Archiwum kategorii ‘Rodzenie’


Fascynujący kwiat

Czy o tych kwiatuszkach piszę w tytule?

Fioletowych i białych klematisach?

Po części.

Ale bardziej fascynującym kwiatem jest siostrzana miłość, dzięki której zrodził się pomysł, by udekorować w ten sposób najmłodszą siostrzyczkę.

Najbardziej zwariowane zabawy dzieci wymyślają z innymi dziećmi.

Oto i autorki tej dekoracji wraz ze swą siostrzyczką:

Miłość domaga się wielkoduszności.

Żeby dawać dzieciom to, co najlepsze:

  • siebie samego,
  • rodzeństwo,
  • cały świat
  • i największe dobro: żywego Boga, któremu na imię Jezus Chrystus.

Serdecznie dziękuję za zgodę na posłużenie się tymi pięknymi zdjęciami, które miałam przyjemność zrobić.



Lekarstwo czyli decydujesz się na skutki uboczne

Fotografia Katarzyna Gumowska

Pewien dr farmacji zaczął swój wykład tak: „Każdy lek to trucizna. Dlatego organizm stara się go wydalić: odtruć w wątrobie, wydalić przez mocz, skórę, oddech.”

Ale sobie pojechał.

Gdybyśmy wychodzili z tego założenia, to nikt by się nie leczył lub mało kto.

Prawda jest jednak taka, że wierzymy w dobroczynne skutki leku, a przymykamy oko na skutki uboczne.

Reklama na nas działa.

I to jak!

Gdyby nie działała, producenci nie wydawaliby milionów na reklamy telewizyjne, radiowe, papierowe, internetowe itd.

Kobiety i mężczyźni łykają więc niemal jak landrynki najróżniejsze leki, w tym np. paracetamol.

A leki przeciwbólowe w gruncie rzeczy niczego nie leczą. Niwelują jedynie skutki, zostawiając w spokoju przyczynę. Te przeciwbólowe środki w większości więc znieczulają układ nerwowy, żeby „nie czuł”.

Zaciekawiło mnie to, że działaniem paracetamolu zainteresowali się także psychologowie- tym jak bardzo nas znieczula. Badano więc poziom empatii. I odkryli, że umiejętność naszego współczucia drugiemu człowiekowi „lek” ten także znieczula.

Zobaczywszy jak często ten lek jest podawany na porodówce, położnictwie, zastanowił mnie ten fakt.

Czy nie jest to przypadkiem czas, kiedy maleńki człowieczek zwany dzieckiem potrzebuje tego współodczuwania bardziej niż kiedykolwiek indziej?

Jak cenna więc dla dziecka jest próba walczenia ze sobą, żeby dać radę obyć się bez lub choćby zmniejszyć ilość łykanych pigułek ze względu na dziecko.

Jak cenne niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu, np. choćby zimny okład na zwijającą się macicę, wsparcie, by dobrze przystawiać do piersi, by dziecko nie przygryzało brodawki itp.

A jeśli macie znajome przy nadziei lub same jesteście przed rozwiązaniem, to warto się zainteresować działaniem paracetamolu w ciąży:

„Paracetamol w ciąży wcale nie taki bezpieczny”,

gdyż okazuje się, że działa on toksycznie na układ nerwowy dziecka. I zbadano jego silne powiązania z zespołem ADHD i o wiele poważniejszymi zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Myślę, że warto więc przestrzegać matki przed pochopnym łykaniem tych środków.

Zwłaszcza, że oba badania w gruncie rzeczy są zbieżne.

Jedne- te psychologiczne pokazują, że dorośli >zaledwie< stają się mniej wrażliwi emocjonalnie po paracetamolu, drugie- stricte medyczne, że dzieci tę wrażliwość społeczną mogą mieć niemal całkiem zniszczoną lub pobudzoną aż do rozmiarów monstrualnych (ADHD).

Leki?

Tak, ale z głową.

A w pierwszym rzędzie lekiem powinno być to, co jemy.

Bo jemy codziennie i to zwykle z apetytem co najmniej 3-5 razy, a leczenia potrzebujemy czasami, a zażywamy leki góra 3 razy dziennie (przeciętnie) i tylko w niektórych okresach życia.

