Archiwum kategorii ‘Dzieci małe i duże’


Tańcząc i śpiewając

Im dłużej mam dzieci, tym głupsza jestem.

Im więcej mam dzieci, tym mniej o nich wiem.

Z piedestału wiedzy z każdym kolejnym dzieckiem strącana jestem z hukiem w pokorne sokratesowskie „wiem, że nic nie wiem”.

I to jest trudne.

I to jest dobre.

Każde dziecko -nowa niewiadoma.

Nowy rozdział w życiu rodziny.

Ale też nowe świętowanie.

Radość nie z tej ziemi, a jednak podarowana ziemianom 🙂

Znajoma opowiadała mi o warsztatach o rodzeniu w rytm tańczenia i śpiewania.

Trudno sobie wyobrazić, by na wielu z porodówek była na taniec i śpiew odpowiednia atmosfera.

Najswobodniej czujemy się zazwyczaj w domu.

Poród w domu może być ekscytującym świętowaniem.

Jednak radosne serce stworzyć atmosferę serdeczną śpiewu i tańca może nawet na najbardziej betonowej porodówce. Nieoczekiwanie.

I w ten sposób przecierać jej szlak, by zaczęła się stawać bardziej ludzka.

Jesteście to sobie w stanie wyobrazić?

Ja tak.



Czy malowanie kamieni Twoje życie zmieni?

Dzieci malują, świat „zaczarowują”.

Każdy nasz wybór zmienia świat, czy sobie z tego zdajemy sprawę czy nie.

Wybieramy radość świętowania czy pospolitość uganiania się za tym, co codzienne?

Świętowanie jest jak pozwolenie sobie na oddech po męczącym biegu.

Tak, biegi też są potrzebne.

Ale odpoczynek po nim jest na wagę złota.

 



Dyskusja?

Jak wygląda dyskusja nad szczepionkami w Polsce może unaocznić ten program:

TU I TERAZ

Studenci, którzy zostali zaproszeni jako widownia, ale też aby mieć możliwość zabrania głosu, wyszli zniesmaczeni, że można w tak tendencyjny sposób poprowadzić program.

Od pierwszych minut choroba wieku dziecięcego- odra jest przedstawiana jako upiór, który zabija nagminnie.

O, jaką cudotwórczynią jest moja mama 🙂 Karmiła mnie, trzymała w domu podczas odry- i dzięki Bogu i jej opiece przeżyłam.

Sama nazwa „choroba wieku dziecięcego” jest świadectwem tego, że układ immunologiczny sobie z nią radzi sprawnie pozostawiając świadectwo odporności na całe życie. Głupota szczepienia na choroby wieku dziecięcego polega na tym, że jest to zaledwie odporność na parę lat (sceptycy mówią, że być może nawet wcale). Gdy potem takiego dorosłego dopadnie ta choroba, może przechorować ją o wiele ciężej. W programie tym uderza ogromna buta środowiska medycznego, które nabija się z jedynego dyskutanta, któremu udało się zabrać głos. Pycha tego środowiska uwidacznia się m.in. w tym, że pan doktor w ogóle nie dopuszcza, że ktokolwiek może posiadać wiarygodną medyczną wiedzę poza środowiskiem lekarskim. Jest to dla mnie żałosne, bo sama tę wiedzę zdobywam od wczesnych lat szkoły podstawowej poprzez średnią. Pomimo wybranego kierunku niemedycznego- dalej kontynuowałam zdobywanie wiedzy medycznej i na studiach i po nich. No, ale wg doktora nie mogę z nim rozmawiać jak równy z równym, bo do tego ma prawo wyłącznie środowisko, które sobie przytakuje jak na załączonym obrazku.

Pan doktor zamiast ze zrozumieniem podejść do tego, że witamina A, a więc dobre odżywianie (bogate w nią) sprawia, że organizm radzi sobie z odrą, ale też z innymi chorobami, woli zacząć się nabijać i przypisywać dyskutantowi pomysł smarowania się nią. Po co zauważać, że dzieci umierające w Afryce na odrę przede wszystkim cierpią na znaczne niedożywienie, brud, zarobaczenie, brak wody? Skoro zamiast tego, można zacząć straszyć, grozić?

Najśmieszniejsze, że oni to w ogóle nazywają dyskusją, a wypowiedzieć swobodnie mogli się wyłącznie miłośnicy szczepionek (90% czasu antenowego?). Pan Darek, który odważył się zająć inne stanowisko, został wyśmiany, wyautowany, kilkakrotnie mu przerywano przeinaczając jego wypowiedzi.

Sam sposób zaaranżowania programu już ustala z góry założoną tezę: szczepionki są wspaniałe, a ci, którzy śmią mieć wątpliwości narażają życie innych na śmierć, kalectwo itp. Jako eksperci zasiada wyłącznie Sanepid i sp. czyli lekarze. Inni- niegodne uwagi tło.

Można by złośliwie poradzić p. doktorowi- to proszę zacząć unikać jedzenia, zwłaszcza tego bogatego w witaminę A i oprzeć się wyłącznie na zaufaniu szczepionkom. Zobaczylibyśmy wówczas jakim zdrowiem „cieszyłby się”.

