Zagrożenie życia i zdrowia dziecka?

Aga napisała oburzona w jednym z komentarzy, żebym nie przesadzała, że sztuczne mleko to zagrożenie dla życia i zdrowia. Jakoś większość dzieci w naszym kraju, choć karmionych sztucznie niemal od początku, żyje i ma się dobrze.

Postanowiłam jednak przesadzać, bo mam ku temu wiele powodów. Zazwyczaj pisze się jedynie o korzyściach płynących z karmienia piersią czyli na sposób pozytywny. Jednak patrząc na sprawę obiektywnie, można też równie dobrze tę sprawę opisać od drugiej strony czyli o zagrożeniach płynących z karmienia mlekiem modyfikowanym.

Skoro ryzyko infekcji dróg moczowych niemowląt karmionych wyłącznie piersią jest w pierwszy półroczu ich życia 5 razy niższe, to można przedstawić też drugą wersję. Ryzyko infekcji u dzieci karmionych sztucznie w tym czasie jest pięciokrotnie wyższe.

Skoro dzieci karmione wyłącznie piersią przez 2 pierwsze miesiące życia są dwukrotnie mniej narażone na wystąpienie cukrzycy młodzieńczej typu I (czyli tej najwredniejszej), tzn. że dzieci karmione sztucznie będą dwa razy częściej zapadać na tą chorobę.

Oczywiście statystyka to szara ujednolicona masa, rzeczywistość jest w porównaniu z nią o wiele ciekawsza. Statystycznie chłop i krowa, którą prowadzi przez most mają po trzy nogi. W rzeczywistości wygląda to nieco inaczej, na pewno ciekawiej, nieprawdaż?

Wymieńmy sobie jednak te ryzyka, na jakie są narażone dzieci nie korzystające z dobrodziejstw matczynego mleka lub szybko kończące korzystać oprócz tych wymienionych powyżej:

  • otyłość i nadwaga– większe prawdopodobieństwo o 35-40% w porównaniu z dziećmi karmionymi piersią wyłącznie przez 6 miesięcy;
  • choroby nowotworowe – dwukrotnie częściej będą występować przed ukończeniem 15 roku życia u dzieci karmionych sztucznie; w czterech z tych badań wykazano, że dzieci karmione sztucznie częściej chorują na białaczki oraz chłoniaki, w tym ziarnicę złośliwą (choroba Hodgkina)- nawet 7-krotnie częściej zapadają na chłoniaki;
  • zespół nagłej śmierci łóżeczkowej – trzykrotnie częściej „przytrafia się” dzieciom karmionym sztucznie; no cóż, mamy karmiące butelką chwalą sobie ten twardy i długi sen swoich dzieci, ale ma to swoje koszty; może jednak lepiej dla niemowlęcia spać płycej, ale nie zapominać o oddychaniu; a mamy karmiący piersią uskarżające się na częste pobudki swych dzieci mogą nawet ten aspekt docenić jako potrzebny;
  • wrzodziejące zapalenie jelita grubego – na tą chorobę, która najczęściej się ujawnia w wieku 14-30 lat zapadnie więcej dzieci karmionych w dzieciństwie sztucznie (1,5-3,6 częściej były karmione sztucznie te, które zachorowały);
  • choroby alergiczne – dobrze udokumentowana skuteczność wywoływania przez sztuczne mieszanki np. celiakii (choroba alergiczna na gluten): czterokrotnie częściej chorują nań dzieci karmione jako niemowlęta sztucznie;
  • biegunka – badania ze Stanów Zjednoczonych pokazały, że dzieci karmione sztucznie dwukrotnie częściej zapadały na biegunkę; zaobserwowano efekt dawki: im mniej mleka matki było w diecie dziecka, tym większe ryzyko biegunki;
  • zapalenie ucha środkowego – dwukrotnie częściej u maluchów na butli;
  • wady zgryzu; co ciekawe potwierdzają to nawet badania archeologiczne: dzieci karmione dawniej wyłącznie piersią jako dorośli niemal nie miewali wad zgryzu;
  • choroba niedokrwienna serca, nadciśnienie – dorosłe osoby karmione sztucznie jako niemowlęta mają większą szansę na wyższe poziomy cholesterolu, wyższe ciśnienie (badania na Finach i Holendrach);
  • ryzyko zgonu – metaanaliza z 6 krajów mniej zaawansowanych ekonomicznie pokazała, że dzieci karmione sztucznie w dwóch pierwszych miesiącach życia sześciokrotnie częściej umierały z powodu chorób infekcyjnych; nawet w drugim roku życia dzieci te dwukrotnie częściej umierały z powodu infekcji układu oddechowego; w ciągu pierwszych 6 miesięcy życia dzieci karmione sztucznie z powodu biegunek umierają tam 6-krotnie częściej; firmy rozprowadzające swoje mieszanki, gratisy dla niemowląt zwłaszcza w tych krajach dopuszczają się więc czynności nagannej moralnie, bo mają na swoim sumieniu śmierć bardzo wielu dzieci; czy możemy się pocieszać, że u nas to ryzyko śmierci i zachorowalności nie jest tak duże? Oczywiście możemy. I to najczęściej robią mamy karmiące sztucznie. A mają wybór, skoro pogrzebały swoje karmienie piersią? trudno żeby cały czas opłakiwały naturalne karmienie.

