Archiwum kategorii ‘Dzieci małe i duże’


Każdy jest w sercu Boga

Photo by Raul Angel on Unsplash

 

Ładne zdjęcie prawda?

To i inne, które ostatnio Wam serwuję.

Z jednej strony doceniam kunszt fotografia, który uchwycił ten fenomen współodczuwania, piękna.

Z drugiej strony widzę pułapkę, że jeśli oglądamy takie profesjonalne zdjęcia, takie filmy, takie etykiety, plakaty, reklamy to zaczyna nam się wydawać, że takie jest życie. Idealne, posprzątane, nie mające zmarszczek ani nie niosące zmęczenia, brudu etc.

A nie jest takie.

Choć bardzo cenne.

I jeszcze stosunkowo czasem łatwiej zachować pozory idealności, jeśli człowiek wyprowadzi się z własnego domu: siebie i małżonka do pracy, dzieci do instytucji żłobka/przedszkola/szkoły lub niani. A potem chodzi na paluszkach wokół życia, jakie mu jeszcze pozostało, żeby się czasem nie ubrudziło, nie zaplamiło, nie zabałaganiło, nie przeżyło zbyt intensywnie.

Znam takie piękne rodziny, gdzie pełno jest dzieci, życia, realizowanych marzeń. Ktoś mógłby powiedzieć, że to przesada. Za brudno, za trudno, za głośno, za…

Kiedyś pewien człowiek naprzykrzał się wielodzietnemu ojcu, że to przesada mieć tyle dzieci. Wówczas ten odpowiedział: „A którego chciałbyś się pozbyć?” No i oczywiście uzyskał w odpowiedzi mętne tłumaczenie, że oczywiście nie ma nic przeciwko żadnemu z jego dzieci.

I jeszcze jedno idealne zdjęcie, idealnego rodzeństwa. A gdzie takie idealne dzieci się rodzą? W krainie wyobraźni fotografa 🙂

 

 



Szorowanie w tonacji ciepłej i zimnej

Photo by Senjuti Kundu on Unsplash

Anegdotkę z własnego życia opowiem zgoła inną niż na powyższym zdjęciu.

Przychodzimy z dziećmi do kościoła. Maluchy odświętnie ubrane: koszule, spodnie z kantem etc. Pięknie same się ubrały, tym bardziej dumna z nich jestem. Kiedy już prawie z tej dumy spuchłam, zauważyłam, że jeden z moich synów założył spodnie tył naprzód. Może jeszcze to by nie było tak widoczne, gdyby to były spodnie na gumce, ale… to były spodnie z rozporkiem. He he!

A na powyższym zdjęciu rozpasany nieład, poplamienie od ucha do ucha. Aż mi się przypomniały scenki z własnego domu równie rubaszne i brudne, gdzie oprócz kolorowego dziecka również dom nabrał barw, błot, liści i traw.

Gdy jest się szczęśliwie matką wypoczętą i zrelaksowaną, to jest to okazja do wspólnych barwnych psot i chichotów, a potem pogodnego szorowania.

Ale gdy innym razem jest się matką padniętą, zmęczoną, drżyj o dziatwo, skończyły się żarty.

Czy jedno z tych doświadczeń dla dziecka jest niepotrzebne?

Nie.

Każde uczy czego innego dziecko.

Jedno, że zabawa jest fantastyczna, farby zaś są wyśmienite do figli i śmiechu.

Drugie, że zabawa ma swoje granice. Że zmęczona, a nawet rozgniewana mama to też mama kochająca, której „stop” jest cenną nauką na przyszłość. Że to, co robimy, ma swoje konsekwencje nierzadko.

Jak się zabrudzisz jak nieboskie stworzenie, to i mycia i szorowania będzie co niemiara.

A jak się zamoczysz, to zmarzniesz/będziesz mokry/będziesz musiał się przebrać/itd.

 

Każde z tych doświadczeń uczy czego innego też matkę.

W pierwszej sytuacji uczymy się fantazji, radości od dziecka, uczymy się, że życie jest piękne i warte uradowania się nim.

W drugiej uczymy się siebie samych, że jesteśmy ograniczone naszą słabością, zmęczeniem i musimy uważać na siebie, na nasze dzieci. Uczymy się jak kochać okazując negatywne emocje, jak czuwać nad domem.

Wszystko jest potrzebne.

Wszystko ma sens.

„Wystarczy ci mojej łaski” czyli Bóg jest większy od naszych trosk.



Gdy świat się otwiera

Pamiętacie ten odruch dziecka?

To odruch Moro. Na gwałtowne bodźce dziecko reaguje rozprostowując rączki i nóżki gwałtownie.

