Archiwum kategorii ‘Rodzenie’


A jak coś się stanie…

Kiedy mówię lub inni mówią o porodzie domowym, często pada pytanie-wątpliwość:

„A jak coś się stanie…”

To „coś” staje na baczność jak jakiś strach na wróble, którym się grozi kobietom chcącym rodzić i rodzącym w domu.

Grozi się jakimś nagłym niespodziewanym „cosiem”, co spada jak grom z jasnego nieba.

Dlaczego więc poród w domu jest bezpieczny w większości sytuacji, gdy mama i dziecko są zdrowi:

  • bo sama otoczka szpitalna rodzi mnóstwo jatrogennych zaburzeń, np. dystocja szyjkowa (szyjka przestaje się rozwierać, bo matka jest sytuacją, szpitalem przestraszona, brak tam intymności);
  • wybierając na czas porodu szpital- udajemy się w obce miejsce, gdzie królują mikroorganizmy, na które nie musimy mieć odporności, np. bardzo silne uodpornione na antybiotyki bakterie- i one mogą być zagrożeniem, i dla mamy, i dla dziecka;
  • w domu mama rodząca, jeśli ma asystę położnej w o wiele większym stopniu jest doglądana niż w niejednym szpitalu, gdzie położna uwija się między kilkoma porodami jednocześnie lub czasem jest w ogóle wypalona zawodowo, więc głównie siaduje w dyżurce na kawie, czy przed komputerem, żeby wszystkie formalności obrobić;
  • w szpitalu stosuje się mnóstwo procedur medycznych niepotrzebnych w sytuacji zdrowia: sztuczna oksytocyna może skutkować nadmiernie mocnymi skurczami, a nawet pęknięciem macicy, przebicie pęcherza płodowego może być niebezpieczne dla dziecka- ze względu na ryzyko wypadnięcia pępowiny, na przyczep błoniasty pępowiny (wykrwawienie się dziecka), KTG, które utrudnia naturalny ruch matki wspomagający wstawianie się dziecka etc.

Dom jest więc miejscem rodzenia dla zdrowych. Szpital- dla chorych i tych, którzy zgadzają się na medykalizację porodu oraz dla tych, którzy ufają bardziej lekarzom niż Panu Bogu, który stworzył naturę.

 



Doula-Fizula

Co ja wiem o porodzie?

Jeśli mam być szczera, mogę powiedzieć za Sokratesem: „Wiem, że nic nie wiem”.

Bo poród to jak nurkowanie w nowym miejscu: ekscytująca niespodzianka, radosne oczekiwanie na wynurzenie.

Bo każde dziecko, a więc każdy poród to nowy świat.

Nowa jeszcze nieodkryta planeta.

Nowe niepowtarzalne wydarzenie, jakiego jeszcze nie było i jakiego nie będzie.

Wyjątkowy człowiek o wyjątkowych dziejach.

Tak niezwykły, że jak każdy może wpłynąć na dzieje świata, na dzieje bitew, sojuszy, architekturę ziemską i niebieską.

Stąd link na czasie, przy okazji rocznicy 15 sierpnia:

O poruczniku Stefanie, który zmienił los Bitwy Warszawskiej.



Ból informuje, ostrzega, leczy

Która to Zosia, a która Tosia?

Zosie i Tosie są super!

Czy wiecie, że ludzie, którzy nie odczuwają bólu, umierają bardzo młodo? Około dwudziestu paru lat bądź wcześniej (proszę mnie poprawić, jeśli macie jakieś świeższe informacje na ten temat).

Dlaczego?

Nie wiedzą, kiedy cofnąć rękę, gdy parzy. Nie uczą się skutecznie, jak unikać upadków, kolizji, żeby nie bolało, kiedy przestać biec. Itd.

A my mamy w życiu wiele sytuacji, kiedy nie doceniamy bólu. A on nas ostrzega: przed zranieniem, poparzeniem, postępem choroby, wyczerpaniem.

