Archiwum kategorii ‘O wychowaniu siebie i wychowaniu dzieci’


Znajdź różnicę

Dzieci z natury są skore do zabawy, wymyślania, eksperymentowania…

Do hasania i skakania.

To jest żywioł energetyczny.

Dajmy więc sobie odpocząć od ich figli, wiszenia przy spódnicy, ciągłego „Mama”.

Żeby znów wrócić z radością, większym dystansem do tych uciesznych skoków, nieustannej twórczości, która, owszem, jest piękna, ale jakże trudna do sprzątnięcia.

Matka też człowiek. Odpoczynku też potrzebuje.



Do wyboru: odwaga lub lęk

Kościół św. Anny w Wilanowie

Na zdjęciu figura Stanisławy Leszczyńskiej, bohaterskiej położnej, która przyjmowała porody i chroniła życie matek i dzieci w Auschwitz. W najprostszy sposób: dzieląc się chlebem, wyciągając ręce po rodzące się dzieci, nie słuchając się oświęcimskich oprawców nakazującym jej mordować dzieci. Jej postawa nawet esesmanom imponowała. Zachodzili głowę, dlaczego ta położna nie boi się ich, nie notuje żadnej śmierci okołoporodowej: wszystkie dzieci i matki rodzące w jej asyście przechodziły przez tą granicę jaką jest poród żywe. I to w tym piekle jakim był Oświęcim!

Zadziwiająca kobieta, zadziwiająca miłość. Ochrona płynąca z Boga nie ma równej sobie- bo ta położna była niezwykle zjednoczona z Nim.

I taka sytuacja z życia wzięta.

Małżeństwo z dzieckiem wysiada na leśnym parkingu. Żona mówi do męża: „Nie idź do lasu, bo te kleszcze nas zjedzą! To niebezpieczne dla dziecka!”

I nikt nie przeczy, że bardzo bolesne i ciężkie choroby mogą przenosić te pajęczaki.

Dlatego wybierając się do lasu można wziąć jakiś preparat przeciwkleszczowy. Można też zrobić go samemu z naturalnych olejków zmieszanych w roztworze wodnym: olejek z drzewka herbacianego, tymianku i trawy cytrynowej lub olejki geraniowy, paczulowy i z drzewka herbacianego. Ale ryzyko nie jest zbrodnią. Nie idziemy przecież do lasu zarażać siebie ani dzieci kleszczami. Któż nam broni potem otrzepać się, obejrzeć siebie i dzieci po leśnej wizycie. I ucieszyć się tajemniczymi zapachami i dźwiękami lasu.

Chyba nie warto ze strachu przed kleszczami zamykać się w czterech ścianach, w bezpiecznym niezdrowym ciepełku sztucznej miejskiej roślinności, wegetacji w strachu przed zanurzeniem się w leśne piękno.

Życie wymaga od nas ryzyka. Ryzyka radości, ryzyka otwierania się na dobro, ryzyka wyboru tego, co dobre dla małżeństwa, rodziny, dla dzieci.

Inaczej życie przypomina bardziej wegetację i zamknięcie w Wieczerniku własnych przyzwyczajeń.

„Doskonała miłość usuwa lęk”

I to jest piękne, bo dzięki niej możemy wybierać to trudne dobro, do którego jesteśmy powołani.

Nie oceniam tu tej pary małżeńskiej. Dla jednych olbrzymim ryzykiem w ogóle będzie wyjście z domu. Dla innych zatrzymanie się w lesie. A jeszcze dla innych olbrzymiej odwagi będzie wymagało wyjście do lasu w zabezpieczeniu olejków naturalnych, sztucznych, ubrania z długimi rękawami i nogawkami.  Są jeszcze tacy, dla których leśna wyprawa nie będzie wymagała żadnej odwagi, a jedynie czasu 🙂



Kim jesteś, moje dziecko?