Co więc nas bardziej podtrzymuje przy życiu?

Jedzenie czy leki?

A ile razy dziennie oddychamy?

Czy może nie mieć znaczenia jakim powietrzem oddychamy?



Stroimy się, otulamy się, jesteśmy piękne- bo jesteśmy tego warte :)

W mojej szafie mam już 3 długie chusty, ale potrzebuję więcej.

Kupię, wymienię etc.

Po co mi tyle?

Otóż wielu chust używa się podczas masażu zamykającego podczas zakończenia połogu. A ponieważ chcę coraz lepiej służyć jako doula, to wyposażam się stopniowo.

Przyznam się szczerze, że początkowo zlekceważyłam ten masaż.

Może wynikło to z tego, że samej nie doświadczyłam jego dobroczynnych skutków.

Nie doświadczyłam, nie przemyślałam, że ma on głęboki sens.

Z próżnego i Salomon nie naleje.

W okresie ciąży na ciało matki działa hormon zwany relaksyną. Powoduje on większą ruchomość więzadeł, stawów. I służy to wszystko rodzącemu dziecku, by ciało matki łatwiej mogło się otworzyć i dać mu wyjść. I masaż zamykający, który wykonuje się na zakończenie połogu przy pomocy chust ma pomóc z powrotem naciągnąć tkanki, które się rozeszły. Ale też dopieścić matkę. Pomóc jej zakończyć pewien etap w życiu, pogodzić się z tym, co za nią.

W końcu zmobilizowałam się, żeby zrobić ten masaż zamykający. Pierwszej mamie, drugiej, kolejnej.

I odkryłam, jaką ulgę, błogość on przynosi.

Same matki tak wiele dając z siebie, potrzebujemy pozwolić obdarować się. Tak wiele tuląc, potrzebujemy otulenia.

I to daje Cerrada- masaż zamykający, który jest otulaniem zarazem.

Jeśli czujesz, że za mało tego zaopiekowania sobie podarowałaś dotychczas, możesz skorzystać z pomocy autorki portalu otulicmame.pl  lub na Facebooku z grupy „Domowe Sanatorium dla Mam”.

Jeśli zainteresowało Was używanie chust, to

TU

zobaczycie, jak można ich używać przed porodem, w jego trakcie i później.

Tulę Was do Najpiękniejszego Serca 🙂

Wiecie jakiego, nieprawdaż?

Doula- Fizula

 



Gdzie jest Twój wschód słońca?

Ach, ta jutrzenka!

Kto lubi wstawać o świcie?

Taki śpioch jak ja przez większość swego życia nie cierpiał tego szczerze.

Nie znam nikogo z mojej rodziny, kto by nie psioczył na mnie, że za długo śpię rano.

A teraz dzięki Panu Bogu i takim cudownym kobietom jak Wy lubię coraz bardziej. No i dzięki moim dzieciom, które przez lata nie traciły nadziei, że kiedyś w końcu wstanę i że kiedyś wreszcie nauczę się po ludzku budzić.

Przyznam się więc tym, które cichcem czytają, że mam to szczęście ostatnio przed świtem jeździć do porodów.

A to zupełnie inna jakość 🙂

To tak jakby zanurzać się w tym wschodzie słońca i być świadkiem urzeczywistniania się nadziei.

Radość wielka!

Dlatego postanowiłam podzielić się tym blaskiem wschodzącego słońca- cóż, że zrobione byle jak. Komórką i przez szybkę auta.

Mam szczerą nadzieję, że mi wybaczycie.

Na dokładkę poczęstuję Was więc uszczęśliwiającym smakiem październikowego korzystania ze źródełka.

Dziękuję Wam serdecznie za więcej wpisów w komentarzach. Łatwiej mi dzięki temu pisać, nie myśleć o moim niepowodzeniu w pisaniu.

Doula- Fizula



Każdy jest w sercu Boga

Photo by Raul Angel on Unsplash

 

Ładne zdjęcie prawda?

To i inne, które ostatnio Wam serwuję.

Z jednej strony doceniam kunszt fotografia, który uchwycił ten fenomen współodczuwania, piękna.

