Archiwum kategorii ‘Dzieci małe i duże’


Intuicja

Do nas rodziców przed narodzinami, po narodzinach przylatują Anioły Stróże naszych dzieci i szepczą nam na ucho, jakie imię Bóg wybrał przed założeniem świata dla tego konkretnego dziecka. I choć rodzice w różnych sprawach wybierają, czy posłuchać czy nie Bożych natchnień, to to jest tak przynaglające, że nie są w stanie mu się oprzeć.

Tak więc Marysia, Józio, Stasio dostają od rodziców piękny dar- życie, a zaraz potem- imię.

Jak bardzo biedne są dzieci, które nie dostają od rodziców nawet imienia. Tęsknią za nim bardzo.

Bo imię to jest coś tak znaczącego, że człowieka się po nim poznaje, ale też człowiek sam może się poznać po swoim imieniu, kim jest.

Warto poznawać znaczenie imienia, które nadamy/nadaliśmy swojemu dziecku, patrona, który nosi to imię.

Zachęcam!!!

No i warto używać tego imienia i dawać poznać swojemu dziecku, jako coś pięknego, jako skarb na całe życie.

Trzeba tylko uważać na siebie, żeby w toku wychowania tego konkretnego egzemplarza noszącego to, a nie inne imię, nie doczepiało się do tego imienia zbyt wiele łat, etykiet, zadrapań, kurzu czy wręcz błota.

Przykładzik?

Dziecko nosi imię Stasio. A matka umęczona rozbrykanym młodzieńcem, dolepia mu etykiety: „Łobuzie!”, „Bałwanie”, „Idioto”.

No i nawet może ten człowieczek nabroił, ile popadnie  i „zasłużył” na te „łatki”, ale tak jakoś przykro, gdy spod nich już nie widać, kim naprawdę jest w głębi serca, kim może się stać. A Stanisław powołany jest do stania się sławnym, znanym. Każdy z nas, każde dziecko do tego, by stać się „świątym i nieskalanym przed [Bożym] obliczem”. Józeczek powołany do pomnażania Bożych darów czy bycia dobrym starszym bratem, hehe. A Marysia do dawania innym nasycenia, do bycia radością rodziców.

I z początkowego Aniołka Stróża dopiero nieśmiało wykluwającego się  wyłonił się po części ten konkretny Anioł Stróż o konkretnych właściwościach. Ten akurat, jak widać na obrazku, przyjaźni się z końmi, ubiera się w szaty niosące Słowo Boże.

Komu Anioła, komu,

bo wypalam w domu? 😉

Doula+Wypalarka= Anioł



Tandem

Bliskie jest mi karmienie piersią w tandemie, ponieważ 2 razy karmiłam tak. Młodsze i starsze dziecko. Najpierw całą ciążę. A potem dwoje naraz.

Piękne ilustracje, gdy starsze dziecko głaszcze młodsze podczas karmienia

Często kobiety mówią mi, że lekarze KAZALI im na początku ciąży odstawić starsze dziecko od piersi. Czasem rzeczywiście bywają wskazania medyczne ku temu, np. krwawienie podczas ciąży. Jednak gdy matka jest zdrowa, odżywiona dobrze i nie zachodzi nic niepokojącego, można karmić piersią dalej. Warto sobie uświadomić, że lekarz nie może nam tu: kazać. On ma jedynie rolę doradczą, którą możemy wziąć lub nie pod uwagę. Na tym polegają prawa pacjenta, że mamy prawo do informacji. A tu często zostajemy z kwitkiem: „Tak należy i już!”

Nie jest to prawda.

Bywają medyczne wskazania ku temu, ale fizjologia jest bardzo szeroka.

I pokazuje, że wiele matek jest w stanie również wykarmić tandem.

Dlaczego lekarz ma prawo jedynie doradzać?

Bo on zna (lub nie) jedynie medyczne statystyki, standardy, wyniki badań, krótki wycinek spotkania z kobietą.

