Rodzina- kto jest specjalistą od jej spraw?

  • Jeśli matka i ojciec od poczęcia troszczą się o własne dziecko, otaczają miłością,
  • Jeśli po urodzeniu opiekują się nim 24 godziny na dobę,
  • Jeśli przyglądają mu się uważnie, odpowiadają na płacze, krzyki, jęki, westchnienia,
  • Jeśli rozumieją pierwsze słowa, powodzenia i niepowodzenia,

to kto zna dziecko lepiej niż oni sami? Jeśli rodzice zapracowali swoim poświęconym czasem na znajomość własnego dziecka, to kto może powiedzieć, że umie lepiej wychować to dziecko niż oni sami? Niestety ale nasze państwo w swojej inicjatywie ustawodawczej posunęło się tak daleko, że uważa, że ono samo ze swoimi urzędnikami, pracownikami socjalnymi umie lepiej wychowywać dzieci, że może dawać wszystkim rodzicom recepty na „idealne” wychowanie. Podczas gdy każdy rozsądny człowiek zdaje sobie sprawę, że takiej idealnej recepty po prostu nie ma. Każdy musi odnaleźć własną receptę dla konkretnego dziecka poprzez cierpliwą, wymagającą, odpowiedzialną miłość.

Z pewną ciekawością wracam ciągle do książek Korczaka. I cóż tam można wyczytać? Otóż i Stary Doktor przyznaje się, że i nie raz zagniewał się na dziecko niesprawiedliwie. A cóż my zwyczajni nieobdarzeni aż takim nieprzeciętnym umysłem rodzice?

Zaakceptowana niedawno przez Parlament Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie jest próbą takiego ustawiania rodziców jako ignorantów w dziedzinie wychowania ich własnych dzieci. Bo tak czy inaczej urzędnikowi nadaje ona prawo decydowania, czy rodzic słusznie czy niesłusznie krytykuje własne dziecko, czy ma prawo karać go w dany sposób czy też nie. Zamiast stworzyć szersze przestrzenie dla tworzenia ośrodków pomocy rodzinie, przeciwdziałania alkoholizmowi, woli postawić się w roli Eksperta od Rodziny. Stąd już niedaleko do Orwellowskiej wizji:

Ministerstwa miłości

Nie jestem za tym specjalnie, by karać dzieci klapsami, bo to wyraz raczej bezradności rodziców w większości przypadków, ale równocześnie nie jestem skłonna, by rodziców dających klapsy traktować jak przestępców.

Nasze dzieci potrzebują zarówno pochwał, jak i krytyki czy kar. Zaryzykowałabym też twierdzenie, że dzieci wręcz wolą być krytykowane czy nawet ukarane niż pomijane, niż spotykać się ze strony rodziców z obojętnością.

Co prawda mądry rodzic stara się więcej chwalić, pozytywnie komunikować niż karać, ale jednak i karania nie można się bać stosować w sensowny sposób. W ostatnim czasie intensywnie myślę o matce księdza Jerzego Popiełuszki, która otwarcie przyznawała, że wychowywała syna surowo. Wydaje mi się, że w obecnym czasie mamy tendencję, by wychowywać jednak zbyt gładko, przyjemnie i niewymagająco- i na efekty przyjdzie nam jeszcze czekać. Stąd nie możemy z góry patrzeć na minione pokolenia, metody wychowawcze przez nie stosowane, bo sami nie odkryliśmy jeszcze żadnej idealnej metody.

Ciąg dalszy dyskusji odkryłam dzisiaj:

Klapsy i podatki?

Pozostaje mi mieć nadzieję, że ustawa jednak zostanie odrzucona przez Trybunał Konstytucyjny. A pracownicy socjalni będą mogli się skupić na patologicznych układach, sytuacjach, rzeczywistej przemocy, a nie donosach sąsiadów i zawracaniem głowy zwykłym rodzicom. Może wtedy zauważą też, że tam jest więcej patologii, gdzie rodzina jest rozbita lub jej wcale nie ma, a są związki-na-próbę.

Za zwrócenie na to uwagi atakowały mnie ostatnio dziewczyny same pozostające w tego typu związkach konkubenckich, że rzeczywistość zakłamuję nie widząc, że i w rodzinach bywa patologia i przemoc. Cóż, statystyka zdaje się w lepszym świetle przedstawiać stabilne rodziny, bo mniej w nich przemocy, jednak wyrocznią ona nie jest, a tylko pokazuje pewne średnie, krzywe Gaussa itp. Statystyka jest tak prawdziwa jak to, że chłop prowadzący krowę przez most mają średnio po 3 nogi. Tak więc rzeczywistość jest bardziej złożona niż statystyka, ale ogólny obraz wyłaniający się ze statystyk myślącemu człowiekowi krzywdy nie robi.


Zostaw odpowiedź