Czas to miłość

Photo by Dave Clubb on Unsplash
Czas to miłość.
Dlatego chcę Wam zacytować piękną opowieść Moniki, która nieśmiało zamieściła ją w komentarzu.
Ale ona jest zbyt piękna, pożyteczna i pouczająca dla mam karmiących, by ją tam zostawić.
Dlatego poprosiłam Monikę o to, żebym mogła ją zacytować.
Wyjmuję ją więc z cienia, żebyśmy mogły się od siebie uczyć:

„Oto moja historia. Plan był taki: urodzę naturalnie i będę karmiła piersią przez rok. Życie jednak weryfikuje nasze plany. Zabrakło naprawdę niewiele i urodziłabym naturalnie, ale skończyło się cesarskim cięciem, co przeżyłam bardzo mocno zarówno emocjonalnie i jak fizycznie. Pozostało naturalne karmienie, niejako rekompensata dla Córeczki za drogę przyjścia na świat. Początki były naprawdę w porządku, martwiły jednak słabe przyrosty wagowe. Mały epizod z jedną piersią sprawił, że poprosiłam o wizytę doradcę laktacyjnego i wówczas okazało się, że przyjęta przeze mnie strategia karmienia co 2,5-3 godziny jest co najmniej dyskusyjna 😉 Zaczęłam karmić nie tyle na żądanie, co według rytmu dnia i nocy Dziecka; owszem zdarzały się również przepełnienia piersi i wówczas miałam w Malutkiej wsparcie. Potem trafiłam na blog Izy i przepadłam. Czytałam i czytałam… To mnie chyba rzeczywiście otworzyło na zupełnie inne spojrzenie na siebie jako matkę oraz Córeczkę, na naszą więź, która cały czas się budowała, na to, że karmienie to nie tylko proces odżywczy, ale również emocjonalny, w dużej mierze duchowy, to także nauka i wzrastanie. Może nawet przekraczanie siebie.
Po tym całym przeorganizowaniu mojej pierwszej, fatalnej, koncepcji, przyszła po prostu codzienność. Pojedyncze karmienia łączyły się w dni, tygodnie, miesiące, wreszcie lata. Nawet nie wiem kiedy planowany przeze mnie rok przekształcił się w dwa lata karmienia. Spotkałam się wówczas z Izą, żeby dowiedzieć się, jak „łagodnie odstawić Dziecko od piersi”. Spotkanie było bardzo miłe i pouczające. Nie odstawiłam Dziecka. Podjęłam decyzję, że będę karmić dalej, zaufam intuicji i matczynemu sercu, ale zaufam przede wszystkim Dziecku, dając pierwszeństwo Jej potrzebom. Karmiłam moją Córeczkę 5 lat, 1 miesiąc i 3 dni. Jestem z tego dumna, jestem dumna z siebie, ale nade wszystko z Córeczki, która pewnego dnia powiedziała, że to był Jej ostatni raz, ponieważ jest już dużą dziewczynką (szczerze: marzyłam o tym, by to była decyzja Dziecka, czytałam historie Mam, które opisywały historie swoich Dzieci, ale sama byłam pełna wątpliwości, czy to rzeczywiście jest możliwe).
Bardzo lubiłam karmić. Zawsze mówiłam Mamom, które pytały skąd mam pokarm, że bierze się on z miłości. Oczywiście łatwo otrzeć się tu o lukrowanie i budowanie słodkiego obrazu, takiego z okładki. Ale każda Mama wie przecież, że zdarzają się i kryzysy, i gorsze dni, zmęczenie, zniecierpliwienie, zniechęcenie. Patrzę na karmienie z wielu perspektyw: niektóre wymieniłam na początku, ale należy jeszcze dodać perspektywę ekonomiczną, bezwzględnie należy oddać karmieniu pierwszeństwo w byciu lekiem na całe zło w chorobie, bólu ząbka, smutku, strachu (spowodowanym np. pojawieniem się Rodzeństwa). Karmienie Dziecka to także karmienie samej siebie – tym Dzieckiem, które pewnego dnia już nie będzie potrzebowało mojej piersi, treściami (z książek, blogów, artykułów etc.), które będą rozwijały mnie jako matkę, opiekunkę, żonę (czasem zapominam jak to jest ważne).
Na koniec taka refleksja z mojego długiego karmienia, że częściej spotykałam się z dezaprobatą niż wsparciem. Miałam wrażenie, że ludzie prędzej zaakceptują smoczek w ustach kilkulatka, pampersa u przedszkolaka niż długie karmienie. Co by było, gdyby wiedzieli, że karmiłam przez cały czas oczekiwania na kolejne Dziecko? A po narodzinach karmiłam moją Dwójkę? Nadal bardzo lubię karmić. Teraz już tylko Synka.

