Siusiu, pić

Gdy już młody człowiek nabędzie pewną dojrzałość, że mamę lub tatę potrzebuje do usypiania jedynie „dla przyjemności” lub inaczej mówiąc dla komfortu usypiania, to zaczyna się nowa era.

Era pt. „pić, siusiu”. Bo generalnie dla dziecka usypianie jest nudne. Tak leżeć i nic nie robić- komu by się chciało, na pewno nie dziecku! A przecież można by się pobawić. Ponieważ jednak rodzice ograniczają możliwość zabawy, skoro czas spania nastał, to zawsze można zawołać „pić!” lub „siusiu”, żeby zaliczyć spacerek do kuchni, łazienki i rozerwać się.

I scenariusz „pić, siusiu” powtarza się co wieczór. A więc w końcu zapobiegliwi rodzice od razu dają pić, od razu proszą o skorzystanie z toalety, nocnika.

I tak na nic.

Bo to przecież nie chodzi o to pić. Niekoniecznie chodzi o siku. Chodzi o to, że młody człowiek próbuje się sam ze sobą- ile wytrzyma. Próbuje się z rodzicami- ile oni wytrzymają.

Szukanie własnych granic, szukanie, jakie granice mają rodzice.

Czy trzeba wytrzymywać przeciąganie w nieskończoność?

Nie, łagodna stanowczość bywa na wagę złota.

Ech, życie! Uczenie się siebie nigdy nie ma końca 🙂

Ale dzięki temu też jest ciekawie!



Pozycja pozycji nierówna

Plażowy piesek przywodzi mi na myśl, że w porodzie nie ma przypadkowych wydarzeń, ale każdy element układanki pasuje do pozostałych.

Pomyślałam, że podzielę się dziś z Wami wiedzą o pozycjach porodowych.

To nie jest fanaberia- rodzenie w pozycjach wertykalnych czyli pionowych. To jest powrót do dobrych praktyk położniczych zgodnych z potrzebami rodzącego się dziecka i matki. Do pięknej sztuki położnictwa.

Dopiero bodajże w XIX wieku, gdy za położnictwo wzieli się lekarze, zaczęli kłaść kobiety:

  • żeby lepiej widzieć;
  • żeby mniej się ubrudzić krwią;
  • żeby kontrolować, zarządzać.

Z tymże nie wiedzieli, że poród nie jest „do zarządzania”, a kontrolowany daje wiele zaburzeń jatrogennych czyli wynikających z niepotrzebnych interwencji medycznych.

Kiedy matka rodząca leży, uciskane są jej naczynia krwionośne dotleniające dziecko w macicy. Czy można więc się dziwić, że matka, która godzinami leży pod KTG będzie miała niedotlenione dziecko albo nagłe wskazanie do cesarki, bo tętno dziecka zacznie szaleć.

Gdy matka leży, jej drogi rodne nie otwierają się też wystarczająco. Gdy zajmie którąś z pozycji wertykalnych, kość ogonowa może odchylić się nawet o 30%. Gdy matka leży na niej- jest to zwyczajnie nemożliwe.

Każda z pozycji wertykalnych ma swoje zalety i wady. Najlepiej więc, gdy matka swobodnie się porusza i zajmuje wygodną dla siebie pozycję, a ci, którzy asystują dostosowują się do tego. To matka powinna czuć, co robi dziecko w jej wnętrzu, jak się obraca, jak zachowują się jej narządy wewnętrzne, czuje wszystkie napięcia mięśni, ich przegrupowania.

Dlaczego więc to położna lub lekarz mieliby wiedzieć lepiej, która pozycja bardziej się nadaje dla rodzącej?

Przyjrzyjmy się pokrótce pozycjom porodowym:

  • na stojąco– sprzyja to szybkiemu wytaczaniu się główki, przyśpiesza poród- stąd może być korzystne przy pierwszym dziecku, ale nie musi przy dziecku bardzo dynamicznie się rodzącym; krocze rozciąga się równomiernie wokół główki, co zapobiega poważniejszym pęknięciom; minusem jest mniej asekuracji dla dziecka w sytuacji samodzielnego porodu; dziecko z całą pewnością potrzebuje tu w porę wyciągniętych rąk- najlepiej i matki, i położnej, żeby mieć pewność, że nie spadnie, żeby nie pociągnąć za pępowinę; położna ma łatwy dostęp do matki, choć musi czuwać nad nią, żeby dziecko nie wypadło samo; kręcenie biodrami pomaga dziecku w tej pozycji;
  • na kucąco– nie każda matka ma wystarczająco silne nogi, by wybrać tę pozycję; stąd często w jej trakcie może matka potrzebować się podeprzeć np. o jedno kolano, o bliską osobę; tu krocze również równomiernie się rozciąga wokół główki dziecka; zaletą tej pozycji oprócz powyższego jest to, że matka może przyjąć swoje dziecko na ręce, dotknąć je w trakcie rodzenia; może przetaczać się z biodra na biodro, żeby pomóc wstawić się główce odpowiednio; w pozycji kucącej można matce zaproponować wsparcie ojca, podtrzymanie jej pod pachami; położna ma trudne zadanie nachylania się 🙂
  • na siedząco, np. na brzegu łóżka, ale też np. na stołku porodowym- jest to oszczędzające dla nóg matki; tę pozycję może wybrać np. bardzo zmęczona matka; można jej zaproponować powoduje ona natomiast większe przekrwienie wokół odbytu, stąd nie musi być dobra, gdy matka ma hemoroidy; matka również ma wolne dla dziecka ręce- może je przywitać; położna ma dobry dostęp do matki i dziecka, żeby móc im pomóc;
  • w klęku podpartym– tzw. pozycja kolankowo-łokciowa, która zakłada podparcie na kolanach, łokciach; matka nie jest za bardzo w stanie sama sięgnąć do dziecka, ale za to jest to łatwe dla położnej; krocze jest najmniej napięte- ta pozycja najbardziej zapobiega najgroźniejszym pęknięciom sięgającym odbytu; to dobra pozycja dla bardzo szybko rodzącego się dziecka; główka wytacza się spokojniej, co zmniejsza ryzyko zbyt gwałtownej zmiany ciśnień dla główki dziecka; jeśli matka położy się na przedramionach, może nieco spowolnić rodzenie, odpocząć, zaczekać na położną;
  • w klęku– matka może klęczeć, ale też podpierać się np. o łóżko, męża; różnica z poprzednią pozycją jest taka, że matka z większą łatwością sięga do dziecka; zmieniając kąt pochylenia ciała, może naprzemian odpoczywać i wygodnie przeć współpracując z dzieckiem; tak jak w poprzedniej pozycji krocze jest najbardziej chronione; jednak położna ma trudniejszy dostęp.

Nie piszę o tych pozycjach jako o statycznych, jedynie słusznych. Wręcz przeciwnie. Żebyście sobie wyobraziły siebie w dynamicznym ruchu, współpracującą z dzieckiem w procesie rodzenia.

Warto już w okresie ciąży zachowywać tę mobilność, być w ruchu, by w trakcie porodu współgrać z aktywnie ruszającym, kręcącym się w kanale rodnym dzieckiem. Dziecko zwyczajnie potrzebuje wówczas matczynego ruchu, aktywności, jej czucia, co się z nim dzieje.

Jednak jak matka ma aktywnie się poruszać, zmieniać pozycje, jeśli np. pozwala, by w ciąży zrobić z niej ciężko chorą leżącą osobę. W większości przypadków leżenie nie zmniejsza ilości przedwczesnych porodów. Jest to raczej środek ostateczny, gdyż czyni on poniekąd z kobiety częściowo inwalidę.

To co? Idziemy na śnieg, na spacerek?

Jesteś stworzona do ruchu 🙂

Pozdrawiam ciepło,

Twoja doula Fizula



Posłuchajmy mądrego, gdy mówi dlaczego…

Naturalnie po cesarce

Cesarskie cięcie na pewno jest operacją. A więc w gruncie rzeczy nie można nas do niej zmusić- potrzebna jest nasza świadoma zgoda. Niestety kobiety, które chcą urodzić naturalnie czasem nie znajdują w tym wsparcia. Czasem tym, które intuicyjnie czują, że potrzebują cesarki, też brakuje wsparcia, zrozumienia.

A jednak można szukać. Kto szuka, ten znajduje. Jesteśmy tego warte, by czuć się wspierane.

Na pewno jako doula nie jestem od oceniania Twoich wyborów, ale od wspierania, żebyś w macierzyństwo wchodziła pewnie, radośnie, z poczuciem bezpieczeństwa.

