Archiwum kategorii ‘Rodzenie’


Zapraszam

Kto chce usłyszeć dobre rzeczy o porodzie i podzielić się tym, co dobre, piękne we własnym porodzie,

tego zapraszam 26. 03. 2020 na godzinę 17.00 do Klubokawiarni Tapataj w Lublinie. Zapisy u mnie. Więcej informacji znajdziecie tu:

Krąg Opowieści Okołoporodowych

Wiem, że każda matka ma prawo ucieszyć się własnym porodem, dostrzec to, co w nim piękne, wzniosłe, dobre, niezależnie od drogi przychodzenia na świat dzieciątka. Mam nadzieję, że to będzie właśnie przestrzeń dzielenia się tym dobrem. Opowiadania tego, co wzmacnia, wspiera, podnosi.

Serdeczności,

doula Fizula



Ocalając duszę

Naziści z Auschwitz byli zdziwieni, że położna Stanisława Leszczyńska przyjmuje tak porody, że żadne dziecko jej nie zmarło, żadna matka nie straciła życia. Chociaż przyjęła w tym piekle obozowym porodów niemało, bo 3000.

Chociaż warunki jak to w obozie koncentracyjnym- makabryczne.

Ja się dziwię ogromowi miłości, jaki płynie z tej postaci.

Temu, że w każdych nawet najcięższych warunkach można ocalić swoje człowieczeństwo, człowieczeństwo drugiej osoby.

Ocalić duszę.

Że Pan Bóg nawet na dno piekła posyła swoich aniołów i świętych.

Żeby ratować.

Może ktoś chce ze mną poczytać?



Z perspektywy

Zakładka z Domu Narodzin im. Św. Rodziny

 

Idąc do szpitala, godzimy się, że wiele rzeczy personel medyczny zrobi za nas, za nasze dziecko:

  • zadecyduje, kiedy się ma urodzić dziecko;
  • kiedy dziecko jest za długo noszone przez matkę, a kiedy nie;
  • zacznie poród, bo po co czekać;
  • skończy poród, bo po co czekać;
  • poda leki na przyśpieszenie porodu, żeby zdążyć na swojej zmianie skończyć poród;
  • przebije błony płodowe- przecież one już niepotrzebne (a że ryzyko śmierci dziecka- przy błoniastym przyczepie pępowiny, to się przecież rzadko zdarza).

A czekanie na poród i w porodzie ma głęboki sens.

I piszę w tym momencie o fizjologii czyli zdrowiu.

(Gdy jest choroba, zagrożenie- to oczywiście trzeba sprawnie pomagać. Czasem z językiem na brodzie.)

Dzieci potrzebują nade wszystko cierpliwości.

Miłość jest cierpliwa.

Daje dojrzeć kochanej osobie.

Każdy dzień jest ważny.

Dziecko każdego dnia przed porodem przez łożysko otrzymuje ciała odpornościowe.

Otrzymuje serce, czas swojej mamy.

Tęsknotę taty.

I ma sens czekanie w porodzie.

Dawne akuszerki mówiły, że poród powinien się zakończyć przed trzecim zachodem słońca.

Tyle niektóre dzieci potrzebują czasu, żeby pokonać drogi rodne.

Jedne są po pokonaniu tej drogi zmęczone (wskazuje na to sinica obwodowa), inne mniej.

Jest np. taki czas w porodzie, który nazywa się okresem spoczynku, a który jest gremialnie ignorowany w szpitalu. Następuje on na chwilę krótszą lub dłuższą po fazie rozwierania, przed samym parciem.

I jest ważny.

Ważny, bo przegrupowują się mięśnie.

Dzięki uszanowaniu tego okresu spoczynku nie grozi szyjce macicy pęknięcie. Chroni drogi rodne przed uszkodzeniem

Matce daje chwilę oddechu przed ostatnim finiszem.

A potem ta cierpliwość jest ważna w karmieniu.

W wychowaniu.

A ja się przyłapuję na tym, że ciągle muszę walczyć o tą cierpliwość.

O radość czekania.

Że cierpliwość nigdy nie jest dana raz na zawsze.

Że trzeba jej się uczyć od nowa.

I każdego dnia.

Że każdego dnia możemy się rodzić na nowo.



Czas tu płynie w rytm miłości…

Fotografie własnoręczne

 

Jest takie piękne miejsce jak Dom Narodzin im. Świętej Rodziny w Łomiankach.

Czas tu stanął w miejscu,

żeby zachwycić się pięknem przemijającej chwili.

Chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić 🙂

Dziękuję Wandzie Ekielskiej i przemiłej mamie, której towarzyszyłam, za zgodę na publikację tych zdjęć.

Pewnie będę do kolejnych jeszcze wracać.

Z tęsknoty.

Z powodu inspiracji, jakim tchnie to miejsce.

A raczej ludzie, którzy to miejsce założyli, omadlają, tworzą swym wsparciem psychicznym, fizycznym i duchowym.

Doula – Fizula



Fascynujący kwiat

Czy o tych kwiatuszkach piszę w tytule?

Fioletowych i białych klematisach?

Po części.

Ale bardziej fascynującym kwiatem jest siostrzana miłość, dzięki której zrodził się pomysł, by udekorować w ten sposób najmłodszą siostrzyczkę.

Najbardziej zwariowane zabawy dzieci wymyślają z innymi dziećmi.

Oto i autorki tej dekoracji wraz ze swą siostrzyczką:

Miłość domaga się wielkoduszności.

Żeby dawać dzieciom to, co najlepsze:

  • siebie samego,
  • rodzeństwo,
  • cały świat
  • i największe dobro: żywego Boga, któremu na imię Jezus Chrystus.

Serdecznie dziękuję za zgodę na posłużenie się tymi pięknymi zdjęciami, które miałam przyjemność zrobić.



Lekarstwo czyli decydujesz się na skutki uboczne

Fotografia Katarzyna Gumowska

Pewien dr farmacji zaczął swój wykład tak: „Każdy lek to trucizna. Dlatego organizm stara się go wydalić: odtruć w wątrobie, wydalić przez mocz, skórę, oddech.”

Ale sobie pojechał.

Gdybyśmy wychodzili z tego założenia, to nikt by się nie leczył lub mało kto.

Prawda jest jednak taka, że wierzymy w dobroczynne skutki leku, a przymykamy oko na skutki uboczne.

Reklama na nas działa.

I to jak!

Gdyby nie działała, producenci nie wydawaliby milionów na reklamy telewizyjne, radiowe, papierowe, internetowe itd.

Kobiety i mężczyźni łykają więc niemal jak landrynki najróżniejsze leki, w tym np. paracetamol.

A leki przeciwbólowe w gruncie rzeczy niczego nie leczą. Niwelują jedynie skutki, zostawiając w spokoju przyczynę. Te przeciwbólowe środki w większości więc znieczulają układ nerwowy, żeby „nie czuł”.

Zaciekawiło mnie to, że działaniem paracetamolu zainteresowali się także psychologowie- tym jak bardzo nas znieczula. Badano więc poziom empatii. I odkryli, że umiejętność naszego współczucia drugiemu człowiekowi „lek” ten także znieczula.

Zobaczywszy jak często ten lek jest podawany na porodówce, położnictwie, zastanowił mnie ten fakt.

Czy nie jest to przypadkiem czas, kiedy maleńki człowieczek zwany dzieckiem potrzebuje tego współodczuwania bardziej niż kiedykolwiek indziej?

Jak cenna więc dla dziecka jest próba walczenia ze sobą, żeby dać radę obyć się bez lub choćby zmniejszyć ilość łykanych pigułek ze względu na dziecko.

Jak cenne niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu, np. choćby zimny okład na zwijającą się macicę, wsparcie, by dobrze przystawiać do piersi, by dziecko nie przygryzało brodawki itp.

A jeśli macie znajome przy nadziei lub same jesteście przed rozwiązaniem, to warto się zainteresować działaniem paracetamolu w ciąży:

„Paracetamol w ciąży wcale nie taki bezpieczny”,

gdyż okazuje się, że działa on toksycznie na układ nerwowy dziecka. I zbadano jego silne powiązania z zespołem ADHD i o wiele poważniejszymi zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Myślę, że warto więc przestrzegać matki przed pochopnym łykaniem tych środków.

Zwłaszcza, że oba badania w gruncie rzeczy są zbieżne.

Jedne- te psychologiczne pokazują, że dorośli >zaledwie< stają się mniej wrażliwi emocjonalnie po paracetamolu, drugie- stricte medyczne, że dzieci tę wrażliwość społeczną mogą mieć niemal całkiem zniszczoną lub pobudzoną aż do rozmiarów monstrualnych (ADHD).

Leki?

Tak, ale z głową.

A w pierwszym rzędzie lekiem powinno być to, co jemy.

