Archiwum kategorii ‘O kobiecości’


Stroimy się, otulamy się, jesteśmy piękne- bo jesteśmy tego warte :)

W mojej szafie mam już 3 długie chusty, ale potrzebuję więcej.

Kupię, wymienię etc.

Po co mi tyle?

Otóż wielu chust używa się podczas masażu zamykającego podczas zakończenia połogu. A ponieważ chcę coraz lepiej służyć jako doula, to wyposażam się stopniowo.

Przyznam się szczerze, że początkowo zlekceważyłam ten masaż.

Może wynikło to z tego, że samej nie doświadczyłam jego dobroczynnych skutków.

Nie doświadczyłam, nie przemyślałam, że ma on głęboki sens.

Z próżnego i Salomon nie naleje.

W okresie ciąży na ciało matki działa hormon zwany relaksyną. Powoduje on większą ruchomość więzadeł, stawów. I służy to wszystko rodzącemu dziecku, by ciało matki łatwiej mogło się otworzyć i dać mu wyjść. I masaż zamykający, który wykonuje się na zakończenie połogu przy pomocy chust ma pomóc z powrotem naciągnąć tkanki, które się rozeszły. Ale też dopieścić matkę. Pomóc jej zakończyć pewien etap w życiu, pogodzić się z tym, co za nią.

W końcu zmobilizowałam się, żeby zrobić ten masaż zamykający. Pierwszej mamie, drugiej, kolejnej.

I odkryłam, jaką ulgę, błogość on przynosi.

Same matki tak wiele dając z siebie, potrzebujemy pozwolić obdarować się. Tak wiele tuląc, potrzebujemy otulenia.

I to daje Cerrada- masaż zamykający, który jest otulaniem zarazem.

Jeśli czujesz, że za mało tego zaopiekowania sobie podarowałaś dotychczas, możesz skorzystać z pomocy autorki portalu otulicmame.pl  lub na Facebooku z grupy „Domowe Sanatorium dla Mam”.

Jeśli zainteresowało Was używanie chust, to

TU

zobaczycie, jak można ich używać przed porodem, w jego trakcie i później.

Tulę Was do Najpiękniejszego Serca 🙂

Wiecie jakiego, nieprawdaż?

Doula- Fizula

 



Też jestem w sercu Boga…

@Katarzyna Gumowska Fotografia

Najłatwiej mi pisać, gdy dostaję od Was oddźwięk, gdy zaczynacie rozmawiać.

Gdy widzę sens.

Ale i Wy szukacie sensu w Waszym macierzyństwie. W radości, ale i trudzie.

I znajdujecie sens w nieprzespanych nocach.

 

Podoba Wam się to zdjęcie?

Mi bardzo! Cudny mały skarb!

Przypomina mi siebie samą, gdy byłam dzieckiem.

Przypomina mi moje dzieci.

I inne dzieci.

I ból człowieka- dziecka.

 

Znacie instrukcję, jaką się udziela pasażerom w samolocie?

Gdy uczy się zakładania maski tlenowej rodzica, uświadamia się go, żeby najpierw założył SOBIE maskę tlenową. Dopiero potem dziecku. Co dziecku po rodzicu, który pada niedotleniony? Ani sobie nie pomógł, ani dziecku nie jest w stanie, bo brakuje mu tlenu!

Czy podobnie nie jest w naszej codzienności?

Padamy na twarz i zamiast być litościwą dla siebie, traktujemy siebie jak piąte koło u wozu, o które nie trzeba dbać.

A trzeba i to bardzo!

Jeśli tego nie robimy, to odbija się to i na dzieciach, bo z nimi jesteśmy, i na relacji małżeńskiej, bo w niej jesteśmy.

Jesteśmy świetne w troszczeniu się o innych, w modlitwie za innych, w karmieniu innych, w goszczeniu innych.

Kto spróbuje pomodlić się za siebie samą?

To trudniejsze czy łatwiejsze niż modlitwa za innych?

 

 



Co jaśnieje w Twym życiu? Gdzie ściemniasz?

Ten krzyż Chrystusa Pana jest tak jaśniejący, bo kryje się za nim tak wielka miłość do Ciebie i do mnie, jaka nie mieści nam się w głowach. Najwięksi święci mieli zaledwie jej przeczucie, dlatego nie mogli przestać świadczyć, mówić o niej, zachwycać się nią.

