Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Jest.

Jest radość.

Nie zapomnij o niej.

I uśmiechnij się do najniegrzeczniejszego dziecka 🙂



Kim jesteś, moje dziecko?

Każda komórka naszego ciała jest określonej płci. Skoro jestem kobietą, każda moja komórka (oprócz erytrocytów, które w procesie dojrzewania „pogubiły” jądra, w których jest zawarty materiał genetyczny) jest właśnie kobieca. W ciele mężczyzny każda jego komórka jest męska. Mutacje są tylko chorobą.

To, że człowiek realizuje swoje życiowe powołanie nie jako uni-sex, nie dowolnie według własnego widzi-mi-się, ale jako kobieta lub mężczyzna jest prawdą, która jest bardzo ważna we współczesnym świecie. O którą upomina się Kościół. Ale przede wszystkim upomina się o nią normalność, nasze człowieczeństwo. Kiedy środki masowego przekazu puszczają migawki z parad i demonstracji środowisk LGBT, rzuca się w oczy, że ich ubiór, postępowanie, to co sobą reprezentują jest po prostu nieludzkie, odczłowieczone.

Jest jakimś wyrazem upadku człowieka.

Dlaczego przytoczyłam na początkowym zdjęciu słowa Psalmu „stworzyłeś mnie tak cudownie”?

Bo sami potrzebujemy poznawać tę prawdę, że Bóg patrzy z zachwytem na nas, swoje stworzenie.

Ale też potrzebujemy tą prawdą dzielić się z naszymi dziećmi, by akceptowały to, kim są. Że są dziewczynkami, chłopcami.

Tak jakoś łatwiej zaakceptować to, kim się jest, gdy czuje się kochanym.

Według AAP Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej i jej badań, ponad 50% nastoletnich chłopców oraz niemalże 30% dziewcząt, określających się jako „transpłciowi”, przyznaje się do próby samobójczej. Potwierdzają to z dane Amerykańskiej instytucji rządowej CDC (Centrala Kontroli i Prewencji Chorób) która podaje, że nastolatki nie akceptujące swojej płci LGBT o wiele częściej podejmują próby samobójcze.

Jak bardzo te dzieci i młodzież są okaleczone i skrzywdzone, że dochodzi wśród nich do tak wielu tragedii.

Jak bardzo potrzebują dzieci i młodzież we współczesnym świecie akceptacji i miłości, by nie zagubiły się wśród tego szaleństwa lansowanego przez media.

Jak bardzo ponad miarę są obciążone przez nasze własne wybory. Mam tu choćby na myśli to, że większość polskich rodziców o wiele za wcześnie kupuje dzieciom telefony, nie zabezpieczając ich przy tym w żaden sposób. Dajemy w ten sposób naszym dzieciom ciężary nie do uniesienia.

Polskie dzieci rzucone na żer pornografii.

Ciekawe, że inne nacje zaczynają się budzić. Czytałam, że Niemcy wprowadzają granicę dla posiadania telefony- 14 lat. I ma to ogromny sens! Bo trzeba dać dzieciom czas na naukę skupienia, opanowania, a przede wszystkim naukę budowania rzeczywistych sensownych relacji, których nie zastąpią te wirtualne.

Jak nie poddawać się temu narzucającemu się szaleństwu?

Ciągle od nowa sobie przypominam, że małe dobro jest mocniejsze niż naawet ogromne zło. I że Pan Jezus zwyciężył świat 🙂

Uff!



Zapraszam serdecznie

Konferencja z okazji Międzynarodowego Dnia Porodów Domowych

6 czerwca Wilanów

Wspaniała okazja, by się spotkać, nieprawdaż?

Z kim się spotkam?

 



A tymczasem w Łodzi stoi sobie Ferdynand…

Ferdynand jak zwykle wspaniały

 

Imponuje mi sylwetka Ferdynanda. Pięknie wyprostowany. Mimo upływu lat nie pochylił się ani o centymetr. Co więcej humor dopisuje mu jak zwykle.

Uświadamiam sobie po latach, że sama garbić się zaczęłam, gdy w wieku nastu lat, jak to często bywa, zaczęłam brać na barki smutki i zmartwienia tego świata. Że słońce może spalić planetę, że ludzie chorują, że inni schodzą na złą drogę, że kometa może w ziemię rąbnąć. I tak można by mnożyć. I człowiek zwany Izą coraz bardziej ku ziemi się pochylał pod ciężarem tych trosk, które i dla dorosłych za ciężkie do dźwigania, nie mówiąc o dzieciach i młodzieży.

Aż tu stopniowo zaczęłam odkrywać, że nie jestem powołana do tego, by powłóczyć nogami i ciągnąć nosem po ziemi.

Bo Bóg Ojciec „napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowych w Chrystusie.

W Nim wybrał nas przed założeniem świata,

abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.