Każda komórka naszego ciała jest określonej płci. Skoro jestem kobietą, każda moja komórka (oprócz erytrocytów, które w procesie dojrzewania „pogubiły” jądra, w których jest zawarty materiał genetyczny) jest właśnie kobieca. W ciele mężczyzny każda jego komórka jest męska. Mutacje są tylko chorobą.

To, że człowiek realizuje swoje życiowe powołanie nie jako uni-sex, nie dowolnie według własnego widzi-mi-się, ale jako kobieta lub mężczyzna jest prawdą, która jest bardzo ważna we współczesnym świecie. O którą upomina się Kościół. Ale przede wszystkim upomina się o nią normalność, nasze człowieczeństwo. Kiedy środki masowego przekazu puszczają migawki z parad i demonstracji środowisk LGBT, rzuca się w oczy, że ich ubiór, postępowanie, to co sobą reprezentują jest po prostu nieludzkie, odczłowieczone.

Jest jakimś wyrazem upadku człowieka.

Dlaczego przytoczyłam na początkowym zdjęciu słowa Psalmu „stworzyłeś mnie tak cudownie”?

Bo sami potrzebujemy poznawać tę prawdę, że Bóg patrzy z zachwytem na nas, swoje stworzenie.

Ale też potrzebujemy tą prawdą dzielić się z naszymi dziećmi, by akceptowały to, kim są. Że są dziewczynkami, chłopcami.

Tak jakoś łatwiej zaakceptować to, kim się jest, gdy czuje się kochanym.

Według AAP Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej i jej badań, ponad 50% nastoletnich chłopców oraz niemalże 30% dziewcząt, określających się jako „transpłciowi”, przyznaje się do próby samobójczej. Potwierdzają to z dane Amerykańskiej instytucji rządowej CDC (Centrala Kontroli i Prewencji Chorób) która podaje, że nastolatki nie akceptujące swojej płci LGBT o wiele częściej podejmują próby samobójcze.

Jak bardzo te dzieci i młodzież są okaleczone i skrzywdzone, że dochodzi wśród nich do tak wielu tragedii.

Jak bardzo potrzebują dzieci i młodzież we współczesnym świecie akceptacji i miłości, by nie zagubiły się wśród tego szaleństwa lansowanego przez media.

Jak bardzo ponad miarę są obciążone przez nasze własne wybory. Mam tu choćby na myśli to, że większość polskich rodziców o wiele za wcześnie kupuje dzieciom telefony, nie zabezpieczając ich przy tym w żaden sposób. Dajemy w ten sposób naszym dzieciom ciężary nie do uniesienia.

Polskie dzieci rzucone na żer pornografii.

Ciekawe, że inne nacje zaczynają się budzić. Czytałam, że Niemcy wprowadzają granicę dla posiadania telefony- 14 lat. I ma to ogromny sens! Bo trzeba dać dzieciom czas na naukę skupienia, opanowania, a przede wszystkim naukę budowania rzeczywistych sensownych relacji, których nie zastąpią te wirtualne.

Jak nie poddawać się temu narzucającemu się szaleństwu?

Ciągle od nowa sobie przypominam, że małe dobro jest mocniejsze niż naawet ogromne zło. I że Pan Jezus zwyciężył świat 🙂

Uff!



Chłopiec i jego pies

Razem broją.

Razem biegają.

Razem spiskują.

Sekrety sobie szepczą na ucho.

I żaden nie doniesie na drugiego.

Jak przystało na dwa szczeniątka- baraszkują razem na całego.

Dzieci mają przedziwną więź ze zwierzętami, z przyrodą.

Ile wyciszenia im to daje, skupienia, wyrobienia kondycji!

Obserwuję z pewnym zaniepokojeniem, jak my dorośli potrafimy niekiedy przeszkadzać dzieciom w nabywaniu skupienia, cierpliwości.

