Archiwum kategorii ‘Rodzenie’


Mężne czy szalone?

Z pewnością mężne

 

Jak widać „Matki mężne czy szalone?” Marty Dzbeńskiej-Karpińskiej wam reklamuję.

Kobiety, którym wmawiano:

  • że nie powinny być matkami;
  • że powinny pozwolić zabić swoje dziecko, żeby ratować swoje wiszące na włosku życie i zdrowie;
  • że powinny ograniczyć ilość swoich dzieci do jednego, do zera;
  • że powinny zapomnieć o macierzyństwie,

mimo to zostają matkami. Dają żyć swoim dzieciom, stawiają czoło chorobom.

Rodzą i wychowują, pomimo że „miało być tak strasznie”, że chorobami straszono jak czającym się potworem.

Wytrwały.

Przechorowały swoje.

Zaufanie zwyciężyło.

I miłość zwyciężyła.

Ocaliła zdrowie i życie dzieci.

Przeczytajcie koniecznie. I podajcie dalej.

To książka pełna nadziei wbrew beznadziei.

Oprócz tego piękne albumowe zdjęcia, piękna grafika, które pozwalają spotkać bohaterów po latach.



Maraton czy spływ rwącą rzeką?

Na początku zdjęcie dziecka.

Uczy się młoda osoba.

Teraz link:

Napisane przez studentkę: straszenie bólem porodowym

Też się uczy młoda osoba. A co. Niech jej będzie. Rozpowszechnię jej twórczość literacką.

A teraz ja się odezwę z głębin mojej sędziwości 😉

Na nic straszenie bólem porodowym. Kobiety i tak rodzą.

Niektóre nawet rodzą śpiewając i tańcząc. I ciesząc się rodzeniem i błogosławiąc swoje dziecko zamiast pogrążać się w bólu.

No i pozwolę się nie zgodzić ze studentką, która nie rodziła, a która porównuje poród do maratonu. Poród nie jest jak maraton. Bo w porodzie główną rolę odgrywają mięśnie gładkie niezależne od naszej woli. W maratonie natomiast główną rolę odgrywają mięśnie poprzecznie-prążkowane, które możemy świadomie spinać. Spinanie mięśni zależnych od naszej woli w porodzie nie prowadzi do niczego dobrego- najwyżej do stresu, utrudniania narodzin dziecku, uszkodzeniu mięśni dna miednicy. W porodzie, aby przebiegał bez zakłóceń i spokojnie mięśnie trzeba raczej rozluźniać, balansować nimi, dawać im wytchnienie. Głównym mięśniem, który rozluźniamy w porodzie jest mięsień zwieracz, którym jest szyjka macicy. Zaciskanie jednak innych mięśni, zwłaszcza mięśni dna miednicy utrudnia i rozwieranie szyjki.

Stąd wolę poród porównać do spływu  rwącą rzeką. Kto odda się temu nurtowi, doceni go i zrozumie, ten jest w stanie w pewnym stopniu pokierować swoją łodzią, w której przewozi skarb- dziecko. O wiele łatwiej się rodzi, gdy doświadcza się poczucia bezpieczeństwa- wtedy łatwiej o rozluźnienie, puszczenie mięśni zwieraczy, a więc też otwieranie szyjki.

No i przereklamowane parcie. Jeśli dziecko jest niedotlenione i głęboko w kanale rodnym, to rzeczywiście trzeba jak najszybciej, najmocniej przeć, żeby pomóc mu się wydostać. Ale większości dzieci nie trzeba poganiać, można im dać spokojnie, łagodnie się narodzić bez pośpiechu, bez poganiania. I bez nadwyrężania tłoczni brzusznej jaką jest przepona, co obniża niepotrzebnie wszystkie mięśnie dna miednicy.

Dziecko może się bardzo łagodnie rodzić „na wydechu”, poprzez „zdmuchiwanie świeczek” przez mamę. Gdy przechodzi stopniowo przez drogi rodne mniejsza jest dekompresja jego główki czyli bardziej stopniowa łagodniejsza zmiana ciśnień wywierana na główkę.

