Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Szlachetne zdrowie

Odporność u dzieci to nie jest coś gotowego.

To coś, co się buduje.

Miesiącami, latami.

A jak łatwo się burzy przekonałam się znowu, przez tydzień poddając moje dzieci eksperymentowi zbiorowego żywienia, typu dżem, parówa i wałówa.

Ludzie szukają wzmocnienia odporności dziecka. Nie dziwie się.

Taka krucha i delikatna ta odporność.

Cieszymy się, że jest. I łup- już dopada kolejna choroba.

Chwytamy się najdziwniejszych rzeczy.

Czytałam, że niektórzy zachwycają się aptecznym preparatem Colostrum.

Cóż to takiego?

Zakonserwowana krowia siara czyli pierwsze mleko od krowy po urodzeniu cielaka z konserwantami. Czyli doskonała rzecz dla cielęcia. Ale czy dla dziecka również?

Oczywiście, że nie. Z bardzo wielu powodów:

  • choroby, na które daje odporność Colostrum krowie to choroby, które przebyła krowa;
  • jednakże i na skutek przechowywania, i potraktowania konserwantami, procesem pasteryzacji ciała odpornościowe w większości są zniszczone w preparacie nabytym w aptece lub innym sklepie;
  • tak samo jak mleko krowie jest niedostosowane do potrzeb dziecka, tak samo, a nawet bardziej niedostosowana jest do niego siara krowia;
  • co więcej Colostrum od krowy może przenosić różne choroby, zwłaszcza jeśli nie dokonano prawidłowo procesu pasteryzacji;
  • ponadto białka krowie to jedne z bardziej uczulających białek, niszczących wyspy Langerhansa trzustki itp. szkody;
  • o szkodliwości konserwantów nie chce mi się już pisać, bo o tym wszędzie pełno.

Zwróćcie uwagę, że na reklamie, etykiecie używa się łacińskiej nazwy Colostrum. Od razu się człowiek daje złapać na haczyk naukowości.

W tym wypadku pseudonaukowości.

Bo nauka nie ma co do tego wątpliwości, jak mnóstwo szkód dla dzieci wyrządza przedwczesne odstawienie od piersi, stosowanie mleka krowiego (również tego w postaci modyfikowanej mieszanki).

Zupełnie inaczej jest z Colostrum kobiecym! Zwanym najczęściej trywialnie siarą.

Warto:

  • gdy się urodzi maleństwo, wzmocnić swoim mlekiem również starsze dziecko (choćby to miało być jednorazowo);
  • użyczać mleka innym dzieciom (za wyjątkiem matek HIV+, Hbs+, nie można od nich brać mleka); coś się słyszy o powstawaniu nowych Banków Mleka w Polsce; ale i bez banków można dać własne mleko siostrze, koleżance dla jej dziecka, jeśli zechce;
  • starszakowi nawet jeśli nie da się do picia swojego mleka, można je zakroplić: do oczu (przy zapaleniu spojówek), do nosa (katar), do ucha (przy zapaleniu ucha), na ranę (zwłaszcza gdy nie mamy przy sobie wody utlenionej), do gardła (do płukania);
  • mleko matki może też przywrócić zdrowie, wzmocnić osoby z obniżoną odpornością, np.: po chemioterapii.

Zostawmy jednak mleko matki, bo nie każdy ma do niego dostęp.

Zwłaszcza na wiosnę, w lecie, jesienią jest całe bogactwo roślin, które mogą wzmocnić odporność młodego człowieka:

  • kiszonki- jedzmy o każdej porze roku ze względu na ogromne bogactwo naturalnych probiotyków!
  • zioła poprawiające trawienie, przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe: majeranek, oregano, bazylia, tymianek, cząber, kminek, koperek i inne;
  • zioła ogólnie wzmacniające: pokrzywa, natka pietruszki, jeżówka pupurowa, macierzanka, czystek, lipa i in.;
  • warzywa i przyprawy: cebula i szczypior, czosnek, chrzan, buraki, kapusta, korzeń imbiru i in.;
  • owoce: aronia, jabłka, maliny, jagody, rokitnik, greipfruit, cytryna;
  • aloes- w postaci soku, miąższu, preparatu (Biostymina do wstrzykiwań); niezbyt smaczny, ale po zmieszaniu ze zwykłym sokiem nie czuć go prawie wcale;
  • miody dla osłody i pyłki, propolisy zjadały, psykały urwisy;
  • itd., itp. czyli bogactwo i różnorodność natury- im dokładniej czyta się jej księgę, tym bardziej zajmująca to lektura.