Jedno z dzieci bawi się- naprawia. Mały 6-latek. Tatuś o coś go prosi. „Tato, nie przeszkadzaj! Nie widzisz, że pracuję?!”

Czasem dobrze wspieramy dzieci, a czasem psu na budę to ciągłe zabawianie dzieci, wynajdowanie im zajęć, atrakcji.

Dzieci mają za dużo zabawek, a za mało naszego czasu, zrozumienia.

Za dużo rozrywek, a za mało radości.

Za dużo aspiracji rodzicielskich, a za mało własnych pomysłów.

Za dużo przedmiotów, a za mało bycia wśród roślin, zwierząt, ukochanych ludzi.

Nie jest to jakaś krytyka zewnętrzna, innych rodziców. Sama też muszę szukać skupienia, cierpliwości, radości. I podziwiać tę więź z psem-towarzyszem zabaw.



Intuicja

Do nas rodziców przed narodzinami, po narodzinach przylatują Anioły Stróże naszych dzieci i szepczą nam na ucho, jakie imię Bóg wybrał przed założeniem świata dla tego konkretnego dziecka. I choć rodzice w różnych sprawach wybierają, czy posłuchać czy nie Bożych natchnień, to to jest tak przynaglające, że nie są w stanie mu się oprzeć.

Tak więc Marysia, Józio, Stasio dostają od rodziców piękny dar- życie, a zaraz potem- imię.

Jak bardzo biedne są dzieci, które nie dostają od rodziców nawet imienia. Tęsknią za nim bardzo.

Bo imię to jest coś tak znaczącego, że człowieka się po nim poznaje, ale też człowiek sam może się poznać po swoim imieniu, kim jest.

Warto poznawać znaczenie imienia, które nadamy/nadaliśmy swojemu dziecku, patrona, który nosi to imię.

Zachęcam!!!

No i warto używać tego imienia i dawać poznać swojemu dziecku, jako coś pięknego, jako skarb na całe życie.

Trzeba tylko uważać na siebie, żeby w toku wychowania tego konkretnego egzemplarza noszącego to, a nie inne imię, nie doczepiało się do tego imienia zbyt wiele łat, etykiet, zadrapań, kurzu czy wręcz błota.

Przykładzik?

Dziecko nosi imię Stasio. A matka umęczona rozbrykanym młodzieńcem, dolepia mu etykiety: „Łobuzie!”, „Bałwanie”, „Idioto”.

No i nawet może ten człowieczek nabroił, ile popadnie  i „zasłużył” na te „łatki”, ale tak jakoś przykro, gdy spod nich już nie widać, kim naprawdę jest w głębi serca, kim może się stać. A Stanisław powołany jest do stania się sławnym, znanym. Każdy z nas, każde dziecko do tego, by stać się „świątym i nieskalanym przed [Bożym] obliczem”. Józeczek powołany do pomnażania Bożych darów czy bycia dobrym starszym bratem, hehe. A Marysia do dawania innym nasycenia, do bycia radością rodziców.

I z początkowego Aniołka Stróża dopiero nieśmiało wykluwającego się  wyłonił się po części ten konkretny Anioł Stróż o konkretnych właściwościach. Ten akurat, jak widać na obrazku, przyjaźni się z końmi, ubiera się w szaty niosące Słowo Boże.

Komu Anioła, komu,

bo wypalam w domu? 😉

Doula+Wypalarka= Anioł



O mowie nienawiści i mowie miłości

Dlatego odrzuciwszy kłamstwo: niech każdy z was mówi prawdę do bliźniego, bo jesteście nawzajem dla siebie członkami. Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce! Ani nie dawajcie miejsca diabłu!  Kto dotąd kradł, niech już przestanie kraść, lecz raczej niech pracuje uczciwie własnymi rękami, by miał z czego udzielać potrzebującemu. Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym. I nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.”

