Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Tracić to zysk

„Zawsze kiedy coś tracisz, coś zostawiasz z tyłu, ale idziesz do przodu. Nie martw się tym, co straciłeś, ale ciesz się tym, co zyskujesz dzięki temu, że tracisz!

Przeczytałem kiedyś takie przysłowie arabskie:

Zanim ręka napełni się skarbami, musi puścić kamienie<.”

A. Pelanowski „Wolni od niemocy”

Zastanawiałam się, czemu tak jest, że tracić coś z Bogiem, okazuje się wcześniej czy później tylko zyskiem.

Popatrzcie na ten ogień na zdjęciu.

Wszystko tam zmienia się w popiół: i papier, i drewno, i cokolwiek by jeszcze nie wrzucić.

Ale inaczej jest z Ogniem Ducha Świętego. Ten Ogień jest twórczy: tak wypala, że nic nie niszczy, a tworzy zupełnie nowe mocniejsze dzieło. Fascynujące jest spotkanie Mojżesza z Bogiem w ognistym krzewie: on płonie, a nie spala się (Wyj 3, 1-12). Tworzy, a nie niszczy.

„Hura! Przegrałem czyli jestem bliżej Boga!”



Jest sens i jest nadzieja

„Ci czują zasłużenie wielkość swojego istnienia,

którzy pomogli innym

wznieść się wyżej od siebie samych.

Sensem naszego istnienia jest służyć innym,

by mogli odkryć miłość Boga w Jezusie Chrystusie,

jak Jezus nam służył.

Jest Panem,

a przecież uklęknął przed Piotrem

i umył mu nogi.

Aniołowie nas przerastają,

a przecież nam służą.

Dlaczego?

Bo jest to szczęście.

Bo jest to niebem.”

Augustyn Pelanowski „Nie ma już czasu”



Czy szczepienia dają zdrowie?

Artykuł długi, ale wart przemyślenia:

Co z tymi szczepieniami?



Zastępca Anioła Stróża

Historia z życia wzięta.

Żona przewróciła niechcący mebel w domu.

O ten mebel mąż się poważnie potłukł.

Przez to zrezygnował z lotu samolotem na ważną dla niego uroczystość. Był naprawdę zły na żonę!

Do czasu.

Okazało się, że samolot rozbił się w katastrofie.

Niedawno (2 października) było święto Aniołów Stróżów.

Myślałam sobie o tym zajęciu Anioła Stróża i o tym, że my małżonkowie jesteśmy nawzajem dla siebie dodatkowymi aniołami stróżami. Nawet niechcący zdarza nam się nimi być (jak w autentycznej historii powyżej). Chociaż nie zawsze od razu to widać. Na pewno z perspektywy wieczności to zobaczymy, ale i teraz okruchy światła widać.



Zdrowy i chory

Dwa dni wysokiej temperatury.

Trzeci dzień odpuszcza. Gorączka niska albo stan podgorączkowy.

Ufff!

Dziecko zwalczyło potwora chorobowego. Opowiadam o tym, jak bardzo się cieszę. A tu masz babo placek:

-Trzeba było pojechać do doktora!

Konsternacja z mojej strony. Skąd ta osoba wie, że trzeba było, skoro zdrowsze? Skoro widać, że człowiek będzie żył i miał się lepiej?

-Tak, lekarz lepiej ode mnie zna się na chorobach. Ale ja się znam lepiej na swoim dziecku.

Nie przeczę potrzeby korzystania z konsultacji lekarskich- sama z nich wiele się nauczyłam- zwłaszcza tego, że lekarze rutynowo przepisują to samo. Z ust lekarskich usłyszałam jednak krytykę rodziców:

-Rodzice zazwyczaj za wcześnie przychodzą do lekarza. Zazwyczaj przez pierwsze 3 dni objawy choroby dopiero się zaczynają rozwijać i nie ma sensu przywozić mi dziecka, bo po prostu diagnoza nie będzie rzetelna z tego powodu, że choroba się jeszcze „nie wykluła”, nie ma pełnego obrazu choroby.

No i tu oczywiście też są wyjątki, bo czasami warto rzeczywiście zadziałać szybko.

No, to zdrówka!



Poronienie to w niebie zaistnienie

– zdjęcie zrobione przez któreś z moich dzieci;

My matki, które poroniłyśmy bywamy załamane tą sytuacją utraty dziecka.

To boli.

To kusi do pogrążania się w smutku.

Rozstanie i tęsknota doskwierają, skoro się kochało. A może tym bardziej, gdy się nie kochało.

Ale prędzej czy później przychodzi ocknięcie.

Utrata dziecka?

Nie!

Gdy dziecko idzie do nieba, to się je zyskuje.