Co jeszcze wzmacnia dzieci:

  • las, góry, jeziora, morze- zmiana klimatu nie raz pomoże;
  • woda, hartowanie w jeziorze, morzu, misce z wodą- byle radośnie i bezpiecznie;
  • skakanie i bieganie to entuzjazmem tryskanie;
  • łapanie promyków słońca na zapas;
  • bose stopy, które uczą się matki-ziemi;
  • masowanie, łaskotanie i wspólne chichotanie; przytulanie to dla dziecka duszy pokarm;
  • i oczywiście odrobaczanie (jak się pozbędzie człowiek lokatorów, to może wreszcie poczuć, że żyje. A nie, że coś go żre i dlatego mu źle);
  • cyklicznie stawiane bańki.

Oczywiście nie wszystko naraz. Najlepszym doradcą jest umiarkowanie i stopniowe wprowadzanie. W przypadku dzieci często mniej i delikatniej znaczy lepiej.

Dorosły może sobie gratulować, gdy uda mu się wypić cały kubek ziół, których np. nie lubi, ale dzieci oklaskujmy po jednej łyżeczce, po dwóch już wiwatujmy. Po trzech stawajmy z uciechy na głowie, po czterech módlmy się: „O, Boże!” 😉

Tak sobie a muzom podsumowałam ostatnie 18 lat życia, które spędziłam i na karmieniu piersią i na wzmacnianiu, leczeniu, łaskotaniu i wożeniu potomstwa do wód, lasów, aby dożyć lepszych czasów.



Po poronieniu też jest czas na życie w obfitości

Dotknięcie życia i śmierci.

Gdy życie tak blisko śmierci, a śmierć tak szybko spala życie.

Rekolekcje dla osób po stracie dziecka, poronieniu w Wąwolnicy:

23-25 listopada 2018 w Wąwolnicy ( woj.lubelskie).  Temat: ,, Życie w Bożej dłoni”



Ile masz mieć dzieci?

„Rosa, jak ty to robisz?”– słyszała często Rosa podróżując i dzieląc się swoją rodzicielską wiedzą.

A dzielić się doprawdy ma się czym po urodzeniu 18 dzieci i wychowywaniu swojej gromadki.

Jeśli ci się zdaje, że masz ciężko, bo masz 1,2,3… dzieci, to może warto sięgnąć po tę książeczkę „Rosa, jak ty to robisz?” I zaczerpnąć inspiracji do bycia z dziećmi, ucieszenia się z własnej rodziny, docenienia relacji z mężem.

Anegdoty i psoty.

Książka nieco niebezpieczna, bo wciąga i człowiek się nie może oderwać aż nie skończy.

Zapewne nie po to ją się czyta, żeby skorzystać ze wszystkich pomysłów na życie tej konkretnie rodziny.

Dla mnie najważniejszy w tej konkretnie lekturze okazał się sam początek.

Pierwsze dziecko urodziło się z wadą serca- lekarze zawyrokowali, że będzie żyć nie dłużej niż 3 lata.

Drugie i trzecie dziecko zmarło szybko.

Werdykt medyczny zabrzmiał: Nie powinniście mieć więcej dzieci!

Jak to dobrze, że ci konkretni rodzice wierzyli jednak bardziej Bogu niż lekarzom i otworzyli się na głębokie pragnienie ich serc, by nie rezygnować z marzenia o dużej rodzinie!

Życie jest zbyt ciekawe, by rezygnować z życia 🙂

O to ile w naszych rodzinach mamy mieć dzieci, pytajmy więc współmałżonka, Pana Boga. Jeśli na ten temat wypowiada się doktor, babcia, siostra, ciocia, wujek, koleżanka czy internautka- to znaczy, że wtyka nos w nie swoje sprawy.



Doula-Fizula

Co ja wiem o porodzie?