A to matka zna i odczuwa swój i dzieci stan zdrowia, widzi z godziny na godzinę, jak się one zmieniają. To matka dba o każdego w rodzinie. Wie, na ile starsze dziecko również potrzebuje jej wsparcia. I to ona z mężem ponosi odpowiedzialność.

Żaden lekarz jeszcze nie poniósł odpowiedzialności za to, że doradził odstawienie od piersi starszego dziecka, a ono to potem ciężko odchorowało.



Prebiotyki+Prebiotyki=Synbiotyki?

Niektóre z Was się zapewne popukają z niedowierzaniem w głowę, co też mi odbiło przedstawiać jakieś równania i to już w nagłówku.

O co w tym chodzi?

Prebiotyki+Probiotyki=Synbiotyki

Już się tłumaczę.

Prebiotyki to takie bardzo smaczne i pożyteczne jedzonko. Tylko, że głównie dla bakterii symbiotycznych. Jeśli człowiek w miarę wcześnie się do niego przyzwyczai (a więc od 7 do 36 miesiąca), to dla niego również. Inaczej mówiąc to pożywka dla bakterii przyjaznych, które robią nam porządek w jelitach. A dlaczego nazwa pre-biotyki? Bo bakterie te będą dobrze rosły, jak najpierw się zadba o tę pożywkę, o żarcie dla nich. Pre znaczy „przed”. My też lubimy zasiadać do stołu suto zastawionego, a nie do takiego, na którym są pustki.

Probiotyki z kolei to mikroorganizmy: bakterie symbiotyczne, grzyby etc. czyli te, które stanowią 5% wagi naszego ciała i które wspierają nasze zdrowie, wymiatają pracowicie nasze jelita, dbają byśmy nie mieli ani biegunek ani zatwardzenia, zniszczonych kosmków jelitowych itd. Po prostu dbają o swój dom.

Synbiotyki- czyli złożone w całość prebiotyki plus probiotyki. Najlepsze z możliwych połączenie. Jeśli będziemy zażywać same probiotyki nie zadbawszy uprzednio o strawę dla nich, to może się okazać, że szybko umrą one śmiercią naturalną lub się wyprowadzą przy najbliższej okazji.

Naukowcy jakiś czas temu odkryli, że mleko matki wytwarza setki (zdaje się, że znaleziono ich około 200) prebiotyków, przede wszystkim niepowtarzalnych oligosaharydów, których ze świecą szukać gdzie indziej w takiej ilości i w takim składzie. Stąd nie ma dziwnych, że dzieci karmione wyłącznie piersią zazwyczaj nie mają problemów z zatwardzeniami, (ich kupa jest rzadka w konsystencji, nawet jeśli oddawana co kilka dni), rozwolnieniami. Naukowcy, którzy się pokusili o badanie tychże dziecięcych kup dzieci karmionych piersią i sztucznie, odkryli, że dzieci karmione piersią mają znacznie bardziej przyjazny skład mikroflory jelitowej.

Zazwyczaj.

Chociaż życie bywa pełne niespodzianek.

Jeszcze więcej zakrętasów pojawia się, gdy wprowadzamy do diety dzieci dodatkowe jedzenie oprócz mleka mamy czyli po skończonym 6 miesiącu.

Bo to, że nasze dziecko miało super florę bakteryjną, gdy żywiło się samą piersią matki (o, mali ludożercy!), wcale nie znaczy, że mu jej nie zniszczymy tym, co dalej podajemy dziecku lub tym, co ono sobie samo włoży do paszczy. A dzieci wkładają tam najróżniejsze rzeczy.

Domyślmy się, co na pewno nie jest dobrym prebiotykiem:

  • wszelkie sztuczne dodatki do  żywności;
  • warunki super higieniczne, jedzenie wyjałowione, silnie przetworzone, itd.;
  • jedzenie silnie zanieczyszczone pestycydami i innymi truciznami itp.

Co jest żródłem prebiotyków:

  • siemię lniane, korzeń cykorii, skrobia oporna (z ziemniaków, bananów m.in.), cebula, czosnek, topinambur, fasola, surowy owies, nieoczyszczony jęczmień, miód itd.