Nie da się nikomu narzucić własnej wizji porodu, nie da się narzucić własnej wizji karmienia dziecka po porodzie. Bo jako doula nie urodzę za tą matkę. Nie nakarmię za nią. Ale zawsze mogę stać po jej stronie. Mogę masować, dodawać ducha, tłumaczyć, co się dzieje. Dzielić się spokojem, czasem, wiedzą.

Podobnie nikt z odwiedzających. Jeśli jesteś przyjaciółką, ciotką, siostrą, nawet jeśli bardzo chcesz- nie możesz za kogoś urodzić, karmić.

Choć z karmieniem bywają wyjątki. Spotkałam kiedyś siostry, z których jedna dokarmiała piersią dziecko swojej siostry w okresie jej przejściowych problemów. Potem karmiła już tylko matka 🙂 Piękna pomoc.



Grypa? Niegrypa.

Niemal każdy czasem złapie pospolitą grypę: dokuczać mu zaczyna wysoka gorączka, poczucie rozbicia, ogromne osłabienie etc. Jeśli jednak takie objawy dotkną karmiącą piersią matkę, warto, aby najpierw zbadała ona swoje piersi. Dotykając ich poszczególnych części, sprawdzamy, czy nie utworzyło się stwardnienie, zgrubienie. Ważne, by badać się aż do dołów pachowych, ponieważ tkanka gruczołowa piersi sięga aż tam, tworząc tzw. ogon Spence’a. Często objawy grypopodobne z wysoką gorączką, uczuciem rozbicia, występuje w sytuacji zapalenia piersi. Do tego dochodzi bolesność piersi, jej tkliwość, utrudniony wypływ mleka w postaci stwardnienia, „guzka”. Bolesność, zaczerwienienie piersi czasem pojawia się później. Zazwyczaj najpierw jest samo stwardnienie.

Ponieważ okolica piersi jest pełna węzłów chłonnych czyli „centrów” walki z chorobą- temperatura bywa przy zapaleniu piersi bardzo wysoka, powyżej 38,5 st. C.

Ponieważ szewc bez butów chodzi, temat ten jest mi bliski od podszewki, gdyż dopadło mnie zapalenie piersi nie raz i nie dwa.

Zapalenie piersi może mieć bardzo wiele przyczyn (niekonicznie zależnych od samej matki):

  • nadprodukcja mleka (stąd często łatwiej o zapalenie podczas początkowych nawałów etc., ale też gdy za dużo się odciąga mleka z piersi);
  • raptowna długa przerwa w karmieniu piersią (bez zastępczego odciągania, pomocy etc.);
  • ucisk na przewody mleczne (czasem może taki ucisk stwarzać źle dobrany biustonosz, źle założona chusta do noszenia dzieci i in.);
  • uraz, uderzenie;
  • drobnoustroje chorobotwórcze w buzi dziecka;
  • przeszkoda anatomiczna w piersi (potrzebna kontrola USG);
  • inne.

Sposoby radzenia sobie z zapaleniem piersi:

  • odpoczynek, odpoczynek i jeszcze trochę odpoczynku- zresztą cóż można robić, gdy temperatura dobiega do 40 stopni i nie masz na nic sił;
  • jak najczęstsze przystawianie dziecka do piersi z zapaleniem (chociaż nie można też o drugiej zapomnieć)- jest to podstawowa pomoc w udrożnieniu chorej piersi; niektórzy powątpiewają, jak można i odpoczywać, i karmić- otóż warto nauczyć się tych dwóch rzeczy naraz i karmić przez sen lub niemal przez sen;
  • przystawianie do piersi w ten sposób, by bródka dziecka była od strony z zapaleniem, np. jeśli zapalenie jest od strony pachy, to pozycja spod pachy bardziej opróżnia kanaliki i pęcherzyki mleczne znajdujące się w tamtym regionie;
  • zimne okłady z liści kapusty; dobrą duszę, która przebywa naonczas w domu prosimy, by oderwała liść ze schłodzonej główki kapusty i ubiła ją jak schabowego tak, by liść puścił sok; liścia takiego przykładamy do chorej piersi jako kompres po nakarmieniu; po ssaniu dziecka można przyłożyć też inny zimny kompres, jeśli nie ma kapusty; jednak sok z kapusty ma udowodnione działanie przeciwzapalne i przeciwobrzękowe- stąd poleca się go w pierwszej kolejności;
  • 2-3 szklanki naparu z szałwi dziennie działa delikatnie wyciszająco na rozhulałą laktację, ale też przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie.