PS Dziękuję, jeśli ktoś to przeczytał. Każdej Mamie życzę pięknej mlecznej drogi.

Tego komentować nie ważę się 🙂 Dziękuję Ci za podzielenie się swoimi refleksjami, przeżyciami, dorastaniem.


komentarze 4 do wpisu “Czas to miłość”

  1. Kasia napisał(a):

    Tak, smoczek w buzi jest łatwiejszy do zaakceptowania niż wiedza o tym, że kilkuletnie dziecko jest karmione piersią.

    Jako mama karmiąca swoją starszą córeczkę niemal 4 lata czasem o tym mówiłam (jeśli pojawił się temat), choć nie bez pewnego skrępowania czy lęku. Zawsze jednak starałam się mówić o tym tak, by ktoś nie wyczuł we mnie mojej niepewności. Bo ta niepewność nie była przecież związana z tym, że czułam, iż robię coś nie tak, a raczej z odbiorem społecznym, który akurat w tym wypadku nie powinien być dla mnie istotny. I mówiłam o tym, jako o czymś normalnym, dobrym, naturalnym. Zawsze starałam się przemycić jakąś pozytywną informację o dkp, jakąś niezwykłą ciekawostkę. A nuż wiedza pójdzie w świat i zaprocentuje, a ktoś zdziwiony moim dkp pomyśli, że może to nie aż takie dziwne z głupie czy straszne?
    A najbardziej cieszę się, że mam swój drobny wkład w kp kilku mam. Jedna karmiła 2,5 roku, inna 16 miesięcy (ta mama wspierała kolejną karmiącą dwa lata)… To już maleńki łańcuszek. Może i moje córeczki będą jego ogniwami?

  2. Fizula napisał(a):

    Kasiu, ale piękne małe cegiełki 🙂 Nawarstwiają się i budują. Dzięki!

  3. Monika napisał(a):

    Tak Iza, czas to miłość – autorem tych słów jest Kardynał Wyszyński (niebawem beatyfikacja!!!). Dziękuję Ci za Twój czas, który przeznaczyłaś na tworzenie postów, z których mogłam się uczyć, za rozmowy i wyjaśnienia oraz za cierpliwość do mnie 🙂 Już Ci to mówiłam: masz w tym wszystkim swój udział 🙂

    Do Kasi: ja również zawsze starałam się bronić wybranej przeze mnie drogi. Często miałam poczucie porażki czy też niezdanego egzaminu po takich rozmowach. Ale pewność słuszności mojego wyboru w jakiś sposób rekompensowała ewentualne dylematy. I oczywiście pozazdroszczenia godne doświadczenie bycia inspiracją dla innych Mam, gratuluję 🙂

  4. Magda napisał(a):

    Naprawdę – jesteście inspiracją, i dzięki za Wasze historie.

    Jeżeli ja karmiąc 9 mcy budzę zdziwienie, że „jeszcze??”, słyszę komentarze, że teraz już mleko jest z pewnością bezwartościowe a nawet – że pozbawiam dziecko uroków dzieciństwa nie dając w ogóle kaszki butelką (!)- rozumiem, jak mogło być czasem niezręcznie znosić reakcje ludzi którzy słyszeli, że karmienie liczone w latach, a nie w miesiącach.

Zostaw odpowiedź