Archiwum kategorii ‘O wychowaniu siebie i wychowaniu dzieci’


Aż boli

Photo by Luiza Braun on Unsplash

Pewna matka opisuje na grupie, że odstawiła dziecko od piersi po spotkaniu z doradcą laktacyjnym. I pozwoliła swojemu malutkiemu dziecku przez godzinę płakać. Ale w końcu się jej udało osiągnąć to, co zamierzyła.

Czujecie to?

Mnie osobiście boli, że po spotkaniu z konsultantem laktacyjnym nie wychodzi się z przekonaniem, że warto karmić, tylko że warto odstawiać.

Nie podważam faktu, że dziecko potrzebuje zakończyć ten mleczny etap swojego życia. On prędzej czy później musi nastąpić.

Ale podważam, że trzeba małe dziecko, niemal niemowlę doprowadzać do takiej rozpaczy, by przez godzinę płakało.

I że trzeba się tym jeszcze chwalić.

Bo może to przeczytać inna matka. I jej dziecko nie będzie płakało godzinę, tylko dwie. I nie tylko jeden wieczór, ale 2 tygodnie.

Doprowadzanie dziecka do takiej bezsilności, że po godzinie płaczu zasypia, to metoda siłowa.

Matka silniejsza, przeczekała aż słabszy odpuści.

Matka górą.

Ale to nie jest kobiecy styl działania.

Bo nasza siła nie tkwi w dominacji, brutalności, konsekwencji nawet po trupach.

(Tu mi się przypomniała konsekwencja pewnej matki, która doprowadziła do odwodnienia swojego dziecka, trafiła z nim na kroplówkę do szpitala, odmawiając mu piersi- miała też zadziwiająco konsekwentne i silne dziecko).

Tak się zastanawiam, w czym tkwi matczyna, kobieca siła?

Może podpowiecie.

Czy nie w tym, że w to, co robimy, wkładamy nasze serce? Czynimy to pięknym, dajemy swoją czułość, wrażliwość, zrozumienie, cierpliwość?

Popatrzcie na tą małą dziewczynkę. Ona jeszcze nie dała sobie wmówić, że trzeba się wyzbyć swojej kobiecości, wrażliwości i piękna, a zamiast tego trzeba być twardą. Tak się przynajmniej domyślam. I dlatego mogę podziwiać:

Fotografia: Katarzyna Gumowska

Wspieram Was, kochane: pozwólcie sobie być matkami. Ani się obejrzycie, a będziecie matkami starszych dzieci, które nawet nie będą chciały, by wspominać ten etap życia.

Zamiast walczyć z tym, co i tak przeminie, może warto skupić się na tym, co istotne?

No i zastanawiam się, jak łatwe mają zadanie ci, którzy reklamują mieszanki, skoro nawet niektórzy konsultanci laktacyjni przyklaskują siłowemu odstawianiu od piersi.

Doula- Fizula



Krok po kroczku zbliża się pewien święty na paluszkach, żeby nie obudzić dzieci…

W wieku szczenięcym zaczęłam czytać książki Małgorzaty Musierowicz z zazdrości.

I to jakiej!

No bo jak to może być, że dwie twoje ukochane przyjaciółki czytają ciągle i zachwycają się jakimiś książkami, a nawet, o zgrozo, urządzają sobie śmichy – chichy na ich temat, a ty jak głąb nic nie wiesz.

No więc musiałam przemóc swoje uprzedzenie do „głupiej” Anieli, co to dla chłopaka wyjeżdża do innego miasta, a nawet dla niego wybiera szkołę.

A że zaczęłam czytać od innej powieści niż Kłamczucha, to już poszło z górki.

„Ida sierpniowa” okazała się pysznym kąskiem dla mola książkowego. Więcej nikt mnie nie musiał zachęcać. Raczej dochodziły mnie nawoływania zza ściany o konieczności gaszenia światła o przyzwoitej porze.

Tyle, że to jest groźne.

Bo zaraźliwe.

Przyjaciółki zaraziły mnie miłością do p. Musierowicz.

Ja zaraziłam własnego męża.

Oboje zaraziliśmy córkę.

Potem był syn.

Następnie młodszej córce udzieliła się ta epidemia .

