Archiwum miesiąca Październik 2012


Budowanie zdrowia

Po pobycie u Kasi zaczęłam oglądać filmy, chociaż generalnie tego nie robię, bo zabiera to zbyt dużo cennego czasu.

Jednak wzbudziły moje zainteresowanie poprzez:

  • to, że ich bohaterka jest cudowną bajarką- Tworzy niepowtarzalny klimat wokół swojej opowieści;
  • zachętę do tworzenia wartościowej diety;
  • naukę rozpoznawania, docenienia ziół, przypraw, elementów diety poprzez zachwyt nad nimi, barwne opowieści;
  • dzielenie się swoimi opowieściami o radzeniu sobie ze zwykłymi dolegliwościami, bolączkami.

Może ktoś poogląda ze mną:

Stefania Korżawska?



Czy karmienie piersią ma charater seksualny?

Człowiek współczesny jest bardzo pogubiony.

Dlatego potrzeba mu powrotu do głębokiej filozofii, która nie jest tylko naskórkowa, do prawdziwych mędrców, którzy widzą dalej i głębiej. Dla mnie taką osobą jest dr Wanda Półtawska. Fragment z lektury „Eros et iuventus”:

„Paroletnie dziecko otwiera szeroko rączki i pokazuje: „Tyle, tyle kocham mamusię” albo biegnie w ramiona i uściskiem gorącym pokazuje, że kocha. Już małe dziecko ma więc świadomość, że jest coś takiego jak miłość i coś takiego, jak gesty miłosne. Właściwie można powiedzieć, że małe dziecko ma intuicję tego uczucia, którą potem świat mu deformuje. Miłość w oczach dziecka jest układem osobowym, a nie seksualnym, dziecko jeszcze nie rozumie znaczenia seksualności, a już odczuwa miłość.

Chyba trzeba się uwolnić od freudowskiej deformacji i nie szukać w dziecięcej miłości koniecznie seksualizmu, ale przeciwnie – intuicyjne odczucie dziecka rozumieć jako istotę miłości. Istota miłości odnosi się do osób, a nie do płci, chociaż w miłości małżeńskiej kochają się osoby różnej płci i małżeństwo ma zadanie z płciowością związane”.

Niedawno spotkałam się ze świetnymi ludźmi, takimi, o których można by powiedzieć, że konie można by z nimi kraść. W jednej jednak rzeczy się nie zgadzaliśmy. Otóż oni uważali, że nie powinno się karmić przy innych, nawet przy starszych dzieciach, ponieważ jest to czynność seksualna.

Poczułam się skonsternowana takim rozumieniem zupełnie nienaturalnym karmienia piersią. Do tego stopnia, że nie podałam żadnych kontrargumentów. Czy jest to czynność seksualna- karmienie piersią? Jeśli będziemy to rozumieć jako związana z płcią, to tak- bo w istocie karmienie piersią jest związane z byciem kobietą, matką. Jednak czy bycie matką należy do czynności seksualnych, tak jak się to zwykle rozumie? Oczywiście, że nie. Jest to odniesienie osobowe, naznaczone więzią miłości, ale ta należy do więzi rodzicielskiej, a nie płciowej. Nie mówię tu w ty momencie o wynaturzeniach, choć niestety człowiek w swojej grzeszności potrafi niemal każdą rzecz wykoślawić, zniszczyć jej dobro i piękno.

To, że karmienie piersią należy właśnie do wymiaru rodzicielskiego miłości, nie seksualnej widać szczególnie w pewnych kulturach, gdzie jest ono pełniej akceptowane niż w naszym kręgu kulturowym. W prymitywnych plemionach piersi kobiece nie są często nawet obiektem seksualnych westchnień- tak jednoznacznie bywają zakwalifikowane do wymiaru macierzyństwa.

Wydaje mi się, że tak opaczne rozumienie karmienie piersią, które nakazuje chować się z tą czynnością, jak gdyby była ona wstydliwa wynika z nieuświadomionego nawet przeseksualizowania naszego myślenia, na pewno kultury, w której żyjemy.

Potrzeba zaspokojenia głodu, pragnienia, bliskości u małego dziecka, jakie to zaspokaja karmienie piersią powinna wrócić na swoje miejsce jako naturalny element macierzyństwa, którego nie tylko nie tylko nie musowo ukrywać, ale z którego można się otwarcie cieszyć, wybierać jako zwyczajny sposób postępowania, nie naznaczony seksualnością.