Z miłości przeznaczył nas dla siebie

jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa.” Ef 1, 3b-5

Trzeba się więc wyprostować, bo Bóg chce nas mieć wyprostowane, piękne, dobre. Bo takie nas widzi i pragnie. Jako ukochane Córki Króla.

On przyszedł leczyć wszystkie choroby.

Nie tylko niektóre.

I nasze zgarbienie, przygnębienie.

On nie zaplanował, żeby bolały nas kręgosłupy, żeby doświadczać efektów obniżenia dna miednicy czyli np. hemoroidów, popuszczania moczu, itp.

Uzdrowienie jest możliwe, bo w ranach Chrystusa jest nasze zdrowie.

Czasem Pan posługuje się tymi, których do nas posyła: nauczycielem tańca, przyjacielem, siostrą, babcią, małym dzieckiem.

Każdy z nich może nas czegoś nauczyć:

  • małe dziecko: radości życia przede wszystkim, żeby dużo chodzić, biegać, ruszać się, doceniania najmniejszych drobiazgów składających się na życie; kucania na całych stopach, co prostuje nasz kręgosłup, a zarazem podciąga mięśnie dna miednicy w górę;
  • nauczyciel tańca: radości z poruszania się, że Pan Bóg stworzył nas pięknie na swoją chwałę, nie po to, byśmy zastygli w bezruchu jak pomniki samych siebie; że chodzenie staje się lekkie i odprężające, gdy za każdym wydechem wyciągamy nasz kręgosłup w górę (jakbyśmy sami się ciągnęli za włosy z tylnego czubka głowy); że kręcenie głowy, ramion, bioder, nóg jest dobre, bo uczy nas pracy nad sobą i może wyrażać entuzjazm;
  • przyjaciel: spotykania się i dzielenia się troskami i radościami; a wiadomo, że dzielona z kimś radość to radość podwójna, dzielony zaś smutek to połowa smutku.

A najwięcej może nauczyć nas Najlepszy Przyjaciel. Bo On zna głębokie przyczyny naszych zgarbień, bóli. I najlepsze sposoby, by odszukać nas całych. Nie tylko same kości, nie same mięśnie dna miednicy, przeponę, nawet nie samą duszę.

Zmartwychwstaniem udowodnił, że wszystko w nas dla niego się liczy. I najdrobniejszy włosek, który nie spadnie bez Jego woli z naszej głowy i najlżejsze poruszenie naszej duszy.



Chłopiec i jego pies

Razem broją.

Razem biegają.

Razem spiskują.

Sekrety sobie szepczą na ucho.

I żaden nie doniesie na drugiego.

Jak przystało na dwa szczeniątka- baraszkują razem na całego.

Dzieci mają przedziwną więź ze zwierzętami, z przyrodą.

Ile wyciszenia im to daje, skupienia, wyrobienia kondycji!

Obserwuję z pewnym zaniepokojeniem, jak my dorośli potrafimy niekiedy przeszkadzać dzieciom w nabywaniu skupienia, cierpliwości.

Jedno z dzieci bawi się- naprawia. Mały 6-latek. Tatuś o coś go prosi. „Tato, nie przeszkadzaj! Nie widzisz, że pracuję?!”

Czasem dobrze wspieramy dzieci, a czasem psu na budę to ciągłe zabawianie dzieci, wynajdowanie im zajęć, atrakcji.

Dzieci mają za dużo zabawek, a za mało naszego czasu, zrozumienia.

Za dużo rozrywek, a za mało radości.

Za dużo aspiracji rodzicielskich, a za mało własnych pomysłów.

Za dużo przedmiotów, a za mało bycia wśród roślin, zwierząt, ukochanych ludzi.

Nie jest to jakaś krytyka zewnętrzna, innych rodziców. Sama też muszę szukać skupienia, cierpliwości, radości. I podziwiać tę więź z psem-towarzyszem zabaw.



Drążenie

Egershalok.

Piękne miejsce.

Gdzie gorąca woda buduje taką oto skałę.

Drąży. Ozdabia w esy floresy, wzorki-kolorki.

Niby tylko woda.

Kapie sobie, spływa. Czasem wytryśnie.

My kobietki działamy podobnie, jeśli według swojego powołania działamy.

Codzienne zmienianie pieluch. Trzymanie bez końca przy piersi wiecznie głodnych niemowlaków i poniemowlaków. Ciągłe sprzątanie, gotowanie. Bujanie nie-nabujanych, pokazywanie. Mówienie do tych, co nie mówią, nie rozumieją lub pozornie stracili zdolność rozumienia (przypadek nastolatków). Śpiewanie, wycieranie, pomaganie, zbieranie.

W ten sposób tworzy się życie, buduje to, co wartościowe przy pomocy małych środków.

Docenianie, karmienie duszy, oddawanie czasu, pocieszanie, oddawanie serca, radość bycia razem.

Budowanie sensu.



Alleluja :)

„Niewiasto, czemu płaczesz?”- pyta Anioł Magdaleny, uosobienia kobiecości po Zmartwychwstaniu.