Ef 4, 25-32

Żałoba narodowa- cóż to jest? Mowa nienawiści- co to takiego?
Ciekawy jest już sam początek tego tekstu o mowie, gniewie, etc.
Wynika zeń, że mowa nienawiści zaczyna się od kłamstwa. Np. kłamstwa, że druga osoba nie jest godna miłości lub, że nie jest człowiekiem. Tak niektórzy zakłamują np. fakt czym jest aborcja, że jest zabijaniem najmniejszego dziecka. Inni zakłamują, że czyny homoseksualne nie są grzechem.
Polukrowawszy w ten sposób różne grzeszki, zaczynają domagać się, by im się kłaniać, podziwiać je.
Miłości wymaga także tenże zamordowany prezydent Gdańska.
Po śmierci można mu ją okazać m.in. modlitwą.
Jeśli za życia zachowywał się jak grzesznik, to tym bardziej jej potrzebuje.
Nie potrzebuje natomiast zakłamywania rzeczywistości, czynienia z niego na siłę świętego- bo sam stojąc przed Bogiem przekona się, czym jest Prawda i świętość. I czy ma w sobie Prawdę.
„Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym”.
Trudne to, piękne, niezrównane. Słowa, które przyjęte do serca dają moc, by wyrzec się przeklinania, a częściej błogosławić, by częściej chwalić, a mniej krzyczeć, by więcej dziękować, a mniej narzekać, częściej łagodzić, a mniej gniewać się i unosić.
Recepta na nienawiść?
Miłość niosąca wielką cierpliwość i przebaczenie.
Matka Teresa nagabywana przez dziennikarza, co trzeba zmienić w Kościele odpowiedziała, że zmiany wymagasz „ty i ja”.
Ja mam w takim razie ręce pełne roboty 🙂


Siusiu, pić

Gdy już młody człowiek nabędzie pewną dojrzałość, że mamę lub tatę potrzebuje do usypiania jedynie „dla przyjemności” lub inaczej mówiąc dla komfortu usypiania, to zaczyna się nowa era.

Era pt. „pić, siusiu”. Bo generalnie dla dziecka usypianie jest nudne. Tak leżeć i nic nie robić- komu by się chciało, na pewno nie dziecku! A przecież można by się pobawić. Ponieważ jednak rodzice ograniczają możliwość zabawy, skoro czas spania nastał, to zawsze można zawołać „pić!” lub „siusiu”, żeby zaliczyć spacerek do kuchni, łazienki i rozerwać się.

I scenariusz „pić, siusiu” powtarza się co wieczór. A więc w końcu zapobiegliwi rodzice od razu dają pić, od razu proszą o skorzystanie z toalety, nocnika.

I tak na nic.

Bo to przecież nie chodzi o to pić. Niekoniecznie chodzi o siku. Chodzi o to, że młody człowiek próbuje się sam ze sobą- ile wytrzyma. Próbuje się z rodzicami- ile oni wytrzymają.

Szukanie własnych granic, szukanie, jakie granice mają rodzice.

Czy trzeba wytrzymywać przeciąganie w nieskończoność?

Nie, łagodna stanowczość bywa na wagę złota.

Ech, życie! Uczenie się siebie nigdy nie ma końca 🙂

Ale dzięki temu też jest ciekawie!



Połóg i jego konsekwencje

Poród szybko mija i matka po narodzinach wchodzi w okres połogu.

Wraz z dzieckiem ona rodzi się jako matka.

Zazwyczaj w publikacjach podaje się jako połóg- 6 tygodni po porodzie. Jednak z mojego doświadczenia czas ten może być nieco krótszy lub dłuższy. Jeśli w macicy pozostanie nawet odrobina np. błon płodowych organizm nie spocznie aż się go pozbędzie- plamienie-krwawienie wówczas może się przedłużyć nawet do 12 (sic!) tygodni.

Gdy myślę o połogu, nasuwają mi się dawne tradycje i zwyczaje.

Wiele z nich obecnie się odrzuca, lekceważy, uważa za niebyłe.