Porównywanie porodu do maratonu sprawia wrażenie jakby bieganie lub nadwyrężanie swoich mięśni zależnych od woli ułatwiało rodzenie. Niekoniecznie. Na pewno jest potrzebne głębokie oddychanie. Ale dla pracy mięśni gładkich współpracujących ze zwieraczem szyjki macicy. Przede wszystkim zaś dla rodzącego się dziecka, które się nieźle musi nagimnastykować: najpierw zginając, potem obkręcając, potem odginając, żeby na koniec znów się obkręcać.

Myślę, że warto w rodzeniu zauważyć, docenić aktywność pasażera łódki. I dokarmiać go oddechem, dokarmiać go dobrym jedzeniem (w początkowej fazie porodu), by miał siłę wiosłować do brzegu spotkania.

Wasza doula- Fizula 🙂



Kobieta z uśmiechem

Z Anną Powideł, autorką książki „Cesarzowa rodzi w domu”

 

Spotkanie z kobietą o niezwykłym uśmiechu- Anią Powideł z okazji Międzynarodowego Dnia Porodów Domowych 6 czerwca.

Dzień pełen niespodzianek.

Wzruszeń.

Spotkań przez duże S.

Zadziwienia, że:

  • życie zwycięża;
  • są rodzice, którzy na swoje ręce w zaciszu domowym przyjęli 12 dzieci;
  • że trudne szpitalne doświadczenia nie muszą determinować naszego życia, jeśli oddamy je Bogu prawdziwemu;
  • że w sytuacjach, gdy lekarze załamują ręce i mówią, że nic się nie da zrobić i skazują na medykalizację, można tak wiele pomóc (kobieta pod koniec ciąży z wielowodziem, problemem z nerkami wyleczyła się przy pomocy ziołowej kuracji: ekstrakt z korzenia pietruszki, ziela rdestu, skrzypu, nawłoci, liścia brzozy, kłącza perzu, korzenia lubczyku).

Wasza doula- Fizula



Zapraszam serdecznie

Konferencja z okazji Międzynarodowego Dnia Porodów Domowych

6 czerwca Wilanów

Wspaniała okazja, by się spotkać, nieprawdaż?

Z kim się spotkam?

 



Dużo dzieci- dużo wsparcia

Zastanawiam się, jakie powinno być wsparcie dla matek wielodzietnych przed porodem.

I uczę się od nich wielu dobrych rzeczy:

  • że mimo wielu dzieci można odpoczywać, ucinać sobie drzemkę w ciągu dnia;
  • prosić o pomoc, gdy ta jest potrzebna;
  • doceniać swoje dzieci, swoją rodzinę i przyjmować ich pomoc jako znak życzliwej miłości;
  • że karmiąc siebie i człowieka, co w brzuchu gra w nogę, można wybierać wartościowe żywienie, które wzmacnia i odżywia i mamę, i dziecko.

I ja dorzucę parę okruchów w celu wzmocnienia mam i ich najmłodszych dzieci przed porodem (zwłaszcza kolejnym):