Kiedy dziecko zaczyna dojrzewać płciowo karmienie piersią nie powinno mieć miejsca- ono miało wystarczająco czasu, by dorosnąć do rozstania z matczyną piersią. 6-7 latek, jeśli nadal jest karmiony piersią, to najwyższy czas, by pomóc mu rozstać się z tym etapem życia:

-dobrą dietą;

-wsparciem emocjonalnym;

-dbałością o odporność dziecka.

Nawet jednak tak długie karmienie piersią, jeśli mamy do czynienia z normalną rodziną, nie powinno i zazwyczaj nie ma charakteru seksualnego: dziecko pozostaje dzieckiem, a jego odczucia są pozaseksualne, a matka pozostaje matką, a nie kochanką, choć odczucia tych dwojga mają prawo być przyjemne tak jak pozytywnym doświadczeniem może być więź z dzieckiem, rodzicem.

Jeśli byłoby inaczej rzeczywiście mogłoby mieć miejsce wypaczenie.

Jednak z góry nie należy się dopatrywać czegoś chorobliwego w karmieniu piersią, tak jak nie ma niczego chorobliwego w byciem ssakiem. Z natury jesteśmy ssakami, więc jako dzieci potrzebujemy mleka. Zadziwiające jest, że wpiera się ludziom, że nawet jako dorośli potrzebują mleka, podczas gdy kwestionuje się tę potrzebę u dzieci. Jest tu jakieś odwrócenie myślenia, wprowadzenie fałszu.

Ani dzieci, ani dorośli nie potrzebują mleka krowiego. Potrzebują go cielęta. Wiedziałam o tym od dawna, jednak przyzwyczajenie robiło swoje: ulubione serki, jogurty itp. kusiły. Dopiero jedno z dzieci ze względu na swoją alergię wymogło na mnie odstawienie całego nabiału. Okazało się, że i jego zdrowie uległo poprawie, ale i moje własne: pozbyłam się paru kilogramów, minęła mi alergia, rozwijająca się astma.

Tak jak macierzyństwo nie ma charakteru seksualnego, erotycznego, w tej samej mierze nie ma go karmienie piersią będąc przede wszystkim KARMIENIEM. I tak jak wszyscy jedzą przy stole, tak karmić piersią również można, a moim zdaniem nawet należy publicznie. Dlaczego należy? jesteśmy zwyczajnie odpowiedzialni za innych. Jeśli będziemy ukrywać ten aspekt macierzyństwa jako „wstydliwy”, nie dziwmy się, że coraz mniej kobiet będzie go wybierać.



Paluszki do buzi czas brać

Często niepokoi matki to, że kilkutygodniowe niemowlę zaczyna brać do buzi paluszki, ba, nawet całą pięść i próbować je ssać. Obawiają się, że przerodzi się to w nawyk ssania palców, że dziecko będzie miało zły zgryz od tego itd.

Czy więc z tym walczyć?

Hm, zanim odpowiem na to pytania, może warto się zastanowić, skąd to się bierze, czemu to służy.

Czy nie cieszy wielu rodziców słodki widok rosnącego w macicy maleństwa, które ssie sobie palce? Które wkłada sobie rączkę do buzi? Czy to źle, że dziecko ma najwięcej zakończeń nerwowych właśnie na wargach, a w następnej kolejności na opuszkach palców? No cóż, tak po prostu jest. Na zdjęciach USG widzimy, że dziecko trenuje tą drogę usta-palce bardzo wcześnie- od 4 miesiąca od poczęcia bodajże. Jednak przychodzi ono na świat i trochę jakby o tym zapomniało, choć trenowało to przez wiele miesięcy.

Nie wiem dokładnie z czego to wynika. Czy z powodu odwróconego widzenia- dziecko po urodzeniu widzi wszystko do góry nogami, czy z powodu dominowaniu odruchowych zachowań, w każdym bądź razie nie jest to bardzo czytelne po urodzeniu, a wraca dopiero po kilku tygodniach z większą jakąś siłą.

Z perspektywy neurologii należałoby się z tego wyłącznie cieszyć: podstawowe połączenie nerwowe jest nieuszkodzone. Od tego właśnie rozpoczyna się mnóstwo poznawczych procesów: od poznawania własnego ciała, ust, palców. Bez tego nie ma ani dobrego trzymania, ani nawet umiejętności wkładania sobie czegokolwiek do buzi, np. w celu poznania, ale też potem w celu zjedzenia.