Taki zachód słońca dostałam w prezencie 🙂

A od Moniki taki link:

Boli

Mam nadzieję, że dacie radę odczytać jego zawartość.

Dla tych, co nie mogą otworzyć Facebooka, skrócę i sparafrazuję go po swojemu.

Ciąża boli.

Poród boli.

Karmienie piersią boli.

Niewyspanie boli.

Brak czasu na umycie włosów boli.

Ból dziecka boli. Itd.

Nie zgadzam się.

Tak samo nie jest to prawdą jak przesłodzone nierealistycznie obrazki macierzyństwa w reklamach przekształcane przy pomocy skomplikowanych graficznych programów.

Ten fragment podoba mi się najbardziej:

„Brak czasu dla siebie boli.
Matka potrzebuje pomocy. Nie krytykuj jej, daj jej miłość i empatię, nie ciosy.
Ten, kto dba o innych, też potrzebuje, żeby ktoś o niego zadbał…”

Nie myśl, że kwestionuję przeżywany przez matki ból. Nie kwestionuję. Czułam go i czuję nie raz. Ale któż by go wytrzymał, gdyby nie tyle słodyczy, czułości, zachwytu, które wraz z tym bólem do nas przychodzi.

Więc nie dajmy sobie wmówić, że macierzyństwo nie jest piękne, wspaniałe, słodkie, sensowne.

Jest trochę jak greipfruit lub aronia- miesza się w nim słodycz z goryczą i kwasem.

Jak pełne zdrowia, potrzebne są to owoce!

Pamiętam pewne cesarskie cięcie.

I pierwsze spotkanie mamy i dziecka po porodzie.

Zaledwie przytulenie policzka do policzka.

Gdzie się mógł pomieścić taki ogrom czułości, radości i szczęścia, jak nie w bezradnym bólu?

 

Czy wiecie, że pełne karmienie piersią to co najmniej 500 kCal?

Jeśli karmicie, to tak jakbyście ciężko pracowały fizycznie.

Nie dziwcie się więc Waszemu zmęczeniu, osłabieniu, potrzebie snu, potrzebie odpoczynku.

Kiedy ktoś idzie do pracy i się zmęczył tą pracą, to nie zaczyna kwestionować tej pracy i podważać jej sensu, tylko najpierw stara się odpocząć, złapać oddech. Popatrzcie czasem na karmienie piersią jak na pracę.

Bądźcie dla siebie dobre, wyrozumiałe. Dbajcie o siebie tak, żeby dobrze się ze sobą czuć: o swoją radość, swoje zdrowie, urodę, odpoczynek. Pozwólcie, by inni o Was dbali, nie bójcie się prosić o pomoc. Będzie wtedy Wam łatwiej zająć się dzieckiem, być miłą i dobrą dla męża.

Pozwólcie sobie wreszcie poczuć się najukochańszą córeczką najlepszego Ojca w niebie.

Pozwólcie odpocząć sobie przy dźwięku Jego głosu i w Jego objęciach:

„Powstań, przyjaciółko ma, ukryta w zagłębieniach skały,

w szczelinach przepaści,

ukaż mi swą twarz,

daj mi usłyszeć twój głos!

Bo słodki jest głos twój

i twarz pełna wdzięku!”



A tymczasem w Łodzi stoi sobie Ferdynand…

Ferdynand jak zwykle wspaniały

 

Imponuje mi sylwetka Ferdynanda. Pięknie wyprostowany. Mimo upływu lat nie pochylił się ani o centymetr. Co więcej humor dopisuje mu jak zwykle.

Uświadamiam sobie po latach, że sama garbić się zaczęłam, gdy w wieku nastu lat, jak to często bywa, zaczęłam brać na barki smutki i zmartwienia tego świata. Że słońce może spalić planetę, że ludzie chorują, że inni schodzą na złą drogę, że kometa może w ziemię rąbnąć. I tak można by mnożyć. I człowiek zwany Izą coraz bardziej ku ziemi się pochylał pod ciężarem tych trosk, które i dla dorosłych za ciężkie do dźwigania, nie mówiąc o dzieciach i młodzieży.

