Wielki krzyk

Opowieść Justynki.

Pierwsze cesarskie cięcie i ogromny strach przed drugim porodem naturalnym. Gdy kolejne dziecko poczęło się, mama niewiele myśląc umówiła się na drugą cesarkę na jej życzenie, choć oficjalnie nie istnieją one na liście szpitalnej.

Już po zakończonej operacji w wyznaczonym dniu (bez uprzedniej akcji porodowej) i po wybudzeniu matki dowiaduje się ona od personelu szpitalnego, że po wyjęciu dziecka z brzucha zaczęło ono przeraźliwie krzyczeć, piszczeć do tego stopnia, że przeraziło to nawet personel lekarzy. Bez powodzenia próbowano je uspokoić przez bardzo długi czas.

Dopiero po tym incydencie zakiełkowała refleksja. Jak czuło się moje dziecko, że tak przeraźliwie krzyczało? Co musiało przeżywać, gdy wyciągnięte zostało z brzucha bez żadnego przygotowania, uprzedzenia? Dlaczego było tak przerażone?

Czym jest dla dziecka cesarskie cięcie bez uprzedniej akcji porodowej? Dziecko może np. spać wtedy. Jak my byśmy się czuli, gdyby ktoś nas w czasie snu zaczął wyszarpywać raptownie z naszego domu, odcinać gwałtownie dopływ tlenu? To jest niesłychany koszmar.

Czym innym jest cesarskie cięcie po uprzedniej akcji skurczowej: wówczas i ciało matki, i dziecka przygotowują się do przejścia narodzin. Dziecko jest aktywnym uczestnikiem tego przejścia: ono aktywnie pracuje nad własnym narodzeniem się, odpycha się nóżkami, kręci głową, obraca się całym ciałkiem. Nie śpi w czasie porodu, zwłaszcza jego końcówki, ale aktywnie dąży do wyjścia na świat.

My jako matki powinnyśmy czuć się odpowiedzialne za inne kobiety, by nie powiększać w nich tego strachu przed porodem naturalnym, by oswajać je z tymi przeżyciami w sposób łagodny, spokojny i rozsądny. W przyszłości nasze przeżycia zapewne będą też ważne dla naszych córek, synowych. Czy będziemy umiały je wspierać, dodawać otuchy, a nie straszyć?

Niejedna kobieta właśnie z powodu tego strachu, różnych kłębiących się obaw nie pozwala się rozwierać swojej szyjce macicy. Wtedy łatwo lekarzom postawić diagnozę: dystocja szyjkowa czyli szyjka nie rozwiera się.  Ale dojść do przyczyn takiego stanu rzeczy już jest o wiele trudniej. Która położna i lekarz zatroszczy się o przeżycia rodzącej, zapyta czego się boi, co ją niepokoi? I zaradzi tym lękom?

Warto być odpowiedzialnym za inne kobiety, by nie zarażać ich własnymi obawami, strachami przed naturalnym porodem. Cesarskie cięcie zawsze jednak pozostanie poważną operacją, niezależnie od naszych poglądów na nie.

Przed porodem najstarszej córy też zetknęłam się z radosną niefrasobliwością opowieści. Kobieta, która sama była po cesarskim cięciu (po uprzednich skurczach) zaczęła mnie straszyć, że poród jest jak przeciśnięcie arbuza przez dziurkę od klucza. Zdenerwowała mnie tym strasznie, pamiętam, na szczęście już wtedy pomocą była mi wiedza zwłaszcza dostarczona przez książki prof. Włodzimierza Fijałkowskiego i jego wykłady (na kilku miałam szczęście być). W tym obrazie, który miał mnie przestraszyć nie ma krzty prawdy. Otóż poród nie jest przeciskaniem arbuza przez dziurkę od klucza, bo dziecko ma główkę o wiele mniejszą niż arbuz. Natomiast szyjka macicy rozwiera się do średnicy ok. 10cm, podczas gdy główka dziecka jest niewiele większa, jest adekwatnej wielkości.

Największym wsparciem odnośnie porodu były właśnie rozmowy z ludźmi i lektura książek takich autorów, dla których poród nie jest patologią, ale zjawiskiem fizjologicznym czyli objawem zdrowia. W tym też kierunku warto wspierać inne kobiety ukazując im piękno, radość porodu, zdrowe wzorce postępowania. Oczywiście o możliwych patologiach też można rozmawiać, ale na pewno nie po to, żeby kobiety straszyć, ale żeby miały na tyle odwagi, by stawić czoła możliwym trudom czy nawet przeciwnościom.


Zostaw odpowiedź

Musisz się zalogować aby móc komentować.