W czasie porodu ból też ma znaczenie, wartość ochronną dla nas rodzących i dla rodzącego się człowieka:

-Zatrzymaj się! Odpocznij!- mówi ból o potrzebie oszczędzania sił, aby dotrwać do końca porodu, ale też aby mieć i siły dla dziecka po narodzinach.

-Zatrzymaj się! Przygotuj!- mówi o tym, że dzieje się coś ważnego nad czym się trzeba skupić, co nie powinno nas zaskoczyć.

-Oddychaj!- informuje ból. Dziecko cierpi dużo bardziej z powodu niedotlenienia.

-Współpracuj całym ciałem! Tańcz! Szukaj dogodnej pozycji! Kręć się!- mówi. A wtedy w rytmie tańca pozwala się zapomnieć, odpłynąć na fali rozluźniającej melodii.

-Współpracuj całą duszą!- módl się, ciesz się, bo wkrótce spotkasz kogoś wyjątkowego- swoje dziecko twarzą w twarz.

-Szukaj rąk, które przynoszą ukojenie przez masaż, przeciwucisk, rozluźniający dotyk- mówi ból o tym, że pomoc, konkretnie pomocna dłoń, wsparcie jest na wagę złota w porodzie.

-Porusz się!- mówi ból- bo Twoje dziecko też zmienia pozycję i szuka najlepszej drogi wyjścia na świat.

Nie trzeba się bać bólu, skurczów w porodzie- są one ważnymi informatorami w porodzie fizjologicznym czyli takim, gdy dziecko się zdrowo rodzi, a mama rodzi także cała i zdrowa. Tym bardziej potrzebny jest ból, gdy dzieje się coś niezgodnego z fizjologią- ostrzega on nas wówczas o potrzebie wezwania pomocy, domagania się jej, ratowania zdrowia, a nawet w żadkich sytuacjach życia.

Dlatego tak wiele powikłań daje znieczulenie podczas porodu drogami natury. Przestaje on być wówczas porodem fizjologicznym.

A po co w laktacji potrzebne jest odczucie bólu?

  • żeby nasze serce zmiękło dla dziecka, abyśmy się mogły rozwinąć jako matki;
  • żebyśmy miały informację, kiedy dziecko nie jest prawidłowo przystawiane, żeby uczyć się głębokiego przystawiania, które umożliwia najedzenie się dziecka;
  • żeby uczyć się cierpliwie czekać aż dziecko nassie się bez zabierania mu piersi czyli źródła pokarmu;
  • żeby zwrócić uwagę na stan przepełnienia piersi i nie dopuścić do zastoju ani tym bardziej do zapalenia, czy ropnia piersi;
  • a jeśli się pojawi zastój bądź zapalenie, żeby dać sobie odpocząć, zwrócić uwagę na potrzebę częstszego karmienia z zajętej piersi, otwarcia się na pomoc;
  • żeby nauczyć nas, że zazwyczaj w naszej laktacji dobrą rzeczą jest częste karmienie, dyspozycyjność dla dziecka;
  • żeby zwracać uwagę również na własne potrzeby (czy przepełniona pierś nie woła o pomoc: „Possij mnie, dobre dziecko lub inny członku rodziny!”);
  • żeby zastanowić się, czy na pewno jesteśmy gotowe na odstawienie, gdy podczas zakańczania laktacji boli nas oprócz piersi również serce.

A dlaczego w tytule napisałam, że ból leczy? Widać to zwłaszcza w sytuacji zapalenia piersi. Jeśli z bólu przestajemy przystawiać dziecko do piersi, to jest większe ryzyko powikłań- ropnia piersi, ponownych zapaleń. Jeśli pomimo bólu dalej karmimy- to ułatwia udrożnienie zatkanych przewodów mlecznych. Ból sprawia, że jesteśmy bardziej skłonne leżeć, odpoczywać- to również ułatwia wyzdrowienie w zapaleniu piersi, w którym występują objawy grypopodobne. Jeśli z bólu skorzystamy z leków- naturalnych (cebula, czosnek, imbir, szałwia) lub od lekarza, to również może zwiększyć szansę na wyzdrowienie. Jeśli z powodu bólu skorzystamy z porady konsultanta laktacyjnego lub innej wspierającej osoby, to możemy nauczyć się przystawiać lepiej dziecko do piersi, dogadywać się lepiej z własnym dzieckiem, wybierać metody pomocy łagodzące ból (np. okład z zimnych stłuczonych liści kapusty po karmieniu).

