Wykorzystywanie rodziców

Szpitalne rozdawnictwo

Przykład szpitalnego rozdawnictwa ulotek z namiastką „wiedzy”. Na stoliku żywa reklama, na ścianie 10 kroków udanego karmienia piersią czyli 2 wykluczające się rzeczy.

 

Czy wiecie, że niemal wszyscy jesteśmy jako rodzice wykorzystywani jako bezpłatni przedstawiciele handlowi dla sklepów Biedronek, Stokrotek, koncernów farmaceutycznych itp.?

Firmy te więc organizują rozdawnictwo nalepek, gadżetów, które są „nagrodą” za określone zakupy, ilość wydanych pieniędzy. W gruncie rzeczy nie jest to żadna nagroda, tylko chwytanie rodziców na marketingową wędkę. W ten sposób już nie firma musi docierać do dzieci, ale sami usłużni rodzice, dziadkowie czy inni „obdarowują” dzieci przedmiotami wymiennymi za naklejki czy naklejkami- jednocześnie ucząc je marek firm, zaszczepiając je lojalnością względem nich, reklamując je swoim dzieciom, tworząc nawyki konsumenckie.

 

Dzięki temu reklama dociera do najbardziej podatnych, a zarazem bezbronnych odbiorców czyli dzieci i zakorzenia się głęboko przynosząc długofalowe korzyści.

W podobny sposób firmy produkujące mieszanki czyli sztuczne mleka dla dzieci docierają do dzieci- posługując się bezpłatnym wolontariuszem-przedstawicielem handlowym- lekarzem, który rozdaje im naklejeczki, gadżety itp. przy okazji emocjonującej wizyty w gabinecie lekarskim. Poługują się przy tym instrumentalnie nimbem „fachowości” otaczającej przedstawiciela służby zdrowia.

Hm???

Czy w ogóle jeszcze czujemy się wykorzystywani?

Czy uważamy, że te firmy zrobiły nam przysługę sprzedając coś taniej czy wręcz obdarowując nas czymś?

Gdyby nie było badań marketingowych jak bardzo intratnym przedsięwzięciem jest rozdawnictwo nawet drobiazgów w celu tworzenia poczucia „wzajemności”, zobowiązania do wdzięczności u klienta, już dawno zaniechano by tego. Mają tego świadomość firmy.

Ale czy my mamy tego świadomość będąc pod presją tego typu praktyk niemal nieustannie w tak wielu miejscach, sytuacjach?

Warto kształtować w sobie świadomość konsumencką, że w sklepach, punktach usługowych nic nie dostajemy za darmo.

Jeśli nawet nie kosztuje nas samych dana rzecz- czy możemy wykluczyć, że będzie to słono kosztowało nasze dzieci? W ten sposób budujemy bowiem w naszych dzieciach pewne przyzwyczajenia, preferencje itp.

Macie pomysły jak budować do tego typu praktyk marketingowych zdrowy dystans u siebie samego, ale też u własnych dzieci?

Ciekawe, że najbardziej podatni na reklamę są ci, którzy uważają, że na nich reklama nie działa. To stare i sprawdzone wielokroć badanie. Czujecie ten klimat?


Zostaw odpowiedź