Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’


Ewolucja matki wielodzietnej

zdjecie-36

Dziecko nr 1

– wiem, że należy karmić co najmniej 2 lata, ale emocjonalnie nie radzę sobie z tym, więc kończę tuż przed 2 urodzinami; fatalne zakończenie – na swoich błędach, winach uczenie;

Dziecko nr 2

-wiem to, co powyżej, ale też wiem, że bardzo kiepską rzeczą jest kończenie, gdy dziecko nie jest do tego gotowe chociaż trochę; wierzę, że jest możliwy happy end laktacyjny; wierzę, więc dobijam do niego, choć nie bez pośpiechu;

Dziecko nr 3

-doświadczenie, że jest możliwy mleczny happy end, więc kto by się tam śpieszył i po co; no to:

Dziecko nr 4:

dołącza się do 3, bo razem raźniej; a jak się nie ma co śpieszyć, to:

Dziecko nr 5:

dołączy się do 4, a po drodze wykopie brata, bo co mu będzie podpijał.

W miarę powiększania się rodziny człowiek przekonuje się, że to karmienie w niczym nie przeszkadza. Jak to powiedziała Agnieszka: „Po co się kopać z koniem?” ( myśl o odstawianiu niedojrzałego do tego dziecka)

Ale cierpliwość zawsze potrzebna. Nigdy nie dana raz na zawsze.

Sympatycznie rozwija się ten kwartalnik laktacyjny



Czekanie na wagę złota

Jest taki czas, kiedy o naszej miłości świadczy tylko cierpliwość:

Jest sens czekać

a nawet utrudzić się tym czekaniem.

Dla niektórych dzieci ich termin to np. 43 tydzień (liczony wg miesiączki czyli regułą Naegellego). Jeśli indukcję czyli wywołanie porodu przeprowadzi się, kiedy dziecko skończyło 37 tydzień, to takie dziecko jest wcześniakiem, który powinien siedzieć jeszcze w brzuchu 6 tygodni dłużej. Widziałam wielokrotnie na położnictwie wcześniaki zabrane do inkubatorów urodzone „w terminie”, z dużymi problemami oddechowymi, nie mające siły ssać.

To czekanie na poród to góra kilka tygodni. A co potem z czekaniem, żeby wykarmić dziecko odpowiednio? Też się odstawia mleczne wcześniaki od piersi. No bo jeśli nie miało się cierpliwości czekać kilku tygodni, dni na poród, skąd weźmie się cierpliwość, żeby wykarmić dziecko?

Acha.

Po komentarzu Moniki dorzucę jeszcze kilka słów. Uważam, że lekarze z zasady mają dobrą wolę i bardzo dużo wiedzy. Stąd proponowanie przez nich indukcji- wywoływania porodu zanim się samoistnie zacznie zwykle wynika z tej dobrej woli, ale też z wielu przewidywań powikłań, o których się uczyli. No, musieli się uczyć, oczywiście dobrze, że się uczyli. Szkoda, że właśnie nie poświęcają całej swej uwagi tymże sytuacjom choroby, zaburzeń,  bo wtrącanie się do fizjologii akurat niestety często ją niszczy. Zbyt krucha i delikatna jest ta kobieca fizjologia porodu, by można było wokół niej chodzić inaczej niż na paluszkach.

Jednak to rodzice mają intuicję rodzicielską. No i od nich zależy, czy w wiedzę się zaopatrzą.

Jak lekarz wierzący i modlący się, to jeszcze może mieć natchnienie Ducha Świętego, co do swojej pracy,  z pewnością. Takich lekarzy ze świecą szukać.

Nasz znajomy oazowicz- lekarz rodzinny postawił moim dzieciom przez telefon prawidłową (niełatwą!) diagnozę, której nie potrafiła wypracować badająca ich kilka dni wcześniej lekarka. Chociaż w obrazie choroby nic się nie zmieniło.



Zbyt mała ilość pokarmu- czy istnieje?