Można by tak jeszcze wymieniać i wymieniać, bo badań na ten temat jest na pęczki. Dlatego wiele z tych danych nie pochodzi nawet z pojedynczych badań, ale z całych ich grup.

Stąd można zapytać: czy rzeczywiście przesadą jest mówienie o zagrożeniach płynących z nie-karmienia mlekiem matki? Oczywiście, że nie jest- jest wyłącznie stwierdzeniem faktów i rzetelną oceną ryzyk, na co mamy setki badań pochodzących z różnych krajów i narodów.  Co oczywiście nie znaczy, bym chciała, by matki karmiące sztucznie tarzały się w popiele z tego powodu i załamywały ręce. Na pewno bym chciała, żeby lekarze czyli zdawałoby się kompetentne osoby zaczęły uczyć się pomagania w karmieniu piersią, bo najczęściej ich „pomoc” polega na zapisaniu recepty na sztuczne mleko, zaleceniu dokarmiania sztucznym, dopajania czyli na redukcji bądź eliminacji karmienia piersią itp.

Są oczywiście sytuacje, kiedy trzeba karmić sztucznym mlekiem, ale są to bardzo rzadkie przypadki ciężkich chorób matki bądź dziecka- wówczas mieszanka jest bardzo cennym wynalazkiem. Zazwyczaj jednak da się pomóc w karmieniu naturalnym, zazwyczaj ono jest najlepszy wyborem. Ale żeby się powiodło musi tego chcieć matka, osoby pomagające oraz mieć rzetelną wiedzę na ten temat.


komentarzy 16 do wpisu “Zagrożenie życia i zdrowia dziecka?”

  1. Asia napisał(a):

    Nie rozumiem tej wyliczanki, tej krytyki tej wojny między piersią a butelką. To straszne co się dzieje! Dlaczego w ludziach tyle nienawiści? Braku zrozumienia? Każda matka powinna mieć wybór i nie być oceniana. A tu przepychanka jak w przedszkolu…”jestem lepsza bo…”. Bo co? A jak komuś się nie udało? Jak ktoś karmi buletką, ale nie z wyboru? To ma się czuć poniżony, zawstydzony, winny i okropny, że nie daje dziecku lepszej szansy? Bezsensowna wyliczanka. Jeśli takie matki jak napisałam przeczytaja tego bloga, a bynajmniej ten wpis, jak ja, moga się poczuć okropnie, a nawet wpaść w depresję. Super, brawo za empatię. A raczej jej brak. To jest chore. Jednak karmi piersią, druga buletką, i nie powinno być o to wyjny…tylko zrozumienie. Moje dziecko jest butelkowe, choc chciałam karmić, nie udało się… i mam się teraz czuć winna? Dlaczego nie mogę znaleźć wsparcia u mamy karmiącej piersią a zrozumie mnie tylko taka butelkowa? Niepoważne, nie?