Można zauważyć, że dziecko zaczyna intensywnie wpychać paluszki do buzi pewien czas przed tym, jak rozpoczyna naukę dotykania przedmiotów, przytrzymywania ich, żeby w końcu całkowicie trzymać je w ręce. Palce z perspektywy dziecka są niezmiernie ciekawe: jest to zabawka ruchoma, wieloczęściowa, będąca dostępna w dowolnym czasie, znikająca i pojawiająca się w zasięgu wzroku, miła w dotyku, pod względem emocjonalnym dwufunkcyjna: i emocjonująca, i uspokajająca w zależności od potrzeby.

Nałogowe ssanie palców nie bierze się z potrzeby poznania własnego ciała. Droga do tego kompulsywnego ssania palców wiedzie którędy indziej:

  • braki w  noszeniu dziecka, przekładaniu go, masowaniu, dotykaniu czyli byciu w kontakcie z ciałem dziecka; co w zależności od rodzaju noszenia, dotykania może być bądź uspokajające bądź pobudzające;
  • braki w ssaniu odżywczym i nieodżywczym, które jest zdolny zaspokoić pobyt przy piersi;
  • zostawianie dziecka samotnego w sytuacji zmęczenia (chyba, że jest starsze i potrzebuje odpocząć od nas), usypiania;
  • samotne spanie maleństwa;
  • gwałtowne lub zbyt szybkie, zakończenie przez rodziców ssania czy to przez przedwczesne odstawienie od piersi czy to przez zabranie smoczków dziecku karmionemu sztucznie.

Nie znam dziecka, które śpiąc z rodzicami, będąc noszone w chuście (a więc wystarczająco często), będąc karmione według potrzeby piersią wystarczająco dlań długo, bez jakiejś ogromnej traumy ssałoby własne paluszki w sposób kompulsywny, nałogowy, trwający jakoś szczególnie długo.

Pora więc docenić niemowlęce zabawy paluszkami. Czy potem sami nie potrzebujemy tego wykorzystywać w dalszym rozwoju dziecka.

Polecam: Dagny Ślepowrońskiej  „Teatrzyk paluszkowy”. Coś dla przedszkolaka na poprawienie nastroju!



Przygotowanie do porodu

Przygotowanie do porodu. Co właściwie jest w tym czasie najważniejsze do:

  • przemodlenia;
  • przemyślenia;
  • zrobienia.

Co jest najważniejsze do przemodlenia:

oddanie dziecka i siebie Panu Bogu– w głębi duszy ono w końcu ma większe podobieństwo do Boga Stwórcy niż do rodziców z ciała; powierzenie go w każdym czasie, również na czas porodu; głębokie zaufanie Bogu, że cokolwiek się stanie, jesteśmy dziećmi Opatrzności Bożej, nic nie jest w stanie nas oddzielić od miłości Bożej; jeśli ufamy Bogu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by już przed porodem dziękować Mu za ten czas rodzenia, uwielbiać w tym wspaniałym planie, jaki la nas przygotował; modlenie się o konkrety: np.modlę się o konkretną położną, z którą chciałabym rodzić, o opiekę w tym czasie nad dziećmi (jeśli są już starsze dzieci); o to, żeby Anioł Stróż tego maleństwa przygotował jego poród, czuwał nad nim również w tym czasie; o odwagę do rodzenia dla mamy i dziecka; o pokój serca na czas rodzenia: również dla personelu, o oddanie swoich lęków Zbawicielowi; coś się pewnie jeszcze znajdzie do omodlenia.

Co jest najważniejsze do przemyślenia:

-jeśli nie zadbamy o własną wiedzę, to będzie się zależnym wyłącznie od wiedzy innych; jeśli nie przemyślimy dotychczasowych doświadczeń, nie przepracujemy, nie zrozumiemy, to w jakiś sposób mogą one do nas wracać; brak przemyślenia, przemodlenia porodów własnej mamy, poprzednich własnych porodów może (choć nie musi) powrócić do nas; obecne prawo daje możliwość napisania własnego planu porodowego: np. decyduję się rodzić z bliską mi osobą, wybieram poród bez nacięcia krocza, bez sztucznych środków przeciwbólowych czy jeszcze inaczej itd.; choć osobiście wydaje mi się, że należy tu zachować pewną dozę elastyczności- nigdy nie wiemy w jakim kierunku potoczy się dany poród, każdy jest niespodzianką- „żaden poród się nie powtarza, za każdym razem jest inaczej”- mówią doświadczone położne;

