Po spotkaniu…

W ubiegłym tygodniu byłam na spotkaniu dla mam karmiących piersią oraz zainteresowanych nim. Trochę prowadziłam to spotkanie, trochę mamy prowadziły, trochę samo się prowadziło.

Po pierwsze to cenne doświadczenia, gdy matki dzielą się tym, co dla nich ważne: swoim doświadczeniem macierzyństwa, swoimi przeżyciami, przeżywanymi radościami i trudami.

Była i mama z dzieckiem ponad rocznym, była i z dwumiesięcznym. Były i mamy karmiące obecnie 24 godziny na dobę czyli te noszące swoje dzieci pod sercem. Z ich obecności szczególnie się cieszyłam z kilku powodów.

Po pierwsze, że zechciały się spotkać z nami.

Po drugie, że już teraz chcą poszerzać swoje doświadczenie, uczyć się i na błędach, i na sukcesach innych, nie zaś wyłącznie swoich.

Wydaje mi się, że często mamy na tym wczesnym etapie macierzyństwa zdobywają z różnych źródeł wiele informacji o porodzie, jednak stosunkowo mało o karmieniu piersią. Poród zwykle trwa kilka-góra kilkanaście, kilkadziesiąt godzin, a karmienie piersią powinno trwać o wiele dłużej. Nie chcę przez to umniejszać znaczenia porodu- jest to przecież wydarzenie przełomowe,  wyjątkowe, wpisujące się głęboko w psychikę kobiety, dziecka. Jednak chciałabym na pewno uwypuklić również znaczenie przygotowania do karmienia piersią.

Przygotowanie to jest o tyle ważne, że zazwyczaj w naszym środowisku kulturowym więcej jest mitów na temat karmienia piersią niż rzeczowej wiedzy, nawet wśród lekarzy, położnych, a więc zdawałoby się, że ludzi odpowiedzialnych za pomoc w zachowaniu zdrowia, a więc także karmienia piersią. Zawsze zadziwia mnie, że również matki karmiące tak mało interesują się swoim karmieniem bądź nie docierają do pogłębionej wiedzy na temat „piersiologii” i „ssakologii”, same podzielając i powtarzając wiele mitów.

Choćby bardzo często odtwarzany mit pt. „nie miałam w pierwszych dniach po porodzie pokarmu”. Owszem zdarza się taka przypadłość, że brakuje tego pokarmu albo jest go za mało w stosunku do potrzeb dziecka, jednak bardzo bardzo rzadko. Zdarza się np. w sytuacji olbrzymiego krwotoku poporodowego i następującego w związku z nim niedokrwienia przysadki mózgowej i co za tym dalej idzie zespołu Sheehana. Ile jednak kobiet doświadcza tego typu ciężkiej przypadłości? Bardzo mało.

U większości kobiet, gdyby po porodzie nie było pokarmu w piersiach, byłby to prawdziwy cud. Bo jak to? Od 16 tygodnia ciąży piersi wytwarzają siarę i nagle w zagadkowy sposób przestają po porodzie, choć całe przeorganizowanie hormonalne (choćby urodzenie łożyska) skłania organizm do aktywniejszej laktacji, do jej rozwoju.

Bardzo się dziwię personelowi medycznemu, że w dalszym ciągu, pomimo wielu oferowanych szkoleń, całej dostępnej wiedzy powtarza nieefektywne rytuały sprawdzania, czy kobieta ma pokarm i oceniania jej w tej materii. Raz, że uderza to zazwyczaj w samopoczucie matki, dwa, że jest to zupełnie niemiarodajne. Kobieta to nie maszyna, żeby miała działać za naciśnięciem obcej łapy. Pierś to nie urządzenie, żeby je sprawdzać.

Co więcej właśnie takie „sprawdzanie” powoduje, że kobieta spinając się, denerwując tą sytuacją, blokuje wypływ mleka. Za sam wypływ/wyciek z piersi jest bowiem odpowiedzialny hormon miłości czyli oksytocyna, a jego wrogiem jest hormon stresu- adrenalina. Stąd kobieta zaniepokojona, egzaminowana, może zupełnie nieświadomie hamować wypływ mleka z piersi. Zdarzało mi się na salach położniczych spotykać kobiety z piersiami przepełnionymi niemożliwie mlekiem (w sytuacji nawału, zastoju), a twierdzącymi, że nie mają pokarmu, bo gdy naciskają swoją pierś, nic im nie wypływa.