Piękne zdjęcie.

Dziecko wita się z tym światem. Jakby obejmowało go w posiadanie. Błogosławiło.

Czy na pewno tylko jakby?

Jego Anioł Stróż zachwycony wielbi Stwórcę u Bożego tronu.

Pamiętajmy w te dni o Archaniołach, Aniołach Stróżach, bo Oni pamiętają o nas.



„Światłość i wierność”

Photo by Izabelle Acheson on Unsplash

To jest ciekawe, że nie trzeba ślubować miłości, wierności i uczciwości dzieciom, ale żonie i mężowi.

Dlatego wybrałam to frapujące zdjęcie na początek.

Randka w małżeństwie!- to jest to!

Dzieci odfruną z gniazda- miłość małżeńska budowana przez lata pozostanie.



Torba do porodu

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda przykładowa torba douli, to popatrzcie na obrazek powyżej.

Po co wieźć jedzenie do porodu?

Jedna z oddziałowych na pobliskiej porodówce zachęca rodzące do jedzenia. Mądra kobieta! Bo jedząc w czasie porodu zwiększa się szanse na szybszy i udany poród (Co nie znaczy, że stawiam znak równości między szybki poród a udany, bo nie musi tak być. Równie udany może być długi poród). Takie są badania medycyny opartej na faktach: Jedząc podczas rodzenia, zwiększa się na prawdopodobieństwo na poród siłami natury oraz dodatkowo na to, że urodzi się szybciej.

Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek zmuszać do jedzenia- nie zawsze jest to możliwe. Niektóre kobiety wymiotują.  Na bardziej zaawansowanych etapach porodu czyli powyżej 5 cm rozwarcia zazwyczaj się już nie da jeść (ale da się pić zazwyczaj i jest to jeszcze istotniejsze!).

Dlaczego to jedzenie ma znaczenie?

  • Żeby mieć siły przejść przez cały poród oraz nie zemdleć po porodzie;
  • Żeby dostarczyć energii do przestawienia się z trybu stanu odmiennego na tryb laktacyjny- a są to zmiany kolosalne! im bardziej się wczytuję i poznaję to, tym bardziej jestem zachwycona, jak niezwykle Pan Bóg to wymyślił!

No i podzielę się z Wami moją radością- usłyszałam dzisiaj piękną historię dorastania pewnej młodej damy. Jak to z czynnego ssaka stała się ssakiem w stanie spoczynku 🙂 No i jej kochaną mamę proszę, żeby podzieliła się z nami swoją historię, bo wiem, że takich budujących relacji inne matki są spragnione jak kania dżdżu.

Cud dorastania- cud miłości!

Wpisujcie się, Kochane, nie krępujcie!

A jeśli któraś już bardzo skrępowana, to może mi coś na maila podesłać do zamieszczenia.



Zjedz troszkę plasticzku, kochanie, dziś na śniadanie!

Trochę słońca Wam posyłam na rozgrzanie.

Zwłaszcza przed mrożącym krew w żyłach tematem zatruwania dzieci tworzywami sztucznymi.

Zresztą nie tylko dzieci zatruwają się plastikami. My również. Dzieci jednak w większym stopniu ze względu na niedojrzałość np. bariery żołądkowo-jelitowej. Fizjologicznie pierwsze 2 tygodnie życia dziecko ma nieszczelne jelita. Jest to korzystne dla dziecka np. ze względu na przekaz przeciwciał i innych substancji zawartych w pokarmie matki, które dzięki temu szybciej mogą pomóc dziecku. Natura jednak nie przewidziała, że dzieci od pierwszych dni będą ssały smoczki, piły z plastikowych butelek. Do około 3 roku życia z kolei nieszczelna jest bariera krew-mózg.

Przeczytajcie:

Pediatrzy ostrzegają!

Zwróćcie uwagę na to, że wiele ze sztucznych tworzyw bardziej szkodzi chłopcom ze względu na „upodobnienie” do żeńskich hormonów. Co nie znaczy, że dziewczynkom nie szkodzi.

Jeśli jednak karmisz piersią, to Twoje dziecko jest wolne od sztucznych tworzyw?

Żeby tak było, warto samej dla siebie uczyć się wybierać jedzenie mniej-foliowe czyli nauczyć się np. gotować kaszę, ryż bez torebek foliowych. I być dobrej myśli- nawet mała zmiana, ale często powtarzana, daje dużą poprawę 🙂

Warto dzieciom wybierać też gryzaki, grzechotki drewniane, zrobione z warzyw, naturalnych jadalnych kłączy itp.

Śniadanie, obiad i kolację, o ile jesteśmy w domu, prawie zawsze można zjeść na talerzach szklanych albo porcelanowych czy kamionkowych.