  • dbanie o jedność w małżeństwie, w rodzinie; małżonkowie do porodu idą jak trzej muszkieterowie; „Jeden za wszystkich wszyscy za jednego”; no i ta trójka nie jest przypadkowa- powinni iść ręka w rękę z Tym, którego prosili wspólnie, by im dopomógł wypełnić ślubowanie miłości, wierności i uczciwości; jest to najgorszy moment, by któreś z małżonków tworzyło koalicje przeciwko drugiemu, choćby nawet z położną, doświadczoną ciocią, lekarzem itd.; jak to jest ważne, żeby małżonkowie grali w jednym zespole, żeby poród przebiegł dobrze, by mieć serce pełne cierpliwości i pokoju dla rodzącego się dziecka, a później dla już narodzonego;
  • dobre nawodnienie, odżywianie, zwłaszcza bogate w witaminy, mikroelementy, wspierające odporność; np. liście malin, daktyle, imbir; probiotyki; ale też wiele warzyw, owoców, nasion itd; pamiętam pewną mamę, która nie miała siły rodzić „tylko” i „aż” dlatego, że w upał biegała za sprawunkami, a nie znanazła czasu, by zadbać o siebie i dziecko i na czas napoić; ale czy chodzi tylko o to, żeby wystarczająco się napić i najeść i nie pamiętać o całym świecie? oczywiście, że nie; nasza dusza jest głodna i spragniona Boga- a On jest spragniony naszego serca „Strumienie wody  żywej popłyną z Jego wnętrza”; i dba o nas całych;
  • zaufanie temu, że Boży plan dla naszego życia jest dobry; i On nie wymyślił porodu jako szczególnego rodzaju tortury dla kobiet, ale jako ratunek dla świata, jako małżeńskie lub rodzinne świętowanie, w czasie którego może mieć miejsce np. modlitwa, małżeńskie zbliżenie czy inne oznaki małżeńskiej czułości, taniec, muzyka, śpiew, wzajemna troska, wspólne wzruszenie, że niedługo się przywita nadchodzące drogami rodnymi dziecko; trudno o taki poród w murach szpitala, ale ponieważ matki są mistrzami świata w rodzeniu, już uczestniczyłam i słyszałam nie raz o tak pięknie przebiegających porodach choćby i w placówkach szpitalnych; poród jest jak poddanie się rwącej fali rzeki, trzeba więc łagodnie pozwolić się porwać, by dopłynąć do przystanku pt.: „spotkanie z dzieckiem”; to nie położna czuje, kiedy masz skurcze parte i kiedy powinnaś przeć; dlatego dobrze jest czuć się swobodnie i naturalnie w czasie  porodu, gdy położna nie zachowuje się jak dyrektor przedsiębiorstwa zwanego „poród”, a uważna, cierpliwa podpora; jeśli dziecko jest w dobrym stanie, dotlenione, to nie ma sensu nerwowe przyśpieszanie porodu, ma natomiast sens spowalnianie parcia przez „zdmuchiwanie świeczek” (krótkie i szybkie wydechy), jeśli zależy nam na ochronie krocza matki oraz główki dziecka przed gwałtowną zmianą ciśnień;
  • pokój serca jest cenny; serce matki jest narażone na niepokoje, troski; trwa batalia o jej serce; przychodzi tu z pomocą Bóg, który jest miłością i pokornie prosi: „Wylewaj przede mną swoje serce!” „Przerzuć wszystkie swoje ciężary na Mnie, gdyż Mi zależy na Tobie”. Odbiciem tego pokoju będą też rozluźnione mięśnie, pozwolenie sobie na radosną pracę, ale też odprężający wypoczynek. Warto też zadbać o właściwą kurczliwość mięśnia macicy (a tak naprawdę całego ciała): moczyć się w solach magnezu (niektórzy nacierają się oliwką magnezową), popijać napary łagodnych ziół np. z liści malin. Może pomóc też matce otworzyć się na pokój dobry dotyk, kojący, rozluźniający, masaż męża, czasem douli. Przede wszystkim masaż karku, stóp, pleców. Całego ciała.
  • wiele błogosławieństw; jak wiele dobra czynią ręce matki i ojca błogosławiące siebie nawzajem, błogosławiące ich dziecko na różne życiowe drogi 🙂 również na drogę porodu 🙂

Doula- Fizula



Wypadek? Kto odpowiedzialny?

W ostatnim czasie czytałam dwa artykuły o tym, jak lekarzowi wypadło nowo narodzone dziecko z rąk. Jedno na podłogę wyślizgując się z dróg rodnych matki oraz rąk lekarza, drugie na stanowisko dla noworodków. Ten drugi incydent zarejestrowany przez gorliwego tatę na filmie, więc można sobie obejrzeć gdzieś w internecie, na Facebooku bodajże.

I dziesiątki komentarzy pod tym. Oczywiście opluwających lekarzy, personel medyczny.

Że jak tak można się śpieszyć! Epitetów i obelżywości mnóstwo.

No i racja. W tej sytuacji sprawdza się przysłowie „festina lente” czyli „śpiesz się powoli”.

Ale z drugiej strony, czy czasem nie da się współczuć temu lekarzowi, położnej?

Na pewno specjalnie tego nie zrobili. Mogli być zmęczeni (np. po 24 godzinnym dyżurze- kto by nie był?). Mogli być potrzebni przy następnym porodzie. Mogli być niewyspani i w związku z tym rozkojarzeni etc. Można by tak długo mnożyć ewentualności, zapytania.

Nikt jednak z piszących internautów nie zadał pytania o ręce ojca. Gdzie one były, gdy trzeba było trzymać, łapać dziecko. Zbyt łatwo się sprowadza ojców do niemych świadków, reporterów na porodówce. Ale też sami dają się sprowadzić przyklejając się do telefonów. Bo w jednym z wydarzeń ojciec właśnie nagrywał to tragiczne wydarzenie. Nie chodzi o to, bym oskarżała ojca- pytam jedynie o jego powołanie.