Z drugiej strony widzę pułapkę, że jeśli oglądamy takie profesjonalne zdjęcia, takie filmy, takie etykiety, plakaty, reklamy to zaczyna nam się wydawać, że takie jest życie. Idealne, posprzątane, nie mające zmarszczek ani nie niosące zmęczenia, brudu etc.

A nie jest takie.

Choć bardzo cenne.

I jeszcze stosunkowo czasem łatwiej zachować pozory idealności, jeśli człowiek wyprowadzi się z własnego domu: siebie i małżonka do pracy, dzieci do instytucji żłobka/przedszkola/szkoły lub niani. A potem chodzi na paluszkach wokół życia, jakie mu jeszcze pozostało, żeby się czasem nie ubrudziło, nie zaplamiło, nie zabałaganiło, nie przeżyło zbyt intensywnie.

Znam takie piękne rodziny, gdzie pełno jest dzieci, życia, realizowanych marzeń. Ktoś mógłby powiedzieć, że to przesada. Za brudno, za trudno, za głośno, za…

Kiedyś pewien człowiek naprzykrzał się wielodzietnemu ojcu, że to przesada mieć tyle dzieci. Wówczas ten odpowiedział: „A którego chciałbyś się pozbyć?” No i oczywiście uzyskał w odpowiedzi mętne tłumaczenie, że oczywiście nie ma nic przeciwko żadnemu z jego dzieci.

I jeszcze jedno idealne zdjęcie, idealnego rodzeństwa. A gdzie takie idealne dzieci się rodzą? W krainie wyobraźni fotografa 🙂

 

 



80%!

Do niedawna uważano, że za mózgowe porażenie dziecięce odpowiada wyłącznie lub niemal wyłącznie niedotlenienie w okresie śródporodowym. Nowe badania, z którymi się zetknęłam, wskazują zgoła inaczej: jedynie 20% to udział porodu. 80% to wpływ tego, co się działo przez 9 miesięcy poprzedzających poród.

I można się dziwić, że dopiero teraz ktoś na to wpadł. Bo czyż nie tak jest właśnie ze wszystkim w życiu?

Powiedziałam o tym ostatnio pewnej mamie, której dziecko ma problemy i zdrowotne, i behawioralne. Do tej pory wiązała to głównie z okresem okołoporodowym, niedotlenieniem. Ale teraz zaczęła się zastanawiać: czy zażywanie przez nią przez 9 miesięcy leków nieobojętnych dla zdrowia nawet dorosłej osoby nie wywarło wpływu i na jej dziecko? Czy nakazanie jej leżenie nie uczyniło chorym i jej dziecka? Bo ona czuła się po wykonaniu takiego zalecenia niezdolna do zwykłych czynności, nie mówiąc już o tym, że do porodu siłami natury.

Zastanawiam się czasem, czy nie za mało słuchamy Stwórcy, a za wiele tych, którzy uważają, że umieją świetnie Go zastąpić.

Bardzo się cieszę, że wzrasta prestiż zawodu położnej. I że od paru lat można również u położnej prowadzić fizjologiczną ciążę. W ustawie o zawodzie położnej (od dawna) widnieje też jej uprawnienie do przyjmowania domowych porodów. Lekarze są bowiem głównie wyszkoleni do poszukiwań patologii- a wiadomo, że kto szuka, ten znajdzie. Zbyt często więc przez swoje jatrogenne postępowanie ciążę fizjologiczną czynią patologiczną. Podobnie jest z porodem. To nie prawda, że aż 43% polskich kobiet i ich dzieci jest niezdolnych do porodu siłami natury (takie są obecnie statystyki cc). Wiele z tego to niepotrzebne cesarki na życzenie. Zbyt wiele z tego to niepotrzebne jatrogenne działanie szpitala czyniące z porodu jednostkę chorobową, a z rodzącej chorą potrzebującą medykalizacji, leżenia, sprzętów medycznych itd.

Przychodzenie na świat dziecka jest zbyt pięknym i cennym wydarzeniem i od strony fizycznej, i duchowej, by warto było go składać na ołtarzu medycyny. Okres stanu odmiennego, porodu to są wydarzenia rodzinne, święto w rodzinie – pozwólmy sobie przeżyć je jak najpiękniej. Nawet jeśli choroba zmusi nas, by korzystać z medycznej pomocy.

