Archiwum kategorii ‘Stan błogosławiony’


Kobieta z uśmiechem

Z Anną Powideł, autorką książki „Cesarzowa rodzi w domu”

 

Spotkanie z kobietą o niezwykłym uśmiechu- Anią Powideł z okazji Międzynarodowego Dnia Porodów Domowych 6 czerwca.

Dzień pełen niespodzianek.

Wzruszeń.

Spotkań przez duże S.

Zadziwienia, że:

  • życie zwycięża;
  • są rodzice, którzy na swoje ręce w zaciszu domowym przyjęli 12 dzieci;
  • że trudne szpitalne doświadczenia nie muszą determinować naszego życia, jeśli oddamy je Bogu prawdziwemu;
  • że w sytuacjach, gdy lekarze załamują ręce i mówią, że nic się nie da zrobić i skazują na medykalizację, można tak wiele pomóc (kobieta pod koniec ciąży z wielowodziem, problemem z nerkami wyleczyła się przy pomocy ziołowej kuracji: ekstrakt z korzenia pietruszki, ziela rdestu, skrzypu, nawłoci, liścia brzozy, kłącza perzu, korzenia lubczyku).

Wasza doula- Fizula



Zapraszam serdecznie

Konferencja z okazji Międzynarodowego Dnia Porodów Domowych

6 czerwca Wilanów

Wspaniała okazja, by się spotkać, nieprawdaż?

Z kim się spotkam?

 



Dużo dzieci- dużo wsparcia

Zastanawiam się, jakie powinno być wsparcie dla matek wielodzietnych przed porodem.

I uczę się od nich wielu dobrych rzeczy:

  • że mimo wielu dzieci można odpoczywać, ucinać sobie drzemkę w ciągu dnia;
  • prosić o pomoc, gdy ta jest potrzebna;
  • doceniać swoje dzieci, swoją rodzinę i przyjmować ich pomoc jako znak życzliwej miłości;
  • że karmiąc siebie i człowieka, co w brzuchu gra w nogę, można wybierać wartościowe żywienie, które wzmacnia i odżywia i mamę, i dziecko.

I ja dorzucę parę okruchów w celu wzmocnienia mam i ich najmłodszych dzieci przed porodem (zwłaszcza kolejnym):

  • dbanie o jedność w małżeństwie, w rodzinie; małżonkowie do porodu idą jak trzej muszkieterowie; „Jeden za wszystkich wszyscy za jednego”; no i ta trójka nie jest przypadkowa- powinni iść ręka w rękę z Tym, którego prosili wspólnie, by im dopomógł wypełnić ślubowanie miłości, wierności i uczciwości; jest to najgorszy moment, by któreś z małżonków tworzyło koalicje przeciwko drugiemu, choćby nawet z położną, doświadczoną ciocią, lekarzem itd.; jak to jest ważne, żeby małżonkowie grali w jednym zespole, żeby poród przebiegł dobrze, by mieć serce pełne cierpliwości i pokoju dla rodzącego się dziecka, a później dla już narodzonego;
  • dobre nawodnienie, odżywianie, zwłaszcza bogate w witaminy, mikroelementy, wspierające odporność; np. liście malin, daktyle, imbir; probiotyki; ale też wiele warzyw, owoców, nasion itd; pamiętam pewną mamę, która nie miała siły rodzić „tylko” i „aż” dlatego, że w upał biegała za sprawunkami, a nie znanazła czasu, by zadbać o siebie i dziecko i na czas napoić; ale czy chodzi tylko o to, żeby wystarczająco się napić i najeść i nie pamiętać o całym świecie? oczywiście, że nie; nasza dusza jest głodna i spragniona Boga- a On jest spragniony naszego serca „Strumienie wody  żywej popłyną z Jego wnętrza”; i dba o nas całych;
  • zaufanie temu, że Boży plan dla naszego życia jest dobry; i On nie wymyślił porodu jako szczególnego rodzaju tortury dla kobiet, ale jako ratunek dla świata, jako małżeńskie lub rodzinne świętowanie, w czasie którego może mieć miejsce np. modlitwa, małżeńskie zbliżenie czy inne oznaki małżeńskiej czułości, taniec, muzyka, śpiew, wzajemna troska, wspólne wzruszenie, że niedługo się przywita nadchodzące drogami rodnymi dziecko; trudno o taki poród w murach szpitala, ale ponieważ matki są mistrzami świata w rodzeniu, już uczestniczyłam i słyszałam nie raz o tak pięknie przebiegających porodach choćby i w placówkach szpitalnych; poród jest jak poddanie się rwącej fali rzeki, trzeba więc łagodnie pozwolić się porwać, by dopłynąć do przystanku pt.: „spotkanie z dzieckiem”; to nie położna czuje, kiedy masz skurcze parte i kiedy powinnaś przeć; dlatego dobrze jest czuć się swobodnie i naturalnie w czasie  porodu, gdy położna nie zachowuje się jak dyrektor przedsiębiorstwa zwanego „poród”, a uważna, cierpliwa podpora; jeśli dziecko jest w dobrym stanie, dotlenione, to nie ma sensu nerwowe przyśpieszanie porodu, ma natomiast sens spowalnianie parcia przez „zdmuchiwanie świeczek” (krótkie i szybkie wydechy), jeśli zależy nam na ochronie krocza matki oraz główki dziecka przed gwałtowną zmianą ciśnień;
  • pokój serca jest cenny; serce matki jest narażone na niepokoje, troski; trwa batalia o jej serce; przychodzi tu z pomocą Bóg, który jest miłością i pokornie prosi: „Wylewaj przede mną swoje serce!” „Przerzuć wszystkie swoje ciężary na Mnie, gdyż Mi zależy na Tobie”. Odbiciem tego pokoju będą też rozluźnione mięśnie, pozwolenie sobie na radosną pracę, ale też odprężający wypoczynek. Warto też zadbać o właściwą kurczliwość mięśnia macicy (a tak naprawdę całego ciała): moczyć się w solach magnezu (niektórzy nacierają się oliwką magnezową), popijać napary łagodnych ziół np. z liści malin. Może pomóc też matce otworzyć się na pokój dobry dotyk, kojący, rozluźniający, masaż męża, czasem douli. Przede wszystkim masaż karku, stóp, pleców. Całego ciała.
  • wiele błogosławieństw; jak wiele dobra czynią ręce matki i ojca błogosławiące siebie nawzajem, błogosławiące ich dziecko na różne życiowe drogi 🙂 również na drogę porodu 🙂