W międzyczasie najstarsza córka w taką komitywę weszła z p. Małgorzatą, że ta pogratulowała jej narodzin braciszka Ignacego Grzegorza na swoim czacie.

Strach pomyśleć, co będzie dalej 😉

No więc czytamy sobie dalej. Np. ostatnio dorwałam książkę „Na gwiazdkę”.

No i cóż się z niej można dowiedzieć?

Że autorka jako dziecko otrzymywała listy od św. Mikołaja.

Co prawda ten miły osobnik bardzo jej przypominał w korespondencji pogawędki dydaktyczne własnej mater, ale z sympatii można było na to przymknąć oko.

Jeśli czytujecie gatunek fantasy, to może z zainteresowaniem przyjmiecie wieść, że i Tolkien dostarczał listy od świętego Mikołaja swojemu dziecku.

To, co?

Dołączacie się?

Z dwuletniego doświadczenia widzę, że warto.

Dziatwa otrzymująca epistoły od tego zacnego świętego przechowuje je troskliwie. Czyta po wielokroć z wielkim zainteresowaniem (lub prosi o odczytanie). I co więcej: nawiązuje do listu w kolejnym liście do świętego Mikołaja! Zauważa, co do niej się pisze! Co bardziej dociekliwa dopatruje się podobieństwa stylów, tudzież charakteru pisma do własnej matki, o zgrozo!

Co oprócz listów warto doręczać swoim dzieciom?

Drobiazgi, które sprawią radość. Tworzywa, z których dzieci będą mogły wyczarować własny świat. Rękodzieło zrobione przez sąsiadkę, przyjaciółkę czy osobę w potrzebie. Książki!- oczywiście. Uszyty przez siebie gałganek. Lub owoc, który dziecko ciekawi.

Ten świat potrzebuje skromności i umiaru.

My ich potrzebujemy.

Potrzebujemy zwłaszcza więcej oddania, czasu, a mniej przedmiotów.

Tu uszyta kociczka z podartych bluzek. Przez kilka wieczorów ręcznie dało się zrobić.

P.S. Proszę się pozachwycać wcześniejszymi zdjęciami, które dostałam od pewnej pięknej mamy- fotografki i od drugiej cudnej mamy z wieloma skarbami :)))))

 



Jak w lustrze

Fotografia: Katarzyna Gumowska

 

-Mamusiu, czy Ty wiesz, że oglądam się w Twoich słowach jak w lustrze?

-Mamusiu, czy Ty wiesz, że rozumiem dużo wcześniej nim nauczę się mówić?

-I w Twoich, Tatusiu.

 

Jak wiele nieprawdziwych rzeczy potrafimy, my matki, (tatusiowie również niestety) wmówić naszym dzieciom.

Dopóki nie nabędą krytycyzmu chłoną nasze słowa jak gąbka.

Dlatego tego, co same przeżywamy, na co same chorujemy, czego się boimy, nie powinnyśmy przenosić na swoje dzieci.

One nie są nami.

Ze względu na dusze są nawet bardziej podobne do Pana Boga niż do nas.

Trzeba uważać, co się mówi do dzieci Bożych 🙂

Bo Panu Bogu zależy na nich.

Bardziej niż nam.

 



Koń jaki jest, każdy widzi

Koń i jego chłopiec czyli miłość od pierwszego wejrzenia

Zachwyciła mnie kiedyś pewna mama prostym stwierdzeniem, że „nie odstawia swojej córeczki od piersi w tym momencie, bo z koniem nie będzie się kopać”.

Mądrością matczynego serca nie jest nieustępliwość, dążenie po trupach do celu czyli to „kopanie się z koniem”.

Mądrością matczynego serca jest czasem pójście z dzieckiem za rączkę dwa kroczki do tyłu.

My znamy kierunek podążania, rozwoju.

I bardzo dobrze.

Ale dziecko czuje, co się z nim dzieje. Zna swoją słabość i potrzeby.

Też dobrze.

Ważne, żeby być na tej drodze rozwoju razem.

I w zgodzie.

Fotografia Katarzyna Gumowska



Jesień, ach to ty!

Narzekacie trochę na pogodę?

A w myślach narzekacie?

Bo ten podziemny nurt drążący serce jest ważniejszy.

Mocniejszy.

Bardziej wpływający na życie.

Ile jeszcze mam do nauczenia się od dzieci!!!

