Archiwum miesiąca grudzień 2018


Rebozo

Zdarza się w okresie ciąży, że matka jest kłębkiem nerwów.

Sytuacje trudne.

Pogmatwane relacje.

Niezrozumienie.

Temu wszystkiemu mówię stanowcze: stop!

 

Warto zatrzymać się, pomóc sobie. Jeśli nie da się sobie pomóc, to trzeba śmiało szukać pomocy, prosić o pomoc. Dobrze, że w tym czasie kobieta ma możliwość rejestrowania się do lekarza poza kolejnością.

Zazwyczaj jednak wystarczą domowe metody:

  • pozwolenie sobie na odpoczynek, na zwolnienie obrotów, sen;
  • ciepła relaksująca kąpiel- odprężająco działa np. olejek lawendowy (mogą być też inne w zależności od preferencji);
  • poproszenie bliskiej osoby o masaż stóp, pleców, w szczególności karku;
  • zrobienie dla siebie czegoś dobrego; czasem może to być ulubiona rozrywka: tu mamy przejawiają bogactwo preferencji od książek, fryzjera, pichcenia w kuchni po spacery i inne aktywności;
  • kąpiel lub moczenie nóg w solach magnezu (chlorek magnezu)- warto bowiem wiedzieć, że magnez łatwiej wchłaniamy przez skórę niż z przewodu pokarmowego.

Jako doula mogę zaoferować też specjalny masaż chustą Rebozo, który rozluźnia poszczególne części ciała. Można go wykonywać i gdy matka leży, i gdy siedzi, ale też gdy woli stać. Dla osoby masowanej jest niekrępujący, gdyż nie wymaga dotykania.

Kiedy na szkoleniu dla douli uczyłyśmy się go robiąc sobie wzajemnie, zastanawiałam skąd się bierze jego genialnie rozluźniające, uspokajające działanie. Potem robiłam go i mamom w okresie ciąży, ale też swoim dzieciom. Gdy proponuję go, ustawia mi się moja gromadka w kolejkę i woła: jeszcze! jeszcze! No i nie dziwię im się, bo jest on zwyczajnie bardzo przyjemny!

Jako doula mogę też nauczyć męża tego masażu, by mógł w czasie porodu go zastosować. Wystarczy do tego zwyczajna tkana mocna długa chusta.

Rozluźnienie, które można w ten sposób uzyskać, przypuszczam, pochodzi od naszych bardzo głębokich zapisów podświadomości. Każde bowiem dziecko wiele razy doświadczało jak bardzo kojące jest bujanie z odpowiednią częstotliwością, otulanie- do takich doświadczeń może nieco nawiązywać masaż Rebozo.

Kto chętny spróbować?

„Z całą pilnością strzeż swojego serca,

bo życie ma tam swe źródło.”

Prz 4, 23



Anielątko

Już Was raczyłam zdjęciami z małym Aniołem Stróżem.

Dzisiaj zdradzę jak go zrobić.

Odrysowujemy rączki i stópkę dziecka i wycinamy. Rączki stają się skrzydełkami, wycięta stópka- sukieneczką. Aureolkę robimy z niepotrzebnej płyty. Portrecik wycinamy. Wszystko sklejamy.

I aniołek na choinkę jak żywy!

Może przypominać nam o tym prawdziwym Aniele Świętym Stróżu naszego dziecka, z którym od poczęcia warto mieć łączność duchową.

To on:

  • bezpiecznie przeprowadzić może przez okres ciąży nasze dziecko;
  • spokojnie wyprowadzić może dziecię na świat przez drogi rodne lub przecięcie na brzuchu;
  • przypomina, by nowonarodzonego błogosławić; zachować cierpliwą, łagodną miłość w czasie karmienia, przewijania, usypiania, kąpania, etc;
  • przeprowadzić przez wszystkie etapy wzrostu, kryzysów, chorób.

Od kiedy zaczęłam się modlić do Aniołów Stróżów moich dzieci, zaczęły się one bardziej po ludzku zachowywać podczas Mszy Świętej, hehe.

Z tego papierowego ze zdjęciem dziecka Aniołka można zrezygnować. Ale z kontaktu z tym  żywym najlepszym przyjacielem naszego dziecka- już nie!

Spróbujcie- zobaczycie różnicę!

Pozdrawiam sylwestrowo!