Jeśli więc mamy problemy u nas samych lub naszych dzieci z zaparciami bądź częstymi biegunkami, warto sięgnąć najpierw po prebiotyki (nie zapomnijcie, że w prebiotyki najbogatsze jest mleko mamy, więc nie ma sensu go ograniczać zbyt szybko, zwłaszcza gdy dziecko okazuje jakieś problemy zdrowotne).

Najpierw dajemy prebiotyk, np. łyżeczkę siemienia lnianego zalanego wrzątkiem(choćby pół filiżanki) albo dziecko z lubością przysysa się do mamy. I dopiero po około 20 minutach dajemy do zjedzenia probiotyk. Wtedy pożywka dla bakterii jaką jest probiotyk zdąży ładnie pokryć przewód pokarmowy dając możliwość rozmnożenia się naszym ulubionym mikroorganizmom probiotycznym.

Inne pyszne śniadanko dla naszych probiotyków, które Wam mogę zaproponować, a które lubią często małe dzieci:

-3 łyżki płatków owsanych nieoczyszczonych, 2 daktyle, szczyptę soli niejodowanej zalewamy 2 szklankami wrzątku; po kilku minutach blendujemy i raczymy się pysznym mleczkkiem owsianym; oczywiście wg uznania można sobie zmodyfikować ten trywialnie prosty przepis: jeśli chcemy mieć mleko bananowe, to miksujemy z kawałkiem banana; jeśli chcemy śliwkowe- to ze śliwką itd.

Jak ktoś ma opracowane jakieś smaczne danie prebiotyczne, to poproszę o przepisik.

Jeśli pożywka dla dobroczynnych mikroorganizmów, została już podana do małego brzuszka, czas na probiotyk.

Co może być źródłem probiotyków:

  • kiszonki, kiszonki i kiszonki czyli: ogórki kiszone i kwas z ogórków kiszonych, kapusta kiszona i sok z niej, zakwas buraczany, inne warzywa i owoce kiszone (fajne przepisy można teraz znaleźć jak się pogrzebie w necie, np. na jabłka kiszone, kalafior itd.), ocet jabłkowy;
  • no i wynalazki ostatnich kilkudziesięciu lat czyli probiotyki z apteki, a więc liofilizowane bakterie tzn. bakterie wysuszone (a więc ledwo żywe, „uśpione”).

Ponieważ probiotyki z apteki są w większości liofilizowane, a więc odwodnione- nie ma więc dziwnych, że po nawodnieniu tylko niektóre się „ożywią”. Stąd nie dziwi mnie badanie, w którym udowodniono, że w jednej łyżeczce soku z domowych kiszonek było więcej bakterii probiotycznych niż w całym opakowaniu zbiorczym pastylek probiotyków z apteki.

Wiwat więc babcie i matki zakładające urocze hodowle mikrobów w domowych słojach z ogórkami czy kapuchą!!! 🙂

Są też świetne strony uczące dobrych nawyków żywieniowych:

Smakoterapia

Wpis na blogu oczywiście sporządzony dla zdrowych, jak i wszystkie inne. Obyśmy się nie musieli leczyć 🙂

Zatwardzenie czy rozwolnienie to jeszcze nie muszą być objawy choroby (choć mogą). Ale to co z nich wynika lub przyczyny z jakich powstają mogą się już złożyć na chorobę.

Dlatego wyznaję zasadę: „Lepiej zapobiegać niż leczyć!”

Dopiero przy czwartym dziecku wpadłam na to, że gdy jedno zachoruje np. na grypę, to wszystkim (nie tylko choremu) powinnam dawać domowe leki, typu syrop z cebuli (super probiotyk: miód plus cebula) plus np. sok z kapusty kiszonej. Dzięki temu w obronie zdrowych dzieci walczą ze mną zastępy przyjaznych mikroorganizmów, którym też zależy, żeby osobnik żywiący je przeżył w dobrym stanie. Dzięki tej strategii jest czas na zajęcie się chorym. Nawet jeśli inni też się rozchorują, to lżej, później. A najczęściej wcale.

„Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa!”

To niezmiernie cenna zachęta od św. Pawła z listu do Efezjan. Doświadczyłam wiele razy, że dziękowanie, błogosławienie nawet w bardzo trudnych sytuacjach, choćby poważnych chorobach dzieci zmienia tę sytuację w cenny klejnot. Mam się czym dzielić, bo sama bardzo dużo błędów popełniłam, popełniam. Jest więc co mi wytykać, do czego się przyznawać, hehe!



O mowie nienawiści i mowie miłości

Dlatego odrzuciwszy kłamstwo: niech każdy z was mówi prawdę do bliźniego, bo jesteście nawzajem dla siebie członkami. Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce! Ani nie dawajcie miejsca diabłu!  Kto dotąd kradł, niech już przestanie kraść, lecz raczej niech pracuje uczciwie własnymi rękami, by miał z czego udzielać potrzebującemu. Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym. I nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.”

Ef 4, 25-32

Żałoba narodowa- cóż to jest? Mowa nienawiści- co to takiego?
Ciekawy jest już sam początek tego tekstu o mowie, gniewie, etc.
Wynika zeń, że mowa nienawiści zaczyna się od kłamstwa. Np. kłamstwa, że druga osoba nie jest godna miłości lub, że nie jest człowiekiem. Tak niektórzy zakłamują np. fakt czym jest aborcja, że jest zabijaniem najmniejszego dziecka. Inni zakłamują, że czyny homoseksualne nie są grzechem.
Polukrowawszy w ten sposób różne grzeszki, zaczynają domagać się, by im się kłaniać, podziwiać je.
Miłości wymaga także tenże zamordowany prezydent Gdańska.
Po śmierci można mu ją okazać m.in. modlitwą.
Jeśli za życia zachowywał się jak grzesznik, to tym bardziej jej potrzebuje.
Nie potrzebuje natomiast zakłamywania rzeczywistości, czynienia z niego na siłę świętego- bo sam stojąc przed Bogiem przekona się, czym jest Prawda i świętość. I czy ma w sobie Prawdę.
„Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym”.
Trudne to, piękne, niezrównane. Słowa, które przyjęte do serca dają moc, by wyrzec się przeklinania, a częściej błogosławić, by częściej chwalić, a mniej krzyczeć, by więcej dziękować, a mniej narzekać, częściej łagodzić, a mniej gniewać się i unosić.
Recepta na nienawiść?
Miłość niosąca wielką cierpliwość i przebaczenie.
Matka Teresa nagabywana przez dziennikarza, co trzeba zmienić w Kościele odpowiedziała, że zmiany wymagasz „ty i ja”.
Ja mam w takim razie ręce pełne roboty 🙂


Anielątko

Już Was raczyłam zdjęciami z małym Aniołem Stróżem.

Dzisiaj zdradzę jak go zrobić.

Odrysowujemy rączki i stópkę dziecka i wycinamy. Rączki stają się skrzydełkami, wycięta stópka- sukieneczką. Aureolkę robimy z niepotrzebnej płyty. Portrecik wycinamy. Wszystko sklejamy.

I aniołek na choinkę jak żywy!

Może przypominać nam o tym prawdziwym Aniele Świętym Stróżu naszego dziecka, z którym od poczęcia warto mieć łączność duchową.

To on:

  • bezpiecznie przeprowadzić może przez okres ciąży nasze dziecko;
  • spokojnie wyprowadzić może dziecię na świat przez drogi rodne lub przecięcie na brzuchu;
  • przypomina, by nowonarodzonego błogosławić; zachować cierpliwą, łagodną miłość w czasie karmienia, przewijania, usypiania, kąpania, etc;
  • przeprowadzić przez wszystkie etapy wzrostu, kryzysów, chorób.

Od kiedy zaczęłam się modlić do Aniołów Stróżów moich dzieci, zaczęły się one bardziej po ludzku zachowywać podczas Mszy Świętej, hehe.