Nie jest to bynajmniej żadna pochwała niepotrzebnego cierpiętnictwa, ale zwrócenie uwagi, że ból to coś nam zwyczajnie potrzebnego. Tak jak mamy w skórze receptory odczuwania np. ciepła i zimna, tak też mamy receptory bólowe zarówno w skórze jak i w innych narządach. W sytuacji zdrowia i jego pogranicza to odczuwanie bólu jest nam potrzebne do zachowania tegoż zdrowia. Natomiast w sytuacji choroby odczuwanie bólu w wielu przypadkach jest potrzebne do odzyskania tegoż zdrowia. Nie piszę tu o sytuacjach ekstremalnych, w których nie ma mądrych ani mocnych. Piszę o zwyczajnych porodach, karmieniu piersią- wówczas najczęściej lepsze jest łagodzenie bólu niż całkowite likwidowanie go. Ból złagodzony, oswojony nie traci funkcji ostrzegawczej, informacyjnej. Ból, którego się pozbyto natomiast, przestaje udzielać ciału wskazówek co do właściwego postępowania. Stąd np. matki ze znieczuleniem podanym do kręgosłupa mają nierzadko problem z właściwym wypieraniem dziecka, a więc 2 fazą porodu.

Książki profesora Fijałkowskiego uważam za genialne. Zaproponował on koncepcję, w której podstawowym sposobem złagodzenia bólu jest odwrócenie od niego uwagi przez rezygnację z lęku na rzecz zwrócenia uwagi na skurcze (czyli co się dzieje z matką) i na rodzące się dziecko (czyli co się dzieje z nim). Drugim podstawowym sposobem, gdzie ból przestaje być przerastający, jest stworzenie atmosfery szacunku, intymności, swobody działania rodzącej matki.

Podsumowując:

„Moc w słabości się doskonali”



Dlaczego?

Czy wiecie, że Naczelna Rada Lekarska jest przeciwna wprowadzeniu standardów organizacyjnych opieki okołoporodowej, a zwłaszcza:

  • temu, by lekarz był zobowiązany do nawiązania z matką rodzącą pozytywnego kontaktu i okazywał jej postawę pełną zaufania;
  • zachowaniu samodzielności w zawodzie położnej, dzięki której może ona przyjmować, wspierać porody fizjologiczne w optymalny sposób.

Dlaczego lekarze się wzbraniają, by nawiązywać dobry kontakt z matką rodzącą? Dlaczego koniecznie chcą być nadzorcami dla położnych, skoro porody, w których one uczestniczą samodzielnie mają mniejszą ilość powikłań? Wyciągnijmy wnioski i bierzmy odpowiedzialność za przyszły kształt położnictwa.

Zachęcam, by wyrazić swoje zdanie o tym- gdyż projekt standardów podlega obecnie konsultacjom społecznym:

Piszmy!

 



Być w gotowości

Strażak wrócił z akcji.

Jeszcze nie zdążył ekwipunku z siebie zrzucić.

Twarz mu się nieco zniekształciła od ognia.

Życie ocalone z pożaru.

Bo był w gotowości 😉

Nic się nie dzieje bez przyczyny.

 

Rozmawiam z pewną mamą i babcią w jednym.

Ma czwórkę dzieci. Wszystkie urodziła przez cesarskie cięcie.

Przed ostatnim cięciem dodawała ducha i wiary swojemu ginekologowi.