Jedni z naszych znajomych na grobie swojego maleństwa wygrawerowali napis: „Gromadźcie sobie skarby w niebie.”

Każdy dzień kochania tego maleństwa, gdy mieszkało z nami, był cenny.

O ile bardziej cenny jest każdy dzień w ramionach kochającego Boga Ojca.

Dzieci te żyjące na ziemi często się gubią- dosłownie i w przenośni.

Niebo to czas, kiedy żyją pełnią entuzjazmu i nic im już nie zagraża. Kiedy mają pełno czasu, by fikać radosne koziołki razem ze swoim Aniołem Stróżem. I nic nie jest w stanie oddzielić ich od Miłości, od oddychania nią, napełniania się nią.

Nie oszukujmy się: nawet bardzo kochając swe dzieci, zdarza się każdemu z nas być dla nich niedobrą, niecierpliwą, gniewliwą.

Gdy się ma dziecko na ziemi- to rodzic powinien być bardziej kochający. I zazwyczaj jest.

Gdy się ma dziecko w niebie- to od własnego dziecka można się uczyć miłości. Bo ono jest już zanurzone w jej oceanie.

I promienieje nią!



Podróż

FullSizeRender(4)Światełko.

Dzieci nie należą do nas, chociaż jesteśmy za nie odpowiedzialni.

Przychodzą i odchodzą.

Otwierają się i zamykają.

Ale te małe i duże są światłami od Boga.

(Chociaż duże potrafią zaćmić to światło, postawić w kącie).

Światełkami udającymi się we własną podróż.

Tup! Tup!- pierwsze własne kroczki.

„Nie chcę!”- pierwsze własne wybory.

„Wychodzę!”- wyjścia pierwsze, setne, ostatnie?

Archanioł Rafał chętnie pomoże w podróży,

łażenie, bieganie i jeżdżenie go nie nuży 🙂



Wędrowanie z domu…

IMG_1685

Przybyła do mojego domu na anielsko-ludzkich skrzydłach (czyli Anielka z rodzicami i bratem) książka „Dom w Bogu” Augustyna Pelanowskiego.

W sam raz na wakacje pozycja.

O wędrowaniu.

O wychodzeniu z domu. O przemianie serca, gdy odważymy się przekroczyć próg tego, co znane, zapraszając do drogi dobrego Anioła.

I o tym, jak to ważne, by wyjść z rodzinnego domu, żeby odnaleźć swoje życiowe powołanie.

Żeby przemienić się. Zadomowić w Bogu, a nie w starych schematach rodziny pochodzenia.

I smakowity fragmencik:

„Nie będziesz gotował koźlęcia w mleku jego matki” (Pwt 14, 21)

„Można go traktować dosłownie, ale może on mieć też znaczenie o wiele głębsze. Iluż ludzi cierpi z powodu uzależnienia i skarłowaciałej postawy wobec własnej matki, która zamienia swoje dziecko w ekwiwalent męża, gdy go zabraknie? Jeśli syn całe życie spędza w atmosferze „mleka” czyli jest nigdy nie dorastającym dzieckiem, czy nie staje się to hybrydalną krzywdą? Jest „przegrzany emocjonalnie”, jakby był latami gotowany w tkliwej substancji uczuć matki, a nawet „rozgotowany”! To samo dotyczy córki ojca, który nie pozwala jej się usamodzielnić.

Opuszczenie rodzinnego domu nie powinno być jedynie porzuceniem, lecz pierwszym krokiem do odkrycia zadomowienia się w Bogu, do odkrycia świątyni jako domu Boga, który chce być ojcem dla człowieka.”

Augustyn Pelanowski „Dom w Bogu”



Kokosowo-cukiniowa tajemnica

IMG_1856

Miłość jest odważna, a ja chyba jestem coraz mniej odważna.

Np. taka prosta sprawa jak pozwolenie dzieciom na naukę gotowania, pieczenia.

Jest ryzyko, czy masa na ciasto wyląduje na suficie czy na całym blacie.

Jest ryzyko, czy obierki będą pokrywały całą podłogę czy tylko połowę.

Jest ryzyko, czy daktyle wylądują w brzuchu czy rozpocznie się wojna daktylowo-bratersko-siostrzana.

Jest ryzyko. Jest zabawa.

Kto ryzykuje, ten ma szansę na wygraną 🙂

FullSizeRender(1)Tak wyglądał Placek od ciotki.

A jak wygląda placek cukiniowo-kokosowy pozostanie naszą słodką tajemnicą 🙂

Wkrótce ślad po nim zaginie.



Miłość jest odważna

Historia opowiedziana, by dodać odwagi matkom:

Andrea Bocelli