Drogie kobietki rodzące przez cc, nie gniewajcie się na mnie za powyższe słowa- nie oglądajcie się za siebie. poród to kilka, góra kilkadziesiąt godzin, a karmienie piersią, wychowanie młodego człowieka to natomiast przedsięwzięcie na miesiące, lata. Tym bardziej je doceńcie, że macie szansę tak wspierać Wasze dziecko, cieszyć się nim.



Torba do porodu

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda przykładowa torba douli, to popatrzcie na obrazek powyżej.

Po co wieźć jedzenie do porodu?

Jedna z oddziałowych na pobliskiej porodówce zachęca rodzące do jedzenia. Mądra kobieta! Bo jedząc w czasie porodu zwiększa się szanse na szybszy i udany poród (Co nie znaczy, że stawiam znak równości między szybki poród a udany, bo nie musi tak być. Równie udany może być długi poród). Takie są badania medycyny opartej na faktach: Jedząc podczas rodzenia, zwiększa się na prawdopodobieństwo na poród siłami natury oraz dodatkowo na to, że urodzi się szybciej.

Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek zmuszać do jedzenia- nie zawsze jest to możliwe. Niektóre kobiety wymiotują.  Na bardziej zaawansowanych etapach porodu czyli powyżej 5 cm rozwarcia zazwyczaj się już nie da jeść (ale da się pić zazwyczaj i jest to jeszcze istotniejsze!).

Dlaczego to jedzenie ma znaczenie?

  • Żeby mieć siły przejść przez cały poród oraz nie zemdleć po porodzie;
  • Żeby dostarczyć energii do przestawienia się z trybu stanu odmiennego na tryb laktacyjny- a są to zmiany kolosalne! im bardziej się wczytuję i poznaję to, tym bardziej jestem zachwycona, jak niezwykle Pan Bóg to wymyślił!

No i podzielę się z Wami moją radością- usłyszałam dzisiaj piękną historię dorastania pewnej młodej damy. Jak to z czynnego ssaka stała się ssakiem w stanie spoczynku 🙂 No i jej kochaną mamę proszę, żeby podzieliła się z nami swoją historię, bo wiem, że takich budujących relacji inne matki są spragnione jak kania dżdżu.

Cud dorastania- cud miłości!

Wpisujcie się, Kochane, nie krępujcie!

A jeśli któraś już bardzo skrępowana, to może mi coś na maila podesłać do zamieszczenia.



Mężne czy szalone?

Z pewnością mężne

 

Jak widać „Matki mężne czy szalone?” Marty Dzbeńskiej-Karpińskiej wam reklamuję.

Kobiety, którym wmawiano:

  • że nie powinny być matkami;
  • że powinny pozwolić zabić swoje dziecko, żeby ratować swoje wiszące na włosku życie i zdrowie;
  • że powinny ograniczyć ilość swoich dzieci do jednego, do zera;
  • że powinny zapomnieć o macierzyństwie,

mimo to zostają matkami. Dają żyć swoim dzieciom, stawiają czoło chorobom.

Rodzą i wychowują, pomimo że „miało być tak strasznie”, że chorobami straszono jak czającym się potworem.

Wytrwały.

Przechorowały swoje.

Zaufanie zwyciężyło.

I miłość zwyciężyła.

Ocaliła zdrowie i życie dzieci.

Przeczytajcie koniecznie. I podajcie dalej.

To książka pełna nadziei wbrew beznadziei.

Oprócz tego piękne albumowe zdjęcia, piękna grafika, które pozwalają spotkać bohaterów po latach.



Maraton czy spływ rwącą rzeką?

Na początku zdjęcie dziecka.

Uczy się młoda osoba.

Teraz link:

Napisane przez studentkę: straszenie bólem porodowym

Też się uczy młoda osoba. A co. Niech jej będzie. Rozpowszechnię jej twórczość literacką.

A teraz ja się odezwę z głębin mojej sędziwości 😉

Na nic straszenie bólem porodowym. Kobiety i tak rodzą.

Niektóre nawet rodzą śpiewając i tańcząc. I ciesząc się rodzeniem i błogosławiąc swoje dziecko zamiast pogrążać się w bólu.