Aż tu stopniowo zaczęłam odkrywać, że nie jestem powołana do tego, by powłóczyć nogami i ciągnąć nosem po ziemi.

Bo Bóg Ojciec „napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowych w Chrystusie.

W Nim wybrał nas przed założeniem świata,

abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.

Z miłości przeznaczył nas dla siebie

jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa.” Ef 1, 3b-5

Trzeba się więc wyprostować, bo Bóg chce nas mieć wyprostowane, piękne, dobre. Bo takie nas widzi i pragnie. Jako ukochane Córki Króla.

On przyszedł leczyć wszystkie choroby.

Nie tylko niektóre.

I nasze zgarbienie, przygnębienie.

On nie zaplanował, żeby bolały nas kręgosłupy, żeby doświadczać efektów obniżenia dna miednicy czyli np. hemoroidów, popuszczania moczu, itp.

Uzdrowienie jest możliwe, bo w ranach Chrystusa jest nasze zdrowie.

Czasem Pan posługuje się tymi, których do nas posyła: nauczycielem tańca, przyjacielem, siostrą, babcią, małym dzieckiem.

Każdy z nich może nas czegoś nauczyć:

  • małe dziecko: radości życia przede wszystkim, żeby dużo chodzić, biegać, ruszać się, doceniania najmniejszych drobiazgów składających się na życie; kucania na całych stopach, co prostuje nasz kręgosłup, a zarazem podciąga mięśnie dna miednicy w górę;
  • nauczyciel tańca: radości z poruszania się, że Pan Bóg stworzył nas pięknie na swoją chwałę, nie po to, byśmy zastygli w bezruchu jak pomniki samych siebie; że chodzenie staje się lekkie i odprężające, gdy za każdym wydechem wyciągamy nasz kręgosłup w górę (jakbyśmy sami się ciągnęli za włosy z tylnego czubka głowy); że kręcenie głowy, ramion, bioder, nóg jest dobre, bo uczy nas pracy nad sobą i może wyrażać entuzjazm;
  • przyjaciel: spotykania się i dzielenia się troskami i radościami; a wiadomo, że dzielona z kimś radość to radość podwójna, dzielony zaś smutek to połowa smutku.

A najwięcej może nauczyć nas Najlepszy Przyjaciel. Bo On zna głębokie przyczyny naszych zgarbień, bóli. I najlepsze sposoby, by odszukać nas całych. Nie tylko same kości, nie same mięśnie dna miednicy, przeponę, nawet nie samą duszę.

Zmartwychwstaniem udowodnił, że wszystko w nas dla niego się liczy. I najdrobniejszy włosek, który nie spadnie bez Jego woli z naszej głowy i najlżejsze poruszenie naszej duszy.



Piękno jest na to, żeby zachwycało

Rozmowa pewnego księdza ze stu dwuletnią staruszką. Odwiedziny, rozmowa. Okazało się, że staruszka jest ujmującą starszą panią, zadbaną. Na koniec chcąc jej coś miłego powiedzieć, zauważył:

„Ma pani bardzo piękne oczy!”

„Ja cała jestem piękna!”- odrzekła.

Ile radości życia i prostoty w tym stwierdzeniu!

Ile głębokiej prawdy!

Bo czyż piękno nie wyraża się najgłębiej w tym, co przed oczami ukryte?

Czy zauważacie w sobie to piękno, z którym zostałyście stworzone?

Piękno, które mogłyście powiększyć lub pomniejszyć w zależności od podejmowanych decyzji?

Czy możemy lekceważyć ten dar piękna, który Pan Bóg wlał w ciało kobiety, ale też o wiele głębiej -w jej duszę? Trzeba go w sobie doceniać, zauważać, kształtować. Nie dla własnej próżności, ale by powiększać ten obszar dobra, radości, sensu, zachwytu, który zadał nam Stwórca.



Połóg i jego konsekwencje

Poród szybko mija i matka po narodzinach wchodzi w okres połogu.

Wraz z dzieckiem ona rodzi się jako matka.

