„Mamusiu, uratowałem ścinkę przed wyrzuceniem!”

4 uratowane przez moje dziecko ścinki. Jedna przerobiona na konia, druga na pterodaktyla, trzecia na pałac, czwarta na psa.

Po co sprzątać, jak można tak przyjemnie spędzać czas przerabiając śmieci na „same-potrzebne-rzeczy”?

I jak tu się gniewać na takiego pracusia?!


komentarzy 6 do wpisu “„Mamusiu, uratowałem ścinkę przed wyrzuceniem!””

  1. Ewa napisał(a):

    Takie ścinki są też świetną zabawką dla kota 😉
    Człowiek się stara, w sklepie zoologicznym piszczące piłeczki kupuje, a kot papierkiem po cukierku się zadowoli 😀

  2. Ewa napisał(a):

    Dzieci mają niesamowitą wyobraźnię i są bardzo kreatywne. Nie mam wielu zabawek. Mój siostrzeniec w wieku około 4 lat brał taborety i łyżki drewniane. W zależności od potrzeby była to perkusja albo grill i kiełbaski.
    No i taboret można przewrócić na dywan, gdy ma się zły humor 😉

  3. Fizula napisał(a):

    Tak, dzieci się bawią swoją wyobraźnią. Siostrzeniec i kot mają się dobrze?

  4. Ewa napisał(a):

    Dobrze 🙂
    W olimpiadzie historycznej startował.
    Siostrzeniec, nie kot, oczywiście 🙂
    A pod choinkę dwie planszowe gry historyczne kupiłam.
    Kot się papierkiem zadowoli 😉

  5. Fizula napisał(a):

    Jakie historyczne ciekawe gry znalazłaś?

  6. Ewa napisał(a):

    Te gry to:
    – Ale Historia [http://sklep.granna.pl/ale-historia]
    oraz
    – PRL – Planszowa Rozrywka Ludowa [http://sklep.trefl.com/pl/planszowa-rozrywka-ludowa.html]

    Nie otwierałam ich

Zostaw odpowiedź