  2. admin napisał(a):

    A kto Ci się każe czuć winną? Na pewno nie ja. Raczej to, co w Tobie jest i co, Cię oskarża. Jak dla mnie, żyj sobie w spokoju.
    Wyliczanie badań i wniosków stąd płynących, to nie zianie nienawiścią, tylko operowanie na faktach.
    Dlaczego nie możesz znaleźć wsparcia u mamy karmiącej? Ten blog nie jest miejsce takiego wspierania na pewno- niewłaściwe miejsce znalazłaś. Ja szczerze przyznaję, że wolę wspierać mamy karmiące piersią, chociaż zdarzało mi się też wspierać karmiące butelką.

  3. drdora napisał(a):

    Statystyka statystyką. Badania badaniami. Jedne lepiej prowadzone drugi gorzej. To,że karmienie piersia chroni przed chorobą, nie oznacza że butelka skazuje na nią. Na szczęście mamy jeszcze inne czynniki powodujące/chroniące przed chorobami (palenie, alkohol/zdrowe żywienie, sport) w póżniejszym życiu. Karmienie mlekie matki niewątpliwie jest bardziej naturalne niz karmienie mieszanką. Ale nie demonizowałabym.

    ps wady zgryzu powstają nie od mieszanki, a od niewłaściwego smoczka i niewłaściwego trzymania butelki (opieranie o bródkę dziecka, co uniemożliwia wysuwanie żuchwy). Można podawać odciągnięte mleko butelką i też może powstać wada. Czy powiewmy wtedy, że mleko matki spowodowało wadę?Oczywiście, że nie. Większe wady zgryzu sieje ssanie smoczka.

  4. Ania napisał(a):

    Slowa sa puste…podalabys jakas literature na podstawie ktorej zrobilas te liste…dlaczego mielibysmy Ci slepo wierzyc?;) A skoro Ci na tym ostatnim nie zalezy, to jaki sens ma ten post?

  5. admin napisał(a):

    Nie uważam, że ktokolwiek ma mi ślepo wierzyć. To nie jest blog naukowy, nie jest to ani praca magisterska, ani doktorska- nie muszę się posługiwać bibliografią. Tego typu dane, jeśli rzeczywiście chcesz je znaleźć (w co wątpię) bez trudu znajdziesz. Jeśli nie chcesz o nich wiedzieć i ich przyjąć, to nawet gdybym Ci napisała całą listę lektur (a można to zrobić bez trudu), to tego nie przyjmiesz. Nieprawdaż?

  6. Ania napisał(a):

    Te osoby, ktore wierza w to co piszesz wierza w to ‚slepo’. ‚Tego typu danych’ nie znalazlam ani na pubmed.com, ani na stronie WHO, ani w podrecznikach np. Jan Riordan. Oczywiscie chodzi mi o dane dotyczace duzych prob, a nie o jakies pojedyncze badania, bo te jak sama stwierdzilas nie maja wiekszego sensu, mozna by je bylo podciagnac pod ‚wyjatek’. Zycie jest zbyt piekne, zeby je psuc straszac innych ciezkimi chorobami. Ty nawet nie piszesz, ze dzieci karmione sztucznie moga zachorowac…, tylko, ze zachoruja…Wiem, ze chcesz dobrze, ale nieswiadomie niszczysz laktacje (stres, strach psuja laktacje-jako specjalista chyba to wiesz) i jeden z najpiekniejszych okresow w zyciu kobiety i dziecka jakim jest macierzynstwo i dziecinstwo. Zycze sukcesow w dazeniu do profesjonalizmu i pozytywnego nastawienia do swiata i ludzi:)

  7. admin napisał(a):