Jeśli mam być szczera, mogę powiedzieć za Sokratesem: „Wiem, że nic nie wiem”.

Bo poród to jak nurkowanie w nowym miejscu: ekscytująca niespodzianka, radosne oczekiwanie na wynurzenie.

Bo każde dziecko, a więc każdy poród to nowy świat.

Nowa jeszcze nieodkryta planeta.

Nowe niepowtarzalne wydarzenie, jakiego jeszcze nie było i jakiego nie będzie.

Wyjątkowy człowiek o wyjątkowych dziejach.

Tak niezwykły, że jak każdy może wpłynąć na dzieje świata, na dzieje bitew, sojuszy, architekturę ziemską i niebieską.

Stąd link na czasie, przy okazji rocznicy 15 sierpnia:

O poruczniku Stefanie, który zmienił los Bitwy Warszawskiej.



Zdrowa część ciała czy proteza?

Światowy tydzień karmienia piersią

Jak to brzmi?- zastanawiam się.

To jak np. światowy dzień posługiwania się ręką.

No bo pierś to normalna część ciała.

Normalna,

a zarazem uprzywilejowana dla wspierania rozwoju małego dziecka.

I generalnie to nie powinien być tydzień karmienia piersią, ale okrągły rok. Rok w rok.

Niestety już koncerny produkujące mieszanki i inne produkty „dla dzieci” dołożyły wszelkich starań, żeby mamy czuły się niepewnie, gdy karmią piersią:

  • dziecko starsze, co dla niektórych jest już po pół roku, po roku;
  • po powrocie z pracy;
  • gdy dziecko jest chore;
  • gdy dziecko jest zdrowe;
  • gdy mama wprowadza żywność uzupełniającą.

I ciekawa jest ta dysproporcja:

  • mleko matki zawiera setki probiotyków- reklama mieszanek zachwala swój produkt, że ma 1-2 probiotyki, a chwali się nimi jak czymś rewelacyjnym;
  • mleko matki zawiera optymalny unikatowy zestaw makro i mikroelementów- reklama mieszanek puszy się, że zawierają one np. dużo żelaza (podczas gdy jest to dosyć ryzykowne dla dziecka);
  • mleko mamy jest żywą tkanką niepodrabialną tak jak krwi nie udaje się spreparować sztucznie, nie ma natomiast żadnej reklamy- mieszanka jest z kolei kiepską podróbką ze świetną reklamą papierową, etykietową, telewizyjną, rozpowszechniającą wielkie mnóstwo gadżetów;
  • itd., itd.

Wydaje mi się, że marketingowi butelkowo-mieszankowemu opłaca się też przedstawiać niekiedy karmienie piersią jako zupełnie odrealnione, wyidealizowane: matkę jak prosto od kosmetyczki, fryzjerki, dziecko jak przykład siesko-anielski. A życie jest życiem. Jest czas i na fryzjera, ale jest też czas na odpoczynek, na bycie nieogarniętą. Nie ma dzieci, które nie płaczą. A te które nie płaczą wcale nie muszą być okazami zdrowia, rozwoju.

Krok po kroczku trzeba dać sobie czas na naukę siebie nawzajem.

Takie bzdurki jak sprzątanie, makijaże będziemy mogły mieć całe życie. A małego dziecka, bardzo potrzbującego matczynej piersi nie będziemy miały całe życie.

Warto więc wybierać kontakt z dzieckiem zamiast zasłaniania się przed nim protezą piersi czyli butelką.



Z drugiej strony świata

Urodzenie się to przestawienie z trybu życia wodnego na lądowy.

Na zdjęciu powyżej- fale widziane od spodu, z dna morskiego.

Podoba się Wam?

Dla mnie fascynujące.

 

Trzeba więc będąc nowo narodzonym dzieckiem zmienić skórę z modelu wodnego na lądowy. Zdrową zamianę ułatwia wmasowanie mazi płodowej, która jest najlepszym kremem, w skórę młodego człowieka. Lub po prostu zostawienie jej w spokoju- niech pełni swą funkcję aż do wchłonięcia. W wielu szpitalach, gdzie docierają informacje ze świata, nie kąpie się więc dziecka w pierwszych dniach po porodzie, żeby nie niszczyć tej zdrowej powłoki ciała.