„Gdybyś miała czas to napisz proszę, czy coś takiego, jak „zbyt mała ilość pokarmu” w ogóle istnieje? Znam z opowieści kilka takich historii, tzn. stwierdził to lekarz albo położna i kończyło się oczywiście na dokarmianiu MM bądź tylko sztucznym karmieniu.”

Padło takie pytanie w komentarzu.

Istnieje.

Ale w naszych realiach zwraca uwagę przede wszystkim „pozorny niedobór pokarmu”. Zdarzyło mi się konsultować matki, które twierdziły, że nie mają pokarmu, bo pod wpływem ich naciśnięcia (na samą brodawkę- czego się nie robi!) mleko nie leciało wartkim strumieniem. A jak wiadomo: 1. Nie odciąga się skutecznie mleka ściskając brodawkę, tylko wymasowując mleko spod otoczki; 2. Kobieta nie robot- nie działa za naciśnięciem guziczka- jak się ją sprawdza, to zazwyczaj odruch wypływu (oksytocynowy) zahamowuje z powodu stresu. Hormon stresu- adrenalina skutecznie blokuje wydzielanie oksytocyny odpowiedzialnej za „wyciskanie”, wytryskanie mleka; 3. Jak kobieta ma zastój, to pomimo że ma piersi przepełnione mlekiem, to jej mleko nie leci.

Zadziwiające, że można mieć tak mały kontakt ze swoim ciałem, że w momencie największego przepełnienia mlekiem piersi (jak głazy bywają twarde), twierdzić, że się go nie ma.

Druga częsta sytuacja jest ta, że z kolei unormowanie laktacji- czyli rozluźnienie piersi- kobiety odczytują jako „zniknięcie mleka”. No i tak się tym martwią, że coraz częściej podają mieszankę, no i rzeczywiście spełnia się ta obawa.Matki też potrafią płaczliwość interpretować jako niedobór pokarmu- a dziecko może doświadczać właśnie nadmiaru z powodu zbyt szybkiego wypływu mleka z piersi. Itd., itp.

Zdaje się jednak, że sympatyczną Pytającą interesował rzeczywisty niedobór pokarmu.

Zazwyczaj zdarza się: odwracalny niedobór pokarmu (czyli matkę można wyleczyć, sposób ssania dziecka rehabilitować, nauczyć dobrego przystawiania, wędzidełko zbyt krótkie podciąć itd.). W wyjątkowych naprawdę sytuacjach niedobór jest nieodwracalny, np. niedorozwój gruczołu mlecznego (baaaardzo rzadko- nie świadczą o tym małe piersi), stan po operacji piersi (np. przecięty nerw piersiowy), po radioterapii.

Niektóre przyczyny rzeczywistego niedoboru pokarmu:

  1. Hormonalne:

-pozostawienie fragmentu łożyska- organizm się więc dalej zachowuje jakby był w ciąży; a fragment łożyska utrudnia zwijanie macicy; dla zdrowia matki i żeby dziecko mogło się najeść konieczne jest łyżeczkowanie; po tym zabiegu- laktacja może ruszyć wreszcie z kopyta, jeśli się ją pobudza (o ile nie zaburzyło się w tym czasie odruchu ssania dziecka smoczkiem, itd.);

-niedokrwienie przysadki mózgowej (tzw. zespół Sheehana)- krwotoki porodowe nie są dobre dla  przysadki mózgowej produkującej i prolaktynę (hormon mleczny produkowany przez  przedni płat przysadki) i magazynującej w tylnym płacie oksytocynę;

-branie środków antykoncepcyjnych dwuskładnikowych i leków hamujących laktację (np. bromokryptyna;

-dużo papierosów, alkohol, narkotyki;

-nieleczona niedoczynność tarczycy (czyli słaby apetyt, depresja, zmęczenie), nieleczona cukrzyca (dla cukrzyczek laktacja jest baaardzo wskazana, bo to oznacza więcej zużytych kalorii, ale żeby laktacja ruszyła, trzeba jak najczęściej karmić);

-za mało oksytocyny, np. z powodu: bardzo silnego bólu, ciężkiej choroby;

2. Żywieniowe:

-głodzenie (się) matki (nie można się wycieńczająco odchudzać!);

-odwodnienie matki;

-głębokie wyczerpanie matki, głęboka anemia;

-duże ilości kawy (podaje się, że powyżej 5 filiżanek);

3. Odłączenie matki od dziecka:

-opóźnienie pierwszego karmienia;

-zbyt mała częstotliwość karmień (karmienie wg zegarka, podawanie smoczka zamiast piersi, przeczekiwanie, ospałe dziecko, dokarmianie;

-zbyt krótkie karmienia: np. pośpiech;

-brak nocnych karmień, np. uczenie dziecka przesypiania nocy, zabieranie dziecka w szpitalu na noc, „żeby matka wypoczęła”;

-brak, zbyt rzadkie, zbyt słabe odciąganie w sytuacji oddzielenia od dziecka;

4. Nieskuteczne opróżnianie może być spowodowane:

-obrzękiem, zastojem, zapaleniem (dziecku może być wówczas trudniej złapać pierś, jeśli brodawka się chowa);

-nieprawidłowym przystawianiem przez matkę;

-zaburzeniami ssania u dziecka, np. mylenie wzorców ssania (nauczenie się smoczka), leki działające na dziecko (np. opiaty przeciwbólowe w czasie porodu), choroby;

-problemami z odciąganiem.

Niestety są takie sytuacje. Ale jeszcze bardziej niestety, że w bardzo wielu można pomóc, ale się przekreśla kobiety, dziecko, że podsuwa się tak szybko butelkę ze smoczkiem jakby to było jedyne alternatywne rozwiązanie. Tak jakby jedyną alternatywą dla chodzenia był wózek inwalidzki. No cóż i w dziedzinie laktacji jest też cały szereg pośrednich rozwiązań nie przekreślających tak łatwo laktacji jak butla z mlekiem- bardziej zbliżonych do zdrowia.

Te oddzielenia matek od dzieci, sytuacje choroby, wcześniactwa to jednak bywają naprawdę bardzo trudne kwestie. A jak się na to nałoży jeszcze całe mnóstwo mitów dotyczących karmienia, to uzyskujemy obraz laktacji w sytuacjach szczególnych. To, że już na położnictwie 50% dzieci jest dokarmianych u nas w Polsce- to świadczy przede wszystkim o złych praktykach szpitalnych, o tym, że wiele z mitów laktacyjnych podzielają lekarze i położne oraz że ten właśnie personel medyczny jako rodzice sami karmią bardzo szybko sztucznie- więc dzielą się tym osobistym doświadczeniem  z tymi, którzy wpadną w ich ręce.

W tej dziedzinie niestety matki i ich dzieci mają zbyt często pod górkę w naszych realiach.



Dziecka miejsce przy sercu matki

Prawidłowe karmienie piersią to tulenie dziecka do siebie. Przytulanie go do serca dosłownie i w przenośni.

Zdarzyło mi się jednak w praktyce konsultanta laktacyjnego widzieć też dziecko karmione piersią- odsunięte od jej ciała. Skutki opłakane- poranione brodawki matki, dziecko nienajedzone (z powodu zbyt płytkiego przystawienia do piersi).

Przytulenie do serca jest wpisane głęboko w karmienie piersią. Niestety gdy zabraknie tego głębokiego nastawienia serca na dziecko, staje się ono karykaturą samego siebie.

Mam tu na myśli te matki, które zaczynają karmić dziecko piersią ze złością, gniewem, jakimś wewnętrznym rozdrażnieniem. Czy więc z powodu tych uczuć powinnyśmy przestać karmić naturalnie swoje dzieci?

Nie, powinnyśmy natomiast zacząć wychowywać swoje serce. By było przy dziecku. By było sercem matki kochającej, nie zaś dziewczynki, która się łatwo niecierpliwi, zraża, buntuje czy dąsa.

