Maraton czy spływ rwącą rzeką?

Na początku zdjęcie dziecka.

Uczy się młoda osoba.

Teraz link:

Napisane przez studentkę: straszenie bólem porodowym

Też się uczy młoda osoba. A co. Niech jej będzie. Rozpowszechnię jej twórczość literacką.

A teraz ja się odezwę z głębin mojej sędziwości 😉

Na nic straszenie bólem porodowym. Kobiety i tak rodzą.

Niektóre nawet rodzą śpiewając i tańcząc. I ciesząc się rodzeniem i błogosławiąc swoje dziecko zamiast pogrążać się w bólu.

No i pozwolę się nie zgodzić ze studentką, która nie rodziła, a która porównuje poród do maratonu. Poród nie jest jak maraton. Bo w porodzie główną rolę odgrywają mięśnie gładkie niezależne od naszej woli. W maratonie natomiast główną rolę odgrywają mięśnie poprzecznie-prążkowane, które możemy świadomie spinać. Spinanie mięśni zależnych od naszej woli w porodzie nie prowadzi do niczego dobrego- najwyżej do stresu, utrudniania narodzin dziecku, uszkodzeniu mięśni dna miednicy. W porodzie, aby przebiegał bez zakłóceń i spokojnie mięśnie trzeba raczej rozluźniać, balansować nimi, dawać im wytchnienie. Głównym mięśniem, który rozluźniamy w porodzie jest mięsień zwieracz, którym jest szyjka macicy. Zaciskanie jednak innych mięśni, zwłaszcza mięśni dna miednicy utrudnia i rozwieranie szyjki.

Stąd wolę poród porównać do spływu  rwącą rzeką. Kto odda się temu nurtowi, doceni go i zrozumie, ten jest w stanie w pewnym stopniu pokierować swoją łodzią, w której przewozi skarb- dziecko. O wiele łatwiej się rodzi, gdy doświadcza się poczucia bezpieczeństwa- wtedy łatwiej o rozluźnienie, puszczenie mięśni zwieraczy, a więc też otwieranie szyjki.

No i przereklamowane parcie. Jeśli dziecko jest niedotlenione i głęboko w kanale rodnym, to rzeczywiście trzeba jak najszybciej, najmocniej przeć, żeby pomóc mu się wydostać. Ale większości dzieci nie trzeba poganiać, można im dać spokojnie, łagodnie się narodzić bez pośpiechu, bez poganiania. I bez nadwyrężania tłoczni brzusznej jaką jest przepona, co obniża niepotrzebnie wszystkie mięśnie dna miednicy.

Dziecko może się bardzo łagodnie rodzić „na wydechu”, poprzez „zdmuchiwanie świeczek” przez mamę. Gdy przechodzi stopniowo przez drogi rodne mniejsza jest dekompresja jego główki czyli bardziej stopniowa łagodniejsza zmiana ciśnień wywierana na główkę.

Porównywanie porodu do maratonu sprawia wrażenie jakby bieganie lub nadwyrężanie swoich mięśni zależnych od woli ułatwiało rodzenie. Niekoniecznie. Na pewno jest potrzebne głębokie oddychanie. Ale dla pracy mięśni gładkich współpracujących ze zwieraczem szyjki macicy. Przede wszystkim zaś dla rodzącego się dziecka, które się nieźle musi nagimnastykować: najpierw zginając, potem obkręcając, potem odginając, żeby na koniec znów się obkręcać.

Myślę, że warto w rodzeniu zauważyć, docenić aktywność pasażera łódki. I dokarmiać go oddechem, dokarmiać go dobrym jedzeniem (w początkowej fazie porodu), by miał siłę wiosłować do brzegu spotkania.

Wasza doula- Fizula 🙂


Zostaw odpowiedź