Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Zupki Fiony dwie odsłony

 

Częstowałam Was już kiedyś mieszanką koktajli bagiennych. Niektórzy stali opilcy nazwali je koktajlami Shreka:

Opijmy to!

To może dziś czas na zupę Fiony.

Do garnka wrzucamy:

  • marchewkę;
  • 2 pietruszki;
  • 1 pora;
  • 1 cebulę;
  • 2 ziemniaki.

Dolewamy wody.

Gdy warzywa zmiękną, dorzucamy niemałą dawkę wierzchołkowych liści pokrzywy i krótko zagotowujemy. Dodajemy swoje ulubione przyprawy lub sól, kurkumę, przyprawę Gyros.

Miksujemy na krem. Do talerza z niemałą porcyjką dolewamy jakiś zdrowy olej (już bez gotowania), np. lniany lub z wiesiołka.

Fakultatywnie dorzucaliśmy jeszcze makaron ryżowy.

No i najważniejsze: to jest jadalne, smaczne i wypróbowane!

I jest to cudna dawka żelaza, magnezu, potasu, krzemu, siarki. W sam raz, by zadbać o zdrowie, gdy jest się wciąż „w ciąż” lub podczas laktacji, lub dba się o dzieci lub odtruwa się.

Smacznego!

Cd.: Można jeszcze pokrojonego pora i cebulę poddusić na oliwie i dopiero wtedy zmiksować. Wypróbowane i zjedzone. Niektórzy z dokładkami.

Gotujmy póki Unia Europejska nie włazi nam z butami do naszej zupy 😉



Jak długo karmić?

„Czy karmienie piersią może zmienić dialog jelita-mikrobiota (ogół mikroorganizmów w ciele człowieka)-mózg w sposób służący zdrowemu rozwojowi podstawowych i systemów mózgowych?

Długofalowe badania ludzi karmionych w niemowlęctwie piersią wskazują, że tak. W kilku badaniach podłużnych (czyli badaniach grupy osób przez dłuższy czas) śledzono rozwój takich niemowląt aż do dorosłości, dokonując okresowych pomiarów zdolności poznawczych i intelektualnych. Analizy podłużne są jak film pokazujący przebieg danego procesu, a co najważniejsze, mogą ujawnić związki przyczynowo-skutkowe. Długoletnie badania dotyczące dalszego życia niemowląt karmionych piersią pokazały, że im dłużej dziecko jest karmione naturalnie, tym większy ma mózg, co jest cechą łączącą się z lepszym rozwojem poznawczym.

Karmienie piersią sprzyja także rozwojowi emocjonalnemu i społecznemu.”

Emeran Mayer „Twój drugi mózg”

Czasem spotykam się z pytaniem matek karmiących piersią lub sceptyczek: „Jak długo karmić?”

Zdarza mi się dać się w ten sposób podpuścić i wejść w ten tryb myślenia. Wtedy przytaczam wytyczne WHO o co najmniej dwóch latach drogi mlecznej itp. Ale w gruncie rzeczy powinnam odpowiadać na to pytaniem: „A co na ten temat mówi Twoje dziecko?” Bo w karmieniu piersią nie chodzi o cudze poglądy, o odgórne wytyczne (które się potrafią zmieniać), o to by kogoś zadowolić, ale by wspierać własne dziecko, by je wykarmić.

Nie dowie się o tym, jak długo potrzebuje wykarmienia dziecko, mama, która wybiera gumę smoczkową do ssania dla dziecka i przy jej pomocy częściowo lub całkowicie odstawia dziecko. Dowiedzieć się o tej potrzebie wykarmienia może mama, która nie podsuwa gumowych protez, a wybiera zaufanie dziecku i cierpliwość w postępowaniu z nim czy łagodne negocjowanie.

Z w/w książki można jeszcze wyczytać, że mikrobiom u dziecka podobny do dorosłego wykształca się około 2,5 roku. Producenci sztucznych mieszanek trzymają rękę na pulsie i śledzą bardzo uważnie badania nad mlekiem matki. Kiedy więc odkryto jak wiele oligosacharydów (czyli prebiotyków), jak wiele probiotyków (symbiotycznym mikroorganizmów) zawiera mleko matki- sami też zaczęli je dodawać. Jednak ten kto ma porównanie, wie, że producent może dodać co najwyżej kilka takich przyjaznych szczepów, natomiast w mleku matki odkryto ich setki. To tak jakby porównać górkę usypaną łopatą, a naturalną górę będącą wynikiem procesów górotwórczych. A więc informacja o probiotykach w mieszankach jest bardziej reklamą niż rzeczywistością mającą realne oddziaływanie na organizm.

Jak widać z tego bloga, lubię czytać książki. Jednak w macierzyństwie najważniejszą książką do czytania jest książką, którą jest życie każdego dziecka, które jest niepowtarzalne. Z niej można się nauczyć najwięcej.

Na zdjęciu powyżej: Brama Krakowska.

 

 



„To było najfajniejsze miejsce”

Piaskownica Błędowska zwana również Pustynią Błędowską.

Podczas wędrówki boso przez piaski przedszkolak oświadczył: „To było najfajniejsze miejsce”.

Nie zamki.

Nie doliny rwącej rzeki.

Nie ciekawe skałki do zdobywania.

Tylko kupa piachu.

I jeszcze więcej wyobraźni dziecięcej. Nieograniczony miejscem jej potencjał.

I gołe stopy, które mogły chłonąć to, co pod nimi.