-Wasza doula – Fizula



Połóg i jego konsekwencje

Poród szybko mija i matka po narodzinach wchodzi w okres połogu.

Wraz z dzieckiem ona rodzi się jako matka.

Zazwyczaj w publikacjach podaje się jako połóg- 6 tygodni po porodzie. Jednak z mojego doświadczenia czas ten może być nieco krótszy lub dłuższy. Jeśli w macicy pozostanie nawet odrobina np. błon płodowych organizm nie spocznie aż się go pozbędzie- plamienie-krwawienie wówczas może się przedłużyć nawet do 12 (sic!) tygodni.

Gdy myślę o połogu, nasuwają mi się dawne tradycje i zwyczaje.

Wiele z nich obecnie się odrzuca, lekceważy, uważa za niebyłe.

Np. spoglądanie na kobietę w połogu jak na nieczystą.

I to w Piśmie Świętym- Biblii jest takie określenie!

Czy ma to sens?

Otóż okazuje się, że to co się z tym wiązało, ma sens głęboki. Dzięki temu matka w połogu mogła:

  • odpoczywać do woli z noworodkiem przy piersi;
  • regenerować siły;
  • poznawać swoje dziecko i uczyć się go, uczyć się go karmić, być dla niego dyspozycyjna;
  • być zwolniona z obowiązków, z dźwigania, pracy- dzięki temu jej narządy rodne mogły wrócić na swoje miejsce (nie następowało obniżenie narządów dna miednicy, a więc zjawisko wypadania miednicy, nietrzymania moczu);
  • cieszyć się macierzyństwem i czuć się jak królowa, gdyż obsługiwały ją inne kobiety, wszystkie dla niej były doulami czyli służącymi;
  • być zwolniona od współżycia z mężem i spełniania jego oczekiwań.

Okazuje się więc, że ten zwyczaj „40 specjalnych dni” po porodzie sprawiał, że matka w połogu doznawała odpowiedniej opieki, życzliwości i mogła w tym czasie skierować swą uwagę na dziecko, które szczególnie jej wtedy potrzebowało.

Oczywiście przestarzałe jest nazywanie i patrzenie w tym okresie na kobietę jak na „nieczystą”. Jednak te wyrazy troski, miłości, zapewnienie spokoju, odpoczynku i bezpieczeństwa, jakie się z tym wiązały, pozostają nad wyraz aktualne. Nazwa „czas oczyszczenia” pozostaje też niezwykle aktualna. Pozbywając się sporej ilości krwi, matka wytwarza nową, wraz ze zużytą krwią ma szansę pozbyć się też wielu toksyn z organizmu. Zwłaszcza jeśli zapewni jej się w tym okresie posiłki lekkostrawne, zdrowe, które nie będą obciążeniem dla całego organizmu. Matka rodząc nawet kolejne dziecko- sama rodzi się jako matka. Choćby to było 14 dziecko- z każdym dzieckiem matka staje się na nowo matką. Poznaje dziecko, ale też siebie jako matkę tego konkretnego człowieka. To jest czas ogromnej szansy, by oczyścić się ze złudzeń, kim i jakie jesteśmy, kim i jakie jest to konkretne dziecko. Czas szansy, by otworzyć się na prawdę.

Miłość, szacunek, spokój, bezpieczeństwo, odpoczynek, bycie dobrą dla siebie- to właściwy plan na okres połogu.

 

Kto nie ma dosyć tematu, tego zachęcam do zapoznania się ze świetnym artykułem doświadczonej domowej położnej:

„Księżniczka w połogu”

 



Czym się karmimy?

Czy wiecie, że jedzenie i picie w czasie porodu, według medycyny opartej na faktach, skraca czas jego trwania?

Skąd to może wynikać:

  • podczas intensywnej pracy, jaką jest poród, matka zużywa dużą ilość wody; stąd potrzebuje uzupełniać ją na bieżąco; nie jesteśmy wielbłądami- nie magazynujemy wody! szczególnie rodzące się dziecko potrzebuje dużo wody- nie można więc jego matki doprowadzać do odwodnienia przez wiele godzin pozostawiając bez możliwości picia;
  • podczas porodu zużywa się bardzo wiele kalorii, niektórzy porównują go do biegu maratońskiego- stąd lekkostrawne danie może skutecznie uzupełnić potrzebne zapasy; matki rodzące zazwyczaj potrzebują jeść we wczesnej fazie porodu; w jego zaawansowanej fazie ani nie są w stanie jeść, ani nie chcą- wówczas organizm się oczyszcza tzn. mogą nastąpić wymioty, może nastąpić częste oddanie stolca i moczu; dzięki temu główka dziecka ma więcej miejsca na przemieszczenie się.