Doula- Fizula



Pozycja pozycji nierówna

Plażowy piesek przywodzi mi na myśl, że w porodzie nie ma przypadkowych wydarzeń, ale każdy element układanki pasuje do pozostałych.

Pomyślałam, że podzielę się dziś z Wami wiedzą o pozycjach porodowych.

To nie jest fanaberia- rodzenie w pozycjach wertykalnych czyli pionowych. To jest powrót do dobrych praktyk położniczych zgodnych z potrzebami rodzącego się dziecka i matki. Do pięknej sztuki położnictwa.

Dopiero bodajże w XIX wieku, gdy za położnictwo wzieli się lekarze, zaczęli kłaść kobiety:

  • żeby lepiej widzieć;
  • żeby mniej się ubrudzić krwią;
  • żeby kontrolować, zarządzać.

Z tymże nie wiedzieli, że poród nie jest „do zarządzania”, a kontrolowany daje wiele zaburzeń jatrogennych czyli wynikających z niepotrzebnych interwencji medycznych.

Kiedy matka rodząca leży, uciskane są jej naczynia krwionośne dotleniające dziecko w macicy. Czy można więc się dziwić, że matka, która godzinami leży pod KTG będzie miała niedotlenione dziecko albo nagłe wskazanie do cesarki, bo tętno dziecka zacznie szaleć.

Gdy matka leży, jej drogi rodne nie otwierają się też wystarczająco. Gdy zajmie którąś z pozycji wertykalnych, kość ogonowa może odchylić się nawet o 30%. Gdy matka leży na niej- jest to zwyczajnie nemożliwe.

Każda z pozycji wertykalnych ma swoje zalety i wady. Najlepiej więc, gdy matka swobodnie się porusza i zajmuje wygodną dla siebie pozycję, a ci, którzy asystują dostosowują się do tego. To matka powinna czuć, co robi dziecko w jej wnętrzu, jak się obraca, jak zachowują się jej narządy wewnętrzne, czuje wszystkie napięcia mięśni, ich przegrupowania.

Dlaczego więc to położna lub lekarz mieliby wiedzieć lepiej, która pozycja bardziej się nadaje dla rodzącej?