Zaszczepieni



Komórki macierzyste? Smacznego!

Marketing Banku Komórek Macierzystych pracuje nad młodymi rodzicami przygotowującymi się do narodzin swojego dziecka, by dali się namówić na wydanie kupy kasy na pobranie i przechowywanie komórek macierzystych, ale też fragmentu galarety Whartona swoich dzieci ze świeżo odciętej pępowiny i łożyska.

Jednak pozostaje to wszystko w fazie eksperymentalnej- nie udaje im się tego ukryć nawet na ich filmiku promocyjnym, który miałam okazję oglądać.

Jakich chorób dotyczą te eksperymenty, możecie sobie poczytać na stronie PBKM.

Ale ja tam nie lubię eksperymentować na swoim dziecku.

Druga sprawa, że z wiadomych powodów tenże bank komórek macierzystych nie przedstawia badań, które pokazywałyby drugą stronę medalu. Mianowicie niektórzy naukowcy odcinają się od tych eksperymentów z tego powodu, że badania pokazują, że w dorosłym organizmie komórki te potrafią mutować w kierunku nowotworowym.

Także, kochane mamusie, karmmy na zdrowie swoje dzieci piersiowym mlekiem, bo ono z całą pewnością ma bezpieczne komórki macierzyste.

Po co one w ogóle są w matczynym mleku?

Mogą pełnić rolę naprawczą, np. w czasie porodu zdarza się, że dziecko doświadczy niedotlenienia- wtedy potrzeba zregenerować jego mózg. Z powodu choroby „naprawienia” mogą wymagać inne narządy. A które dzieci nie chorują w ogóle? Prędzej czy później każdemu się zdarzy.

Komórki macierzyste mogą się wbudować w dowolny organ dziecka. Ważne jest przy tym, że krew dziecka jest wielokrotnie rzadsza niż krew dorosłego – dzięki temu mają one szansę na dotarcie w odpowiednie miejsce. Stąd sztuczne zagęszczanie jej przy pomocy gigantycznych dawek witaminy K (co się robi standardowo na położnictwie)- stoi pod znakiem zapytania- czy na pewno jest to z korzyścią dla dziecka.

Jak z tym maleńkim kwiatkiem na zdjęciu. Gdyby był dużą wymagającą rośliną nie tak łatwo znalazłby sobie miejsce w skale. Cudne są te roślinne drobiazgi wynurzające się dzielnie z białych skałek Jury.

Jest życie, jest nadzieja 🙂



2 kwietnia- Dzień Autyzmu

Chcecie dowiedzieć się więcej o autyzmie i szczepionkach:

proszę bardzo



Dla najmłodszych śmigus-dygus

No to chlup!-

śmigus-dyngus

A może jeszcze inny

styl kąpielowy?

Który wybieracie i dlaczego?



Alleluja!

Wielkanoc ma wielką moc!
 To moc Zmartwychwstałego Zbawiciela, co swoich łask udziela.
Dlatego głosimy: Pan zmartwychwstał i żyje, i obdarza radością, szczęściem za darmo 🙂
Przyjmuje za to na siebie wszystkie nasze nieszczęścia i grzechy-
jeśli mu je oddamy,
udziela nam w życiu pociechy,
sił, wytrwałości,
udziału w Bożej miłości.
I tej korzystnej wymiany na każdy dzień życzę Wam czytającym i sobie oczywiście!


Komu by się chciało tyle pisać…

Każda matka, o ile troszczy się o swoje dziecko, wypracowuje sobie swój niepowtarzalny styl macierzyństwa.



Błoto poświęcenia na wagę złota

Jak bardzo potrzebujemy błota!

Lepkiego, brudnego, mokrego. Pełnego kałuż! No i jeszcze śmierdzącego gnojówką czyli ciężką harówą zbierania tego cennego nawozu i rozrzucania go po polu.

Z tego rośnie dobry żyzny chleb.

To błoto to: nieprzespane noce, zmienianie, pranie pieluch, całowanie i mycie umorusanych buziaków, zmęczenie po wożeniu dziecka do przedszkola/na zajęcia/do szkoły (niepotrzebne skreślić), znużenie sprzątaniem, tłumaczenie po raz 138 dziecku, że nie należy bić braciszka, rozbijać szyby, wskazane natomiast jest mycie ząbków, bycie ubieralnym, uczynnym itd.

Dzień świętości życia.

Myślę sobie, że jest bardzo niepokojące, gdy same matki podważają konieczność, wartość poświęcenia dla dzieci, dla rodziny. My same nie doceniamy wartości, dobra, które Pan Bóg nam zadaje w naszej codzienności, w trudzie karmienia, wychowania, zmagania się ze sobą.

Dlaczego???

Przecież miłość jest cierpliwa, łaskawa, nie zazdrości, nie szuka poklasku… Jest Kogo naśladować.

A miłość matczyna nie jest miłością Bożą- bo ona nie znosi wszystkiego. Ma za to czasem wszystkiego powyżej dziurek w nosie. Zmęczona aż do granic.  Taka jakaś ubłocona.

I bardzo dobrze. Bo to błoto jest bardzo żyzne, owocne czyli może przynieść plon. Nie- suchy bezwodny czyściutki piasek.

To błoto nie jest w ogóle pociągające.

Po co w ogóle o tym pisać, fotografować?

Może dla światła, które odbija się w tym błocie? I opowiada o złocistym ziarnie, które z niego wytryśnie.