Ona dalej płacze.

„Niewiasto, czemu płaczesz?” – zaraz potem pyta o to samo ją Jezus, który powstał z martwych.

No to mnie i Ciebie też się pyta o to. Czmu płaczę, czemu się smucę, skoro On zwyciężył wszelkie zło, śmierć.

Życzę więc sobie i Wam, abyśmy przyjęły to słodkie pocieszenie od Zbawiciela, Jego życzliwość, pochylenie się nad naszymi troskami i zaufały Mu, zaufały, że On jest w stanie przynieść pokój, miłość, radość.



Bazgranie na wagę złota?

2 maluchy marzące z mamą i taki pegaz wyszedł w efekcie wspólnego bazgrania.

Bazgranie jest bardzo dobre.

Bazgrajmy dużo, z zamiłowaniem, do skutku i dla przyjemności.

Ciekawe, że podczas pisania albo rysowania zapamiętujemy lepiej, więcej.

Żartuję?

Nie. Poważne naukowe badanie pokazało, że studenci bazgrający podczas wykładu zapamiętali jego treść o niebo lepiej od tych, co nie rysowali.

Zwłaszcza dzieci, które przejawiają typ pamięci kinestetyczny- potrzebują wiele ruchu do zapamiętywania.

Choćby takiego:

  • Buju buju na krzesełku!
  • Bazgru bazgru na karteczce!
  • Machu machu nóżką!

W domu bazgranie może być docenione. W szkole moje dziecko dostało uwagę negatywną za bazgranie. Nie raz. Bazgrze dalej. Tym razem na UW.



Był Dzień Świętości Życia? Czy już się skończył?

Tu na zdjęciu święty Józio trzyma Dzieciątko Jezus. Trzyma? Trochę dziwnie to robi. Nieporadnie.

Jakby podawał. Jakby nie dziecko trzymał, a jakiś prezent komuś wręczał.

Może to jest trop?

Oddaje Bogu Ojcu Dzieciątko Jezus. Nie zatrzymuje Go sobie.

W miłości ojcowskiej brakuje często tej bliskości, przygarnięcia. Sporo za to w niej dystansu, trzeźwego myślenia.

Czy to dobrze?

Pewnie! Bo powołanie ojcowskie jest inne niż matczyne. Ojciec nie ma być drugą matką. Dziecko nie potrzebuje dwóch matek (oczywiście dwóch ojców również nie). Ojciec uczy się być ojcem jakby wolniej od matki swojego dziecka. Bliskości, czułości potrzebnej dziecku też się stopniowo uczy. A w przyszłości powinien służyć dziecku zdrowym myśleniem, rozsądnie stawianymi wymaganiami, rzeczową pomocą.

Asystowałam przy pewnym porodzie w szpitalu (nie będąc doulą). Dzidziuś szcześliwie się urodził. Przyszło do wypełniania formalności.

-Pan jest mężem?- lekarz pyta ojca dziecka.

-Nie, partnerem.

-To się nie liczy- odrzekł na to obcesowo lekarz.

Wstrząsnęło to mną i zastanowiło. No bo tak: prawdę gada. Mogę tylko się domyślić, że boleśnie mogło to wybrzmieć w sercu tego ojca, bo w takim momencie to może i podwójnie zaboleć.

Nie oceniam tego ojca. Nie oceniam lekarza- „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Może ten młody ojciec potrzebował usłyszeć to w ten bezpośredni, dosadny sposób? Nie wiem.

Brak sakramentu małżeństwa lub choćby jego namiastki tzw. ślubu cywilnego to uchylanie się od odpowiedzialności.

Takie ojcostwo, które nie podejmuje się miłości, wierności względem żony jako zadania na całe życie, jakieś takie bardzo ułomne, kalekie.

Bo świętość życia każdego dziecka domaga się ochrony, czuwania nad nią, wierności dnia codziennego i w święta.

Kochane Mamusie, nie chciejmy być wszystkim dla swojego dziecka! Nawet jak jest bardzo małe i bardzo przyklejone do nas: przez pępowinę, przez przyssanie, przez emocje.

Jak bardzo ojcowie potrzebują być upewniani o tym, że są potrzebni, ważni! W dzisiejszych czasach, gdy feminizm się odmienia przez wszystkie przypadki i kobiety chcą być wszystkim: żołnierzami, policjantami, traktorzystkami (he he!), warto docenić rolę ojca jako przekraczającą taką czy inną pracę zawodową, choć w niej się też wyrażającą. I zawsze mówić dobrze o ojcu swych dzieci, choć niekiedy nie da się tego zrobić bez pomocy Bożej.

Nie bez powodu Bóg objawia się przez Słowa Biblii jako miłosierny Ojciec!

Widocznie bardzo ojca potrzebujemy! I bardzo potrzebują tego nasze dzieci. Widocznie On chce zaspokoić ten nasz ogromny głód ojca.