Np. spoglądanie na kobietę w połogu jak na nieczystą.

I to w Piśmie Świętym- Biblii jest takie określenie!

Czy ma to sens?

Otóż okazuje się, że to co się z tym wiązało, ma sens głęboki. Dzięki temu matka w połogu mogła:

  • odpoczywać do woli z noworodkiem przy piersi;
  • regenerować siły;
  • poznawać swoje dziecko i uczyć się go, uczyć się go karmić, być dla niego dyspozycyjna;
  • być zwolniona z obowiązków, z dźwigania, pracy- dzięki temu jej narządy rodne mogły wrócić na swoje miejsce (nie następowało obniżenie narządów dna miednicy, a więc zjawisko wypadania miednicy, nietrzymania moczu);
  • cieszyć się macierzyństwem i czuć się jak królowa, gdyż obsługiwały ją inne kobiety, wszystkie dla niej były doulami czyli służącymi;
  • być zwolniona od współżycia z mężem i spełniania jego oczekiwań.

Okazuje się więc, że ten zwyczaj „40 specjalnych dni” po porodzie sprawiał, że matka w połogu doznawała odpowiedniej opieki, życzliwości i mogła w tym czasie skierować swą uwagę na dziecko, które szczególnie jej wtedy potrzebowało.

Oczywiście przestarzałe jest nazywanie i patrzenie w tym okresie na kobietę jak na „nieczystą”. Jednak te wyrazy troski, miłości, zapewnienie spokoju, odpoczynku i bezpieczeństwa, jakie się z tym wiązały, pozostają nad wyraz aktualne. Nazwa „czas oczyszczenia” pozostaje też niezwykle aktualna. Pozbywając się sporej ilości krwi, matka wytwarza nową, wraz ze zużytą krwią ma szansę pozbyć się też wielu toksyn z organizmu. Zwłaszcza jeśli zapewni jej się w tym okresie posiłki lekkostrawne, zdrowe, które nie będą obciążeniem dla całego organizmu. Matka rodząc nawet kolejne dziecko- sama rodzi się jako matka. Choćby to było 14 dziecko- z każdym dzieckiem matka staje się na nowo matką. Poznaje dziecko, ale też siebie jako matkę tego konkretnego człowieka. To jest czas ogromnej szansy, by oczyścić się ze złudzeń, kim i jakie jesteśmy, kim i jakie jest to konkretne dziecko. Czas szansy, by otworzyć się na prawdę.

Miłość, szacunek, spokój, bezpieczeństwo, odpoczynek, bycie dobrą dla siebie- to właściwy plan na okres połogu.

 

Kto nie ma dosyć tematu, tego zachęcam do zapoznania się ze świetnym artykułem doświadczonej domowej położnej:

„Księżniczka w połogu”

 



Witraż widziany jako odbicie- historia okiem dziecka

Moja Ojczyzna

Dawniej bardzo dużo czytałam swoim dzieciom tego, co potocznie określa się mianem bajek.

Ale z biegiem lat przekonuję się, że rzeczywistość jest o wiele ciekawsza, bardziej złożona, malownicza, ale też niekiedy straszniejsza niż najlepsze baśnie, fantasy itp.

Tą rzeczywistością, która się rozrasta w teraźniejszości jest historia.

I życia nie starczy, by ją zrozumieć w całości.

Im wcześniej zaczniemy dzielić się swą fascynacją z dziećmi, tym większe mamy szanse powodzenia.

Minęły obchody odzyskania niepodległości, ale nie minął głód duszy naszych dzieci. A one są głodne tego, co prawdziwe, dobre, święte.

Niespokojne jest serce dziecka, dopóki nie spocznie w Bogu.