Ojcowie kochający świadomi, obecni, uczestniczący potrafią być świetnymi ratownikami. Z jakim fantastycznym refleksem potrafią podrzucać dzieci i łapać je aż maluchy piszczą ze śmiechu. Czy nie jest spłycaniem ich roli, pozostawienie ich wyłącznie w funkcji „nagrywacza”?

Personel medyczny czasem się wkurza na tych rodziców, którzy za wszelką cenę pilnują, nie odstępują swoich dzieci ani na krok. Że utrudniają im pracę, patrzą na ręce. Że chcą decydować, trzymać swoją rękę na pulsie.

Ale jak cenne w tej sytuacji byłyby wyciągnięte ręce matki albo ojca po dziecko.

Dziecko w trakcie narodzin jest śliskie, mokre, w śluzie, mazi płodowej, czasem trochę we krwi.

Znam takich rodziców, którzy w porodzie i po porodzie cały czas dopilnowali, by nie rozstawać się z dzieckiem, nie pozwolić go dokarmić, zabrać, zrobić jakichkolwiek zabiegów bez ich czujnej refleksyjnej obecności etc.

Trudne dla personelu to było. Rodzice się nasłuchali. Cięgi, negatywne uwagi zebrali. Błogosławione w skutkach dla dzieci. Bo były dopilnowane, wykarmione, zrozumiane.

Będąc doulą zachęcam zwłaszcza mamy, zwłaszcza ojców,by nie bali się w porodzie wyciągać ręce po swoje dziecko, poznawać je, być świadomymi i odpowiedzialnymi. Też poprzez rozsądną współpracę z opieką medyczną.

Takie jest życie.

I to na różnych etapach macierzyństwa i ogólnie rzecz biorąc rodzicielstwa.

Jeśli my nie weźmiemy odpowiedzialności za własne dzieci, weźmie ją ktoś inny tak, jak będzie umiał lub chciał czy „potłuką się” nam dzieci o różne okoliczności życiowe.

Najlepiej na każdym etapie złożyć swoje Skarby w wierne ręce Boże. I współpracować z nimi w dziele „łapania” dziecka. To zawsze działa.



„To tylko oksytocyna…”

„To tylko oksytocyna… To pani pomoże szybciej urodzić…” „To nie ma skutków ubocznych…”

Czy na pewno?

Ależ ma.

Miałam możliwość porównania na własnej skórze porodu ze sztuczną oksytocyną w kroplówce i bez. Różnica była mniej więcej taka, że poród z tym sztucznym hormonem przypominał kilkugodzinny skurcz od początku do końca podczas gdy poród bez sztucznych dodatków to krótkie skurcze z długimi przerwamy i jedynie „mocna” końcówka.

No wiadomo. U każdego skutki leku mogą być inne.

Tylko pytanie: czy zdrową kobietę i zdrowe dziecko trzeba leczyć?

Czy poród jest czymś, co trzeba leczyć?

Weźmy pod lupę ten lek „bez skutków ubocznych” czyli sztuczną oksytocynę.

 

Oto jakie w ulotce Oksytocyny są wymienione „niegroźne” skutki uboczne dla dziecka:

No to może chociaż dla matki niegroźne?

Przeczytajmy sobie:

Ojoj!

No to może taki cud-miód dla przebiegu porodu?

To może jednak warto i cierpliwie czekać na samoistny poród, i cierpliwie pozwolić dziecku się rodzić bez prób wykurzenia go wcześniej?

Czy którąkolwiek matkę poinformowano o chociaż połowie możliwych skutków ubocznych???

No to gdzie są nasze prawa pacjenta?

Pozdrawiam serdecznie, wiosennie

-doula Fizula



Co ułatwia poród?

W literaturze, w rozmowach z położnymi, matkami można znaleźć, że ułatwia poród:

  • zjadanie 6 daktyli dziennie od 36 tygodnia ciąży („jedz daktyle i dzidziuś wyskoczy za chwilę”);
  • jedzenie oleju z wiesiołka;
  • picie herbaty z liści malin;
  • popijanie w terminie porodu małymi łyczkami w ciągu 1-2 dni herbaty z termosu sporządzonej z: 1 laski cynamonu (zetrzeć); 10 goździków; małego świeżego korzenia imbiru (łatwo się obiera i ściera skrobiąc zwykłą łyżeczką); 1 łyżki herbaty Werbeny.