    Aniu, napisałaś „stres, strach psuja laktacje-jako specjalista chyba to wiesz”. Oczywiście, że funkcjonuje taki mit, że „stres, strach psują laktację”. Czy życie jest możliwe bez stresu, strachu? Jeśli się wmówi kobiecie, że tak jest, to rzeczywiście nieświadomie będzie wszystko robić, żeby to potwierdzić. A stres jest normalną niestety częścią życia, podobnie jak laktacja. Bez powielania tego mitu jedno nie wpływa na drugie oprócz jednostkowych sytuacji. Spotkałam się z częstymi wypadkami, że to położne w szpitalu straszą już położnice: „Nie płacz, bo nie będziesz mieć mleka dla dziecka!” Wolałam osobiście wyrażać współczucie niż zakazy: „Masz prawo płakać, gdy ci źle. Razem ze łzami popłynie i mleko.” Jedne z najbardziej stresujących wydarzeń w moim życiu to pobyty w szpitalu (m.in. po urodzeniu najstarszego dziecka), a jednak laktacja ma się nijak do tego strrrrrrrresu. W moim odczuciu laktację niszczy przede wszystkim ignorancja i brak wsparcia oraz kultura butelkowo-smoczkowa. Bo kto to widział karmić piersią publicznie, karmić takie duże dziecko, żałować smoczka takiemu małemu dziecku, nie podawać kaszki (oczywiście z modyfikowanym mlekiem)? Itd, itp.- życie w naszej kulturze niestety pełne jest tego typu uprzedzeń. Ssaki już dawno by wyginęły, gdyby stres i strach uniemożliwiały laktację.
    Moja droga, o mleku matki, laktacji co roku ukazuje się setki artykułów naukowych- czy któremukolwiek z nich udało się wiarygodnie podważyć korzyści płynące z karmienia piersią (druga strona medalu: szkody płynące z mieszanki)? WHO swoich zaleceń o karmieniu minimum dwa lata nie wyssało sobie z palca, a opracowało na podstawie wielu badań, doświadczeń wielu naukowców.

  8. Ania napisał(a):

    Fizulo, Porownujesz stres/strach, ktory przezywa czlowiek z tym, ktory moze przezywac np. swinka;) -:) A teraz o tej drugiej stronie medalu o ktorej piszesz, w ani jednej z wymienionych przeze mnie pozycji nie znalazlam, ze karmienie mlekiem piersiowym zapobiega rozwinieciu sie chloniaka. Nie podwazam jakosci mleka kobiecego (sama karmilam piersia, nikt nie musial mnie do tego przekonywac, mialam rowniez to szczescie, ze nie znalam ‚listy Fizuli’ ;)) Uwazam, ze straszenie kobiet, ktore karmia mieszanka, ze istnieje duze prawdopodobienstwo, ze ich dzieci beda mialy raka, jest po prostu nieludzkie, jako matka chyba zdajesz sobie sprawe co te kobiety musza czuc za kazdym razem, kiedy przygotowywuja mieszanke. I chyba zgodzisz sie, ze samopoczucie matki mu duzy wplyw na rozwoj dziecka i w ogole funkcjonowanie rodziny. Jako psycholog powinnas chyba rowniesz wieciec za metoda zastraszania motywacji nie zbudujesz. Twoja metoda budowania motywacji do karmienia piersia, zwana przez Ciebie ‚wspieraniem’ kojarzy mi sie z tresura…WHO jak sama nazwa wskazuje, musiala znalezc rozwiazanie, ktore zadowoli caly swiat, rowniez te kraje, gdzie brak jest pitnej wody, edukacji, ze niewlasciwie przygotowana mieszanka moze byc smiertelna dla dziecka…itp Oczywiscie, ze zycie jest stresujace, ale po co sobie jeszcze wiecej tego stresu dokladac? Po co? Jaki to ma cel?

  9. admin napisał(a):

    Ania napisała:
    „Fizulo, Porownujesz stres/strach, ktory przezywa czlowiek z tym, ktory moze przezywac np. swinka;)”

    Owszem, i nie widzę w tym nic zdrożnego, ponieważ fizjologicznie wygląda to podobnie (działające hormony, pobudzenie narządów), a pewnie z człekokształtnymi zwierzątkami niemal identycznie.