Z tego papierowego ze zdjęciem dziecka Aniołka można zrezygnować. Ale z kontaktu z tym  żywym najlepszym przyjacielem naszego dziecka- już nie!

Spróbujcie- zobaczycie różnicę!

Pozdrawiam sylwestrowo!

-Wasza doula – Fizula



Katar?

Przychodzi młody człowiek na świat.

I zdarza się, że ledwo się urodzi już łapie katar.

Na pewno o wiele łatwiej o wszelkiego rodzaju infekcje, gdy dziecko rodzi się w szpitalu, gdzie „profilaktycznie” rozdaje się na prawo i lewo duże ilości antybiotyków. Flora bakteryjna jest więc tam bardzo agresywna, a do tego w dużej mierze uodporniona na wiele leków. Do tego przez szpital przewijają się najbardziej chore osoby wśród społeczeństwa.

Stąd dla dziecka domowa flora bakteryjna jest o wiele bezpieczniejsza- dostaje na nią przeciwciała od mamy i przez łożysko, i podczas sesji piersiowych.

Tak naświatlają to badania:

Dzieci po porodach szpitalnych nosicielami większej ilości patogenów.

Niemowlę, ale też małe dziecko (do około 6-7 roku życia) niezależnie od miejsca narodzin ma obniżoną odporność, łatwiej mu niż innym złapać pospolity katar lub inną infekcję.

O ile u starszych machamy często ręką na katar, bo, jak głosi żarcik, „leczony trwa tylko tydzień, a nieleczony aż 7 dni”.

Jednak dla małego dziecka katar może być początkiem poważniejszej infekcji. Stąd tak ważne jest pobudzanie jego odporności, żeby do niej zwyczajnie nie dopuścić lub jeśli do niej dojdzie, by dziecko przeszło ją jak najlżej.

 

Dlatego maluszka warto wspomóc nawet podczas banalnej infekcji kataru:

  • będąc matką karmiącą można samej zacząć zjadać większe dawki witaminy C, cebule, czosnek, imbir, chrzan, goździki i inne naturalne lekarstwa (np. zioła- majeranek, tymianek, rumianek); ponieważ cebula, czosnek, imbir, chrzan są to dość silne przyprawy- warto zacząć od mniejszych dawek i obserwować reakcję dziecka, czy mu to służy; do noska można zapuszczać 1-2 kropelki matczynego mleka- ma ono właściwości i nawilżające, i przeciwwirusowe, i przeciwbakteryjne i in.
  • pionizowanie dziecka (o ile to możliwe, np. noszenie) lub kładzenie na brzuszku pomaga wydostać się wydzielinie na zewnątrz, aby dziecko mogło oddychać;
  • oklepywanie, masaż klatki piersiowej, plecków, stóp, aby pobudzić krążenie, wzmóc procesy odpornościowe; oczywiście oklepywanie jest bardzo delikatne- układamy dłoń w kształt namiotu (tak, aby powstała poduszka powietrzna, bez uderzania całą powierzchnią); masażyk jest bardziej głaskaniem, im mniejsze dziecko; warto użyć do tego naturalnej oliwki, np. lnianej lub z migdałów, aby nie zetrzeć mu naskórka; genialnym masażem jest też łaskotanie pod paszkami- wspomaga odksztusznie zalegającego kataru, i masuje węzły chłonne- a ile przy tym obopólnej radości!
  • inhalacje- trzymanie dziecka nad parującą solą fizjologiczną, naparem z rumianku, szałwi; wąchanie cebuli (najlepiej podczas noszenia dziecka i jego snu), czosnku; niektórzy rodzice nad łóżeczkiem dziecka wieszają „korale” z plasterków czosnku; olejki eferyczne, które ulatniają się z cebuli działają bardzo mocno- warto więc to robić z wyczuciem i delikatnością, zawsze obserwując zachowanie dziecka; im mniejsze dziecko, tym łagodniejsze metody warto wybierać;
  • ciepła kąpiel z naparem rumianku, pączków sosny, szałwi, soli morskiej itp.; ciepła kąpiel jest też zarazem inhalacją, jeśli dodamy do niej ziół czy soli; ważne jest jednak, aby po kąpieli nie pozwolić dziecku zmarznąć- jak najszybciej je zawinąć i ogrzać po wyjęciu z wody.

