Tłumaczenie, że nie jest się wielbłądem

zdjęcie 2

Zauważyliście, że panuje wśród kobiet plaga problemów hormonalnych?

Mnóstwo kobiet ma Hashimoto, inne tarczycowe przypadłości, inne np. hiperprolaktynemię, jeszcze inne problemy z hormonami płciowymi, za dużo, za mało, za dużo męskich itd. Tkanka tłuszczowa to też nasz narząd hormonalny do wytwarzania żeńskiego hormonu, więc gołym okiem widać, że nie zawsze jest ona w normie.

Równocześnie panuje plaga niewidoczna gołym okiem. Gromadzimy w organizmie, chłoniemy jak gąbki wiele sztucznych substancji chemicznych, tworzyw sztucznych. Liczne z nich w kobiecym organizmie zachowują się jak estrogeny- ważne żeńskie hormony. Ciekawe, że dopiero kilkaset dzieci musiało umrzeć, by np. wycofano z produkcji mleka z podwyższoną ilością bisfenolu A. Kolejne setki i tysiące muszą polec, by wycofano tą substancję z produkcji niektórych butelek dla niemowląt? Ile kolejnych dorosłych musi umrzeć jako „chemiczni” męczennicy, by wycofano to tworzywo z produktów dla dorosłych? Oczywiście dorośli tak szybko i łatwo nie umierają- bisfenol A i inne chemikalia grzecznie sobie drzemią w ich tkance tłuszczowej, wątrobach, nerkach, kościach i innych narządach.

Czy te dwie plagi-problemów hormonalnych i zatrucia tworzywami sztucznymi i chemikaliami można powiązać ze sobą?

Coś jest na rzeczy.

Plastykowe życie.

Ile się da tak ciągnąć?

Pewnie długo. Jednak my matki nasze produkty spożywcze ciągle foliowując karmimy też nasze dzieci folią, syntetykami: te pod sercem, te karmione z butli, te mlekiem matki, te duże.

Autorka książki „Piersi. Historia naturalna i nienaturalna” odstawiła swoje dziecko od piersi zbadawszy swoje mleko na zawartość chemikaliów- tak się przeraziła.

Jak piramidalne głupstwo zrobiła, mogłaby się przekonać zbadawszy mleko modyfikowane. Dowiedziałaby się wówczas, że zawiera ono jeszcze więcej trucizn (np. DDT) i substancji niejadalnych.

Dziś mój przeinteligentny syn zrymował w ramach protestu: „Lepiej umrzeć od chemii niż od bakterii.

Można i tak.

Jednak „Łatwiejszym łupem dla bakterii może się okazać ten, co ma w sobie dużo chemii”.

Niepotrzebne jednak to straszenie,

wystarczy dbać o jedzenie,

by nie było plastykowe,

bo życie nie jest jednorazowe.

Ciekawe,

że mający świetne efekty lekarze w walce z niepłodnością, z problemami hormonalnymi stosują właśnie terapie dietą, np. bezglutenową, beznabiałową itd. w zależności od wyników testów nietolerancji.

W zasadzie jaki skutek to plastykowe życie ma, to rozpanoszenie firm chemiczno-farmaceutycznych dowiemy się pewnie za kilkadziesiąt lat. Chociaż biochemicy już teraz potrafią podnosić wielkie larum. Są pewne badania o tym, jak chemikalia, tworzywa sztuczne obniżają np. płodność, zmieniają funkcjonowanie układu hormonalnego.

W zasadzie to, co powyżej napisałam to tłumaczenie, że my ludzie nie jesteśmy wielbłądami. Ani ufoludkami.

Gdybyśmy pochodzili z krainy plastykowej, pewnie służyłoby nam otaczanie się sztucznościami, zjadanie ich.


Zostaw odpowiedź