Nie piszę tego, żeby dać się zwariować i przejść na ściśle eko-dietę.

To nie grzech użyć sztucznego tworzywa.

Ale rozum wzywa, żeby go ograniczać. Wychodzić z tego plastikowego nałogu. A papież Franciszek w „Laudato si” również woła do nas, żebyśmy ziemi przynosili błogosławieństwo, a nie przekleństwo bezrozumności i pogardy dla dzieła stworzenia.

Kto się nudzi, a ma dziecko do lat 3- polecam książkę Sears’ów zatytułowaną „Księga wymagającego dziecka”. Dla tych autorów dopiero ich czwarte dziecko było „wymagające”. Z mojej perspektywy każde dziecko jest wymagające. Tylko nie każdy rodzic o tym wie, nie każdy rodzic też daje dziecku dojść do głosu.



Pozwolić sobie odpocząć…

NA początku drogi rodzicielstwa matki są ważne dla swoich dzieci- truizm czyli oczywistość i banał. Jednak z tej oczywistości nie można robić świętości, żeby nie kręcić na siebie samą bicza.

Przyglądałam się kiedyś jak pewien ojciec bawił się ze swoim synem. Malutkim jeszcze niemowlakiem. Dziecko reagowało pozytywnie na ten męski styl zabawy. Bacznie przypatrywało się swojemu tacie, z zaciekawieniem, rozbawieniem wypatrywało, co dalej się będzie dziać. Wybuchało gromkim śmiechem, gdy tatuś je podrzucał wysoko i zaraz potem łapał. Jednak jego mama co chwilę strofowała swojego męża, dlaczego tak się zachowuje. Podczas gdy chodziło tu o zabawę, o relację dziecka z tatą. Taka zabawa zawiązująca więzi.

Czy opłaca się krytykować swojego męża?

Nie. W wielu przypadkach nie.

Owszem warto pomóc ojcu lepiej zrozumieć dziecko, łagodzić ich relację, docenić jej niepowtarzalność, wspierać jej budowanie.

Wtedy łatwiej ojcu będzie zaopiekować się dzieckiem, znaleźć do niego swoją drogę, budować więź.

Jeśli ufamy tej więzi, możemy spokojnie, gdy tatuś wyjdzie z dzieckiem na spacer, przespać się, odpocząć. Dać sobie wytchnienie.

Dajmy prawo ojcu dziecka być niedoskonałym. My jako matki również doskonałe nie jesteśmy.

Wyrozumiałość i wielkoduszność- to dobra droga dla małżeństwa po urodzeniu pierwszego dziecka. To danie sobie czasu, by spokojnie uczyć się siebie w rodzicielstwie.



Nieporadnie

Pierwiosnek w ręku Zosi

 

Na zdjęciu reminiscencje z pobytu na naszej ptasiej wyspie.

Dzieci mogły tam obserwować pracę ornitologów, uczestniczyć w niej.

I przywracać wolność ptakom.

To było najpiękniejsze.

Bo najczęściej ptak uciekał, gdzie pieprz rośnie, jak tylko nadarzyła się okazja czyli muśnięcie rąk dziecka.

Ale czasem zdarzały się takie małe cuda. Że dziecko otwierało dłonie, a ptak pozostawał. Jakby zaprzyjaźnił się z dzieckiem. Jakby zrozumiał, że te ręce dziecka są jak bracia świętego Franciszka: radosne i dobre, i pokorne jak ptaszki śpiewające.

Słodkie serce dziecka.

Jak często trzeba je błogosławić!

Jak bardzo śpieszyć się z obdarowaniem go pieczęcią pokoju Ducha Świętego- chrztem!

Żeby nieprzyjaciel nie okradł go z tego podobieństwa do Stwórcy wszelkiego dobra i piękna.



Pobudka!

Wstają poranne mgły.

Jutrzenka.

I radość, że się przeżyło w dość traperskich warunkach. A do tego można iść na wędrówkę z ornitologami i znajdować takie cudeńka:

Bycie mamą to jest przygoda, jakiej się nie śniło w najśmielszych snach.

I warto ją przeżywać kroczek po kroczku niczego nie przyśpieszając, nie psując, nie wymuszając.

Delektując się małymi kropelkami niespodzianek, jakich pełne jest życie, do jakich zaprasza każdy nowy dzień w rodzinie.

Żeby kiedyś nie zatrzymywać tych dużych dzieci, którym w międzyczasie wyrosły skrzydła. I nie uziemiać, że my jeszcze nie zdążyłyśmy się nacieszyć dzieckiem, naprzytulać, naopiekować, karmić.