Jeśli matka uda się z zapaleniem piersi do lekarza, otrzyma zapobiegawczo antybiotyk, aby nie nabawić się czegoś jeszcze trudniejszego do zniesienia niż samo zapalenie, a mianowicie ropnia piersi. Niestety lekarze często nie wiedzą, że antybiotyk aby działał na zapalenie piersi musi przenikać w dużym stopniu do mleka (minusem tego jest więc i to, że sporo zje go dziecko). Z mojego doświadczenia wynika, że są zapisywane niejednokrotnie antybiotyki w ogóle nie działające w tej materii. Zwłaszcza jeśli uszkodzona jest brodawka piersi (krwawienie, pęknięcie itp.), to są to wrota dla bakterii- warto zapobiegać powikłaniom. Skuteczny antybiotyk jest tu więc celowy.

Są jednak tacy, których ciągnikiem nie zaciągnie do lekarza. Jeśli się nie decydujecie na taką wizytę, warto wypróbować w tej sytuacji naturalne antybiotyki, którymi są:

  • czosnek;
  • cebula;
  • imbir;
  • papryczka chili
  • sok z naturalnie kiszonej kapusty;
  • szałwia.

Żeby te naturalne specyfiki zadziałały, ważna jest również systematyczność ich brania- warto je zażywać wówczas ze 2-3 razy dziennie plus podnosić odporność stosując odpowiednie dawki witamin C, D, A. Plusem naturalnych „antybiotyków” jest to, że nie zniszczą nam one naturalnej flory bakteryjnej, która jest nam niezbędna dla zdrowia, a nawet często ją wzmocnią. Minusem niektórych z nich jest to, że działają bardzo silnie, np. czosnku nie można zażywać na pusty żołądek, bo można sobie uszkodzić śluzówkę żołądka, można też obniżyć sobie w ten sposób ciśnienie (a przecież niektórzy i tak mają niskie) itd.

Jest mitem, że karmiąc piersią nie można jeść cebuli, czosnku, chilli itp. Decydując się jednak na nie, warto obserwować reakcję dziecka. Nie jest też powiedziane, że każdy krzyk i płacz po zjedzeniu w/w musi być nimi spowodowany. Pewna roztropność byłaby tu wskazana.

Na koniec uwaga praktyczna.

Kochane kobietki, pozostańcie w kontakcie ze sobą, ze swoim ciałem. Pamiętajcie, żeby karmić piersią nie tylko zgodnie z potrzebami dziecka, ale też z Waszymi. Dzieciom nie zaszkodzi kolejna porcja Waszego mleka, bo potrzebują szybko rosnąć. Potrzebują też mieć zdrową mamę 🙂

Dlatego karmcie na zdrowie!



…jak siebie samego

Czy to normalne, że podczas porodu zależy nam na ochronie krocza?

A czy to normalne, że podczas pracy przy pomocy piły zależy nam, by nie ucięło nam kawałka ręki?

Patrzmy na siebie z miłością- łatwiej będzie nam wtedy obdarzać również miłością swojego męża, dzieci, przyjaciół.

Ochrona krocza to normalna część położnictwa przyjaznego matce i dziecku.

Położnictwo w Polsce jest już wytykane jako jedne z najbardziej zacofanych pod tym względem, gdyż niepotrzebnie okalecza się większość kobiet.

Nie bójmy się więc w planie porodu zapisać: „ochrona krocza”, spontaniczne parcie.

Matki potrafią pięknie rodzić!

Zmotywujmy też położne, by nauczyły się ochraniać ten dar porodu, a w nim i rodzącą matkę, i rodzące dziecko 🙂 Mam jak najlepsze zdanie o położnych- myślę, że te wspaniałe kobiety są tego warte, by uczyć się dobrych praktyk okołoporodowych, rozwijać się w swej pracy.

Pozdrawiam Was ciepło tą zimową porą,

Wasza doula Fizula



Kim jest dziecko?

Dziecko jest osobą.

Jest człowiekiem.

I to człowiekiem w dynamicznym rozwoju: od zależności i przynależności do niezależności, od niesamodzielności do wzrastającej samodzielności, od zupełnej identyfikacji z rodzicem do szukania własnej tożsamości.