Zazwyczaj w publikacjach podaje się jako połóg- 6 tygodni po porodzie. Jednak z mojego doświadczenia czas ten może być nieco krótszy lub dłuższy. Jeśli w macicy pozostanie nawet odrobina np. błon płodowych organizm nie spocznie aż się go pozbędzie- plamienie-krwawienie wówczas może się przedłużyć nawet do 12 (sic!) tygodni.

Gdy myślę o połogu, nasuwają mi się dawne tradycje i zwyczaje.

Wiele z nich obecnie się odrzuca, lekceważy, uważa za niebyłe.

Np. spoglądanie na kobietę w połogu jak na nieczystą.

I to w Piśmie Świętym- Biblii jest takie określenie!

Czy ma to sens?

Otóż okazuje się, że to co się z tym wiązało, ma sens głęboki. Dzięki temu matka w połogu mogła:

  • odpoczywać do woli z noworodkiem przy piersi;
  • regenerować siły;
  • poznawać swoje dziecko i uczyć się go, uczyć się go karmić, być dla niego dyspozycyjna;
  • być zwolniona z obowiązków, z dźwigania, pracy- dzięki temu jej narządy rodne mogły wrócić na swoje miejsce (nie następowało obniżenie narządów dna miednicy, a więc zjawisko wypadania miednicy, nietrzymania moczu);
  • cieszyć się macierzyństwem i czuć się jak królowa, gdyż obsługiwały ją inne kobiety, wszystkie dla niej były doulami czyli służącymi;
  • być zwolniona od współżycia z mężem i spełniania jego oczekiwań.

Okazuje się więc, że ten zwyczaj „40 specjalnych dni” po porodzie sprawiał, że matka w połogu doznawała odpowiedniej opieki, życzliwości i mogła w tym czasie skierować swą uwagę na dziecko, które szczególnie jej wtedy potrzebowało.

Oczywiście przestarzałe jest nazywanie i patrzenie w tym okresie na kobietę jak na „nieczystą”. Jednak te wyrazy troski, miłości, zapewnienie spokoju, odpoczynku i bezpieczeństwa, jakie się z tym wiązały, pozostają nad wyraz aktualne. Nazwa „czas oczyszczenia” pozostaje też niezwykle aktualna. Pozbywając się sporej ilości krwi, matka wytwarza nową, wraz ze zużytą krwią ma szansę pozbyć się też wielu toksyn z organizmu. Zwłaszcza jeśli zapewni jej się w tym okresie posiłki lekkostrawne, zdrowe, które nie będą obciążeniem dla całego organizmu. Matka rodząc nawet kolejne dziecko- sama rodzi się jako matka. Choćby to było 14 dziecko- z każdym dzieckiem matka staje się na nowo matką. Poznaje dziecko, ale też siebie jako matkę tego konkretnego człowieka. To jest czas ogromnej szansy, by oczyścić się ze złudzeń, kim i jakie jesteśmy, kim i jakie jest to konkretne dziecko. Czas szansy, by otworzyć się na prawdę.

Miłość, szacunek, spokój, bezpieczeństwo, odpoczynek, bycie dobrą dla siebie- to właściwy plan na okres połogu.

 

Kto nie ma dosyć tematu, tego zachęcam do zapoznania się ze świetnym artykułem doświadczonej domowej położnej:

„Księżniczka w połogu”

 



Dlaczego niektóre dzieci po urodzeniu nie ssą prawidłowo?

Większość małych ssaków przychodzi na świat z prawidłowym wrodzonym wzorcem ssania.

Ssą więc jak szalone przycumowując się do swojej zewnętrznej pępowiny- piersi- bezpiecznego portu. Nie zawsze jednak mamy umieją dobrze współpracować z dobrze ssącym dzieckiem.

Jednak część młodych ludzi – noworodków może mieć problem ze skutecznym przystawieniem się do piersi czy skutecznym ssaniem i wynika to z nich samych:

  • choroby- infekcje choćby mogą sprawić, że maleństwo zwyczajnie nie ma siły na porządne ssanie;
  • nieprawidłowa budowa jamy ustnej dziecka- może to się wiązać z chorobami, ale może też być zwyczajnie dziedziczne; np. za krótkie wiązadełko podjęzykowe sprawia, że dziecko ma przyrośnięty języczek; nie może więc piersi od dołu objąć językiem układając go na kształt rynienki; podcięcie wędzidełka podjęzykowego to zabieg banalnie prosty (w niektórych krajach robią to pediatrzy na wizycie);
  • zabiegi u dziecka w jamie ustnej po urodzeniu- czasem potrafią być one tak dotkliwe dla dziecka, że może być trudno nauczyć je akceptacji szerokiego otwierania ust czy głębokiego chwytu piersi, który sprawia, że brodawka nie jest raniona podczas ssania;
  • uczenie dziecka nieprawidłowego wzorca ssania, jakim jest ssanie smoczka i to zarówno tego od butelki jak i uspokajacza może odbić się na jego zdolności ssania;
  • wcześniactwo- wcześniak jest człowiekiem, który może ssać za słabo, za rzadko, przesypiać pory karmienia; w zależności od tego, jak bardzo jest niedojrzały i czy towarzyszą wcześniactwu inne choroby ssanie piersi może być opóźnione, utrudnione.

Czy w tych sytuacjach rozwiązaniem musi być sztuczne mleko i smoczek?

Nie, zazwyczaj nie musi.

Tak jak u człowieka z chorą nogą nie musi być od razu dobrym wyborem proteza tejże nogi.

Zazwyczaj problemy z karmieniem piersią bywają przejściowe i do rozwiązania.

Co może pomóc w ich przezwyciężeniu:

  • optymistyczne nastawienie– cieszmy się dzieckiem, jego życiem, nie traćmy czasu na zamartwianie się, bo nic nie wróci nam tych początkowych dni i tygodni; laktacja jest bardzo elastyczna- trzeba o tym pamiętać, wiele zależy od naszego nastawienia; większość problemów z laktacją bywa przejściowych, o ile nie będziemy „psuć” laktacji przez smoczki, przez brak stymulacji piersi i in., kontynuację nieprawidłowego postępowania;
  • w razie oddzielenia matki od dziecka czy niemożności karmienia go bezpośrednio z piersi jak najszybciej po porodzie odciągamy mleko z piersi: najlepiej w ciągu pierwszych 6 godzin po porodzie; warto mieć jednak świadomość, że wysoki poziom prolaktyny- mlecznego hormonu w organizmie matki utrzymuje się nawet do 2-3 tygodni po porodzie niezależnie od ssania/odciągania pokarmu; nawet jednak po tym czasie na skutek stymulacji piersi można ten poziom podwyższyć przez skuteczne częste odciąganie lub ssanie;
  • odciąganie to powinno być: skuteczne (odpowiednio mocne, ale niebolesne, poprzedzone masażem, stymulacją brodawki), częste (co najmniej 8-12 razy na dobę), odpowiednio długie (po 15 minut z każdej piersi, może być w systemie 7/7/5/5/3/3 minuty na każdą pierś); żeby było skuteczne- trzeba pozwolić sobie w tym czasie na relaks, odpoczynek czy robienie czegoś przyjemnego;
  • używanie do karmienia/dokarmiania dziecka w okresie przejściowym metod alternatywnych do butelki ze smoczkiem: kubeczka, kieliszka, łyżeczki, sytemu, SNS, metody po palcu, drenu itp.; jak widać metod dokarmiania dziecka jest wiele- trzeba jedynie dobrać odpowiednią dla konkretnego dziecka i rodzica;
  • wiedza- jest na wagę złota; np. tak prozaiczna, że w pierwszej dobie dziecko ma żołądek tak maleńki jak zawartość małej łyżeczki do herbaty, trzeciego- to zaledwie 15-30 ml czyli zawartość 1-2 dużych łyżek; czemu więc służy rozpychanie żołądka małego człowieka od pierwszych dni sztuczną mieszanką?

Czas poporodowy to szczególny czas, kiedy dziecko i mama uczą się siebie, poznają. Każda para jest inna, różnie funkcjonuje, nie ma jednego klucza-wytrychu do wszystkich. Ważne, by dać sobie na to poznanie, nauczenie siebie nawzajem czas, cierpliwość, spokój.

Mogę powiedzieć, że choćby się karmiło 10, 15 dziecko piersią, to za każdym razem matka uczy się czegoś nowego, uczy się tego konkretnego człowieka, uczy się spełniać jako matka od nowa.

Miłość jest zawsze wyzwaniem i niespodzianką.