Drogie mamy, jeśli się więc pakujecie na porodówkę, nie zapomnijcie spakować butelek z piciem, jedzenia. Drodzy tatusiowie, nie zapomnijcie w czasie porodu ich zaproponować i zadbajcie również o siebie, żeby mieć siłę do wspierania rodzącej. Jako doula czuję się zobowiązana do dbania o rodzącą mamę również w tej kwestii. Sprawdza się tu np. woda z miodem i cytryną, lekkie przekąski, zupa etc. No i właśnie upiekłam ciasteczka porodowe o nowo utworzonej przeze mnie recepturze 🙂

Będzie się dobrze działo!

Jako mamie zdarzyło mi się jeść podczas porodów: obiad własnoręcznie (podczas porodu) przyrządzony, innym razem łazanki od teściowej, jeszcze innym rosół sporządzony przez męża.

Do tej pory wspominam 🙂



Proste, proste, bardzo proste

Z tej prostoty kochania jest tyle radości.

Że Bóg Ojciec dał nam swego Syna, by wybawił nas od każdej złości.

Abyśmy żyli tymi Świętami Bożego Narodzenia i doświadczali tej Ojcowskiej miłości.

Tego nam z serca życzę!



Katar?

Przychodzi młody człowiek na świat.

I zdarza się, że ledwo się urodzi już łapie katar.

Na pewno o wiele łatwiej o wszelkiego rodzaju infekcje, gdy dziecko rodzi się w szpitalu, gdzie „profilaktycznie” rozdaje się na prawo i lewo duże ilości antybiotyków. Flora bakteryjna jest więc tam bardzo agresywna, a do tego w dużej mierze uodporniona na wiele leków. Do tego przez szpital przewijają się najbardziej chore osoby wśród społeczeństwa.

Stąd dla dziecka domowa flora bakteryjna jest o wiele bezpieczniejsza- dostaje na nią przeciwciała od mamy i przez łożysko, i podczas sesji piersiowych.

Tak naświatlają to badania:

Dzieci po porodach szpitalnych nosicielami większej ilości patogenów.

Niemowlę, ale też małe dziecko (do około 6-7 roku życia) niezależnie od miejsca narodzin ma obniżoną odporność, łatwiej mu niż innym złapać pospolity katar lub inną infekcję.

O ile u starszych machamy często ręką na katar, bo, jak głosi żarcik, „leczony trwa tylko tydzień, a nieleczony aż 7 dni”.

Jednak dla małego dziecka katar może być początkiem poważniejszej infekcji. Stąd tak ważne jest pobudzanie jego odporności, żeby do niej zwyczajnie nie dopuścić lub jeśli do niej dojdzie, by dziecko przeszło ją jak najlżej.

 

Dlatego maluszka warto wspomóc nawet podczas banalnej infekcji kataru:

  • będąc matką karmiącą można samej zacząć zjadać większe dawki witaminy C, cebule, czosnek, imbir, chrzan, goździki i inne naturalne lekarstwa (np. zioła- majeranek, tymianek, rumianek); ponieważ cebula, czosnek, imbir, chrzan są to dość silne przyprawy- warto zacząć od mniejszych dawek i obserwować reakcję dziecka, czy mu to służy; do noska można zapuszczać 1-2 kropelki matczynego mleka- ma ono właściwości i nawilżające, i przeciwwirusowe, i przeciwbakteryjne i in.
  • pionizowanie dziecka (o ile to możliwe, np. noszenie) lub kładzenie na brzuszku pomaga wydostać się wydzielinie na zewnątrz, aby dziecko mogło oddychać;
  • oklepywanie, masaż klatki piersiowej, plecków, stóp, aby pobudzić krążenie, wzmóc procesy odpornościowe; oczywiście oklepywanie jest bardzo delikatne- układamy dłoń w kształt namiotu (tak, aby powstała poduszka powietrzna, bez uderzania całą powierzchnią); masażyk jest bardziej głaskaniem, im mniejsze dziecko; warto użyć do tego naturalnej oliwki, np. lnianej lub z migdałów, aby nie zetrzeć mu naskórka; genialnym masażem jest też łaskotanie pod paszkami- wspomaga odksztusznie zalegającego kataru, i masuje węzły chłonne- a ile przy tym obopólnej radości!
  • inhalacje- trzymanie dziecka nad parującą solą fizjologiczną, naparem z rumianku, szałwi; wąchanie cebuli (najlepiej podczas noszenia dziecka i jego snu), czosnku; niektórzy rodzice nad łóżeczkiem dziecka wieszają „korale” z plasterków czosnku; olejki eferyczne, które ulatniają się z cebuli działają bardzo mocno- warto więc to robić z wyczuciem i delikatnością, zawsze obserwując zachowanie dziecka; im mniejsze dziecko, tym łagodniejsze metody warto wybierać;
  • ciepła kąpiel z naparem rumianku, pączków sosny, szałwi, soli morskiej itp.; ciepła kąpiel jest też zarazem inhalacją, jeśli dodamy do niej ziół czy soli; ważne jest jednak, aby po kąpieli nie pozwolić dziecku zmarznąć- jak najszybciej je zawinąć i ogrzać po wyjęciu z wody.

Nie chodzi o to, by wszystkie te sposoby stosować na dziecku, ale w miarę możliwości wybrać coś, co będzie odpowiadało i dziecku, i nam jako rodzicom. I co uda nam się zastosować!

Odciąganie kataru z nosa przez niektórych lekarzy nie jest polecane, gdyż może wzmagać produkcję wydzieliny- jednak w razie dużego utrudnienia w oddychaniu, można się wspomóc czy Katarkiem, czy Fridą czy nawet przestarzałą gruszką.

Maluch, który ma bardzo masywny katar, może z jego powodu nie móc nawet ssać.

Można więc mu pomóc na 2 sposoby:

-udrożnić drogi oddechowe przez odciągnięcie kataru;

-nakarmić w sposób nie wymagający ssania, np. łyżeczką, kubeczkiem.

W pisaniu tego artykułu przyświecała mi myśl, że lepiej zapobiegać niż leczyć 🙂

 

Zdrówka więc życzę Wam i Waszym dzieciom, bo pachnie świętami i słychać już kroki świętego Józefa i Maryi

-doula Fizula 🙂



Rodzić 3 dni? Normalka!

Powolutko kroczek za kroczkiem prowadzą nas Aniołowie Stróżowie ku Bożemu Narodzeniu.

Niektórzy się opierają.

Inni w podskokach.

Mi myśli o Bożym Narodzniu podsunął ciekawy wywiad z ordynatorem pewnej porodówki:

Poród może trwać 3 dni i to jest normalne!

Pewna mama wielu dzieci opowiadając mi o kilku swoich porodach, stwierdziła, że niepotraebnie tak dużo się mówi o ruchu w porodzie. Ona tak dużo się ruszała w czasie porodu, że przy samej końcówce czuła się już tym zupełnie wyczerpana. Co więcej gdy chciała w trakcie porodu odpocząć, personel dopingował ją, żeby się gimnastykowała, nieustannie chodziła, kręciła biodrami, wchodziła po schodach. Jak to posłuszna pacjentka, stosowała się do tych zaleceń. Efekt według niej był opłakany: bardzo ciężka końcówka, wycieńczenie, koszmarne wspomnienia.

Ta mama uzmysłowiła mi po raz kolejny to, co już dobrze wiedziałam: jak ważne jest, by pozwolić sobie na odpoczynek w porodzie! Rodząc nigdy nie wiemy, czy czeka nas 3 dni rodzenia czy 3 godziny. Warto więc tak dysponować siłami, żeby starczyło ich na cały poród i na czas po porodzie dla dziecka.

