Jaka radość

Poczynają się kolejne dzieci. Rodzą się kolejne dzieci.

Pan Bóg nie zrezygnował z tego świata, skoro umarł, zmartwychwstał i wciąż nie może się nacieszyć swoim stworzeniem. Ciągle stwarza i zachwyca się.

Kolejne dziecko, które się rodzi w noc Zmartwychwstania- umrzeć musi kobieta, żeby urodziła się matka.

Piękno porodu.

Piękno rodzenia się dziecko.

Piękno rodzenia się matki.

A nawet jak ktoś wybrzydza zatrzymując się na zewnętrznej powłoczce tego zjawiska, że niby nieestetyczne. Nakapie, chluśnie. Czasem plany runą.

To i tak pod poszewką tego wygląda cud Życia. Dziecko, którego dusza bardziej podobna do Boga niż do ziemskich rodziców.

Czym prędzej trzeba w tej sytuacji swoje dziecko pobłogosławić znakiem krzyża, bo Szatan wyciąga już po nie ręce.

Wielka odpowiedzialność chrześcijańskich rodziców- to maleństwo czy dopiero poczęte, czy świeżo narodzone zanieść pod krzyż.

Żeby zwycięstwo Zmartwychwstania czyli radości, która nie zna końca była jego udziałem.

Błogosławicie swoje dzieci?

Róbcie to jak najczęściej.

Jak się nie błogosławi, to na to miejsce się narzeka, klnie, marudzi. Życie nie znosi pustki.

Alleluja!


Zostaw odpowiedź