Przyjrzyjmy się pokrótce pozycjom porodowym:

  • na stojąco– sprzyja to szybkiemu wytaczaniu się główki, przyśpiesza poród- stąd może być korzystne przy pierwszym dziecku, ale nie musi przy dziecku bardzo dynamicznie się rodzącym; krocze rozciąga się równomiernie wokół główki, co zapobiega poważniejszym pęknięciom; minusem jest mniej asekuracji dla dziecka w sytuacji samodzielnego porodu; dziecko z całą pewnością potrzebuje tu w porę wyciągniętych rąk- najlepiej i matki, i położnej, żeby mieć pewność, że nie spadnie, żeby nie pociągnąć za pępowinę; położna ma łatwy dostęp do matki, choć musi czuwać nad nią, żeby dziecko nie wypadło samo; kręcenie biodrami pomaga dziecku w tej pozycji;
  • na kucąco– nie każda matka ma wystarczająco silne nogi, by wybrać tę pozycję; stąd często w jej trakcie może matka potrzebować się podeprzeć np. o jedno kolano, o bliską osobę; tu krocze również równomiernie się rozciąga wokół główki dziecka; zaletą tej pozycji oprócz powyższego jest to, że matka może przyjąć swoje dziecko na ręce, dotknąć je w trakcie rodzenia; może przetaczać się z biodra na biodro, żeby pomóc wstawić się główce odpowiednio; w pozycji kucącej można matce zaproponować wsparcie ojca, podtrzymanie jej pod pachami; położna ma trudne zadanie nachylania się 🙂
  • na siedząco, np. na brzegu łóżka, ale też np. na stołku porodowym- jest to oszczędzające dla nóg matki; tę pozycję może wybrać np. bardzo zmęczona matka; można jej zaproponować powoduje ona natomiast większe przekrwienie wokół odbytu, stąd nie musi być dobra, gdy matka ma hemoroidy; matka również ma wolne dla dziecka ręce- może je przywitać; położna ma dobry dostęp do matki i dziecka, żeby móc im pomóc;
  • w klęku podpartym– tzw. pozycja kolankowo-łokciowa, która zakłada podparcie na kolanach, łokciach; matka nie jest za bardzo w stanie sama sięgnąć do dziecka, ale za to jest to łatwe dla położnej; krocze jest najmniej napięte- ta pozycja najbardziej zapobiega najgroźniejszym pęknięciom sięgającym odbytu; to dobra pozycja dla bardzo szybko rodzącego się dziecka; główka wytacza się spokojniej, co zmniejsza ryzyko zbyt gwałtownej zmiany ciśnień dla główki dziecka; jeśli matka położy się na przedramionach, może nieco spowolnić rodzenie, odpocząć, zaczekać na położną;
  • w klęku– matka może klęczeć, ale też podpierać się np. o łóżko, męża; różnica z poprzednią pozycją jest taka, że matka z większą łatwością sięga do dziecka; zmieniając kąt pochylenia ciała, może naprzemian odpoczywać i wygodnie przeć współpracując z dzieckiem; tak jak w poprzedniej pozycji krocze jest najbardziej chronione; jednak położna ma trudniejszy dostęp.

Nie piszę o tych pozycjach jako o statycznych, jedynie słusznych. Wręcz przeciwnie. Żebyście sobie wyobraziły siebie w dynamicznym ruchu, współpracującą z dzieckiem w procesie rodzenia.

Warto już w okresie ciąży zachowywać tę mobilność, być w ruchu, by w trakcie porodu współgrać z aktywnie ruszającym, kręcącym się w kanale rodnym dzieckiem. Dziecko zwyczajnie potrzebuje wówczas matczynego ruchu, aktywności, jej czucia, co się z nim dzieje.

Jednak jak matka ma aktywnie się poruszać, zmieniać pozycje, jeśli np. pozwala, by w ciąży zrobić z niej ciężko chorą leżącą osobę. W większości przypadków leżenie nie zmniejsza ilości przedwczesnych porodów. Jest to raczej środek ostateczny, gdyż czyni on poniekąd z kobiety częściowo inwalidę.

To co? Idziemy na śnieg, na spacerek?

Jesteś stworzona do ruchu 🙂

Pozdrawiam ciepło,

Twoja doula Fizula



Poronienie to w niebie zaistnienie

– zdjęcie zrobione przez któreś z moich dzieci;

My matki, które poroniłyśmy bywamy załamane tą sytuacją utraty dziecka.

To boli.

To kusi do pogrążania się w smutku.

Rozstanie i tęsknota doskwierają, skoro się kochało. A może tym bardziej, gdy się nie kochało.

Ale prędzej czy później przychodzi ocknięcie.

Utrata dziecka?

Nie!

Gdy dziecko idzie do nieba, to się je zyskuje.

Jedni z naszych znajomych na grobie swojego maleństwa wygrawerowali napis: „Gromadźcie sobie skarby w niebie.”