Generalnie zasada jest taka:

  • Jeśli wydaje ci się, że rodzisz- spróbuj pójść spać, odpocząć lub ewentualnie zmienić aktywność i przeczekać aż ci minie. Wziąć ewentualnie relaksującą kąpiel. Zwłaszcza pierworódki często przyjeżdżają na porodówkę ze skurczami przepowiadającymi. „Same się w ten sposób proszą o kroplówkę z oksytocyną”– powiedział kiedyś pewien ginekolog o tym zjawisku, usprawiedliwiając tę nagminną praktykę niepozostającą bez skutków ubocznych;
  • Po to jest przerwa między skurczami, żeby podczas niej odpoczywać; można się aktywizować podczas skurczów, ale jeśli i wtedy czujemy się bardzo zmęczone, można spróbować i wówczas się zdrzemnąć, oprzeć, rozluźnić, przyjąć pozycję, w której bardziej odpoczniemy;
  • To podczas skurczu pomocna dziecku może być zmiana naszej pozycji, kręcenie biodrami, chodzenie- w zależności od tego, co czujemy: to ma sens, bo to jest współpraca z dzieckiem, które jest w nas i które daje znać nam, czego od nas potrzebuje; maleństwo nie daje o tym znać towarzyszącym nam lekarzom, położnym, ale nam samym; wówczas nasz ruch może pomóc mu się przesunąć, obrócić, odepchnąć. Jednak nawet w czasie skurczu, może się okazać, że bardziej potrzebuje naszego tlenu, głębokiego oddychania niż akurat dawki gimnastyki;
  • Jedzenie i picie podczas porodu skraca czas porodu- a więc jeśli tylko chce ci się jeść bądź pić- koniecznie zaspokój te potrzeby; szpitale, które zabraniają jedzenia i picia podczas fizjologicznego porodu postępują wbrew medycynie opartej na dowodach. Zwykle jeść się chce we wczesnych etapach porodu- w późnych następuje raczej proces oczyszczania (przez wymioty i oddawanie stolca).

Sama też doświadczyłam, że zbytnie szarżowanie z aktywnością podczas porodu może odbić się i na samym finale i na późniejszej kondycji, która jest przecież istotna dla urodzonego maleństwa.

Podsumowując:

  • ruch- tak! ale w zgodzie z sobą i dzieckiem
  • odpoczynek- 3 razy tak!

Dlaczego?

Bo wiele jest mam, które mówią, że rodziły i 2 tygodnie poprzez skurcze przepowiadające. A potem szybki finał, na którym trzeba było mieć dość sił.

Pan Bóg sam się stał Dzieckiem. Jak to wiele uczy nas o tym, jak traktować dziecko i mamę! „Co uczyniliście jednemu z tych małych, Mnieście uczynili”.



Apetyt na życie to podstawa!

Małe dziecko początkowo najada się mlekiem mamy i to jest dla niego normalne jedzenie.

To marcheweczki, zupki, chlebki są dla niego czymś egzotycznym, z innej planety. Nienormalnym jedzeniem.

Nie dziwmy się więc, że całkiem sporo dzieci podchodzi do tzw. żywności uzupełniającej (którą można podawać po ukończeniu pół roku) jak pies do jeża. Zresztą nasze dzieci w odróżnieniu od nas nie naczytały się informacji o tym, kiedy jest ten moment właściwego rozpoczęcia wprowadzania jedzonka, więc w ogóle nie czują się zobligowane, by zacząć zjadać cokolwiek poza matczynym pokarmem, jeśli nie nastanie „ich” czas.

Okres niemowlęcy to raczej czas, kiedy dziecko oswaja się z tego typu nowinkami, powinno mieć szansę nauczyć się brać do ręki, polizać, pogryźć, wypluć.

Takie wypluwanie- jak ważną jest umiejętnością!

Pozwala nam uniknąć np. zatrucia nieświeżą żywnością.

Młody człowiek musi się nauczyć szybko wypluwać to, co mu szkodzi! A my nie wiemy tak do końca, co może szkodzić naszemu dziecku. Stąd błogosławiona cierpliwość matczyna!

Pomaga dziecku przejść głądko przez proces przechodzenia na żywność dorosłą.

Bo jest to proces. Powolny, stopniowy.

Kroczek wprzód, dwa w tył.

Dwa kroczki wprzód, jeden do tyłu. Itd., itp.

Towarzyszmy z radością naszym dzieciom w tym procesie.

Dla nich powinien on się kojarzyć przede wszystkim z radością i przygodą odkrywania smaków.

Smaki to jest coś, czego dziecko się uczy.

Dopiero po kilkunastu razach skosztowania danego smaku czasem poprawia się jego akceptowalność. Może przypomnicie sobie, że Wy też mieliście rzeczy, których nie akceptowaliście, a po iluś próbach „zaskoczyliście” lub odwrotnie: coś przestało smakować.