Półtorej roku później odwiozła swoją najstarszą córę do porodu.

Zamieszanie na izbie przyjęć. Wszyscy biegają, załatwiają, śpieszą się, bo zaawansowana faza porodu.

Ufff!

Na szczęście młoda babcia się nie śpieszyła, tylko była przy swojej córce i wnuczce.

Wyciągnęła ręce po swoje wnuczę

i

w samą porę.

Mały skarb wyślizgnął się na ręce babci.

Wszystko ma swój sens.

Tylko nie zawsze my mamy cierpliwość,

by na niego czekać,

by go szukać,

by przyjmować niespodziane znaczenia.

 

Lubicie opowieści porodowe?



W żłobie i kłującym sianie, czemu Bóg ma spanie?

Zachwyciłam się.

Tylko dla grzeszników do posłuchania:

Czemu w żłobie, nie w świątyni położyła Maryja Jezusa?



Urodziny, które zmieniły los świata

W dzień Bożego Narodzenia

same ślą się życzenia.

I to Anioła wołanie

niech będzie dziś wysłuchane:

„Nie bójcie się!

Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”.

Żebyśmy do chórów anielskich się przyłączyli

i Boga tu na ziemi, i w niebie chwalili

za cuda Jego miłości

i to wezwanie radości, żebyśmy zawsze się radowali,

Bogu usilnie ufali 🙂



Anioły są pośród nas

Patrząc na życie moich córeczek i synów, widzę, że każde z nich uczynił Pan Bóg cudem, odblaskiem Jego miłości.

Nie mógł więc tego cudu upuścić ze swych rąk samego.

Stąd Anioły Święte.

Dobrze się sprawdzają przy:

  • przechodzeniu przez drogę rodzenia;
  • przy nauce fikania, skakania i od mamy, taty uciekania;
  • przy przechodzeniu przez mosty- jak pokazuje tradycyjny obrazek- myślę o nim jako o pewnej metaforze i widzę, że w życiu dziecka, ale i dorosłego wiele jest takich mostów: most zaufania, most przechodzenia na stronę światłości i poprzez życiowe trudności.

No i ludzie.

Niektórzy z nich tak blisko swojego Anioła Stróża się trzymają, że będąc z nimi człowiek czuje się jak w niebie.

Miałam okazję spotkać i ucieszyć się życiem:

Anioł Stróż narodzin- Sylwia Bieńkowska



Bycie doulą-bycie na usługach królowej

Co znaczy dla mnie być doulą?

 

  • Być przezroczystą czyli nie zasłaniać sobą tak ważnego momentu jakim dla matki, ojca jest święto spotkania z własnym dzieckiem;
  • Dzięki tej przezroczystości pomagać oddychać atmosferą spokoju, cierpliwości, bezpieczeństwa;
  • Iść w tym samym kierunku czyli wspierać w tych wyborach, jakie podejmuje matka podczas porodu i po porodzie;
  • Ośmielać mamusię rodzącą do otwierania się jak przecudny kwiat;
  • Cieszyć się darem narodzin, rodzącą, a gdy trzeba razem się trudzić, smucić albo płakać;
  • Ochraniać dar naturalnego karmienia.

 

Być doulą to cieszyć się życiem, a nawet trudem otwierania na nie 🙂



Zło dobrem zwyciężaj!

Piękne kobietki :)

Wielu ludzi z Polski żyje sprawą rodziny z Białogardu:

Rzecznik Praw Rodziców

To wstrząsająca sprawa medycznego wszechwładztwa. Niby w Polsce minęły czasy totalitaryzmu, ale w niektórych miejscach życia społecznego zadomowił on się na dobre.

Takim miejscem jest niestety nadal wiele szpitali, jak pokazuje historia rodziny z nowonarodzonym dzieckiem.

Wstrząsająca.

Szczególnie dla mnie, bo przypomniało mi się dokładnie moje spotkanie z p. dr. P.Z.

Moje czwarte dziecko rodziło się najdłużej.