Kiedy sama miałam z tym ogromne problemy, zauważyłam, że naturalnym korzeniem tej sytuacji jest fakt, że należę do pokolenia, które nie było karmione mlekiem matki lub w dalece ograniczony sposób. Brak doświadczenia tej ogromnej dawki fizycznej obecności, czułości matczynej, jej dyspozycyjności to jakaś wyrwa w psychice dziecka. Brak też nam było i jest widoku wielu innych karmiących mam. Brakuje wspólnego karmienia i wspólnych rozmów.

Czasem się wydaje, że już się jedno czy dwójkę wykarmiło, czy podchowało w miarę cierpliwie, to kolejne będzie łatwiej, spokojniej.

Nic bardziej błędnego.

Za każdym razem trzeba pracować nad sobą. Cierpliwość, wytrwałość nie jest dana raz na zawsze.

I nawet po zakończeniu karmienia piersią- co prędzej cy później musi przyjść, dziecko upewnia się, czy znajdzie miejsce w sercu i przy sercu mamy.



„Droga mleczna czyli ssaki na start”

Pomysł na spotkanie, wzajemne wsparcie, propagowanie karmienia piersią jako czegoś, co nie jest wstydliwe podczas spotkań towarzyskich- bo jest najwłaściwsze i na miejscu:

Dużo karmiących mam w restauracji

Ten pomysł kiełkował już od bardzo dawna. Dzisiaj jednak znalazłam w necie artykuł o matkach, które żeby propagować laktację spotkały się w muzeum w strojach ludowych. Owszem wyglądało to pięknie. Zdjęcie opublikowano na wstępie urocze.

Jednak refleksję przy tym miałam przykrą. Właściwie w interesie firm „mieszankowych” jest, żeby uczynić z karmienia piersią coś przestarzałego, co się nadaje już tylko do muzeum. Czy to aby na pewno dobrze się przysłuży karmieniu piersią? Czy nie robi z karmienia mlekiem matki „skansenu” i takiej „szopki”, którą już tylko w muzeum można zobaczyć? Takie miałam skojarzenia.

Stąd pomysł na spotkanie w miejscu bardziej zwyczajnym. Takim właśnie, które współcześnie kojarzy się z jedzeniem. Bo ssanie piersi to jedzenie za młodu mleka matki.



Karmienie piersią- czynnością społeczną

Sytuacja nr 1:

Dziecko płacze (albo tylko „dziobie” dekolt), bo chce ssać. Mama karmi więc piersią: w swoim domu przy gościach, na weselu przy stole, w kościele, na plaży, w górach, w sklepie, w parku itd. Dziecko szybko się więc uspokaja. Gdy jest małe, nierzadko zasypia. Matka jest zadowolona, dziecko również. Karmienie jak to karmienie ani do intymnych czynności nie należy- żywienie to społeczna sytuacja. Ani do nadzwyczajnych- karmienie piersią to zwyczajny normalny sposób karmienia małego dziecka.

Sytuacja nr 2:

Dziecko płacze, bo chce ssać. Mama jednak się krępuje karmić: przy gościach, przy stole, w kościele, itd. Szuka więc ustronnego miejsca na nakarmienie. Gdy je znajduje, chce przystawić dziecko do piersi- to jednak rozgląda się, poznaje nowe miejsce. Nie chce jeść, bo jest zaambarasowane nową sytuacją. Mama wraca więc, skąd przybyła. Dziecko nakręca się jeszcze bardziej- znowu nowe wrażenia. W końcu znów nie wytrzymuje- znów przypomina sobie, że chce ssać. Mama więc znów wychodzi w ustronne miejsce. Tam dziecko znów się rozgląda- bo z jego krótką pamięcią, to dla niego znów nowe miejsce. Itd., itd. Krzyczy coraz głośniej, bo zamiast mleka otrzymuje coraz więcej bodźców.

Taka sytuacja zazwyczaj ma miejsce u nieco starszego dziecka- raczej nie u noworodka. Pokazuje ona niedorzeczność proponowania matkom, by karmiły piersią w „miejscach specjalnie do tego przeznaczonych”. Przetestowałam zarówno sytuację 1 jak i 2, i generalnie nauczyło mnie to, że nie warto się kopać z koniem. Im szybciej może ssać dziecko, tym bardziej jest zrównoważone emocjonalnie. Karmienie piersią jest wpasowane w potrzeby małego dziecka, które nie umie jeszcze zdobyć się na cierpliwość czekania. Potrzebuje za to wiele dojrzewania, czasu, ćwiczenia, przykładu, by się tego nauczyć.