No i pozwolę się nie zgodzić ze studentką, która nie rodziła, a która porównuje poród do maratonu. Poród nie jest jak maraton. Bo w porodzie główną rolę odgrywają mięśnie gładkie niezależne od naszej woli. W maratonie natomiast główną rolę odgrywają mięśnie poprzecznie-prążkowane, które możemy świadomie spinać. Spinanie mięśni zależnych od naszej woli w porodzie nie prowadzi do niczego dobrego- najwyżej do stresu, utrudniania narodzin dziecku, uszkodzeniu mięśni dna miednicy. W porodzie, aby przebiegał bez zakłóceń i spokojnie mięśnie trzeba raczej rozluźniać, balansować nimi, dawać im wytchnienie. Głównym mięśniem, który rozluźniamy w porodzie jest mięsień zwieracz, którym jest szyjka macicy. Zaciskanie jednak innych mięśni, zwłaszcza mięśni dna miednicy utrudnia i rozwieranie szyjki.

Stąd wolę poród porównać do spływu  rwącą rzeką. Kto odda się temu nurtowi, doceni go i zrozumie, ten jest w stanie w pewnym stopniu pokierować swoją łodzią, w której przewozi skarb- dziecko. O wiele łatwiej się rodzi, gdy doświadcza się poczucia bezpieczeństwa- wtedy łatwiej o rozluźnienie, puszczenie mięśni zwieraczy, a więc też otwieranie szyjki.

No i przereklamowane parcie. Jeśli dziecko jest niedotlenione i głęboko w kanale rodnym, to rzeczywiście trzeba jak najszybciej, najmocniej przeć, żeby pomóc mu się wydostać. Ale większości dzieci nie trzeba poganiać, można im dać spokojnie, łagodnie się narodzić bez pośpiechu, bez poganiania. I bez nadwyrężania tłoczni brzusznej jaką jest przepona, co obniża niepotrzebnie wszystkie mięśnie dna miednicy.

Dziecko może się bardzo łagodnie rodzić „na wydechu”, poprzez „zdmuchiwanie świeczek” przez mamę. Gdy przechodzi stopniowo przez drogi rodne mniejsza jest dekompresja jego główki czyli bardziej stopniowa łagodniejsza zmiana ciśnień wywierana na główkę.

Porównywanie porodu do maratonu sprawia wrażenie jakby bieganie lub nadwyrężanie swoich mięśni zależnych od woli ułatwiało rodzenie. Niekoniecznie. Na pewno jest potrzebne głębokie oddychanie. Ale dla pracy mięśni gładkich współpracujących ze zwieraczem szyjki macicy. Przede wszystkim zaś dla rodzącego się dziecka, które się nieźle musi nagimnastykować: najpierw zginając, potem obkręcając, potem odginając, żeby na koniec znów się obkręcać.

Myślę, że warto w rodzeniu zauważyć, docenić aktywność pasażera łódki. I dokarmiać go oddechem, dokarmiać go dobrym jedzeniem (w początkowej fazie porodu), by miał siłę wiosłować do brzegu spotkania.

Wasza doula- Fizula 🙂



Kobieta z uśmiechem

Z Anną Powideł, autorką książki „Cesarzowa rodzi w domu”

 

Spotkanie z kobietą o niezwykłym uśmiechu- Anią Powideł z okazji Międzynarodowego Dnia Porodów Domowych 6 czerwca.

Dzień pełen niespodzianek.

Wzruszeń.

Spotkań przez duże S.

Zadziwienia, że:

  • życie zwycięża;
  • są rodzice, którzy na swoje ręce w zaciszu domowym przyjęli 12 dzieci;
  • że trudne szpitalne doświadczenia nie muszą determinować naszego życia, jeśli oddamy je Bogu prawdziwemu;
  • że w sytuacjach, gdy lekarze załamują ręce i mówią, że nic się nie da zrobić i skazują na medykalizację, można tak wiele pomóc (kobieta pod koniec ciąży z wielowodziem, problemem z nerkami wyleczyła się przy pomocy ziołowej kuracji: ekstrakt z korzenia pietruszki, ziela rdestu, skrzypu, nawłoci, liścia brzozy, kłącza perzu, korzenia lubczyku).

Wasza doula- Fizula