Karmienie miłością zawsze potrzebne

Istnieje metoda uczenia nawet bardzo małych dzieci gry na skrzypcach. Metoda niezwykle łagodna, piękna i w gruncie rzeczy naturalna.

Jest to metoda, którą wymyślił zastosował i wydoskonalił Schinichi Suzuki, autor książki „Karmieni miłością. Podstawy kształcenia talentu”.

Czytałam tę pozycję i jestem pod jej wrażeniem. Drugi raz się będę raczyć lekturą.

Sięgnęłam po tę pozycję, gdyż jedna z moich córeczek marzyła, by grać na skrzypcach. Tak się pięknie złożyło, że akurat znajoma zaproponowała naukę metodą Suzuki. Okazało się, że ta metoda rozpoczyna się od małego podstępu. To rodzic zaczyna uczyć się grać na instrumencie: przez 6-8 tygodni pobiera sam naukę gry na instrumencie i przygotowuje się do koncertu na zakończenie samodzielnej edukacji (dziecko nie wie, że to ono będzie się mogło uczyć). Cóż za motywacja dla dziecka! Cóż za nauka empatii na przyszłość dla rodzica! Bardzo mi to odpowiada.

Sam autor S.Suzuki w swojej metodzie sięga przede wszystkim wychowania i uczy dobrego kształcenia: miłości, cierpliwości, łagodności, ale także niezwykle docenia wytrwałość, pokorę, sztukę motywacji.

Jest to przede wszystkim metoda nie przekreślająca nikogo, doceniająca każde dziecko, każdego dorosłego. Każdy może się uczyć grania na instrumencie, tak jak każdy może się uczyć i nauczyć ojczystego języka, a na pewno każdy może się cieszyć nauką własnego języka, gdy jest otoczony miłością nawet gdy mu to nie wychodzi i gdy rozwija się w wolniejszym tempie niż większość populacji.

Sztuka motywacji u dziecka to przede wszystkim robienie z każdego elementu nauki sposobu na zabawę oraz sztuka rozładowywania napięcia.

Jest to jednak książka nie tylko o kształceniu muzycznym- autor dzieli się swoim życiem i swoimi głębokimi przemyśleniami. Może kogoś innego też zainspirują fragmenty i sięgnie po całość.

O roli wytrwałego ćwiczenia w każdej dziedzinie, w której chce się być dobrym:

„Kiedy zrezygnowany zaczynasz dochodzić do wniosku, że to nie ma sensu, twoja cierpliwość zostaje nagle wynagrodzona”.

„>Nie mam zdolności<- jaki smutek i rozpacz towarzyszą temu bezsensownemu przeświadczeniu! Przez całe lata zgadzano się na takie myślenie, znajdując w nim wymówkę, żeby nie podejmować starań.” „Talent nie jest wrodzony, trzeba go w sobie ukształtować.”

Metoda Suzuki jest niezwykle optymistyczna- ćwiczymy bowiem nie dla sukcesu, ale dla dobrego rozwoju osobowości, dla nauki wytrwałości, dla poznania smaku przyjemności grania.

„Bądź cierpliwy, zmierzając do celu, nie śpiesz się, ale i nie czekaj. (…) osiągnięcie celu wynika z włożonej energii i cierpliwości, które muszą być ćwiczone, tak jak wszystkie inne umiejętności. (…) Od początku o losie człowieka decyduje wytrwałość i cierpliwość. Dlaczego? Ponieważ dążąc nieustannie do osiągnięcia celu, uczymy się niezbędnej cierpliwości, a to pomaga nam wytrwać. Tak nabyta umiejętność uprzyjemnia pracę, a jednocześnie wyposaża nas w energię i wytrzymałość. (…) Nie widzimy, kiedy zaczyna kiełkować. To jest sprawa natury. Musimy cierpliwie czekać. Nie możemy wykopać nasionka, by sprawdzić czy naprawdę rośnie, bo wtedy wszystko uległoby zniszczeniu”.

Wydaje mi się, że poddawanie się własnej niecierpliwości to takie wykopywanie nasionka i to w wielu wymiarach: możemy przecież odnieść to i do nauki, ale też do dojrzewania dziecka do zakończenia karmienia piersią i czekania na poród.

„Nie śpiesz się! To pierwsza zasada. (…)

Nie zatrzymuj się- to druga zasada.”

Jest to książka niezwykle motywująca- dlatego polecam ją przede wszystkim tym, którzy zbyt łatwo ulegają zniechęceniu:

„Jeśli chcesz coś zrobić, zrób to. (…) Muszę wykształcić w sobie nawyk realizowania zamierzeń. To żadna zasługa- myśleć o zrobieniu czegoś! Efekt jest taki sam, jakby się w ogóle o tym nie myślało. Tylko czyny się liczą! (…) jeśli się wyłącznie o czymś myśli, traci się niepowtarzalną szansę. od dzieciństwa wciąż słyszymy: zrób to, zrób tamto- najczęściej z ust rodziców. To budzi naturalny sprzeciw: albo robimy niechętnie to, co nam każą albo staramy się tego w ogóle nie zrobić. Ten opór utrwala się w naszej podświadomości i w końcu nie potrafimy zrobić nawet tego, co sami sobie nakazujemy”.

Nasuwa mi się myśl w związku z tym, jak ważne jest więc kształcenie w dziecku tak niedocenianego obecnie rozumnego posłuszeństwa (w erze „róbta, co chceta”)  opartego na radosnej, a zarazem serdecznej motywacji.

„Ponieważ nazbyt często ludzie nie przekuwają zamiarów w czyny, nie dają szansy swemu przeznaczeniu.”

 

 


Zostaw odpowiedź