Dziecko rozwija się tak szybko, że czasem my rodzice jesteśmy zafiksowani na poprzedniej fazie, która już minęła, a dziecko już w podskokach pokonuje następne etapy dojrzewania.

Ono chce spróbować już czegoś nowego, a my rodzice chcielibyśmy je trzymać w miękkim puszku gniazda poprzednio zdobytych doświadczeń.

Potrzebujemy jako rodzice odwagi, żeby zrozumieć i zaakceptować swoje dzieci w ich wychodzeniu naprzód, ponad to, co do tej pory.

„Odwagi! Ja Jestem, nie bójcie się!”- Jezus zaprasza do uczenia się od Niego tej pewności, radości rodzicielstwa opartej na relacji z Nim.



„Oto wszystko stało się nowe”

Życzę Wam, by to Słowo

„Oto wszystko stało się nowe”

żyło w nas, tworzyło w tym roku 2019 przestrzeń do dziękowania, chwalenia, życia entuzjazmem i radością, bo żyjemy, mamy nową szansę.



Rebozo

Zdarza się w okresie ciąży, że matka jest kłębkiem nerwów.

Sytuacje trudne.

Pogmatwane relacje.

Niezrozumienie.

Temu wszystkiemu mówię stanowcze: stop!

 

Warto zatrzymać się, pomóc sobie. Jeśli nie da się sobie pomóc, to trzeba śmiało szukać pomocy, prosić o pomoc. Dobrze, że w tym czasie kobieta ma możliwość rejestrowania się do lekarza poza kolejnością.

Zazwyczaj jednak wystarczą domowe metody:

  • pozwolenie sobie na odpoczynek, na zwolnienie obrotów, sen;
  • ciepła relaksująca kąpiel- odprężająco działa np. olejek lawendowy (mogą być też inne w zależności od preferencji);
  • poproszenie bliskiej osoby o masaż stóp, pleców, w szczególności karku;
  • zrobienie dla siebie czegoś dobrego; czasem może to być ulubiona rozrywka: tu mamy przejawiają bogactwo preferencji od książek, fryzjera, pichcenia w kuchni po spacery i inne aktywności;
  • kąpiel lub moczenie nóg w solach magnezu (chlorek magnezu)- warto bowiem wiedzieć, że magnez łatwiej wchłaniamy przez skórę niż z przewodu pokarmowego.

Jako doula mogę zaoferować też specjalny masaż chustą Rebozo, który rozluźnia poszczególne części ciała. Można go wykonywać i gdy matka leży, i gdy siedzi, ale też gdy woli stać. Dla osoby masowanej jest niekrępujący, gdyż nie wymaga dotykania.

Kiedy na szkoleniu dla douli uczyłyśmy się go robiąc sobie wzajemnie, zastanawiałam skąd się bierze jego genialnie rozluźniające, uspokajające działanie. Potem robiłam go i mamom w okresie ciąży, ale też swoim dzieciom. Gdy proponuję go, ustawia mi się moja gromadka w kolejkę i woła: jeszcze! jeszcze! No i nie dziwię im się, bo jest on zwyczajnie bardzo przyjemny!

Jako doula mogę też nauczyć męża tego masażu, by mógł w czasie porodu go zastosować. Wystarczy do tego zwyczajna tkana mocna długa chusta.

Rozluźnienie, które można w ten sposób uzyskać, przypuszczam, pochodzi od naszych bardzo głębokich zapisów podświadomości. Każde bowiem dziecko wiele razy doświadczało jak bardzo kojące jest bujanie z odpowiednią częstotliwością, otulanie- do takich doświadczeń może nieco nawiązywać masaż Rebozo.

Kto chętny spróbować?

„Z całą pilnością strzeż swojego serca,

bo życie ma tam swe źródło.”

Prz 4, 23



Anielątko

Już Was raczyłam zdjęciami z małym Aniołem Stróżem.

Dzisiaj zdradzę jak go zrobić.

Odrysowujemy rączki i stópkę dziecka i wycinamy. Rączki stają się skrzydełkami, wycięta stópka- sukieneczką. Aureolkę robimy z niepotrzebnej płyty. Portrecik wycinamy. Wszystko sklejamy.

I aniołek na choinkę jak żywy!

Może przypominać nam o tym prawdziwym Aniele Świętym Stróżu naszego dziecka, z którym od poczęcia warto mieć łączność duchową.

