Śmieciolandia

Żyjemy w Śmieciolandii i jeszcze dajemy się oszukać, że robią nam przysługę dając coraz więcej śmieci.

Dlaczego tak piszę?

Zaraz wyjaśnię, ale najpierw sytuacja z życia wzięta.

Dziadek do wnuczka: „Wyrzuć, proszę, te 4 worki po kurczakach!” Wnuczkowi chciało się przejść tylko połowę drogi do śmietnika, więc worki wylądowały w domku do zabawy- tam akurat wypadała połowa drogi.  Worki pachniały apetycznie kurczakiem, więc zwąchał je młody pies i ze smakiem połknął.

Dzięki temu miał zafundowaną wizytę u weterynarza i picie zielonej mikstury, po której miał równie zieloną „minę” i biegi do Rygi.

„E, tam!”- powiecie może- „psa nie szkoda, bo to tylko pies”.

Ale innym razem może być dziecko.

Z Lidla, McDonalda, promocji i innych przybytków „cud-zabaweczki” przybywają dla dzieci (bo firmy nieźle na tym zarabiają).  Oczywiście napisane, że dla dzieci powyżej 3 roku życia. A że dzieci powyżej 3 roku życia miewają rodzeństwo? No to po co są ci rodzice wyrodni- niech pilnują! Sklepiki mają prawo rozdawać, sprzedawać swoje cudowności „Niech się wnusio pobawi! Niech córeczka ma radość!”

Z mojego jednak doświadczenia pomimo że przed tymi zabawkami ostrzegają rodziców małych dzieci- tych do 3 lat, to nie mniejszym zagrożeniem są one dla starszych dzieci. Bo takie starsze dziecko ma więcej pomysłów. Może więc nie tylko skosztować gadżecik, ale włożyć go sobie do ucha, do nosa albo bratu gdzie się da.

Dajemy się nabierać na rozdawanie dodatkowych śmieciuszków- tylko kto to po nas posprząta? Podobnie z kupowanymi zabawkami. Dochodzę do wniosku, że więcej niż pudełko zabawek to zaśmiecanie domu i odbieranie radości dziecku i rodzicom. A Wy się zawsze cieszycie sprzątając te sterty zabawek? Dzieci się cieszą?

Niechaj zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię! Niech nas nauczy odróżniać to, co potrzebne od tego, co zaśmiecające nasz dom, nasze myśli.


komentarzy 5 do wpisu “Śmieciolandia”

  1. Aga napisał(a):

    Czuję porządki 😉 Nasz Adaś miał za dużo i wszystko wylądowało w piwnicy, Nelka ma jedno pudełko ale w zastraszającym tempie przybywa w nim zabawek, choć sami kupiliśmy dopiero dwie…. jak będzie więcej pewnie też podzielą piwniczny los 😉 Dzieci muszą dojrzeć, żeby tymi zabawkami się podzielić z innymi, ale pierworodny za długo był jedynakiem i widzę, że mu ciężko…..

  2. admin napisał(a):

    Prządki mile widziane 🙂 ale niestety zjawisko mało znane w moim środowisku życiowym.
    Zwłaszcza dziś jak jeden obywatel rozgorączkowany.

  3. Aga napisał(a):

    Pomożemy! Na gorączce Ty znasz się na pewno lepiej, bo my używamy medykamentów, ale z porządkami radzimy sobie całkiem, całkiem….;-) oferujemy zatem pomoc 😉

  4. Evik napisał(a):

    Tylko pies i aż pies.
    Pies towarzyszył biblijnemu Tobiaszowi w wędrówce. Martwimy się o nie, leczymy je…
    Słyszałam o takich, co uczestnictwo we Mszy ofiarowali w intencji swojego zwierzaczka 😉
    Nawet przeżywamy ich stratę – chociaż oczywiście nie da się tego porównać do śmierci człowieka.

    A jeśli chodzi o zabawki – prawda. Ja nie mam wielu zabawek – parę pluszaków. A mój siostrzeniec świetnie sobie radził. Najlepszymi zabawkami były Taboret i drewniane łyżki. W zależności od nastroju były perkusją, albo grillem (taboret) i kiełbaskami (łyżki).

  5. admin napisał(a):

    Ci co ofiarowali uczestnictwo we Mszy za swojego zwierzaczka są dziećmi- i mam nadzieję wyrosną z tego: nauczą się odróżniać człowieka od zwierzęcia, swoje emocje temperować. Gorzej gdy takie niedojrzałe postępowanie utrzymuje się u dorosłego człowieka.
    Mi się wydaje, że jeśli się martwimy o zwierzęta, tzn. że za mało poświęcamy czasu i swojego życia człowiekowi. Za bardzo zżyci jesteśmy ze zwierzętami, a za mało z ludźmi.
    Pozwólmy zwierzętom być zwierzętami czyli dorośnijmy.

Zostaw odpowiedź