Co jest do zrobienia jeszcze przed porodem na czas przygotowania:

„uwicie gniazda”– daje poczucie bezpieczeństwa: rzeczy, miejsce dla dziecka; choć z mojej perspektywy o wiele ważniejsze jest przygotowanie tego miejsca w sercu; niemowlęciu jest zupełnie wszystko jedno czy będzie spało w markowych ubrankach, pieluszkach czy używanych; nie jest natomiast wszystko jedno, czy mama jest dla niego spokojna, cierpliwa;

spakowanie swojej torby, jeśli się wybiera poród w szpitalu;

cierpliwość czekania– to daje dalekosiężne owoce, szukanie jej procentuje, choć może nie od razu, nie tak jak sobie to wyobrażamy.

dobra dieta: cukier hamuje wydzielanie prostaglandyn w jelitach, prostaglandyny są odpowiedzialne m.in. za przygotowanie szyjki macicy do porodu; to zła wiadomość dla tych, co przepadają za słodyczami-  dla sprawniejszego porodu lepiej na ostatnie tygodnie zrezygnować ze słodyczy; taki wybór byłby też zdrowszy dla rodzącego się dziecka: po porodzie łatwiej by mu było osiągać stabilny poziom cukru we krwi.



Mówienie i słuchanie

Zadziwiająca książka.

Książka dla tych, którzy nie umieją się modlić, nie umieją kochać, a mimo to szukają i kochają.

„Przez trzy czwarte swego życia będziesz się czuł tak, jakbyś nie umiał się modlić. Oczywiście, że nie umiesz! Czy wydaje ci się, że jesteś aniołem, który może mówić Bogu przez całą wieczność „Chwała, chwała, chwała”? Nie jest możliwe, żebyś modlił się tak, jak myślisz, że powinieneś.

Modlitwa to stałe przebywanie w obecności Boga. Jesteś tam prowadzony. Doświadczenie pustyni zaprowadzi cię tam szybciej. Nagle będziesz wiedział, że On zawsze jest obecny. Nie możesz się modlić? On jest obecny i wcale Mu to nie przeszkadza. Modli się za ciebie (Rz 8, 26). (…)

To Miłość nas wzywa, Bóg, nasz Oblubieniec. Wzywa nas do tego, czego każdy z nas najgłębiej pragnie: do życia, które będzie rodzić owoce.”

Cytaty te pochodzą z „Dusza mojej duszy” Catherine de Hueck Dohert.

Najchętniej zacytowałabym całą książkę, żeby się nią z Wami podzielić. Są takie książki, które zapadają w serce, a ta zapada również głęboko w duszę.

I coś dla matek konkretnego:

„Jak mamy żyć w tym dzisiejszym świecie? (…) Obowiązek chwili jest tym, co powinieneś czynić w danym czasie tam, gdzie Bóg cię postawił. Jeśli masz dziecko, twoim obowiązkiem chwili może być zmiana brudnej pieluchy. Więc to robisz. Ale nie tylko zmieniasz pieluchę- zmieniasz ją, jak najlepiej potrafisz, z wielką miłością zarówno do Boga, jak i do dziecka. W tym dziecku widzisz Chrystusa. (…) >Jedyna ważna rzecz< jest tym, co każda chwila przynosi. To, co zdarza się w każdej chwili naznaczone jest wolą Boga. (…)

Jestem wdzięczna, zwłaszcza w najtrudniejszych momentach, za obowiązek chwili. Jednym z największych darów Bożych dla ludzi jest to, że wyznaczył nam szereg obowiązków do wykonania w ciągu dnia. Obowiązek chwili jest jak solidny kij zabrany na długą wędrówkę. Jest mocny i w ciemności na szlaku jest jak trzecie oko.”

