Krótkowzroczność czy przewidywanie?

Krótkowzroczność czy przewidywanie?- wybór należy do nas.

Rozmowa cukrzyka z lekarzem. Chory przyznaje się do poziomów cukru nie mniejszych niż 220-240 mg (czyli sporo za dużo- hiperglikemia). A lekarz na to: „To i tak w pana wieku to nie jest tak źle! W tym wieku to jest wręcz nie do obniżenia”.

Moje pytanie brzmi: To jest lekarz? Zamiast zachęcić do solidnej diety niskocukrowej, to ściemnia, że „się nie da”. No i naraża w ten sposób swojego pacjenta na dalszy rozwój choroby zamiast zagrzewać do walki o zdrowie.

Inna historia. Matka z dzieckiem pod sercem chwali się, jak to dużo zjada jedzenia śmieciowego (fast foody, żelki, inne słodycze itp.), a jakie przy tym ma dobre wyniki morfologii. Nie wytrzymałam i wypaliłam: „I dziecko też to zjada!” Nie to, żebym nie rozumiała zachcianek żywieniowych mam w stanie błogosławionym: trudno im się niekiedy, a może nawet często oprzeć. Czy ja tego nie robiłam? Niestety tak. Jednak dziwne mi się wydaje przechwalanie tym, jak jakimś osiągnięciem. I dodawanie, że lekarz też nie ma nic przeciwko temu (to lekarz czy znachor?)

Jakie to krótkowzroczne! Jakby chodziło tylko o wynik tu i teraz! A po co te badania? Dlaczego to jest tak ważne? Bo matka z dzieckiem pod sercem magazynuje w swoim organizmie mikroelementy i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach oraz białka, tłuszcze nie tylko na chwilę bieżącą, na czas ciąży, ale przede wszystkim na okres karmienia piersią dziecka. I co z tego, że matka ma w ciąży dobrą morfologię, jeśli nie da rady potem karmić piersią z powodu własnego osłabienia. A na osłabienie, brak sił, gorsze zdrowie może się składać nie tylko brak żelaza (niska hemoglobina, erytrocyty), ale także braki innych elementów, których laboratorium nie mierzy.

Przepadam za Moniką, która też nosząc dziecko pod sercem czasem mi opowiada o jakiejś zachciance żywieniowej- robi to jednak z takim „żarcikiem” z siebie, na co dzień zaprawiając się w bojach o super zdrową kuchnię, że wesoło robi się na pokładzie. Bez chełpliwości. No to lubię posłuchać 🙂 I skosztować jej „przeboje” kulinarne, które świetnie smakują i dają rosnąć zdrowo dziecku. Mniam! Dzisiaj kosztowałam pasztet z fasoli. Dzięki!

Zaraziła mnie też stroną:

Dla wymagających

Jakie to smutne: najpierw w stanie błogosławionym fast foody, potem mleko modyfikowane! Nie jest to żadna reguła, ale czy nie jest to ten sam styl żywienia?

Zachwyciłam się dziś piosenką:

„Niech płynie!”

Nie oprę się i zacytuję jej fragmenty:

„Niech płynie, płynie, płynie mleko!

Niech rozsadzi mentalne tamy w człowieku!” (…)

„Na jakiej glebie posadzisz to ziarno?

Czy wiesz, że w życiu najlepsze rzeczy są za darmo?” (…)

„To, co płynie w nas, to nie woda, nie czas,

tajemnica wielka, co wypływa z serca!” (…)

„Więc pomyśl, jak kręci się ten świat,

że Stwórca dał nam mleko i dał nam plan,

ta układanka prosta jak ulał,

usta malucha psują do niej jak ulał;” (…)

„lek w proszku zostawcie proszę astronautom”;

„W imię Ojca i Syna i Ducha

niech trafi to, co święte do ust malucha!”

„One darem są dla rodziny,

a nie medialnym mięsem dla szumowiny!”

Piękna, nieprawdaż?


Zostaw odpowiedź