Nowe i stare razem

Coraz dalsza lektura księgi Dzika kuchnia wypędza mnie z wygodnego poletka bezmyślenia spowodowanego nadmiernym upałem na bujne łany przemyśleń.

Lektura ta bowiem oprócz zielnika, przepisów kuchennych i innych informacji zawiera autorskie też refleksje. Organizując warsztaty dotyczące żywienia się dziką roślinnością czy samemu korzystając z tego dobra profesor Łukasz Łuczaj, etnobotanik i ekolog dostrzega ograniczenia tego typu diety opartej o dziką roślinność, tego typu stylu życia, zbieractwa, którego on wymaga. Wiele wiele zalet, ale również całkiem konkretne minusy i ograniczenia.

Jak to się w ogóle stało, że jedząc (a więc znając) jeszcze wiek temu bądź niewiele dłużej mnóstwo (kilkaset?) roślin jadalnych, obecnie ograniczyliśmy się do kilkunastu/kilkudziesięciu uprawnych? Dlaczego taka zmiana z dostatku jakościowego na dostatek ilościowy? Czy może dziwić, że pomimo że nierzadko w naszej kulturze jedzenia ilościowo mamy pod dostatkiem- pełne brzuchy, cierpimy równocześnie na różne niedobory składników mineralnych czy witamin oraz wielu innych?

Najedzone dzieci, eliminacja zjawiska masowego głodu to jak najbardziej pozytywne efekty zmian cywilizacyjnych. Jednak pysze ludzkiej to nie wystarczyło: ona zniszczyła to, co dobre, choć drobne, niepozorne, choć stare. Pycha nazywając z pogardą wiele roślin jadalnych „jedzeniem biedaków”, „żywieniem się chwastami” ograniczyła ich znajomość, zawęziła nasze horyzonty do tego, co się uprawia, nawozi, sieje, kosi, z dumą pokazuje jako zbiory itd.

Myślę, że czas na pokorny powrót do tej maleńkości często pospolitych ziół. Powrót pokorny, bo bez rezygnacji z tego, co dostarcza nam cywilizacja, bez obrażania się na nią, ale z radością marnotrawnego syna, któremu Miłosierny Ojciec bogato zastawił stół.

Już jako dziecko miałam się z czego nawracać. Pamiętam nasze dziecięce śmiechy i naigrywania, gdy babcia wspominała jedzenie łobody i pokrzywy.

Z wczorajszych odkryć moich i dzieci: bluszczyk kurdybanek jest pyszny do krupniku  (zamiast natki pietruszki lub łącznie z nią) i mamy go pełno 🙂

Zapraszam na wspólne zbiory 🙂 Aromatyczna przyprawa i to niepryskana.

Myślę, że to wspaniała lektura niedługo przed świętem Matki Bożej Zielnej. Niech Pan Bóg będzie uwielbiony w tych cudnych ziołach i swoim przez nie działaniu.


Zostaw odpowiedź