Mam wrażenie, że kasta lekarsko- sanepidowa zapomniała już, że składa się z krwi i kości, a przypisuje wyłącznie swe zdrowie farmie. Czy można się dziwić w związku z tym, że ta grupa zawodowa żyje statystycznie raczej krótko???

 



Twórcy potrzebni od zaraz

Młody człowiek z natury lubi być twórcą.

I im bardziej bujnie swą twórczość rozwija, tym bardziej rozbiegają się po całym domu kredki, farby, nożyczki, papiery, kleje, materiały, koraliki i patyki itd. Stają się one stałymi domownikami, obecnymi zawsze pod ręką, gotowymi do rozmaitych hec i uciech artystycznych wraz z młodym artystą.

Pewna mama obfita w dzieci i doświadczenie życiowe podzieliła się kiedyś ze mną obserwacją, że sterylny porządek nie idzie w parze z rozwojem zdolności plastycznych u dzieci. Skoro kredki i farby są limitowane, bo mogą zabrudzić, to młody człowiek nie ma jak rozwijać swoich mocy twórczych na codzień. Usycha jego talent.

A dzieci lubią rozwijać żywą więź z przedmiotami codziennymi. Taka kredka znajdując się zawsze pod ręką, nogą, stołem zachęca: pobawmy się razem, pobiegajmy, popróbujmy, co jeszcze potrafię.

Fikają więc i rączkę rozwijają.



Smaki jesieni

Zaczyna się hartowanie, ale i czapek zakładanie.

Choć wydaje mi się, że te dzieci bardziej zahartowane, co dłużej wytrzymują bez czapek, szalików, skarpet. Co stawiają czoła jesieni, topiąc ją w ulubionej kałuży razem ze swoimi kaloszami, odnóżami i skarpetami.

Brrr! Dzielne dzieciaki! Już mi zimno na samą myśl.

A z doświadczenia to katary, prychanie i kasłanie u mych lubych dzieci zwykle zaczynało się wcale nie wraz z brzydką pogodą, a wraz z włączonymi kaloryferami.

Kaloryfery- wynalazek świetny i kiepski zarazem.

Świetny, bo ogrzewa wspaniale. Kiepski, bo tak wysusza powietrze, że dziecięce cienkie śluzówki przesusza na wiór. I nawet te w miarę odporne potrafią zacząć chorować. Niektórzy radzą sobie wieszając nawilżacze w pokojach, gdzie śpią dzieci (najprostszy nawilżacz- mokry ręcznik na kaloryferze lub suszące się pranie obok kaloryfera).

A ponieważ lepiej zapobiegać niż leczyć, to uczyć warto od maleńkości rozmaitości smaków, ziół.

Nawet roczne maleństwo może skosztować coś ostrego, ciekawego w smaku- pod warunkiem, że w obecności rodzica, w niewielkiej dawce i bez zmuszania, w bezpiecznej formie.

Pamiętam pewnego rocznego rączego młodzieńca, który wykradł z kuchni papryczkę chilli. Skonsumował ją w zaciszu pod stołem, po czym przyszedł z małą resztką i ogonkiem pokazując, że zaczyna czuć coś dziwnego. Jak na rocznego człowieka, to owo dziwne odczucie zniósł niemal ze stoickim spokojem.

Czy wiecie, że akceptowalność danego pokarmu zwiększa się po 18 skosztowaniu danego pokarmu?

Czyli dziecko potrzebuje, aby „oswoić”, polubić dany smak mieć szansę często go kosztować. Nic więc dziwnego, że meksykańskie dzieci  wespół z dorosłymi zajadają się ostrymi daniami, natomiast chińskie jadają niemal wszystko z imbirem.

Czy dajemy naszym dzieciom szansę oswojenia się wczesnego (czyli od 12 miesiąca wzwyż) ze smakiem kapusty i ogórków kiszonych, cebuli, czosnku, chrzanu, gorzkich ziół, przypraw (np. majeranku, rumianku, cynamonu, goździków), owoców (greipfruitów, aronii) etc.?

Gdy dziecko będzie miało szansę poznawania wczesnego tego bogactwa smaków, jego repertuar ulubionych potraw w późniejszym wieku będzie prawdopodobnie szerszy. Fatalną robotę wykonują kupcze przesłodzone niemowlęce kaszki- czynią z dzieci późniejszych konsumentów batonów, czipsów, mlecznych kanapek i innych jedzenia atrapek. Najpierw producent podsuwa jeden produkt- kaszkę mleczną czy zbożową dla maleństw, a potem przy jej pomocy przeprowadza do następnych swoich produktów. Samonakręcająca się spirala zwiększonej sprzedaży- osiągnięty cel producentów.

Koktajl wdrażający w ostre smaki, który lubią nasze dzieciaki:

  • 3 banany;
  • 3 gruszki;
  • sok z 1/2 cytryny;
  • 2 szklanki jarmużu;
  • 1 awokado;
  • 3 plastry imbiru (jak zaczynacie poznawanie tego smaku, to zacznijcie od mniejszej dawki);
  • 2 szklanki wody.