Bo jemy codziennie i to zwykle z apetytem co najmniej 3-5 razy, a leczenia potrzebujemy czasami, a zażywamy leki góra 3 razy dziennie (przeciętnie) i tylko w niektórych okresach życia.

Co więc nas bardziej podtrzymuje przy życiu?

Jedzenie czy leki?

A ile razy dziennie oddychamy?

Czy może nie mieć znaczenia jakim powietrzem oddychamy?



Stroimy się, otulamy się, jesteśmy piękne- bo jesteśmy tego warte :)

W mojej szafie mam już 3 długie chusty, ale potrzebuję więcej.

Kupię, wymienię etc.

Po co mi tyle?

Otóż wielu chust używa się podczas masażu zamykającego podczas zakończenia połogu. A ponieważ chcę coraz lepiej służyć jako doula, to wyposażam się stopniowo.

Przyznam się szczerze, że początkowo zlekceważyłam ten masaż.

Może wynikło to z tego, że samej nie doświadczyłam jego dobroczynnych skutków.

Nie doświadczyłam, nie przemyślałam, że ma on głęboki sens.

Z próżnego i Salomon nie naleje.

W okresie ciąży na ciało matki działa hormon zwany relaksyną. Powoduje on większą ruchomość więzadeł, stawów. I służy to wszystko rodzącemu dziecku, by ciało matki łatwiej mogło się otworzyć i dać mu wyjść. I masaż zamykający, który wykonuje się na zakończenie połogu przy pomocy chust ma pomóc z powrotem naciągnąć tkanki, które się rozeszły. Ale też dopieścić matkę. Pomóc jej zakończyć pewien etap w życiu, pogodzić się z tym, co za nią.

W końcu zmobilizowałam się, żeby zrobić ten masaż zamykający. Pierwszej mamie, drugiej, kolejnej.

I odkryłam, jaką ulgę, błogość on przynosi.

Same matki tak wiele dając z siebie, potrzebujemy pozwolić obdarować się. Tak wiele tuląc, potrzebujemy otulenia.

I to daje Cerrada- masaż zamykający, który jest otulaniem zarazem.

Jeśli czujesz, że za mało tego zaopiekowania sobie podarowałaś dotychczas, możesz skorzystać z pomocy autorki portalu otulicmame.pl  lub na Facebooku z grupy „Domowe Sanatorium dla Mam”.

Jeśli zainteresowało Was używanie chust, to

TU

zobaczycie, jak można ich używać przed porodem, w jego trakcie i później.

Tulę Was do Najpiękniejszego Serca 🙂

Wiecie jakiego, nieprawdaż?

Doula- Fizula

 



Gdzie jest Twój wschód słońca?

Ach, ta jutrzenka!

Kto lubi wstawać o świcie?

Taki śpioch jak ja przez większość swego życia nie cierpiał tego szczerze.

Nie znam nikogo z mojej rodziny, kto by nie psioczył na mnie, że za długo śpię rano.

A teraz dzięki Panu Bogu i takim cudownym kobietom jak Wy lubię coraz bardziej. No i dzięki moim dzieciom, które przez lata nie traciły nadziei, że kiedyś w końcu wstanę i że kiedyś wreszcie nauczę się po ludzku budzić.

Przyznam się więc tym, które cichcem czytają, że mam to szczęście ostatnio przed świtem jeździć do porodów.

A to zupełnie inna jakość 🙂

To tak jakby zanurzać się w tym wschodzie słońca i być świadkiem urzeczywistniania się nadziei.

Radość wielka!

Dlatego postanowiłam podzielić się tym blaskiem wschodzącego słońca- cóż, że zrobione byle jak. Komórką i przez szybkę auta.

Mam szczerą nadzieję, że mi wybaczycie.

Na dokładkę poczęstuję Was więc uszczęśliwiającym smakiem październikowego korzystania ze źródełka.

Dziękuję Wam serdecznie za więcej wpisów w komentarzach. Łatwiej mi dzięki temu pisać, nie myśleć o moim niepowodzeniu w pisaniu.

Doula- Fizula



Każdy jest w sercu Boga

Photo by Raul Angel on Unsplash

 

Ładne zdjęcie prawda?

To i inne, które ostatnio Wam serwuję.

Z jednej strony doceniam kunszt fotografia, który uchwycił ten fenomen współodczuwania, piękna.

Z drugiej strony widzę pułapkę, że jeśli oglądamy takie profesjonalne zdjęcia, takie filmy, takie etykiety, plakaty, reklamy to zaczyna nam się wydawać, że takie jest życie. Idealne, posprzątane, nie mające zmarszczek ani nie niosące zmęczenia, brudu etc.