A co z kobietami, które w ogóle nie miały dostępu do tych pokarmów, nie wiedziały, że są wartościowe w okresie okołoporodowym i mimo wszystko szczęśliwie urodziły?

  • cierpliwość, zdolność czekania- kiedy dziecko jest dojrzałe do porodu? czasem bywa to 2-3 tygodnie po terminie wyznaczonym z miesiączki (czyli wg przestarzałej XIX-wiecznej metody Negellego);
  • istotne jest po prostu dobre odżywienie, nawodnienie matki, aby miała siły do porodu; pewna matka tak się zajęła w upał sprawami okołodomowymi, że przyjechała na porodówkę mocno odwodniona; czy może dziwić, że trzeba było ją podłączać pod aparaturę, kroplówki?
  • intymność, spokój, cierpliwość, odpowiednio dużo czasu na rozwój porodu;
  • osoby towarzyszące, które nie zakłóciły ich porodu na tyle, że były w stanie urodzić; niestety w polskich szpitalach aż ok. 45% kobiet jest okaleczanych cesarskim cięciem tylko z tego powodu, że rodzą.

Jest takie powiedzenie „Z pustego i Salomon nie naleje”. Ono sprawdza się zarówno w okresie porodu jak i karmienia piersią. Są to okresy, kiedy nie można się ani głodzić, ani stosować restrykcyjnych diet (chyba że z jakiś wyjątkowych powodów, np. choroby).



Miss Nowego Yorku rodzi w domu… w Polsce

Dlaczego czasem można urodzić w domu?

Bo żadna położna nie chce do Ciebie przyjechać.

Bardzo ładny wywiad z małżeństwem, które przyjęło czwórkę swoich dzieci w domu. Miejscami śmieszny, bo p. Miss NY jeszcze nie ogarnia polskiego.

Jedyna moja poprawka do wywiadu, to niewłaściwe użycie słów przez męża miss. Nikt nie jest idealny. On przyjął dziecko na swoje ręce, a nie odebrał poród swojej żonie. Gdyby odebrał poród swojej żonie, nie byłaby z tego powodu zadowolona. A to, że nie przeszkadzał jej rodzić, a w odpowiednim momencie wyciągnął ręce po ICH dziecko, tzn. że je PRZYJĄŁ, niczego nie odbierając z porodu swej żonie, ani radości, ani sponatanicznej siły rodzenia.



Narodziny czyli święto rodziny

„Rodzenie z miłością to świętowanie z cierpliwością”

Zgadzacie się z tym?

Świece, modlitwa, masaż, olejki eteryczne, piękna muzyka- to nie są jakieś fanaberie, a wprowadzenie atmosfery sprzyjającej rodzeniu się dziecka.

Gdyby chodziło o rodzenie zwierzaka- to wystarczyłyby słupki, statystyki medyczne, urządzenia itp.

Ale w człowieku nie chodzi tylko o ciało. Rodzi się cały człowiek: z ciałem i duszą.

I nie jest obojętne, czy przyjmą go ręce pełne miłości i modlitwy czy fachowe niecierpliwe ręce, które rzucą dziecko do ocieplarki, bo bardziej wierzą temu urządzeniu niż matce i jej przytuleniu.

Nie bójcie się przynosić atmosfery świętowania do szpitala, jeśli wybieracie szpital, by tam powitać Wasze dziecko.

Z tych kruchych i cennych elementów, jak świece, modlitwa, zapach, dźwięk tworzy się atmosfera.

To nie jest poród żadnej położnej, lekarza.

To Wasz poród i Waszego dziecka, więc pozostańcie za niego odpowiedzialni tworząc go według miary własnej miłości, serdeczności.

Miałam możliwość zobaczenia jak np. uspokajająca muzyka chorałów gregoriańskich dodawała spokoju i cierpliwości nawet personelowi. Oni się zwyczajnie dostrajali do tego. Zaczynali chodzić na paluszkach, pytać, wchodzić w czekanie na to, co ważne.

Pozdrawiam Was serdecznie,

wasza doula Fizula