Jak siebie samego…

Kapliczka swiętego Jury. Wjazd nad przepaściami drogą zapierającą dech w piersiach. A widok rozpościerający się stamtąd: góry schodzące do morza, wyspy zanurzone w morskich otchłaniach tak cudnie się mieniących, skały przetykane delikatnymi kwiatuszkami:

Kiedy Pan Bóg to wszystko stwarzał, zobaczył: „To dobre!”

Ale kiedy stwarzał Ciebie i mnie, zachycił się: „Bardzo dobre!”

I skoro Pan Bóg tak bardzo nas docenia, to czy możemy same siebie nie doceniać?

A skoro przykazanie brzmi, by kochać bliźniego swego jak siebie samego, to czy możemy nie kochać siebie?

Lekceważenie swojego zdrowia, swoich ważnych potrzeb potrafi się obrócić przeciwko nam samym, ale też przeciwko naszym dzieciom, innym osobom.

Jakie są Twoje głębokie pragnienia?

O czym coraz częściej marzysz?

Czego szukasz?

Za czym tęsknisz?

Twoje dziecko będzie Ci wdzięczne, jeśli dasz sobie pozwolenie na zaspokojenie swoich istotnych potrzeb. Bo wtedy będziesz mieć siłę tak pięknie się do niego uśmiechać, wymyślić nowe szalone i pełne śmiechu zabawy.



Ból informuje, ostrzega, leczy

Która to Zosia, a która Tosia?

Zosie i Tosie są super!

Czy wiecie, że ludzie, którzy nie odczuwają bólu, umierają bardzo młodo? Około dwudziestu paru lat bądź wcześniej (proszę mnie poprawić, jeśli macie jakieś świeższe informacje na ten temat).

Dlaczego?

Nie wiedzą, kiedy cofnąć rękę, gdy parzy. Nie uczą się skutecznie, jak unikać upadków, kolizji, żeby nie bolało, kiedy przestać biec. Itd.

A my mamy w życiu wiele sytuacji, kiedy nie doceniamy bólu. A on nas ostrzega: przed zranieniem, poparzeniem, postępem choroby, wyczerpaniem.

W czasie porodu ból też ma znaczenie, wartość ochronną dla nas rodzących i dla rodzącego się człowieka:

-Zatrzymaj się! Odpocznij!- mówi ból o potrzebie oszczędzania sił, aby dotrwać do końca porodu, ale też aby mieć i siły dla dziecka po narodzinach.

-Zatrzymaj się! Przygotuj!- mówi o tym, że dzieje się coś ważnego nad czym się trzeba skupić, co nie powinno nas zaskoczyć.

-Oddychaj!- informuje ból. Dziecko cierpi dużo bardziej z powodu niedotlenienia.

-Współpracuj całym ciałem! Tańcz! Szukaj dogodnej pozycji! Kręć się!- mówi. A wtedy w rytmie tańca pozwala się zapomnieć, odpłynąć na fali rozluźniającej melodii.

-Współpracuj całą duszą!- módl się, ciesz się, bo wkrótce spotkasz kogoś wyjątkowego- swoje dziecko twarzą w twarz.

-Szukaj rąk, które przynoszą ukojenie przez masaż, przeciwucisk, rozluźniający dotyk- mówi ból o tym, że pomoc, konkretnie pomocna dłoń, wsparcie jest na wagę złota w porodzie.

-Porusz się!- mówi ból- bo Twoje dziecko też zmienia pozycję i szuka najlepszej drogi wyjścia na świat.

Nie trzeba się bać bólu, skurczów w porodzie- są one ważnymi informatorami w porodzie fizjologicznym czyli takim, gdy dziecko się zdrowo rodzi, a mama rodzi także cała i zdrowa. Tym bardziej potrzebny jest ból, gdy dzieje się coś niezgodnego z fizjologią- ostrzega on nas wówczas o potrzebie wezwania pomocy, domagania się jej, ratowania zdrowia, a nawet w żadkich sytuacjach życia.

Dlatego tak wiele powikłań daje znieczulenie podczas porodu drogami natury. Przestaje on być wówczas porodem fizjologicznym.

A po co w laktacji potrzebne jest odczucie bólu?