A nie jest takie.

Choć bardzo cenne.

I jeszcze stosunkowo czasem łatwiej zachować pozory idealności, jeśli człowiek wyprowadzi się z własnego domu: siebie i małżonka do pracy, dzieci do instytucji żłobka/przedszkola/szkoły lub niani. A potem chodzi na paluszkach wokół życia, jakie mu jeszcze pozostało, żeby się czasem nie ubrudziło, nie zaplamiło, nie zabałaganiło, nie przeżyło zbyt intensywnie.

Znam takie piękne rodziny, gdzie pełno jest dzieci, życia, realizowanych marzeń. Ktoś mógłby powiedzieć, że to przesada. Za brudno, za trudno, za głośno, za…

Kiedyś pewien człowiek naprzykrzał się wielodzietnemu ojcu, że to przesada mieć tyle dzieci. Wówczas ten odpowiedział: „A którego chciałbyś się pozbyć?” No i oczywiście uzyskał w odpowiedzi mętne tłumaczenie, że oczywiście nie ma nic przeciwko żadnemu z jego dzieci.

I jeszcze jedno idealne zdjęcie, idealnego rodzeństwa. A gdzie takie idealne dzieci się rodzą? W krainie wyobraźni fotografa 🙂

 

 



80%!

Do niedawna uważano, że za mózgowe porażenie dziecięce odpowiada wyłącznie lub niemal wyłącznie niedotlenienie w okresie śródporodowym. Nowe badania, z którymi się zetknęłam, wskazują zgoła inaczej: jedynie 20% to udział porodu. 80% to wpływ tego, co się działo przez 9 miesięcy poprzedzających poród.

I można się dziwić, że dopiero teraz ktoś na to wpadł. Bo czyż nie tak jest właśnie ze wszystkim w życiu?

Powiedziałam o tym ostatnio pewnej mamie, której dziecko ma problemy i zdrowotne, i behawioralne. Do tej pory wiązała to głównie z okresem okołoporodowym, niedotlenieniem. Ale teraz zaczęła się zastanawiać: czy zażywanie przez nią przez 9 miesięcy leków nieobojętnych dla zdrowia nawet dorosłej osoby nie wywarło wpływu i na jej dziecko? Czy nakazanie jej leżenie nie uczyniło chorym i jej dziecka? Bo ona czuła się po wykonaniu takiego zalecenia niezdolna do zwykłych czynności, nie mówiąc już o tym, że do porodu siłami natury.

Zastanawiam się czasem, czy nie za mało słuchamy Stwórcy, a za wiele tych, którzy uważają, że umieją świetnie Go zastąpić.

Bardzo się cieszę, że wzrasta prestiż zawodu położnej. I że od paru lat można również u położnej prowadzić fizjologiczną ciążę. W ustawie o zawodzie położnej (od dawna) widnieje też jej uprawnienie do przyjmowania domowych porodów. Lekarze są bowiem głównie wyszkoleni do poszukiwań patologii- a wiadomo, że kto szuka, ten znajdzie. Zbyt często więc przez swoje jatrogenne postępowanie ciążę fizjologiczną czynią patologiczną. Podobnie jest z porodem. To nie prawda, że aż 43% polskich kobiet i ich dzieci jest niezdolnych do porodu siłami natury (takie są obecnie statystyki cc). Wiele z tego to niepotrzebne cesarki na życzenie. Zbyt wiele z tego to niepotrzebne jatrogenne działanie szpitala czyniące z porodu jednostkę chorobową, a z rodzącej chorą potrzebującą medykalizacji, leżenia, sprzętów medycznych itd.

Przychodzenie na świat dziecka jest zbyt pięknym i cennym wydarzeniem i od strony fizycznej, i duchowej, by warto było go składać na ołtarzu medycyny. Okres stanu odmiennego, porodu to są wydarzenia rodzinne, święto w rodzinie – pozwólmy sobie przeżyć je jak najpiękniej. Nawet jeśli choroba zmusi nas, by korzystać z medycznej pomocy.

Drogie kobietki rodzące przez cc, nie gniewajcie się na mnie za powyższe słowa- nie oglądajcie się za siebie. poród to kilka, góra kilkadziesiąt godzin, a karmienie piersią, wychowanie młodego człowieka to natomiast przedsięwzięcie na miesiące, lata. Tym bardziej je doceńcie, że macie szansę tak wspierać Wasze dziecko, cieszyć się nim.