W ogóle tworzenie takich miejsc „specjalnych do karmienia piersią” jest fatalną rzeczą- czyni z karmienia coś nienormalnego, z czym trzeba się ukrywać. Karmienie piersią nie potrzebuje „specjalnego miejsca”- potrzebuje za to specjalnej życzliwości, akceptacji, wsparcia.

Wiecie co najbardziej szkodzi karmieniu piersią oprócz tysięcy niedorzecznych mitów na ten temat? Seksualizacja otoczenia plus reklama i rozpowszechnienie sztucznego żywienia dzieci.

Epatowanie seksem w mediach, modzie, na ulicy, w reklamach czyni z piersi jedynie obiekt seksualny. I to wyuzdany, nieczysty.

Natomiast karmienie piersią nie jest i nigdy nie było czynnością intymną jak współżycie, gra wstępna, pocałunki damsko-męskie itd. Karmienie piersią nie jest czynnością intymną, bo relacja matka-dziecko nie jest (nie powinna być nigdy!) kazirodztwem. Naturalne karmienie nie jest intymne, bo relacja matka- dziecko nie jest wyłączna: matka nie umniejszając swej miłości  może kochać, karmić piersią też inne dziecko (nawet nie swoje!). Nawet jeśli jedna lub druga matka wstydzi się karmić przy tej lub innej osobie lub w jakimś środowisku, to nie świadczy to o tym, że robi coś intymnego, lecz że zapewne nie miała wystarczającego społecznego wzorca naturalnego karmienia. My po prostu bardzo wiele tracimy na tym, że tak mało widzimy innych kobiet karmiących piersią i ich ssących dzieci- tak wiele mogłybyśmy się od siebie nauczyć. Już jako małe dziewczynki otrzymałybyśmy pewne szlify 🙂

Karmienie piersią nie jest też czynnością intymną, bo dziedzina żywienia nie jest czymś, z czym trzeba się ukrywać. Dla dorosłego normalną rzeczą jest zjedzenie w towarzystwie gotowanych ziemniaków, dla małego dziecka ssanie piersi swojej mamy. Jeśli ktoś ma z tym problem to znaczy zazwyczaj, że ma pewne braki w edukacji społecznej: już jako dziecko powinien się tyle napatrzyć na ssące dzieci, karmiące naturalnie matki, że nie powinno to go w ogóle dziwić. Tyle razy powinien widzieć sytuację karmienia, że powinien doskonale rozumieć i umieć wesprzeć w karmieniu naturalnym matkę, jak i rozumieć potrzebę ssania małego dziecka.

Niestety całe pokolenie wyuczone jedynie karmienia sztucznego upośledziło nas w dziedzinie laktacji, a zwłaszcza myślenia o niej.

Znacie to?

Głośny proces o karmienie w restauracji

Jeśli już można by się bulwersować o jakieś karmienie małego dziecka, to byłoby to karmienie sztuczne: przez butelkę i smoczek. Jak nie wstyd wystawiać na pokaz taką protezę piersi! No, nie wstyd, zwyczajnie. Bo to jedzenie dla dziecka. Ale tym bardziej nie wstyd karmić dziecko zdrowo i naturalnie.

Sfera żywienia nie jest ani intymna, ani „seksualna”. No, ale głodnemu zawsze chleb na myśli: problem nie leży w karmieniu piersią. Problemem jest wzrok i serce patrzącego: niewychowane co najmniej, pożądliwe u niektórych.

Czytając ten stek niedorzeczności

uzurpujący sobie obiektywność,

można się zastanawiać, jakie świadectwo daje o sobie autorka.