Szczęśliwe narodziny naszego synka na ręce moje, męża i położnej. Jednak byłam wówczas znacznie zmęczona porodem, a może poprzedzającymi go nocami. Czy ktoś się może dziwić mamie czwórki dzieci? Nie dałam więc rady urodzić łożyska w „obowiązkowym” okresie. Nawet nie miałam skurczy partych. Jak więc miałam je urodzić? Trudna decyzja położnej, że powinnam się udać do szpitala.

Jeszcze trudniejsza, że ja jadę, a nowonarodzony człowiek zostaje w domu z babcią, dziadkiem i rodzeństwem, aby nie być narażonym na szpitalne zakażenia, na zimno na dworze. Przed wyjazdem odciągam dla niego mleko, udzielam mojej mamie wskazówek, jak się ma opiekować maleństwem.

Z duszą na ramieniu i nadzieją w sercu na szybki powrót wyruszamy we trójkę do szpitala: ja, mąż i położna.

Podczas jazdy i spaceru z samochodu do izby przyjęć oddycham świeżym powietrzem. To mi daje siłę zaraz po przyjeździe wreszcie poczuć skurcz party i energicznie przeć. Co za szczęście! Urodziłam wreszcie to łożysko.

-Panie doktorze, proszę zbadać łożysko. Jeśli jest całe, będę mogła wrócić do mojego dziecka.

I zaskakująca odpowiedź lekarza:

-Nie będę badał odpadów medycznych!

Na szczęście byłam z moją nieocenioną położną, która na te słowa chwyciła szybko łożysko, umyła je błyskawicznie w umywalce, obejrzała i stwierdziła:

-Izuniu, całe jest! Łożysko całe!

Jak bardzo się ucieszyłam na te słowa! Oświadczyłam, że w takim razie wychodzę ze szpitala.

-Nigdzie pani nie wychodzi! Musi być zrobione łyżeczkowanie.

Moje życie, jakie się potoczyło, pokazało, że ten zabieg po urodzeniu całego łożyska byłby niepotrzebnym okaleczaniem mnie. To był mój najkrótszy, bardzo łagodny połóg.

Pan dr, żeby zmusić mnie do pozostania w szpitalu zaczął grozić policją. Na to mój mąż zaczął mu grzecznie tłumaczyć, że dzień wcześniej weszły w życie standardy okołoporodowe, które umożliwiają kobietom porody w domu. „Nie obchodzą mnie te standardy”- odpowiedź medyka.

„Dzięki” panu dr moje 4-godzinne dziecko musiało czekać na mnie dłużej niż to było potrzebne, gdyż musieliśmy jako „groźni przestępcy” oczekiwać na przyjazd policji.

Następnie policja odwiedziła chyba najmłodszego „podejrzanego”- kilkugodzinnego człowieka oraz nas wielce podejrzanych jego rodziców, którzy śmieli urodzić w domu i zwrócić się o pomoc do szpitala.

To jest króciutki fragment z mojej historii. Historii z happy endem, ale też historii, która pokazała mi, czym są nasze szpitale.

Nie wszystkie historie jednak kończą się dobrze. Nie zawsze z udziałem policji, bo my matki bohatersko, pokornie znosimy tak wiele bólu, niezrozumienia, że uginamy się w tym cierpieniu nierzadko. Jeszcze bardziej serce nam się kraje, gdy muszą doświadczać go po urodzeniu nasze dzieci.

Jestem jednak przekonana, że możemy zmienić polskie szpitale, polskich lekarzy i położne.

Mocą modlitwy!

Módlmy się za tych, którzy najbardziej nas i nasze dzieci dotknęli, skrzywdzili. Przebaczmy im i módlmy się za nich!

Modlitwa tego, kto wybacza, ma wielką siłę rażenia. Siłę miłości przemieniającej. Zwłaszcza Koronka do Miłosierdzia Bożego.

Dołączycie do niej?

Dołączcie i podajcie dalej!