Nie chodzi o to, by wszystkie te sposoby stosować na dziecku, ale w miarę możliwości wybrać coś, co będzie odpowiadało i dziecku, i nam jako rodzicom. I co uda nam się zastosować!

Odciąganie kataru z nosa przez niektórych lekarzy nie jest polecane, gdyż może wzmagać produkcję wydzieliny- jednak w razie dużego utrudnienia w oddychaniu, można się wspomóc czy Katarkiem, czy Fridą czy nawet przestarzałą gruszką.

Maluch, który ma bardzo masywny katar, może z jego powodu nie móc nawet ssać.

Można więc mu pomóc na 2 sposoby:

-udrożnić drogi oddechowe przez odciągnięcie kataru;

-nakarmić w sposób nie wymagający ssania, np. łyżeczką, kubeczkiem.

W pisaniu tego artykułu przyświecała mi myśl, że lepiej zapobiegać niż leczyć 🙂

 

Zdrówka więc życzę Wam i Waszym dzieciom, bo pachnie świętami i słychać już kroki świętego Józefa i Maryi

-doula Fizula 🙂



Tańcząc i śpiewając

Im dłużej mam dzieci, tym głupsza jestem.

Im więcej mam dzieci, tym mniej o nich wiem.

Z piedestału wiedzy z każdym kolejnym dzieckiem strącana jestem z hukiem w pokorne sokratesowskie „wiem, że nic nie wiem”.

I to jest trudne.

I to jest dobre.

Każde dziecko -nowa niewiadoma.

Nowy rozdział w życiu rodziny.

Ale też nowe świętowanie.

Radość nie z tej ziemi, a jednak podarowana ziemianom 🙂

Znajoma opowiadała mi o warsztatach o rodzeniu w rytm tańczenia i śpiewania.

Trudno sobie wyobrazić, by na wielu z porodówek była na taniec i śpiew odpowiednia atmosfera.

Najswobodniej czujemy się zazwyczaj w domu.

Poród w domu może być ekscytującym świętowaniem.

Jednak radosne serce stworzyć atmosferę serdeczną śpiewu i tańca może nawet na najbardziej betonowej porodówce. Nieoczekiwanie.

I w ten sposób przecierać jej szlak, by zaczęła się stawać bardziej ludzka.

Jesteście to sobie w stanie wyobrazić?

Ja tak.



Czy malowanie kamieni Twoje życie zmieni?

Dzieci malują, świat „zaczarowują”.

Każdy nasz wybór zmienia świat, czy sobie z tego zdajemy sprawę czy nie.

Wybieramy radość świętowania czy pospolitość uganiania się za tym, co codzienne?

Świętowanie jest jak pozwolenie sobie na oddech po męczącym biegu.

Tak, biegi też są potrzebne.

Ale odpoczynek po nim jest na wagę złota.

 



Dyskusja?

Jak wygląda dyskusja nad szczepionkami w Polsce może unaocznić ten program:

TU I TERAZ

Studenci, którzy zostali zaproszeni jako widownia, ale też aby mieć możliwość zabrania głosu, wyszli zniesmaczeni, że można w tak tendencyjny sposób poprowadzić program.

Od pierwszych minut choroba wieku dziecięcego- odra jest przedstawiana jako upiór, który zabija nagminnie.

O, jaką cudotwórczynią jest moja mama 🙂 Karmiła mnie, trzymała w domu podczas odry- i dzięki Bogu i jej opiece przeżyłam.