Każdy dzień kochania tego maleństwa, gdy mieszkało z nami, był cenny.

O ile bardziej cenny jest każdy dzień w ramionach kochającego Boga Ojca.

Dzieci te żyjące na ziemi często się gubią- dosłownie i w przenośni.

Niebo to czas, kiedy żyją pełnią entuzjazmu i nic im już nie zagraża. Kiedy mają pełno czasu, by fikać radosne koziołki razem ze swoim Aniołem Stróżem. I nic nie jest w stanie oddzielić ich od Miłości, od oddychania nią, napełniania się nią.

Nie oszukujmy się: nawet bardzo kochając swe dzieci, zdarza się każdemu z nas być dla nich niedobrą, niecierpliwą, gniewliwą.

Gdy się ma dziecko na ziemi- to rodzic powinien być bardziej kochający. I zazwyczaj jest.

Gdy się ma dziecko w niebie- to od własnego dziecka można się uczyć miłości. Bo ono jest już zanurzone w jej oceanie.

I promienieje nią!



„Z Jego światłem we włosach każdy życie zaczyna…”

„Wybrał nas przed założeniem świata”,

„z miłości przeznaczył nas dla siebie”

tyle o Bogu i każdym z nas.

Ale żeby tego było mało,

to jeszcze fajerwerki dla nas zapalił w chwili naszego poczęcia:

Błysk światła w czasie powstawania człowieka



Narzędzie narzędziem, a ważniejsze kto się nim posługuje

Czasem badania prenatalne się przydają. Świetne operacje przeprowadza się już u maleńkich dzieci w łonie matki. Cud techniki na służbie cudu życia człowieka. Czasem mądra diagnoza pozwala skutecznie ratować życie dziecka po porodzie.

Częściej jednak są okazją do tortur psychicznych rodziców.

Niestety. Tak czasem bywa:

O pewnym Tomciu



Stan błogosławiony czy utrapiony?

Pewna mama dała mi do myślenia po raz kolejny w spotkaniu ze mną narzekając na stan błogosławiony i kwestionując to, że jest to błogosławiony czas. Wg niej stanowczo nie jest to stan błogosławiony, jest to przereklamowane, nienaturalne itp. Dlatego, że źle się czuje- dla niej nie jest to stan błogosławiony.

Zaczęłam się więc zastanawiać.

Myślałam,

myślałam

i jeszcze trochę myślałam.

Bo to, że wg niej nie jest, to nie znaczy, że w ogóle nie jest. Bo stan błogosławiony to nie znaczy, stan, kiedy czujemy się silne, świetne, wspaniale, zdrowo.

Stan błogosławiony, kiedy pod sercem mama nosi dziecko nie jest błogosławionym dlatego, że matka czuje się wtedy dobrze, nawet nie dlatego, że ma takie lub inne dobre uczucia i myśli w stosunku do dziecka. Różnie bywa, jak to w życiu.

Dlaczego więc jest błogosławiony?

Bo to dziecko, które daje Pan Bóg jest błogosławieństwem czyli szczęściem- przez nie ma się powiększać zakres dobra na świecie. Bo prezentem od Boga, zaszczytem jest uczestniczenie w darze noszenia go, rodzenia. Mam takie przeczucie, że Bóg, który sam stał się dzieckiem szczególnie jest dla matek w stanie błogosławionym łaskawy: chciałby im wiele dawać. Inną sprawą jest, że one nie zawsze chcą brać albo chcą brać mało.

Stan błogosławiony, bo się uczestniczy w cudzie stwarzania człowieka, którego Pan Bóg na swój obraz i podobieństwo stworzył. Nie dlatego, że nam łatwo, prosto i przyjemnie. Dlatego, że miłość rodzi miłość.



A było to tak…

Zaczęło się od bardzo miłego wywiadu z miłą dziennikarką. W trakcie wywiadu były zapewnienia o autoryzacji.

Potem Ewa- nasza znajoma zadzwoniła, żeby pochwalić, jaki ładny artykuł jest o porodach domowych z udziałem naszej rodziny. Autoryzacji nie było. Dreszcz niepokoju przeszedł mi przez plecy.

Wtedy mąż szybko kupił gazetę. Kiedy przeczytałam go, poczułam się wstrząśnięta. To nie moje porody, nie moje słowa, nie słowa mojego męża. Nigdy nie rodziłam tak krótko (2 godziny), nigdy nie kładłam po porodzie dziecka obok itd.

Mleko rozlane. Tylko dobro może nas uratować. Więc spróbowałam się podzielić odrobiną dobra pomimo wszystko.

