W ciele czy poza ciałem

Dziś o starożytnych Rzymianach.

Byli oni przeświadczeni, że przyzwoicie, dobrze zachowywać się powinni wyłącznie w świątyni. Po wyjściu ze świątyni, uważali, że mogą się zachowywać jak chcą.

Z chwilą chrztu, gdy mamy wyrytą pieczęć Ducha Świętego na sercu- nie jest już obojętne, jak się zachowujemy po wyjściu ze świątyni. Właściwie nigdy z niej nie wychodzimy- bo „nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego”.

Gdy człowiek nie jest ochrzczony- też nie jest obojętne jego zachowanie- on jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże.

Skoro nasze ciało jest świątynią Bożą- nie jest obojętne, czy karmimy piersią czy nie. Gdybyśmy byli aniołami- to nie miałoby znaczenia- sposób karmienia dziecka. Skoro jesteśmy w ciele- to miłość się wyraża nie tylko duchowo- też w ciele. Przez ciało wyraża się nasz duch: cierpliwość, łagodność, wytrwałość, zwalczanie zazdrości.

Brak akceptacji własnego ciała- tak często widoczny u kobiet skutkuje nierzadko zaprzestaniem karmienia piersią albo odrzuceniem go już od początku. Brak cierpliwości dla siebie jako człowieka z ciałem i duszą, i dla ciała i duszy dziecka- skutkuje odrzuceniem karmienia piersią.

Małe dzieci karmione piersią, często noszone, przytulane, choćby były dziećmi najuboższych rodziców czują się bardzo kochane, zadbane. Dzieci najbogatszych rodziców- karmione butelką, nie noszone, od których „wymaga się”, żeby leżały grzecznie w łóżeczku- czują się niekochane, osamotnione.

To, co najważniejsze- miłość- mamy w zasięgu ręki. Bez płacenie. Bo Bóg jest miłością i miłosierdziem samym. I stał się dla nas Ciałem.

 


Zostaw odpowiedź