To tak jak z przychodzącym gościem.

Dziecko nie od razu musi go zaakceptować, polubić. Ale jeśli przyjdzie on kolejny raz, jeszcze następny. I znów kolejnego dnia, a przy tym będzie emanował radością i wnosił ze sobą zabawę, nie będzie napastliwy, to prawdopodobnie ani się obejrzymy, jak przyjmie go za swojego 🙂 Z tymże różne są dzieci i niektóre potrzebują mniej, a inne więcej powtórzeń. Zwłaszcza że akceptowalność pożywienia wiąże się też w wielkiej mierze ze stanem zdrowia, dojrzałością dziecka. A czy te da się przyśpieszyć?

„Śpieszmy się więc powoli!”

Teraz maluch uczy się asertywnie odmawiać pożywienia, które mu nie służy. Później będzie umiał powiedzieć: „Nie!”, gdy ktoś inny będzie podsuwał mu pod nos narkotyki, papierosa, itp.



W prezencie dla Was na świętego Mikołaja piosenka:

„O, święty Mikołaju!”



Wykorzystywanie rodziców

Szpitalne rozdawnictwo

Przykład szpitalnego rozdawnictwa ulotek z namiastką „wiedzy”. Na stoliku żywa reklama, na ścianie 10 kroków udanego karmienia piersią czyli 2 wykluczające się rzeczy.

 

Czy wiecie, że niemal wszyscy jesteśmy jako rodzice wykorzystywani jako bezpłatni przedstawiciele handlowi dla sklepów Biedronek, Stokrotek, koncernów farmaceutycznych itp.?

Firmy te więc organizują rozdawnictwo nalepek, gadżetów, które są „nagrodą” za określone zakupy, ilość wydanych pieniędzy. W gruncie rzeczy nie jest to żadna nagroda, tylko chwytanie rodziców na marketingową wędkę. W ten sposób już nie firma musi docierać do dzieci, ale sami usłużni rodzice, dziadkowie czy inni „obdarowują” dzieci przedmiotami wymiennymi za naklejki czy naklejkami- jednocześnie ucząc je marek firm, zaszczepiając je lojalnością względem nich, reklamując je swoim dzieciom, tworząc nawyki konsumenckie.

 

Dzięki temu reklama dociera do najbardziej podatnych, a zarazem bezbronnych odbiorców czyli dzieci i zakorzenia się głęboko przynosząc długofalowe korzyści.

W podobny sposób firmy produkujące mieszanki czyli sztuczne mleka dla dzieci docierają do dzieci- posługując się bezpłatnym wolontariuszem-przedstawicielem handlowym- lekarzem, który rozdaje im naklejeczki, gadżety itp. przy okazji emocjonującej wizyty w gabinecie lekarskim. Poługują się przy tym instrumentalnie nimbem „fachowości” otaczającej przedstawiciela służby zdrowia.

Hm???

Czy w ogóle jeszcze czujemy się wykorzystywani?

Czy uważamy, że te firmy zrobiły nam przysługę sprzedając coś taniej czy wręcz obdarowując nas czymś?

Gdyby nie było badań marketingowych jak bardzo intratnym przedsięwzięciem jest rozdawnictwo nawet drobiazgów w celu tworzenia poczucia „wzajemności”, zobowiązania do wdzięczności u klienta, już dawno zaniechano by tego. Mają tego świadomość firmy.

Ale czy my mamy tego świadomość będąc pod presją tego typu praktyk niemal nieustannie w tak wielu miejscach, sytuacjach?

Warto kształtować w sobie świadomość konsumencką, że w sklepach, punktach usługowych nic nie dostajemy za darmo.

Jeśli nawet nie kosztuje nas samych dana rzecz- czy możemy wykluczyć, że będzie to słono kosztowało nasze dzieci? W ten sposób budujemy bowiem w naszych dzieciach pewne przyzwyczajenia, preferencje itp.

Macie pomysły jak budować do tego typu praktyk marketingowych zdrowy dystans u siebie samego, ale też u własnych dzieci?

Ciekawe, że najbardziej podatni na reklamę są ci, którzy uważają, że na nich reklama nie działa. To stare i sprawdzone wielokroć badanie. Czujecie ten klimat?