Matka

Nie pracuję jako psycholog, ale jednak ponieważ żadne wykształcenie nie hańbi i każde można wykorzystać mniej lub bardziej udolnie, zdarza mi się dokonywać oglądu rzeczywistości właśnie przez pryzmat mojej psychologicznej wiedzy.

Otóż dzięki pomyłce mojego męża stałam się posiadaczką książki Martyny Wojciechowskiej „Kobieta na krańcu świata”. Dlaczego dzięki pomyłce? Bo luby mój małżonek pomylił tą osóbkę z Beatą Pawlikowską, której fanką jestem. Po przeczytaniu lektury zakupionej przez pomyłkę potwierdzam moje mętne przeczucie, że fanką Martyny nie jestem.

Jako bohaterki lektury i nagrania telewizyjnego Martyna wybrała sobie: kobietę-zapaśniczkę, kobietę-sapera, kobietę-menagera w pływającym domu, kobietę-założycielkę schroniska dla słoni, kobietę-kowboya, kobietę- Miss, dwie kobiety-żony jednego męża i 1 pannę młodą z afrykańskiego plemienia. Wszystkie te wymienione kobiety stanowiły dla autorki głównie tło dla jej porównań ze sobą, tudzież atrakcyjne tło dla jej własnego piękna (w domyśle: też wewnętrznego).

Najbardziej chyba zaciekawiła mnie jej relacja ze schroniska dla małych ocalonych słoniątek. Okazuje się, że uratowanie takich słoniowych bobasów wymaga oddania, ciężkiej pracy i bardzo dużo czasu. W naturze słoniątka są bowiem karmione przez matkę jej mlekiem przez 4-5 lat. Gdy ginie matka (najczęściej z powodu polowania kłusowników na kość słoniową), nie tak łatwo ją zastąpić. Autorka roztkliwia się tam nad kilkumiesięcznym słoniątkiem, które zdycha z powodu wyjazdu opiekuna do domu na 2 tygodnie (oczywiście słonik zostaje z innym opiekunem). Podkreśla jak bardzo my ludzie i słonie jesteśmy do siebie podobni z powodu inteligencji oraz ogromnego przywiązania.

Ciekawe jak daleka jest owa pani od analogii do własnego życia. Jej słynny wyjazd na wiele tygodni, gdy jej dziecko miało niespełna rok wywołał kiedyś burzę na moim forum. Z psychologicznego punktu widzenia dziecko przeżywa w takiej sytuacji nie tylko stres, ale ono wręcz „zmienia mamę”. Niemowlę i dziecko do lat minimum 2-3 potrzebuje bowiem stałego przywiązania do jednej osoby i jej systematycznej obecności. Jeśli ta osoba je opuszcza na wiele tygodni, to rodzi się przywiązanie do innego opiekuna, które jest przywiązaniem „jak-do-mamy”. Z psychologicznego punktu widzenia mamą staje się niania czy babcia, która sprawuje dalej opiekę.

Dzieje się tak tym szybciej, im mniejsze jest dziecko. Po dwóch tygodniach wyjazdu moich sąsiadów ich 18-miesięczna córeczka nie pamiętała ich, bała się swojej mamy. A więc słaba jeszcze pamięć świadoma, trwała małego dziecka sprawia, że dziecko tym bardziej potrzebuje stałej codziennej obecności własnej mamy, własnego taty, aby czuć się zdrowe, pogodne, związane bezpieczną więzią.

Widzę, jak moje bardzo krótkotrwałe (niecałe 3 dni) pobyty w szpitalu zaburzyły poczucie bezpieczeństwa najmłodszej córci, choć to był już jej trzeci rok życia. Musiała później „nadrabiać” te zaległości tym większą potrzebą kontaktu, bliskości, utulenia, karmienia.  A czym w takim razie jest dla dziecka rozstanie kilkutygodniowe? Wydaje się, że przerwą nie do nadrobienia. Dla dziecka to jak otchłań, bycie osamotnionym, porzuconym, ponieważ ono jeszcze nie rozumie, co to jest czas, tydzień, miesiąc, godzina. Nawet jeśli używa tych słów, to ich znaczenie jest dla niego wyjątkowo niejasne.

