Rzeka mleka

IMG_1810

Żar z nieba się leje.

Ufff.

Pijemy kolejną herbatkę, kawę, soczek, arbuza.

Jesteśmy naprawdę szczęśliwe, że mamy dostęp do wody, napojów, jedzenia.

I że ten żar z nieba jest naprawdę ograniczony w czasie.

W gruncie rzeczy szybko mija. I pojawiają się inne temperatury.

Gdy jest tak nieznośnie gorąco, myślę o matkach karmiących piersią, żyjących w bardziej upalnych niż nasz klimat.

Zastanawiacie się, jak to możliwe wykarmić dziecko w tak nieznośnie gorącej atmosferze?

Zwłaszcza, że często w podzwrotnikowych, zwrotnikowych okolicach jest doprawdy krucho z wodą.

Co matki robią, żeby dzieci były porządnie najedzone, ale przede wszystkim napojone w gorącym klimacie:

  1. Mają dzieci przede wszystkim przy sobie- dzieci mają nielimitowany dostęp do piersi. Nie czeka się aż „klient” się rozżali na obsługę, żeby mu podać jadło i napitki.
  2.  Ufają swoim dzieciom, że nie są złośliwymi mlekopijcami chcącymi niecnie je wykorzystać, a bezbronnymi stworzeniami zdanymi na ich łaskę. Młodzi ludzie korzystają więc z baru mlecznego bardzo często i zazwyczaj krótko, tylko od czasu do czasu dłużej. W ten oto sposób zazwyczaj piją na skutek częstego i krótkiego ssania (tzw. mleko pierwszej fazy), a od czasu do czasu jedzą- gdy się porządnie i długo „dosiądą” do mlecznej jadłodajni (mleko drugiej fazy).
  3. Żeby ten dostęp do mlecznego źródła był możliwy i łatwy dla dziecka, mamy śpią z maluchami, a w dzień często je noszą. Noszą też je bliscy- a każdy normalny człowiek stara się być czuły na niemowlęta i małe dzieci, więc gdy się maluchy za bardzo kręcą, są możliwie szybko oddawane matce.
  4. Dzieci nie tracą w ten sposób niepotrzebnie energii i wody na skutek wypłakiwania się, skoro mogą dostać mleczne przytulenie piersiowe wyłącznie po rozejrzeniu się (czyt. po odruchu szukania);
  5. Matki nie piją zazwyczaj samej wody przelatującej przez organizm na wylot, ale zazwyczaj choćby wodę z jakimś zielskiem, żeby organizm czuł, że musi coś strawić, a więc nie przejść wobec tej wody zbyt rozrzutnie;
  6. Utrzymują z dzieckiem nieprzerwany kontakt tuż po urodzeniu- a więc laktacja rozwija się wówczas bez przeszkód.

Celowo oczywiście upraszczam- życie jest ciekawsze. Współczesna medycyna, jak to zwykle ma w zwyczaju, i tam pomaga. Jednak niezrozumienie wielce ciekawego i delikatnego procesu karmienia piersią- szkodzi. Głód  i brak dostępu do czystej wody również wywiera swoje ponure piętno na życiu ludzkim. Z powodu długotrwałego głodu- ciało matki może wytwarzać za mało pokarmu dla dziecka. Jest w tym pewna mądrość organizmu- matka musi przeżyć, żeby przeżyło dziecko- musi więc ograniczyć ilość pokarmu (jakość pozostaje dobra), żeby spróbować przeżyć i ratować dziecko.

Mądrale powiedzą- no to trzeba dokarmić dziecko! Wysłać mieszanki mleczne, butelki ze smoczkami.

Guzik prawda!

Stwarza to jeszcze więcej zagrożeń zdrowotnych dla dziecka. Jeśli przy naszych warunkach sanitarnych, dostępie do wody, mleko matki kilkakrotnie zmniejsza ryzyka wielu chorób, to przy ekstremalnych klimatach afrykańskich- jest to jeszcze bardziej uderzające.

Trzeba dokarmić, ale matkę. Pustynna rzeka jej piersi napełni się wówczas mlekiem i popłynie obficie do dziecka.


Zostaw odpowiedź