I jeszcze jedno:

„Drobne rzeczy stają się wielkimi,kiedy dotyka ich Bóg; kiedy jesteś światłem, kiedy jesteś pełen entuzjazmu, radosny, zadowolony, szczery, pokorny, bezpośredni. Drobnych rzeczy nie można oddzielić od miłości. Czy możesz poddać się uczuciu monotonii, kiedy jesteś zakochany? (…)

Herezja głosząca, że wszelkiego rodzaju praca służebna jest poniżająca, jawi się jako brak pokory. Dominuje przekonanie, że jeżeli ktoś ukończył studia uniwersyteckie, nie powinien wykonywać prac służebnych. Ta herezja zakorzeniła się tak głęboko w młodzieży, mężczyznach i kobietach, że po prostu nie wiem, jak się jej pozbyć. Ale utrzymuje się ona wśród nas i zrywa więzy miłości, chwilami wywołując zamęt i chaos.



Bądźmy ekspertkami dzięki naszej wiedzy, radości, przekonaniu

Znam mamę, która zrezygnowała z karmienia piersią, ponieważ nie odpowiadało to ojcu dziecka. Oczywiście, że najważniejsza jest zgoda między mężem i żoną, jedność między nimi- zburzenie tej wartości nie jest warte świeczki, nawet tak ważnej  jak naturalne karmienie. Jednak to my żony jesteśmy odpowiedzialne, choćby po części, za to jaki obraz karmienia piersią i karmienia w ogóle będzie miał nasz mąż.

Tak się zastanawiam, jaki obraz karmienia piersią przekazuje żona mężowi, kiedy:

  • narzeka, jak jej trudno karmić piersią;
  • żali się, że nocne karmienia ją wykańczają;
  • walczy z własnym dzieckiem i stara się je karmić czymkolwiek innym, gdy ono akurat domaga się piersi;
  • okazuje poczucie własnego uwiązania karmieniem piersią; itd., itp.

Czy dla mężczyzny nie będzie naturalne wówczas podanie prostego i krótkiego rozwiązania:

„No to odstaw, i będzie po sprawie!”

Jednak dzieląc się z naszym mężem tym własnym trudem, zazwyczaj wcale nie oczekujemy gotowych rozwiązań, a raczej przytulenia, umocnienia w tej sytuacji, zrozumienia własnych uczuć, potwierdzenia ich. Zapewnienia, że jako mama wykonuję kawał dobrej roboty, więc mam prawo być zmęczona. Oczywiście zawsze trzeba rozmawiać, a więc i tę kwestię wyjaśnić mężowi. Jednak mając takie oczekiwania wobec męża postępujemy dosyć nierealistycznie- nie jest on bowiem ani naszą przyjaciółką, ani inną mamą karmiącą, której łatwiej wczuć się w naszą sytuację.

Kiedy dajemy mężowi wyłącznie takie komentarze jak powyższe, zapala mu się lampka: Karmienie jest dla mojej żony za ciężkie. Jest ona przemęczona nim- powinna więc od niego odpocząć. Karmienie piersią w ogóle przestaje być praktyczne dla dzieci oraz matek. Moja żona potrzebuje mojej pomocy w zerwaniu z tym. Zarówno więc moja żona, jak i dziecko lepiej by na tym wyszli, gdyby już zrezygnowali z karmienia piersią.

Warto więc szukać takich osób, miejsc, gdzie będziemy zaakceptowane i przyjęte z naszym „wygadywaniem się” na karmienie piersią, gdzie nauczymy się opowiadać o naszych trudach, też trudnych emocjach dotyczących karmienia piersią, ale gdzie również otrzymamy wiele pozytywnych emocji w tym temacie, które będziemy mogły przekazać mężowi.

Jaki obraz karmienia piersią przekazujemy mężowi, gdy mówimy o nim jako o:

  • czymś, co jest dla nas piękne, wzruszające, wartościowe;
  • czymś, co sobie cenimy;
  • czymś, co widzimy, że jest ważne dla naszego dziecka;
  • czymś, z czego potrafimy się cieszyć, co świadomie chcemy kontynuować;
  • czymś, dla czego warto znosić pewne nawet trudy;
  • czymś, co służy zarówno matce jak i dziecku;
  • czymś, w czym jesteśmy zwyczajnie bardzo dobre, jesteśmy ekspertkami.

Taki przekaz, którym się będziemy dzielić z naszymi mężami poniekąd powinien ich zaszczepić przed naszym narzekaniem, dzieleniem się tymi trudami  właśnie z nimi. No, chyba, że dla męża ważniejsze jest zdanie mamusi- ale wtedy to raczej kwestia do terapii niedojrzałego synka się nadaje. Dla dojrzałego mężczyzny istotniejsze powinno być zdanie żony, nie mamy.