Sama nazwa „choroba wieku dziecięcego” jest świadectwem tego, że układ immunologiczny sobie z nią radzi sprawnie pozostawiając świadectwo odporności na całe życie. Głupota szczepienia na choroby wieku dziecięcego polega na tym, że jest to zaledwie odporność na parę lat (sceptycy mówią, że być może nawet wcale). Gdy potem takiego dorosłego dopadnie ta choroba, może przechorować ją o wiele ciężej. W programie tym uderza ogromna buta środowiska medycznego, które nabija się z jedynego dyskutanta, któremu udało się zabrać głos. Pycha tego środowiska uwidacznia się m.in. w tym, że pan doktor w ogóle nie dopuszcza, że ktokolwiek może posiadać wiarygodną medyczną wiedzę poza środowiskiem lekarskim. Jest to dla mnie żałosne, bo sama tę wiedzę zdobywam od wczesnych lat szkoły podstawowej poprzez średnią. Pomimo wybranego kierunku niemedycznego- dalej kontynuowałam zdobywanie wiedzy medycznej i na studiach i po nich. No, ale wg doktora nie mogę z nim rozmawiać jak równy z równym, bo do tego ma prawo wyłącznie środowisko, które sobie przytakuje jak na załączonym obrazku.

Pan doktor zamiast ze zrozumieniem podejść do tego, że witamina A, a więc dobre odżywianie (bogate w nią) sprawia, że organizm radzi sobie z odrą, ale też z innymi chorobami, woli zacząć się nabijać i przypisywać dyskutantowi pomysł smarowania się nią. Po co zauważać, że dzieci umierające w Afryce na odrę przede wszystkim cierpią na znaczne niedożywienie, brud, zarobaczenie, brak wody? Skoro zamiast tego, można zacząć straszyć, grozić?

Najśmieszniejsze, że oni to w ogóle nazywają dyskusją, a wypowiedzieć swobodnie mogli się wyłącznie miłośnicy szczepionek (90% czasu antenowego?). Pan Darek, który odważył się zająć inne stanowisko, został wyśmiany, wyautowany, kilkakrotnie mu przerywano przeinaczając jego wypowiedzi.

Sam sposób zaaranżowania programu już ustala z góry założoną tezę: szczepionki są wspaniałe, a ci, którzy śmią mieć wątpliwości narażają życie innych na śmierć, kalectwo itp. Jako eksperci zasiada wyłącznie Sanepid i sp. czyli lekarze. Inni- niegodne uwagi tło.

Można by złośliwie poradzić p. doktorowi- to proszę zacząć unikać jedzenia, zwłaszcza tego bogatego w witaminę A i oprzeć się wyłącznie na zaufaniu szczepionkom. Zobaczylibyśmy wówczas jakim zdrowiem „cieszyłby się”.

Mam wrażenie, że kasta lekarsko- sanepidowa zapomniała już, że składa się z krwi i kości, a przypisuje wyłącznie swe zdrowie farmie. Czy można się dziwić w związku z tym, że ta grupa zawodowa żyje statystycznie raczej krótko???

 



Twórcy potrzebni od zaraz

Młody człowiek z natury lubi być twórcą.

I im bardziej bujnie swą twórczość rozwija, tym bardziej rozbiegają się po całym domu kredki, farby, nożyczki, papiery, kleje, materiały, koraliki i patyki itd. Stają się one stałymi domownikami, obecnymi zawsze pod ręką, gotowymi do rozmaitych hec i uciech artystycznych wraz z młodym artystą.

Pewna mama obfita w dzieci i doświadczenie życiowe podzieliła się kiedyś ze mną obserwacją, że sterylny porządek nie idzie w parze z rozwojem zdolności plastycznych u dzieci. Skoro kredki i farby są limitowane, bo mogą zabrudzić, to młody człowiek nie ma jak rozwijać swoich mocy twórczych na codzień. Usycha jego talent.

A dzieci lubią rozwijać żywą więź z przedmiotami codziennymi. Taka kredka znajdując się zawsze pod ręką, nogą, stołem zachęca: pobawmy się razem, pobiegajmy, popróbujmy, co jeszcze potrafię.

Fikają więc i rączkę rozwijają.