O porodach domowych i nie tylko

Taki prezent urodzinowy dla Ignasia.



Karmienie piersią a płodność

Karmienie piersią jest częścią naszego dzielenia się życiem z dzieckiem czyli integralną częścią płodności.

Ostatnio podsuwałam link o rodzinie z osiemnaściorgiem dzieci. Hm, nie to, żebym akurat do posiadania takiej, a nie innej gromadki zachęcała. To, co dobre dla tamtej rodziny- nie musi być dobre dla mojej lub twojej rodziny. W ogóle nie przepadam za porównywaniem.

Dziecko jest darem, prezentem od Pana Boga, a więc uważnie w Jego głos się trzeba wsłuchiwać, co na ten temat mówi.

Dla mnie np. bardzo ciekawe jest, co mówi jako Stworzyciel. Jak nas stworzył? Jak stworzył nasze dzieci.

Stworzył nas zdolnymi do rozmnażania, a częścią tego właśnie procesu rozmnażania się jest laktacja (karmienie piersią). I co ciekawe, laktacja jest dalszym ciągiem naturalnego rozwoju płodności (po poczęciu, ciąży, porodzie), a zarazem jest procesem ograniczającym naturalnie płodność.

Karmienie piersią z jednej strony sprzyja zdrowiu mamy (mniejsza podatność na nowotwory piersi, jajnika z każdym miesiącem karmienia, mniejsza utrata krwi, regeneracja sił- w czasie karmienia piersią organizm uczy się działać bardzo oszcędnie). Sprzyja także zdrowiu dziecka, dając mu bezpieczny czas na zdobywanie samodzielności pod względem odpornościowym, pokarmowym, emocjonalnym itd.

Z drugiej strony skuteczne karmienie piersią sprawia, że płodność jakby zwalnia: skupia się na urodzonym dziecku, a nie rozwija się ku kolejnym. Jednak żeby tak było, karmienie musi być ekologiczne czyli zgodne z naturą.

Jakie są warunki ekologicznego karmienia:

  • karmienie piersią według potrzeby dziecka (dostęp do piersi, kiedy ma odruch szukania, kiedy jest spragnione lub głodne);
  • wyłączne karmienie piersią co najmniej 6 miesięcy bez dokarmiania i dopajania;
  • nie podawanie smoczków, smoczka-uspokajacza;
  • przerwa nocna nie dłuższa niż 6 godzin;
  • pozwalanie dziecku na usypianie przy piersi, gdy tego chce, pozwalanie na ssanie nieodżywcze (nie ma ono co prawdy wpływu na stan odżywienia, ale na ilość hormonów- owszem).

Gdy takie warunki są spełnione, płodność w większości sytuacji nie wraca, gdyż jest skupiona na dziecku, które jest małe, potrzebuje wiele uwagi, pokarmu do rozwoju.

Jednak zdarza się, że pomimo ekologicznego karmienia piersią mama zajdzie szybko w następną ciążę (są to jednak nieliczne przypadki). Jakie mogą być tego przyczyny?

  • przejadanie się mamy (wysokokaloryczne jedzenie);
  • bardzo dobre odżywienie mamy- organizm „czuje” taki dobrostan, że może sobie pozwolić na inwestowanie sił w kolejne dziecko;
  • dziecko przesypia dłużej bez ssania niż potrzebuje; np. z tego powodu, że nie czuje obok siebie mamy (śpi samo), jest uczone samodzielnego spania; ew. wytrzymuje bez ssania dłużej niż potrzebuje (zabawianie, żeby nie płakało, bujanie, żeby usypiało bez mamy jako reguła itp.);
  • dziecko nieskutecznie ssące (słabe przybieranie na wadze, nieefektywne pobudzanie piersi);
  • indywidualne predyspozycje;
  • inne.

Kiedyś wyczytałam informację, że do niepłodności laktacyjnej(LAM) kobieta musi karmić co najmniej 90 minut na dobę. Ale kto by to mierzył? Czy mamy karmić z zegarkiem w ręku? Tak jak nie liczymy buziaków i uścisków naszym dzieciom, tak dobrze się karmi piersią wtedy, kiedy nie wylicza się ilości karmień, nie czeka z napięciem: „Kiedy ono wreszcie skończy to ssanie?”

Nie chodzi o to, żeby nigdy nie usypiać przez kołysanie, ale o to, że ma sens pozwalanie choć od czasu do czasu na ssanie nieodżywcze. Działa ono uspokajająco na dziecko, opóźnia powrót płodności skierowanej ku następnemu dziecku.

Myślę o cd.