  • żeby nasze serce zmiękło dla dziecka, abyśmy się mogły rozwinąć jako matki;
  • żebyśmy miały informację, kiedy dziecko nie jest prawidłowo przystawiane, żeby uczyć się głębokiego przystawiania, które umożliwia najedzenie się dziecka;
  • żeby uczyć się cierpliwie czekać aż dziecko nassie się bez zabierania mu piersi czyli źródła pokarmu;
  • żeby zwrócić uwagę na stan przepełnienia piersi i nie dopuścić do zastoju ani tym bardziej do zapalenia, czy ropnia piersi;
  • a jeśli się pojawi zastój bądź zapalenie, żeby dać sobie odpocząć, zwrócić uwagę na potrzebę częstszego karmienia z zajętej piersi, otwarcia się na pomoc;
  • żeby nauczyć nas, że zazwyczaj w naszej laktacji dobrą rzeczą jest częste karmienie, dyspozycyjność dla dziecka;
  • żeby zwracać uwagę również na własne potrzeby (czy przepełniona pierś nie woła o pomoc: „Possij mnie, dobre dziecko lub inny członku rodziny!”);
  • żeby zastanowić się, czy na pewno jesteśmy gotowe na odstawienie, gdy podczas zakańczania laktacji boli nas oprócz piersi również serce.

A dlaczego w tytule napisałam, że ból leczy? Widać to zwłaszcza w sytuacji zapalenia piersi. Jeśli z bólu przestajemy przystawiać dziecko do piersi, to jest większe ryzyko powikłań- ropnia piersi, ponownych zapaleń. Jeśli pomimo bólu dalej karmimy- to ułatwia udrożnienie zatkanych przewodów mlecznych. Ból sprawia, że jesteśmy bardziej skłonne leżeć, odpoczywać- to również ułatwia wyzdrowienie w zapaleniu piersi, w którym występują objawy grypopodobne. Jeśli z bólu skorzystamy z leków- naturalnych (cebula, czosnek, imbir, szałwia) lub od lekarza, to również może zwiększyć szansę na wyzdrowienie. Jeśli z powodu bólu skorzystamy z porady konsultanta laktacyjnego lub innej wspierającej osoby, to możemy nauczyć się przystawiać lepiej dziecko do piersi, dogadywać się lepiej z własnym dzieckiem, wybierać metody pomocy łagodzące ból (np. okład z zimnych stłuczonych liści kapusty po karmieniu).

Nie jest to bynajmniej żadna pochwała niepotrzebnego cierpiętnictwa, ale zwrócenie uwagi, że ból to coś nam zwyczajnie potrzebnego. Tak jak mamy w skórze receptory odczuwania np. ciepła i zimna, tak też mamy receptory bólowe zarówno w skórze jak i w innych narządach. W sytuacji zdrowia i jego pogranicza to odczuwanie bólu jest nam potrzebne do zachowania tegoż zdrowia. Natomiast w sytuacji choroby odczuwanie bólu w wielu przypadkach jest potrzebne do odzyskania tegoż zdrowia. Nie piszę tu o sytuacjach ekstremalnych, w których nie ma mądrych ani mocnych. Piszę o zwyczajnych porodach, karmieniu piersią- wówczas najczęściej lepsze jest łagodzenie bólu niż całkowite likwidowanie go. Ból złagodzony, oswojony nie traci funkcji ostrzegawczej, informacyjnej. Ból, którego się pozbyto natomiast, przestaje udzielać ciału wskazówek co do właściwego postępowania. Stąd np. matki ze znieczuleniem podanym do kręgosłupa mają nierzadko problem z właściwym wypieraniem dziecka, a więc 2 fazą porodu.

Książki profesora Fijałkowskiego uważam za genialne. Zaproponował on koncepcję, w której podstawowym sposobem złagodzenia bólu jest odwrócenie od niego uwagi przez rezygnację z lęku na rzecz zwrócenia uwagi na skurcze (czyli co się dzieje z matką) i na rodzące się dziecko (czyli co się dzieje z nim). Drugim podstawowym sposobem, gdzie ból przestaje być przerastający, jest stworzenie atmosfery szacunku, intymności, swobody działania rodzącej matki.

Podsumowując:

„Moc w słabości się doskonali”