Czytam ulotkę kremów pewnej dobrej firmy produkującej kosmetyki dla dzieci. I cóż tam widzę? Czarno na białym napisane, że do skóry dziecka (a właściwie do każdej) nie należy stosować czegoś, czego nie można by zjeść. Właściwie podważają rację wytwarzania własnych produktów. (Ja przynajmniej nie odważyłabym się zjeść ich kremów). Skoro dla dziecka po wymianie skóry na lądowy model najlepsze będą naturalne oleje, najlepiej tłoczone na zimno, to niepotrzebne są drogie i zakonserwowane kosmetyki. Olej lniany, kokosowy czy jeszcze inny (ze słodkich migdałów, nasion malin itp.) nadaje się do wmasowania w skórę dziecka, dorosłego. Niektórzy, żeby nadać lepszy zapach tym olejom dodają jeszcze kropelki pachnącego olejku, np. lawendowego.

Ta filozofia „zrób-sobie-krem” nie wzięła się znikąd. Zaczęto się przyglądać składnikom szeroko rozpowszechnionych kremów. Zazwyczaj głównym składnikiem kremów, ale też drogich np. emolientów dla dzieci jest ciekła parafina (paraffinum liquidum, mająca jeszcze szereg innych nazw np. mineral oil) będąca ni mniej ni więcej destylowaną ropą naftową. W pierwszym momencie po jego zastosowaniu odczucia są bardzo pozytywne: miękka wygładzona skóra. Jednak skutkiem ubocznym jest zatykanie porów skóry, utrudnianie jej wymiany gazowej. Ciekła lub stała parafina (wazelina), pomimo że jest na skórze przyjemna w dotyku, to jednak nie odżywia, nie nawilża skóry w odróżnieniu od naturalnych olejów i innych naturalnych składników.

Niektóre mamy oburzają się, że nie będą dziecka smarować oliwą, żeby im potomstwo nie pachniała jak świeżo zrobiona sałatka. Jednak dla dziecka zazwyczaj nie jest to problemem, zwłaszcza jeśli mama umie zachować umiar, wie, że oliwy lub innego olejku wmasowuje się jedynie cienką warstwę, że szybko się one wchłaniają.

Niezapomniane są pierwsze kąpiele nowo wyklutych skarbów. Ze względu na maż płodową nie trzeba się jednak z nimi śpieszyć. Gdy maź się już wchłonie, warto zafundować dziecku kąpiel z dodatkiem naparu z mieszanką ziół: rumianku, pączków sosny, korzenia żywokostu, nagietku. Moja nieoceniona położna Zosia poleca ją od lat i przyrządza dla dzieci. Zwykłe szare mydło też jest dobre, ale jego minusem jest zmiana odczynu skóry. Ochronną powłoką pokrywa się też ciało dziecka, gdy kąpie się je z dodatkiem odcedzonego siemienia lnianego lub płatek owsianych. Jest w czym wybierać- można zafundować swojemu dziecku to, co wydaje się najlepsze.

Żeby się zastanowić, dlaczego warto unikać nawilżanych jednorazowych chusteczek, proponuję zrobienie eksperymentu. Bawełnianą chusteczkę zanurzamy w odżywczych składnikach, np. świeżo wyciśniętym soku z aloesu z wodą i zamykamy szczelnie w pudełku. Wynik eksperymentu? Chusteczka bardzo szybko zapleśnieje, zbutwieje. Jak bardzo więc gotowe chusteczki dla nimowląt muszą być zakonserwowane, nasączone szkodliwymi substancjami, żeby uniemożliwić rozwój mikroorganizmów na nich! Alternatywą dla tego wygodnego sposobu na czyszczenie dziecka są zwykłe bawełniane płatki w połączeniu z wodą (może też być sól fizjologiczna), np. w sprayu lub zwykłej buteleczce. Lub najprościej: korzystanie z wody w umywalce i ręcznika.

Warto wiedzieć, że skóry bardzo niemowlęcia nie można pocierać materiałem. Jest ona na to za delikatna- w ten sposób zdrapujemy dziecku naskórek. Łagodniej jest wycierać poprzez samo dotykanie, otulanie ręcznikiem.

Prostota i stare babcine sposoby.

