomocy języka”, odkrywamy w nim prawdę. Lub też przez pokrętny język zakłamujemy rzeczywistość.

Czym jest natomiast przeklinanie?

Jest zaśmiecaniem, brudzeniem własnej mowy, czasem sięgającym serca. Wyobrażacie sobie człowieka, który sprząta we własnym domu, ale co jakiś czas, ot tak, rozsypie sobie trochę śmieci? Albo przyjaciół, którzy idą razem na spacer, a od czasu do czasu chlupną sobie i drugiemu w twarz trochę błota. No i udają, że to normalne, takie nowoczesne, inaczej się nie da. Żeby uzmysłowić moim dzieciom czym jest przeklinanie, głupia mowa, mówię im, że zanurzają własny język w tym, o czym mówią.

Przypomina mi się tu nagranie ks. Pawlukiewicza „Albo będziesz święty, albo będziesz nikim”. Trochę w poprzek do tego co powyżej napisałam. Ks. Pawlukiewicz opowiada tam historię dzielnego księdza, który idzie na pielgrzymkę do Częstochowy, chociaż ma świeżo złamany i obandażowany obojczyk. Nie przyznaje się do tego innym pielgrzymom. Ci jednak pod koniec pielgrzymki chcą go podrzucić parę razy. Broni się najpierw grzecznie, tłumacząc złamanym obojczykiem. Ci jednak nie wierzą i nadal biorą się za podrzucanie. W tym momencie ksiądz nie wytrzymuje i „Piiiiiip”… używa mniej cenzuralnego słownictwa. I tu bodajże wystąpił wyjątek potwierdzający regułę. Wyjątek obrony własnej w całkowitym nerwowym znieczuleniu 🙂 Czyli wyrwało się człowiekowi z nadmiaru przeżyć. Niekontrolowany ruch języka widocznie dawniej skutecznie trenowanego.

Tylko ja się zastanawiam: czy w ogóle warto trenować tego typu słownictwo? Czy warto odzierać swoją mowę z czystości, prostoty, piękna? Bowiem przyzwyczajenie drugą naturą człowieka. I jeśli będziemy zbyt gorliwie trenować, to ani się obejrzymy, a wymkną się nam spod kontroli słowa nie tam, gdzie byśmy chcieli i nie takie, jakie byśmy chcieli. Biblia mówi wprost, że miecz rani ciało, ale słowa łamią kości.

Matce rodzącej może się w ferworze skurczów wymknąć z ust wiele, o wiele więcej niż by chciała. Jednak osoba towarzysząca, doula powinna otulać ją wyłącznie dobrym, niosącym wsparcie, otuchę słowem jak czystym kojącym duszę dźwiękiem:

kto lubi głos dzwoneczków?



Wybierajmy w oparciu o wiedzę, nie o zastraszanie

Czy wiecie, że w latach 70 w Stanach Zjednoczonych u 70% kobiet wykonywano operację histerektomii tzn. wycinano im macicę? Powodem mogło być obniżenie narządów rodnych, mięśniaki i mnóstwo innych powodów.

Teraz dalej ten dział medycyny kontynuuje okaleczanie zdrowych kobiet podczas porodu. Około 43% wszystkich porodów stanowią cesarskie cięcia obecnie w Polsce. Świadczy to o bardzo marnym poziomie położnictwa, które nie wspiera wystarczająco kobiet w naturalnym porodzie. Dane ogólnoświatowe podają, że rozwiązania operacyjnego potrzebuje najwyżej 5-10% kobiet rodzących. Tzn., że pozostały ogromny procent kobiet jest okaleczany niepotrzebnie. Że tak bardzo przeszkadza się kobietom w rodzeniu, że w końcu nie są w stanie same urodzić. Że tak wiele wydumanych powodów się znajduje, by uzasadnić wybór niepotrzebnej medykalizacji.

Żeby to przeprowadzić, niestety wiele medyków stosuje daleko posunięty system zastraszania. Jest on niestety skuteczny, ponieważ wykorzystywany jest w sytuacji dużego stresu u rodzącej lub w okresie przedporodowym, który również słynie z rozchwiania emocjonalnego.

Podobnie dzieje się ze szczepieniami.

Zastraszanie, groźby to też główna metoda towarzystwa lekarskiego w przekonywaniu nas do szczepień.

Odra- dawniej choroba wieku dziecięcego, którą się po prostu przechodziło i nabywało trwałą odporność, od kiedy wprowadzono szczepionkę przeciwko odrze nagle stała się śmiertelną ciężką chorobą.

Jak widać współpraca lobby farmaceutycznego i lekarzy ma się dobrze.

Cóż, daleka jestem od spiskowej teorii dziejów. Jednak najlepszym marketingowym przedsięwzięciem firm farmaceutycznych było wykorzystanie lekarzy do rozprowadzania ich reklam, gadżetów itd. Podobnie jak najbardziej intratnym przedsięwzięciem firm produkujących mieszanki modyfikowane było wykorzystanie lekarzy do rozprowadzania ich naklejeczek, karteczek, kalendarzy, rozpoczęcie szkolenia ich według „własnych standardów” etc.

Iza

P.S. Też chorowałam na odrę, a jednak ośmieliłam się żyć.

Co więcej chorowałam na ospę, świnkę, różyczkę- i dało się je przejść bez powikłań jedynie dzięki dzielnej troskliwej matce karmiącej starannie swoje dziecko i ogrzewającej je w domu (chociaż nie do końca :P)

Także nie bójcie się, dzielne kobiety, chorób wieku dziecięcego, bo są one świetnym ćwiczeniem dla układu odpornościowego dziecka.

Bójcie się natomiast dać zastraszyć, bo wtedy człowiek przestaje być wolny.