Archiwum kategorii ‘Rodzenie’


Być w gotowości

Strażak wrócił z akcji.

Jeszcze nie zdążył ekwipunku z siebie zrzucić.

Twarz mu się nieco zniekształciła od ognia.

Życie ocalone z pożaru.

Bo był w gotowości 😉

Nic się nie dzieje bez przyczyny.

 

Rozmawiam z pewną mamą i babcią w jednym.

Ma czwórkę dzieci. Wszystkie urodziła przez cesarskie cięcie.

Przed ostatnim cięciem dodawała ducha i wiary swojemu ginekologowi.

Półtorej roku później odwiozła swoją najstarszą córę do porodu.

Zamieszanie na izbie przyjęć. Wszyscy biegają, załatwiają, śpieszą się, bo zaawansowana faza porodu.

Ufff!

Na szczęście młoda babcia się nie śpieszyła, tylko była przy swojej córce i wnuczce.

Wyciągnęła ręce po swoje wnuczę

i

w samą porę.

Mały skarb wyślizgnął się na ręce babci.

Wszystko ma swój sens.

Tylko nie zawsze my mamy cierpliwość,

by na niego czekać,

by go szukać,

by przyjmować niespodziane znaczenia.

 

Lubicie opowieści porodowe?



W żłobie i kłującym sianie, czemu Bóg ma spanie?

Zachwyciłam się.

Tylko dla grzeszników do posłuchania:

Czemu w żłobie, nie w świątyni położyła Maryja Jezusa?



Urodziny, które zmieniły los świata

W dzień Bożego Narodzenia

same ślą się życzenia.

I to Anioła wołanie

niech będzie dziś wysłuchane:

„Nie bójcie się!

Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”.

Żebyśmy do chórów anielskich się przyłączyli

i Boga tu na ziemi, i w niebie chwalili

za cuda Jego miłości

i to wezwanie radości, żebyśmy zawsze się radowali,

Bogu usilnie ufali 🙂



Anioły są pośród nas

Patrząc na życie moich córeczek i synów, widzę, że każde z nich uczynił Pan Bóg cudem, odblaskiem Jego miłości.

Nie mógł więc tego cudu upuścić ze swych rąk samego.

Stąd Anioły Święte.

Dobrze się sprawdzają przy:

  • przechodzeniu przez drogę rodzenia;
  • przy nauce fikania, skakania i od mamy, taty uciekania;
  • przy przechodzeniu przez mosty- jak pokazuje tradycyjny obrazek- myślę o nim jako o pewnej metaforze i widzę, że w życiu dziecka, ale i dorosłego wiele jest takich mostów: most zaufania, most przechodzenia na stronę światłości i poprzez życiowe trudności.

No i ludzie.

Niektórzy z nich tak blisko swojego Anioła Stróża się trzymają, że będąc z nimi człowiek czuje się jak w niebie.

Miałam okazję spotkać i ucieszyć się życiem:

Anioł Stróż narodzin- Sylwia Bieńkowska



Bycie doulą-bycie na usługach królowej

Co znaczy dla mnie być doulą?

 

  • Być przezroczystą czyli nie zasłaniać sobą tak ważnego momentu jakim dla matki, ojca jest święto spotkania z własnym dzieckiem;
  • Dzięki tej przezroczystości pomagać oddychać atmosferą spokoju, cierpliwości, bezpieczeństwa;
  • Iść w tym samym kierunku czyli wspierać w tych wyborach, jakie podejmuje matka podczas porodu i po porodzie;
  • Ośmielać mamusię rodzącą do otwierania się jak przecudny kwiat;
  • Cieszyć się darem narodzin, rodzącą, a gdy trzeba razem się trudzić, smucić albo płakać;
  • Ochraniać dar naturalnego karmienia.

 

Być doulą to cieszyć się życiem, a nawet trudem otwierania na nie 🙂



Zło dobrem zwyciężaj!

Piękne kobietki :)

Wielu ludzi z Polski żyje sprawą rodziny z Białogardu:

Rzecznik Praw Rodziców

To wstrząsająca sprawa medycznego wszechwładztwa. Niby w Polsce minęły czasy totalitaryzmu, ale w niektórych miejscach życia społecznego zadomowił on się na dobre.