 

Za cudne zdjęcia serdecznie dziękuję mamie tych dzieciaczków 🙂


Fascynujący kwiat

Czy o tych kwiatuszkach piszę w tytule?

Fioletowych i białych klematisach?

Po części.

Ale bardziej fascynującym kwiatem jest siostrzana miłość, dzięki której zrodził się pomysł, by udekorować w ten sposób najmłodszą siostrzyczkę.

Najbardziej zwariowane zabawy dzieci wymyślają z innymi dziećmi.

Oto i autorki tej dekoracji wraz ze swą siostrzyczką:

Miłość domaga się wielkoduszności.

Żeby dawać dzieciom to, co najlepsze:

  • siebie samego,
  • rodzeństwo,
  • cały świat
  • i największe dobro: żywego Boga, któremu na imię Jezus Chrystus.

Serdecznie dziękuję za zgodę na posłużenie się tymi pięknymi zdjęciami, które miałam przyjemność zrobić.



Być bezradnym i przeżyć

Sytuacja z życia.

Mojego.

Cóż, trochę głupio mi o tym pisać.

Bo nie ma czym się chwalić.

Otóż popiraciłam sobie na drodze jadąc samochodem.

Nie jechałam za szybko, ale pośpiech i tak zrobił swoją kiepską robotę.

No więc policjanci na sygnale zażyczyli sobie, żebym za skrzyżowaniem sobie z nimi porozmawiała.

No i za „rażące naruszenie kodeksu” zaproponowali mandat i punkty karne.

Nie zdradzę ile, hehe. Ale obstąpiły mnie myśli o licznych wydatkach, które mamy w domu itp.

Wzięli prawo jazdy i poszli do swojego radiowozu.

Zostałam sama w aucie.

Czy na pewno sama?

„Zawsze dziękujcie!”, „W każdym położeniu wychwalajcie Boga!”– te Słowa były ze mną.

No i z poczuciem winy (rzeczywiście narozrabiałam!) i bezradności zaczęłam się modlić.

Dziękować za to skarcenie. Pochwaliłam Pana Boga w tych policjantach. W Jego Świętym Imieniu, które w każdym położeniu ma moc wybawić. „Jezu ufam Tobie!”- modlitwa na każdy czas.

No i wraca do mnie policjant.

I okazuje się, że dostaję jednak tylko pouczenie.

Pan Bóg jest wielki!

Wybawia w drobnych rzeczach i małych!

Z tą sytuacją skojarzyło mi się tak wiele sytuacji chorób moich dzieci.

I w niejednej z nich też takie poczucie bezradności, trudu ponad siły.

I tyle razy Pan Bóg wybawiał!

Tyle razy Pan Bóg wybawiał!

I z perspektywy czasu widzę, że najlepiej na tym wychodziłam i ja, i dzieci, gdy nie dyrygowałam swoimi prośbami Panu Bogu, co ma zrobić, tylko ufałam i chwaliłam Go w tych trudnych sytuacjach.

Tym mniej antybiotyków, tym mniej chemicznych leków dzieci przyjmowały, tym mniej szamotania się ze sobą, z dziećmi.

Byłam niedawno w świetnej Szkole Języka Włoskiego. Jej nauczyciel opowiadał nam o języku i kulturze włoskiej. Mnóstwo ciekawostek! M.in. i ta, że przeciętnie pierwszy raz antybiotyk Włoch bierze w wieku 30 lat.

A u nas?

Same wyciągnijcie wnioski.

Podsumowując – 2 ważne rzeczy:

  1. Ufać! I chwalić Boga w Jego planach!
  2. Robić dobrze swoją robotę czyli dbać najlepiej jak umiemy o powierzony nam dar: życia (wiecznego przede wszystkim!), zdrowia.


Stroimy się, otulamy się, jesteśmy piękne- bo jesteśmy tego warte :)

W mojej szafie mam już 3 długie chusty, ale potrzebuję więcej.

Kupię, wymienię etc.

Po co mi tyle?

Otóż wielu chust używa się podczas masażu zamykającego podczas zakończenia połogu. A ponieważ chcę coraz lepiej służyć jako doula, to wyposażam się stopniowo.

Przyznam się szczerze, że początkowo zlekceważyłam ten masaż.

Może wynikło to z tego, że samej nie doświadczyłam jego dobroczynnych skutków.