To, czego nie warto żałować własnemu dziecku zwłaszcza w jego pierwszych latach życia to czas z nim spędzony. Praca zawodowa jest często bardzo potrzebna i konieczna, ale dziecku równie konieczne dla równowagi psychicznej są systematyczne powroty mamy i pogrążanie się w bezpieczeństwie jej ramion.

Książki tejże specjalnie nie polecam, a więc nawet nie dodaję, że do poczytania się to nadaje. Bardziej do oglądania.

Także powracam do lektury książek Beaty Pawlikowskiej mniej kręcącej się wokół własnej osi, za to z o wiele bardziej dostrzegającej humor sytuacji codziennych i niecodziennych. I o wiele bardziej kobiecej, choć wykazującą tę samą podróżniczą smykałkę. Takie tam moje odczucia…


komentarzy 8 do wpisu “Matka”

  1. marysia - molly_bloom napisał(a):

    o widzisz, ja moją sympatię dzielę między te dwie panie dokładnie w tych samych proporcjach co Ty, Izo 🙂
    pomijając już podejście M.Wojciechowskiej do macierzyństwa (bo o tym wiem tylko tyle, ile mogłam przeczytać w wywiadach), to dodam jeszcze, że ona jest bardzo nieprzekonywująca jako podróżnik-odkrywca, jest bardziej turystką-wyczynowcem, osobą z zewnątrz, stąd może to jej spojrzenie z góry
    Pawlikowska jest bardziej wewnątrz świata, który opisuje, więcej w niej empatii i otwartości i ta druga postawa jest mi zdecydowanie bliższa

    a jeśli lubisz książki podróżnicze to bardzo polecam książke o Kazimierzu Nowaku, który objechał rowerem Afrykę: „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”, jest też wersja dla dzieci pt „Afryka Kazika” (tu można zobaczyć: http://www.lukaszwierzbicki.pl/?page_id=2 ), dzieciakom się podoba – sprawdziłam 🙂

  2. admin napisał(a):

    Dzięki za polecone książki. Szukam systematycznie lektur dla moich dzieci, które są co najmniej w takim samym stopniu molami książkowymi jak ja, o ile nie bardziej. Najstarsza Lidzia czyta z szybkością odrzutowca, nigdy tak szybko nie umiałam czytać, jak ona. O i to ten sam autor ją napisał, co ukochaną książkę moich dzieci „Dziadek i niedźwiadek”. Na pewno sięgniemy. Tego typu lektury połykamy całą rodziną 🙂

  3. Ola napisał(a):

    Też polecam Nowaka, świetna książka. Z podróżniczych polecam również Ostrowskiego „Wyżej niż kondory” o dzielnych polskich andynistach, którzy w latach 30 z dosyć mizernym sprzętem zdobywali Andy. pozdrawiam

  4. Agnieszka :) napisał(a):

    A ja polecam Cejrowskiego 🙂
    Co do wielu zagadnień nie zgadzam się z Tobą Fizulo ale … sama pozostaję w domu – jak to mówią inni bo sobie moge pozwolić – ha ha ha … i widzę JAK wpływa to na moje maluchy… I nie żałuje, że razem z Mężem wybraliśmy opcję – ja w domu – na razie…

  5. admin napisał(a):

    Agnieszko,
    znam Cejrowskiego i jego książki podróżnicze- nawet jego zagorzali przeciwnicy je cenią. Nie uważam, że wszyscy się muszą ze mną zgadzać. Nie dla wszystkich też matek jest dobra opcja pozostania w domu z dzieckiem i zrezygnowania (czasowego/stałego) z pracy zawodowej. Ale wydaje mi się, że nawet powrót do pracy nie musi oznaczać porzucenia dziecka- większość mam stara się pogodzić swoją zawodową pracę z opieką nad dzieckiem tak, by odczuło to najmniej dotkliwie, nie czuło się porzucone. Z drugiej strony my mamy pozostające z dziećmi w domu dobrze, gdy cenimy swoją rolę i pracę.

  6. Ewa napisał(a):

    A ja z chęcią przeczytałabym książkę pani Martyny Wojciechowskiej. Pawlikowską i Cejrowskiego też czytałam.

  7. admin napisał(a):

    Ewa, mogę pożyczyć, żaden problem. Kiedy się do nas wybierzesz?

  8. nursing jobs napisał(a):

    Finally, an issue that I am passionate about. I have looked for information of this caliber for the last several hours. Your site is greatly appreciated.

Zostaw odpowiedź