 

Ta sama piosenka w wersji karaoke- bardzo dobry sposób na naukę szybkiego czytania dla dziecka lubiącego śpiewać (najpierw trzeba nauczyć jej się najlepiej na pamięć): KARAOKE



Tyle światła przed nami

Wysłuchana rozmowa:

-Bardzo cieszę się, że tyle światła i ciepła tej jesieni. Dodatkowo przypomina mi to pewną ciepłą jesień parę lat wstecz, kiedy urodziłam córeczkę.

-W zasadzie tak.Też bym się cieszyła gdyby nie to, że to świadczy o efekcie cieplarnianym i niekorzystne jest dla środowiska.

 

Co wybieramy? Narzekanie czy dziękowanie?

Zawsze można narzekać, zawsze też można dziękować. Choćby za to, że się żyje. Dziękowanie rozwija nas. Narzekanie- degeneruje (badania nerologiczne pokazują, że pojawiają się zmiany jak przy chorobie Aizhaimera).

Można się cieszyć i podziwiać kształt tego drzewa (j/w). Można też widzieć w nim jedną wielką dziurę i nic poza tym.

„Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, żebyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi”.

Zastanawia mnie od jakiegoś czasu sprawa czystości języka. Dlaczego warto świadomie rezygnować z etykietek pt. „przeklinanie pospolite”? Bo język w naszym życiu jest sterem. Myślimy „przy pomocy języka”, odkrywamy w nim prawdę. Lub też przez pokrętny język zakłamujemy rzeczywistość.

Czym jest natomiast przeklinanie?

Jest zaśmiecaniem, brudzeniem własnej mowy, czasem sięgającym serca. Wyobrażacie sobie człowieka, który sprząta we własnym domu, ale co jakiś czas, ot tak, rozsypie sobie trochę śmieci? Albo przyjaciół, którzy idą razem na spacer, a od czasu do czasu chlupną sobie i drugiemu w twarz trochę błota. No i udają, że to normalne, takie nowoczesne, inaczej się nie da. Żeby uzmysłowić moim dzieciom czym jest przeklinanie, głupia mowa, mówię im, że zanurzają własny język w tym, o czym mówią.

Przypomina mi się tu nagranie ks. Pawlukiewicza „Albo będziesz święty, albo będziesz nikim”. Trochę w poprzek do tego co powyżej napisałam. Ks. Pawlukiewicz opowiada tam historię dzielnego księdza, który idzie na pielgrzymkę do Częstochowy, chociaż ma świeżo złamany i obandażowany obojczyk. Nie przyznaje się do tego innym pielgrzymom. Ci jednak pod koniec pielgrzymki chcą go podrzucić parę razy. Broni się najpierw grzecznie, tłumacząc złamanym obojczykiem. Ci jednak nie wierzą i nadal biorą się za podrzucanie. W tym momencie ksiądz nie wytrzymuje i „Piiiiiip”… używa mniej cenzuralnego słownictwa. I tu bodajże wystąpił wyjątek potwierdzający regułę. Wyjątek obrony własnej w całkowitym nerwowym znieczuleniu 🙂 Czyli wyrwało się człowiekowi z nadmiaru przeżyć. Niekontrolowany ruch języka widocznie dawniej skutecznie trenowanego.

Tylko ja się zastanawiam: czy w ogóle warto trenować tego typu słownictwo? Czy warto odzierać swoją mowę z czystości, prostoty, piękna? Bowiem przyzwyczajenie drugą naturą człowieka. I jeśli będziemy zbyt gorliwie trenować, to ani się obejrzymy, a wymkną się nam spod kontroli słowa nie tam, gdzie byśmy chcieli i nie takie, jakie byśmy chcieli. Biblia mówi wprost, że miecz rani ciało, ale słowa łamią kości.

Matce rodzącej może się w ferworze skurczów wymknąć z ust wiele, o wiele więcej niż by chciała. Jednak osoba towarzysząca, doula powinna otulać ją wyłącznie dobrym, niosącym wsparcie, otuchę słowem jak czystym kojącym duszę dźwiękiem:

kto lubi głos dzwoneczków?