Nie doświadczyłam, nie przemyślałam, że ma on głęboki sens.

Z próżnego i Salomon nie naleje.

W okresie ciąży na ciało matki działa hormon zwany relaksyną. Powoduje on większą ruchomość więzadeł, stawów. I służy to wszystko rodzącemu dziecku, by ciało matki łatwiej mogło się otworzyć i dać mu wyjść. I masaż zamykający, który wykonuje się na zakończenie połogu przy pomocy chust ma pomóc z powrotem naciągnąć tkanki, które się rozeszły. Ale też dopieścić matkę. Pomóc jej zakończyć pewien etap w życiu, pogodzić się z tym, co za nią.

W końcu zmobilizowałam się, żeby zrobić ten masaż zamykający. Pierwszej mamie, drugiej, kolejnej.

I odkryłam, jaką ulgę, błogość on przynosi.

Same matki tak wiele dając z siebie, potrzebujemy pozwolić obdarować się. Tak wiele tuląc, potrzebujemy otulenia.

I to daje Cerrada- masaż zamykający, który jest otulaniem zarazem.

Jeśli czujesz, że za mało tego zaopiekowania sobie podarowałaś dotychczas, możesz skorzystać z pomocy autorki portalu otulicmame.pl  lub na Facebooku z grupy „Domowe Sanatorium dla Mam”.

Jeśli zainteresowało Was używanie chust, to

TU

zobaczycie, jak można ich używać przed porodem, w jego trakcie i później.

Tulę Was do Najpiękniejszego Serca 🙂

Wiecie jakiego, nieprawdaż?

Doula- Fizula

 



Też jestem w sercu Boga…

@Katarzyna Gumowska Fotografia

Najłatwiej mi pisać, gdy dostaję od Was oddźwięk, gdy zaczynacie rozmawiać.

Gdy widzę sens.

Ale i Wy szukacie sensu w Waszym macierzyństwie. W radości, ale i trudzie.

I znajdujecie sens w nieprzespanych nocach.

 

Podoba Wam się to zdjęcie?

Mi bardzo! Cudny mały skarb!

Przypomina mi siebie samą, gdy byłam dzieckiem.

Przypomina mi moje dzieci.

I inne dzieci.

I ból człowieka- dziecka.

 

Znacie instrukcję, jaką się udziela pasażerom w samolocie?

Gdy uczy się zakładania maski tlenowej rodzica, uświadamia się go, żeby najpierw założył SOBIE maskę tlenową. Dopiero potem dziecku. Co dziecku po rodzicu, który pada niedotleniony? Ani sobie nie pomógł, ani dziecku nie jest w stanie, bo brakuje mu tlenu!

Czy podobnie nie jest w naszej codzienności?

Padamy na twarz i zamiast być litościwą dla siebie, traktujemy siebie jak piąte koło u wozu, o które nie trzeba dbać.

A trzeba i to bardzo!

Jeśli tego nie robimy, to odbija się to i na dzieciach, bo z nimi jesteśmy, i na relacji małżeńskiej, bo w niej jesteśmy.

Jesteśmy świetne w troszczeniu się o innych, w modlitwie za innych, w karmieniu innych, w goszczeniu innych.

Kto spróbuje pomodlić się za siebie samą?

To trudniejsze czy łatwiejsze niż modlitwa za innych?

 

 



Kim byłaś? Kim zostałaś?

@Katarzyna Gumowska Fotografia

Byłyście dziećmi?

Głupie pytanie, nieprawdaż?

A może wymagano od Was, żebyście szybko przestały być dziećmi?

A ile w Was dziecka zostało?

Jakie to dziecko?

Śmiejące się?

A może ono się złości?

Czy często płacze?

Czy wścieka?

Czy niecierpliwi?

Czy skacze entuzjastycznie?

Pozwólcie temu dziecku w Was żyć. Wówczas będzie miało szansę dojrzeć lub zarazić Was entuzjazmem, jakiego starannie wyzbywają się dorośli.

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie. Nie zabraniajcie im”– kto to powiedział?

 

Czy nie nazbyt łatwo odnosimy to do innych pomijając siebie samą starannie?

Serdecznie dziękuję Kasi i jej klientom za podzielenie się swoimi cudnymi zdjęciami 🙂

Będą następne!!!!