Ale za to jakie skuteczne! I tanie.

W ten sposób lądowy model skóry naszego dziecka staje się zdrowy i piękny 🙂



Odpoczynek czyli odżyć na nowo

Nie róbmy sobie wyrzutów, kiedy odpoczywamy. To jest najlepiej zainwestowany czas: w radość, we wspólne bycie, w dystans do codziennego trudu, w zasłuchanie, w odnajdywanie sensu życia.

Dlatego:

  • bawmy się
  • wygłupiajmy się
  • śpijmy
  • spacerujmy
  • grajmy
  • dajmy się wyręczyć
  • chodźmy na randki z mężem
  • podziwiajmy
  • śmiejmy się, ile sił!

Kto chce odkryć rady o. Dolindo Ruotolo (tego od mocnej modlitwy: „Jezu, Ty się tym zajmij!):

Rady nie od parady

Co jeszcze można zrobić z kamieni?

Wszystko 🙂



Ile potrzebuje małe dziecko?

Wpadła mi w ręce książka „Dziecko bez kosztów” Giorgia Cozza.

I właściwie całą jej zawartość można by streścić w dwóch zdaniach:

  1. Maleńkie dziecko potrzebuje bliskości mamy i taty, a nie szczególnie wymyślnych albo drogich wózków, ubranek, pokoi, itd.
  2. Małe dzieci potrzebują przede wszystkim karmienia piersią, bycia z nimi, a nie smoczków, zabawek, łóżeczek.

W czasach, kiedy produkuje się tak wiele produktów „dla dzieci”, dzieci nie zmieniają się specjalnie od czasów prehistorycznych. Do rozwoju w początkowym okresie ich życia w gruncie rzeczy potrzeba im bardzo mało rzeczy, za to dużo czasu, karmienia, czułości, dyspozycyjności, zwyczajności. Właściwie autorka przedstawia użyteczność różnych rzeczy patrząc na to oczami dziecka, często przy tym zachęcając, by nie śpieszyć się z decyzją o kupnie czegokolwiek. Dopiero narodzony młody człowiek da nam się poznać razem ze swoimi potrzebami. Wówczas też łatwiej ocenić jest ich użyteczność.

Niektóre z wynalazków dla dzieci okazały się wręcz szkodliwe, np. chodziki z tego powodu są towarem zakazanym w Kanadzie.

Czy da się dziecko wychować bez wielkich nakładów finansowych?

Tak, ale tak wychowując młodego człowieka, trzeba odkładać na później, bo inteligentne dziecię na pewno będzie wymagać wspierania dalszego ponadprzeciętnego rozwoju 🙂



Czy pozwalasz sobie zadawać pytania? Jeśli tak, to dajesz sobie prawo myśleć.

Ten artykuł może rodzić różne kontrowersje.

Ale nie można odmówić sensowności pytaniom, które w nim padają.

Jeśli pozwalasz sobie jeszcze na myślenie, to:

Zapytaj najpierw siebie samego, a potem swojego lekarza.



Skąd ten ołów, rtęć, kadm w naszym organizmie?

„Nie truj!”- można usłyszeć, gdy ktoś nie chce słuchać. Zwykle dzieci około 5 roku życia nabywają tak wielkiego rozumu, że potrafią pouczać swoich rodziców i powstrzymywać ich wymowność. Potem jak już młody człowiek zostaje nastolatkiem, to wręcz obowiązkowo staje się najmądrzejszy w rodzinie, dlatego powstrzymuje swoich staruszków od zatruwania mu życia dydaktycznymi wypowiedziami. Są słowa, które zatruwają życie człowiekowi, czy w ogóle atmosferę w rodzinie. Są słowa, które ją oczyszczają, ratują, podnoszą. „Kładę przed tobą błogosławieństwo i przekleństwo, życie i śmierć”. Wybierajmy życie i błogosławieństwo.

Jest też dosłowne zatrucie. I okazuje się, że więcej ludzi jest zatrutych metalami ciężkimi niż się mogło wydawać. Poczytajcie:

Co na to szczecińscy naukowcy?

Nie trzeba też metali ciężkich, by być systematycznie zatruwanym- wystarczy, że jemy warzywa, owoce, zioła spryskiwane Roundup’em.