Piękny tytuł blogu „Z Maryją przez życie” w tym artykule nie oddaje sensu życia z Maryją. Matka Boża nie odcina się bowiem od naszego karmienia piersią. Bo jej karmienie też było w pełni ludzkie. Ale też w pełni cierpliwe, łaskawe, bez zazdrości i szukania poklasku, bez nieskromności. Cała piękna i dobra w karmieniu, wychowaniu Jezusa.

Stąd umiejąca wspierać takich słabeuszy jak ja 🙂



Karmienie dużego ssaka

Ta matka nie zadręcza się, że ma za duże dziecko na karmienie swoim mlekiem i noszenie go.

Nie zastanawia się, czy to nie jest już przypadkiem przesada i nie zakrawa na jakąś patologię.

Nie zastanawia się, czy przypadkiem nie powinna już odstawić, bo siostra/babka stryjeczna/przyjaciółka odstawiły 3 miesiące wcześniej.

Nie wątpi, czy jej mleko przypadkiem nie stało się już bezwartościowe.

Obejrzyjcie i same oceńcie:

Matka i duże dziecko

Ta matka chyba zaspokaja jakieś swoje potrzeby kosztem dziecka 😉 Na pewno coś z nią nie tak albo dziecko wychowuje na mamisynka! 😉



Karmienie piersią i ojciec

Czasem matki narzekają, że ojciec ich dziecka, mąż zamiast wspierać w karmieniu piersią, to je dołuje, namawia do odstawienia, ma zły stosunek do tej mlecznej więzi.

Różni bywają tatusiowie.

Jednak najczęściej uczą się oni, czym jest karmienie piersią właśnie od swoich żon. Facet jest prosty. Jak żona mówi mu, co jest nie tak, to on szuka rozwiązań, co zrobić, by stało się w porządku.

Powstaje zamieszanie.

Żona skarży się na trud wynikły z karmienia piersią, ale nie po to, by jej doradzano, odradzano kontynuację, by coś tu rozwiązywać. Bo to matka zna się na karmieniu piersią. Ona potrzebuje przytulenia, wyżalenia się. A mężowi się wydaje, że ona potrzebuje rozwiązania tego problemu.

Jesteśmy więc w jakiś sposób odpowiedzialne za to, na ile ojciec zrozumie to naturalne karmienie. Czasami w naszym własnym interesie jest wyżalenie się osobie na zewnątrz, innej karmiącej mamie. Ojciec bowiem czasem nie jest w stanie unieść naszych uczuć bez „rozwiązywania tego problemu”.

Jeśli chcemy być wspierane w karmieniu piersią przez własnego męża, warto mówić mu pozytywnie o tej mlecznej więzi. Mądry ojciec widząc w niej wartość, myśląc o niej pozytywnie, będzie wspierać matkę w ciągu dalszym tej relacji. Jeśli będzie widział w tym problem, kłopot, trudność życiową, będzie go „rozwiązywał”. A mężczyźni potrafią być skuteczni, gdy tego chcą.

Jeśli my matki same będziemy podważać, kontestować naszą część relacji z dziećmi, jej mleczne początki, to któż je doceni?



Ekonomia i ekologia karmienia piersią

Eko- matki mleko

Jak na 1 stronie zawrzeć zawartość tak co najmniej 400 stron? No, nie dało się. Niedosyt po tym artykule czuję ogromny.



Miłość karmi

Kto okazał się matką? Ta, co porzuciła, czy ta co nakarmiła piersią?

Ratowanie życia

Dla tych co po angielsku ani rusz- króciutki sens powyższego. Policjantka uratowała życie noworodkowi karmiąc go piersią w oczekiwaniu na karetkę pogotowia. Maleństwo zostało porzucone w lesie, było wygłodzone i wychłodzone tak bardzo, że mogłoby nie przeżyć bez ogrzania i nakarmienia go piersią- orzekli medycy.”

Bezcenny przykład w dzisiejszych czasach, gdzie tak się lekceważy karmienie piersią.

Karmienie piersią jest przedłużeniem naszej płodności. Wychowanie jest też jej przedłużeniem.

Powaliła mnie ta sytuacja.