Takim miejscem jest niestety nadal wiele szpitali, jak pokazuje historia rodziny z nowonarodzonym dzieckiem.

Wstrząsająca.

Szczególnie dla mnie, bo przypomniało mi się dokładnie moje spotkanie z p. dr. P.Z.

Moje czwarte dziecko rodziło się najdłużej.

Szczęśliwe narodziny naszego synka na ręce moje, męża i położnej. Jednak byłam wówczas znacznie zmęczona porodem, a może poprzedzającymi go nocami. Czy ktoś się może dziwić mamie czwórki dzieci? Nie dałam więc rady urodzić łożyska w „obowiązkowym” okresie. Nawet nie miałam skurczy partych. Jak więc miałam je urodzić? Trudna decyzja położnej, że powinnam się udać do szpitala.

Jeszcze trudniejsza, że ja jadę, a nowonarodzony człowiek zostaje w domu z babcią, dziadkiem i rodzeństwem, aby nie być narażonym na szpitalne zakażenia, na zimno na dworze. Przed wyjazdem odciągam dla niego mleko, udzielam mojej mamie wskazówek, jak się ma opiekować maleństwem.

Z duszą na ramieniu i nadzieją w sercu na szybki powrót wyruszamy we trójkę do szpitala: ja, mąż i położna.

Podczas jazdy i spaceru z samochodu do izby przyjęć oddycham świeżym powietrzem. To mi daje siłę zaraz po przyjeździe wreszcie poczuć skurcz party i energicznie przeć. Co za szczęście! Urodziłam wreszcie to łożysko.

-Panie doktorze, proszę zbadać łożysko. Jeśli jest całe, będę mogła wrócić do mojego dziecka.

I zaskakująca odpowiedź lekarza:

-Nie będę badał odpadów medycznych!

Na szczęście byłam z moją nieocenioną położną, która na te słowa chwyciła szybko łożysko, umyła je błyskawicznie w umywalce, obejrzała i stwierdziła:

-Izuniu, całe jest! Łożysko całe!

Jak bardzo się ucieszyłam na te słowa! Oświadczyłam, że w takim razie wychodzę ze szpitala.

-Nigdzie pani nie wychodzi! Musi być zrobione łyżeczkowanie.

Moje życie, jakie się potoczyło, pokazało, że ten zabieg po urodzeniu całego łożyska byłby niepotrzebnym okaleczaniem mnie. To był mój najkrótszy, bardzo łagodny połóg.

Pan dr, żeby zmusić mnie do pozostania w szpitalu zaczął grozić policją. Na to mój mąż zaczął mu grzecznie tłumaczyć, że dzień wcześniej weszły w życie standardy okołoporodowe, które umożliwiają kobietom porody w domu. „Nie obchodzą mnie te standardy”- odpowiedź medyka.

„Dzięki” panu dr moje 4-godzinne dziecko musiało czekać na mnie dłużej niż to było potrzebne, gdyż musieliśmy jako „groźni przestępcy” oczekiwać na przyjazd policji.

Następnie policja odwiedziła chyba najmłodszego „podejrzanego”- kilkugodzinnego człowieka oraz nas wielce podejrzanych jego rodziców, którzy śmieli urodzić w domu i zwrócić się o pomoc do szpitala.

To jest króciutki fragment z mojej historii. Historii z happy endem, ale też historii, która pokazała mi, czym są nasze szpitale.

Nie wszystkie historie jednak kończą się dobrze. Nie zawsze z udziałem policji, bo my matki bohatersko, pokornie znosimy tak wiele bólu, niezrozumienia, że uginamy się w tym cierpieniu nierzadko. Jeszcze bardziej serce nam się kraje, gdy muszą doświadczać go po urodzeniu nasze dzieci.

Jestem jednak przekonana, że możemy zmienić polskie szpitale, polskich lekarzy i położne.

Mocą modlitwy!

Módlmy się za tych, którzy najbardziej nas i nasze dzieci dotknęli, skrzywdzili. Przebaczmy im i módlmy się za nich!