Dlatego tak gorąco zapraszam na spotkania grupy wsparcia dla mam karmiących pragnąc je uczynić miejscem, gdzie będzie czas na podzielenie się tymi trudami, ale też stawaniem się ekspertkami w tej właśnie dziedzinie. Prowadzę takie spotkania w Lublinie, ale w gruncie rzeczy w każdej miejscowości zwykła mama karmiąca, która chce się dzielić swoją radością, trudami karmienia- może „skrzyknąć” inne mamy, które chciałyby się spotykać w tym temacie.

Moim zdaniem, warto jednak też pogłębiać własną wiedzę na ten temat. Za każdym razem jest to dla mnie zaskakujące, że i mamy karmiące piersią powielają mnóstwo mitów na ten temat. Nie dziwię się więc, że i całe społeczeństwo powtarza ich ogromną ilość, skoro same zainteresowane nie są na tyle zainteresowane, żeby mówić sensownie na temat tego, co robią często i z uczuciem.

Myślę, że to o czym piszę ma zastosowanie również do innych osób, nie tylko do męża.

Zwłaszcza jeśli karmimy naturalnie dłużej niż przeciętnie warto poczuć się dobrze z tym, czerpać z tego nie przygnębienie i zniechęcenie, a radość i pewność siebie. W końcu wykonuje się kawał dobrej roboty.

Żenujące są działania producenta mlek modyfikowanych, który zaczął już produkować mieszankę na czwarty rok życia dziecka. Oczywiście „wzorując się” na mleku matki. Oczywiście to wzorowanie się jest kuriozalne, śmieszne- tak jak śmieszne byłoby przerabianie krowy na człowieka.

Dlaczego my mamy karmiące dłużej niż statystyczna niejednokrotnie czujemy się zawstydzone zamiast być dumne? To, że powstają takie mieszanki dla tak podrośniętych dzieci świadczy o tym, że mleko matki doceniają nawet jego najzagorzalsi wrogowie właśnie ze względów merytorycznych.



Jesteśmy ciekawi czy już wszystko wiemy?

Czasem uciekamy przed naszymi dziećmi z nudów. Widzimy swoje macierzyństwo jako ciąg kupek-karmień-gotowania-sprzątania-„tiutiania” czyli zajęcie mocno upupiające, nie dające pola do rozwoju dorosłej osoby. Mało płodne intelektualnie, gdy skupiamy się na tej samej otoczce, zewnętrzności.

Patrzę jednak na to zupełnie inaczej. Perspektywy nie nadają te powtarzalne czynności: owszem one są potrzebne, żeby było czysto, miło, przyjemnie, zdrowo. Jednak o ile ważniejsze jest to z kim jesteśmy, komu możemy służyć obecnością, pomocą.

Bycie dla dzieci zmienia perspektywę patrzenia.  Kim są te nasze dzieci? One są jak mali naukowcy, póki nie nauczymy ich nudy obkładając taką ilością zabawek, filmów,telewizji, gadania, książeczek, że nie są w stanie tego znieść.

Spotkanie z małym listkiem potrafi być fascynującą przygodą: jak wiele można z nim zrobić, jak wiele odbyć podróży, jak bardzo się zachwycić jego kolorem, kształtem, fakturą, wagą. W doświadczeniu dziecka to wszystko warte jest poznania.

Małe dziecko poznaje całym sobą. Całym swoim ciałem, wszystkimi zmysłami, włącza w to poznawanie swoje niedojrzałe emocje. Liść trzeba dotknąć, obejrzeć, polizać, posłuchać, czy nie wydaje jakiegoś dźwięku.

Przy tym liściu może więc ono się zatrzymać o wiele dłużej niż życzylibyśmy sobie tego. Do czego można użyć takiego liścia? Czy łatwo go porwać? Jak szybko spada? Czy da się na nim rysować? Czy da się go zwinąć w rulon? Czy ten liść coś oznacza? Dlaczego spadł? Czy można z niego zrobić latawiec? Jaki ma kolor? jaki smak?

To poznanie wymaga cierpliwości. Zwłaszcza rodzica. Ale wymaga też ukierunkowania- też poprzez rodzica.

Czy można się nudzić przy małym dziecku? Tak, jeśli samemu nie jest się ciekawym.

Dzieci rodzą się np. z niedojrzałym zmysłem wzroku: widzą wszystko m.in. do góry nogami. Zadziwiająca przemiana następuje choćby w samym ich patrzeniu.