To on:

  • bezpiecznie przeprowadzić może przez okres ciąży nasze dziecko;
  • spokojnie wyprowadzić może dziecię na świat przez drogi rodne lub przecięcie na brzuchu;
  • przypomina, by nowonarodzonego błogosławić; zachować cierpliwą, łagodną miłość w czasie karmienia, przewijania, usypiania, kąpania, etc;
  • przeprowadzić przez wszystkie etapy wzrostu, kryzysów, chorób.

Od kiedy zaczęłam się modlić do Aniołów Stróżów moich dzieci, zaczęły się one bardziej po ludzku zachowywać podczas Mszy Świętej, hehe.

Z tego papierowego ze zdjęciem dziecka Aniołka można zrezygnować. Ale z kontaktu z tym  żywym najlepszym przyjacielem naszego dziecka- już nie!

Spróbujcie- zobaczycie różnicę!

Pozdrawiam sylwestrowo!

-Wasza doula – Fizula



Połóg i jego konsekwencje

Poród szybko mija i matka po narodzinach wchodzi w okres połogu.

Wraz z dzieckiem ona rodzi się jako matka.

Zazwyczaj w publikacjach podaje się jako połóg- 6 tygodni po porodzie. Jednak z mojego doświadczenia czas ten może być nieco krótszy lub dłuższy. Jeśli w macicy pozostanie nawet odrobina np. błon płodowych organizm nie spocznie aż się go pozbędzie- plamienie-krwawienie wówczas może się przedłużyć nawet do 12 (sic!) tygodni.

Gdy myślę o połogu, nasuwają mi się dawne tradycje i zwyczaje.

Wiele z nich obecnie się odrzuca, lekceważy, uważa za niebyłe.

Np. spoglądanie na kobietę w połogu jak na nieczystą.

I to w Piśmie Świętym- Biblii jest takie określenie!

Czy ma to sens?

Otóż okazuje się, że to co się z tym wiązało, ma sens głęboki. Dzięki temu matka w połogu mogła:

  • odpoczywać do woli z noworodkiem przy piersi;
  • regenerować siły;
  • poznawać swoje dziecko i uczyć się go, uczyć się go karmić, być dla niego dyspozycyjna;
  • być zwolniona z obowiązków, z dźwigania, pracy- dzięki temu jej narządy rodne mogły wrócić na swoje miejsce (nie następowało obniżenie narządów dna miednicy, a więc zjawisko wypadania miednicy, nietrzymania moczu);
  • cieszyć się macierzyństwem i czuć się jak królowa, gdyż obsługiwały ją inne kobiety, wszystkie dla niej były doulami czyli służącymi;
  • być zwolniona od współżycia z mężem i spełniania jego oczekiwań.

Okazuje się więc, że ten zwyczaj „40 specjalnych dni” po porodzie sprawiał, że matka w połogu doznawała odpowiedniej opieki, życzliwości i mogła w tym czasie skierować swą uwagę na dziecko, które szczególnie jej wtedy potrzebowało.

Oczywiście przestarzałe jest nazywanie i patrzenie w tym okresie na kobietę jak na „nieczystą”. Jednak te wyrazy troski, miłości, zapewnienie spokoju, odpoczynku i bezpieczeństwa, jakie się z tym wiązały, pozostają nad wyraz aktualne. Nazwa „czas oczyszczenia” pozostaje też niezwykle aktualna. Pozbywając się sporej ilości krwi, matka wytwarza nową, wraz ze zużytą krwią ma szansę pozbyć się też wielu toksyn z organizmu. Zwłaszcza jeśli zapewni jej się w tym okresie posiłki lekkostrawne, zdrowe, które nie będą obciążeniem dla całego organizmu. Matka rodząc nawet kolejne dziecko- sama rodzi się jako matka. Choćby to było 14 dziecko- z każdym dzieckiem matka staje się na nowo matką. Poznaje dziecko, ale też siebie jako matkę tego konkretnego człowieka. To jest czas ogromnej szansy, by oczyścić się ze złudzeń, kim i jakie jesteśmy, kim i jakie jest to konkretne dziecko. Czas szansy, by otworzyć się na prawdę.

Miłość, szacunek, spokój, bezpieczeństwo, odpoczynek, bycie dobrą dla siebie- to właściwy plan na okres połogu.

 

Kto nie ma dosyć tematu, tego zachęcam do zapoznania się ze świetnym artykułem doświadczonej domowej położnej:

„Księżniczka w połogu”