Modlitwa tego, kto wybacza, ma wielką siłę rażenia. Siłę miłości przemieniającej. Zwłaszcza Koronka do Miłosierdzia Bożego.

Dołączycie do niej?

Dołączcie i podajcie dalej!



Poronienie to w niebie zaistnienie

– zdjęcie zrobione przez któreś z moich dzieci;

My matki, które poroniłyśmy bywamy załamane tą sytuacją utraty dziecka.

To boli.

To kusi do pogrążania się w smutku.

Rozstanie i tęsknota doskwierają, skoro się kochało. A może tym bardziej, gdy się nie kochało.

Ale prędzej czy później przychodzi ocknięcie.

Utrata dziecka?

Nie!

Gdy dziecko idzie do nieba, to się je zyskuje.

Jedni z naszych znajomych na grobie swojego maleństwa wygrawerowali napis: „Gromadźcie sobie skarby w niebie.”

Każdy dzień kochania tego maleństwa, gdy mieszkało z nami, był cenny.

O ile bardziej cenny jest każdy dzień w ramionach kochającego Boga Ojca.

Dzieci te żyjące na ziemi często się gubią- dosłownie i w przenośni.

Niebo to czas, kiedy żyją pełnią entuzjazmu i nic im już nie zagraża. Kiedy mają pełno czasu, by fikać radosne koziołki razem ze swoim Aniołem Stróżem. I nic nie jest w stanie oddzielić ich od Miłości, od oddychania nią, napełniania się nią.

Nie oszukujmy się: nawet bardzo kochając swe dzieci, zdarza się każdemu z nas być dla nich niedobrą, niecierpliwą, gniewliwą.

Gdy się ma dziecko na ziemi- to rodzic powinien być bardziej kochający. I zazwyczaj jest.

Gdy się ma dziecko w niebie- to od własnego dziecka można się uczyć miłości. Bo ono jest już zanurzone w jej oceanie.

I promienieje nią!



?Czy matki same się tną lancetami podczas porodu?

„Przypadki okaleczenia dzieci w trakcie cesarskiego cięcia zdarzają się raz na 100 przypadków.”

Cytat z:

Rozcięcie główki

No to jednym ratują cesarką życie, innych okaleczają na całe życie.

A jeszcze na dodatek zwalają winę oczywiście na kogo by innego- na mamusię! To oczywiście matka wzięła i skalpelkiem dziecko po głowie machnęła, bo co się będzie męczyć!

Bo ginekolog biedaczek nie umie zrobić badania ginekologicznego i wyczuć, że pękł już pęcherz. Spytać też nie umie matki, czy wody jej odeszły.

Historia tego dziecka woła: „Potrzebowałam wyciągniętych rąk matki i położnej, by się urodzić, a nie kaleczenia mnie i mojej matki!”



VBAC czyli rodzenie się dziecka i matki

Na facebookowym profilu szpitala świętej Zofii w stolicy nowinka: matka po 3 cesarskich cięciach urodziła szczęśliwie naturalnie dziecko o wadze 4350g. Na zdjęciu szczęśliwy tatuś z dzieckiem.

Masa komentarzy.

Gratulacji i prowokacji.

Gdzieniegdzie oburzenie i osąd: jacy nieodpowiedzialni lekarze i rodzice.

I tak się zastanawiam właśnie- czym ta odpowiedzialność jest.

I w tym wypadku nie mam wątpliwości, że była wyborem szukania dobra dla mamy i dziecka. Choć niełatwym wyborem- przypuszczam.

Nie przestaje mnie zadziwiać ignorancja tak wielu osób co do praw pacjenta. Wiele osób zwyczajnie zdradza się ze swoją niewiedzą, że matka nie musi zgadzać się na operację, nawet jeśli standardowo ją się robi w takiej sytuacji. I na pewno najpierw jej była proponowana, sugerowana, doradzana.

Lekarze mają wiedzę.

Rodzice mają intuicję, jeśli kochają.

Intuicję czyli mądrość serca, która widzi dalej.

„Wszystko jest możliwe dla tego, który wierzy.”

Jaki to fragment?