Wystarczy poobierać ze skóry, zmiksować i napawać się smakiem.

Już kiedyś o nim pisałam, ale dopiero jakiś czas temu odkryłam, że można go ożywić ostro-cytrynowym w smaku imbirem.

Smacznego!



Kto nauczył całować małego Lolka?

Kto wyrósł z małęgo Lolka?

Wiadomo. Biskup Wojtyła, który stał się papieżem 16 października 1976 roku.

O pocałunku papieża.

Papież całował ziemię i złe duchy zwiewały gdzie pieprz rośnie.

Bierzmy z niego przykład. Całujmy ziemię, którą Pan Bóg powierzył nam do uprawiania. Dla rodziców tą ziemią szczególnie powierzoną jest ich dziecko. Nawet gdy jest niegrzeczne, niedobre, trudne do zniesienia- tym bardziej potrzebuje naszej miłości. Spróbowałyście w takiej sytuacji zło dobrem zwyciężać?

Wiadomo.

O własnych siłach nie damy rady. Damy radę najwyżej oddać „pięknym za nadobne”. Czy stłuc na kwaśne jabłko.

Ale prosząc Ducha Świętego o pomoc, damy radę do krzyczącego powiedzieć dobre słowa szeptem, złoszczącego się damy radę spokojnie obdarować dobrem, by zapomniał o swojej złości. Smutnego zabijakę damy radę rozweselić i ucałować.

Pokorne proszenie o Ducha Świętego- chciałeś nas nauczyć tego, św. Lolku?



15 października- gdzie jesteś, moje dziecko?

Zaglądanie do nieba.

Jest tam kto?

Dziś dzień pamięci dzieci utraconych.

Zaglądamy za nimi do nieba,

gdzie brykają po niebiańskich ogrodach,

bawią się nieustannie

i zawsze czują się kochane

w objęciach Miłości,

która stęskniona sięgnęła po nie  na ziemię.

 

Mogę pożyczyć/oddać/ zamienić (proszę o zgłoszenia chętnych) „Listy do Darcy. Wzruszające słowa matki do nienarodzonego dziecka.” Tracy Ramos

Książka w sam raz na dzisiejszy dzień (Dzień Pamięci Dziecka Utraconego), na tęsknotę za dzieckiem, które za szybko odpłynęło. Mała Darcy żyła 36 tygodni u swojej mamy  i 15 dni po narodzinach mając trisomię chromosomu 18. Żyła krótko- pomogła tak wielu stać się lepszymi, bardziej kochającymi.



Historia vitae magistra est czyli historia nauczycielką życia

Piękna historia Polski w pigułce:

Rok 966

Zamiast uczyć dzieci o tęczowej nicości, warto je konfrontować z prawdą i radością z własnej historii.

Kochacie historię?

To nasze korzenie.



Kamień spadł z serca

 

Kiedy najstarsze dziecię siedziało ze mną w domu (czyt. chodziło na spacery, wycieczki, na place zabaw, do bibliotek, muzeów i innych miejsc użyteczności publicznej), omijało przedszkole, czasami gryzła mnie myśl podsuwana przez koleżanki. Myśl: a może rzeczywiście dziecię potrzebuje do rozwoju przedszkola i jego walorów. Nie nudnej matki, a

Ufff!

Jak to dobrze jednak, że dziecię się lepiej nie rozwinęło. Wystarcza mu więc póki co Uniwersytet Warszawski i jego uroki.

Z perspektywy czasu i już trzeciego okazu nastolatka przewijającego się w domu, widzę, że instytucja przedszkola nie jest wymyślona w ogóle dla dobra dziecka. Jest to instytucja pomyślana o dorosłych, którzy nie mieli co zrobić z dzieckiem, gdy oboje rodzice szli do pracy nie mając wsparcia babć, dziadków, niań.

Dziecko puszczane w obce środowisko nie mając odpowiedniej dojrzałości emocjonalnej- mimowolnie uwstecznia się w  sferze emocjonalnej. Lub odchorowuje, co jest również pewną ucieczką z trudnego emocjonalnie środowiska.

Pewna mama pochwaliła mi się jednak, że jej córeczki świetnie się zaadaptowały w przedszkolu- bez płaczu, chorób, smutków. Zdradziła mi, że wystarczyło, że dała im po prostu czas, którego potrzebowały. Jedna w wieku 4,5 roku zadebiutowała jako przedszkolanka. Druga mając lat 6,5.

Czas.

Czas to miłość.

Czas rzeźbi kamienie, przesuwa koryta rzek, góry spiętrza lub poniża.



Oddychanie jesienią

Oddychacie tą jesienią?

Jej słońcem, jej kolorami, podmuchem zimna i ostatnich kropel gorąca?

Czego za parę, parenaście lat nie będziecie żałować?

Wspólnych spacerów i uśmiechów.

Wspólnych pląsów i hec, od których rozbrzmiewał dom.

Chwil, które były dzieleniem się bliskością i ciepłem, słodyczą serca, poczuciem humoru.

Wspólnego tworzenia dobra.

Albo choćby jego poszukiwania.

Choćby po omacku.