Dalsze efektywne wytwarzanie pokarmu po porodzie zależy w dużej mierze od efektywnego przystawiania do piersi przez matkę i efektywnego ssania. Sprawdzenie, czy matka karmi skutecznie: ma dobrą pozycję, przystawia prawidłowo dziecko, wystarczająco często i długo zabiera o wiele więcej czasu. Sprawdzenie tej efektywności ze strony dziecka zabiera również sporo czasu, bo trzeba przyjrzeć się sposobowi ssania dziecka: jak głęboko trzyma pierś, jak pracuje jego język, jak wyglądają jego wargi, policzki podczas ssania, jak dziecko jest ułożone do karmienia, jak często się budzi na karmienie, jakie ma cykle ssania, czy ssie odżywczo czy nieodżywczo itd. O wiele szybciej jest nacisnąć pierś pacjentce i rzucić od niechcenia: „Eee, nic tam nie ma, Sahara”. Często potem matka, zwłaszcza niedoświadczona nosi przez długi czas bagaż tych słów, doświadczając zwiększonej niepewności, niewiary w swoją zdolność wykarmienia.

Stąd czasami o wiele lepszym źródłem wsparcia od przypadkowo spotkanego personelu medycznego może być inna mama karmiąca, która przeszła już przez ten etap swojej niepewności i może dzielić się właśnie pewnością, umacniać jej poczucie własnej wartości.

Mamy leżące na położnictwie bardzo skarżą się na rady, które udziela im personel. Przychodzi lekarz: mówi jedno. Przychodzi położna: mówi drugie. Przychodzi salowa i jeszcze dorzuca swoje trzy grosze nieprzystające oczywiście do poprzednich wskazówek. Po powrocie do domu bywa nie lepiej, ponieważ odwiedzający, rodzina, przyjaciele często są źródłem zupełnie sprzecznych rad. Same rady nie są zazwyczaj wyrazem nieżyczliwości, przeciwnie, często jednak wprowadzają jednak wielki mętlik, zwłaszcza w niedoświadczonych głowach.

Znajoma położna, kobieta o wielkim sercu o jeszcze jednej bolączce swoich podopiecznych z oddziału położniczego opowiadała mi czasami. Otóż bardzo współczuła tej ogromnej samotności, która niejednokrotnie jest udziałem kobiet, nawet na oddziałach położniczych, gdzie dozwolone są odwiedziny. Matki wyrwane ze swojego rodzinnego środowiska, z otoczenia przyjaznego, bliskiego, domowego, w pierwszych dniach po narodzinach niejednokrotnie czują się opuszczone, zostawione same sobie, rzucone na głęboką wodę bez zabezpieczeń w swoim macierzyństwie. Tej pustki nie zaspokaja czasem nawet kilkugodzinny pobyt bliskiej osoby, tak wielka jest potrzeba bycia otoczoną czułą stałą opieką w tym okresie. Rozbieżne, często sprzeczne rady powiększają tylko to uczucie osamotnienia i rozbicia.

Stąd prowadzenie spotkań dla matek, karmiących piersią bądź nie jest dla mnie zawsze dużym wyzwaniem. Jak budować wzajemnie wsparcie, radość z przebywania ze sobą, kiedy tak wiele nas różni, tak wiele boli już od początków macierzyństwa, a przede wszystkim, jak sprawić, by każda kobieta z takiego spotkania wyszła silniejsza, pewniejsza, z większą cierpliwością dla siebie samej i dla swojego dziecka?

Ta początkowa samotność oddziału położniczego czasami pokutuje w naszym przeżywaniu. Dobrze, gdy takie spotkania matek dają szansę ujścia takim i innym trudnym emocjom. Czy taki klimat zaufania udało mi się stworzyć? Na pewno jeszcze nie, ale warto go budować. Wszystko przed nami.

Zapraszam na następne spotkanie dla mam z Lublina bądź okolic:

Spotkania dla matek, nie tylko o karmieniu piersią


komentarze 2 do wpisu “Po spotkaniu…”

  1. malucka napisał(a):

    Byłam na takim spotkaniu ponad rok temu jeszcze w ciąży i bardzo dużo mi dało. Teraz nie mogłam być bo miałam zajęcia i żałuję. Cieszę się, że się udało i wypatruję następnego.

  2. admin napisał(a):

    A wybrałabyś się na spotkanie o innej tematyce? Bo takowe też będą.

Zostaw odpowiedź