    „Uwazam, ze straszenie kobiet, ktore karmia mieszanka, ze istnieje duze prawdopodobienstwo, ze ich dzieci beda mialy raka, jest po prostu nieludzkie, jako matka chyba zdajesz sobie sprawe co te kobiety musza czuc za kazdym razem, kiedy przygotowywuja mieszanke.”

    1. Nigdzie nie straszyłam tych kobiet, że będą miały raka. 2. Mój blog, zwłaszcza jego część laktacyjną prowadzę dla mam karmiących piersią lub chcących karmić naturalnie. 3. Nigdzie nie napisałam, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że dzieci kobiet karmiących sztucznie zapadną na raka. To prawdopodobieństwo jest nieduże, ale i tak większe niż gdyby karmiły piersią.

  10. Ania napisał(a):

    Kobiety, ktore karmia wylacznie piersia, nie potrzebuja Twojego ‘wsparcia’…bo sa przeszczesliwe, spelnione, dumne z tego powodu, nie maja tez zapewne czasu, zeby czytac blogi….Tutaj zagladaja dziewczyny, ktorym nie udalo sie karmic wylacznie piersia i dokarmiaja mieszanka badz te, ktore sa w ciazy… w wiekszosci zapewne nie potrafia sprawdzic, czy to co napisalas jest faktem, w dodatku jestes ‘fachowcem’, wiec wierza slepo w to co wypisujesz… Wiec te, ktore sa w ciazy po przeczytaniu ‘listy fizuli’ nastawia sie na wylaczne karmienie piersia ze strachu przed ciezkimi chorobami…ten strach bedzie je paralizowal zwlaszcza na poczatku kiedy mleko pojawia sie kropelkami…zamiast cieszyc sie macierzynstwem beda maltretowac brodawki kiepskimi pompami, dziecko w tym czasie dokarmia butelka i utworzy sie bledne kolo…A wszystko to z niepotrzebnego wprowadzania ich w blad poprzez np. takie posty jak Twoj…Zamiast tej listy moglas lepiej wypisac czego sie spodziewac tuz po porodzie jesli chodzi o laktacje, czyli, ze karmienie piersia moze byc latwe kiedy dziecko efektywnie ssie a organizm mamy na ten bodziec reaguje i produkuje mleko lub moze byc gehenna (jesli dziecko nie chce ssac, mama ma fizjologiczny problem z produkcja i wyplywem itp)….to drugie zdarza sie u 70% kobiet krajow rozwinietych (dane WHO)…Jeszcze jedno, to ze w szpitalach brak profesjonalnego wsparcia jesli chodzi o karmenie piersia nie oznacza, ze nalezy kobiety przekonywac do walki o kazda kropelke straszac je ciezkimi chorobami dziecka, ktore spowoduje podanie mieszanki …to jest jakis nonsens, dziwi mnie, ze metode zastraszania stosuje psycholog…ponizej cytat z listy fizuli na temat raka, fizula musi miec problem ze statystyka skoro wg Niej te liczby to male prawdopodobienstwo: •choroby nowotworowe – dwukrotnie częściej będą występować przed ukończeniem 15 roku życia u dzieci karmionych sztucznie; w czterech z tych badań wykazano, że dzieci karmione sztucznie częściej chorują na białaczki oraz chłoniaki, w tym ziarnicę złośliwą (choroba Hodgkina)- nawet 7-krotnie częściej zapadają na chłoniaki;

  11. Ania napisał(a):

    ‚Postanowiłam jednak przesadzać, bo mam ku temu wiele powodów’. Jakiez to powody ku temu masz??? rozbawilo mnie to stwierdzenie maksymalnie 🙂

  12. admin napisał(a):

    Jeśli dzielenie się wiedzą jest straszeniem kobiet, to rzeczywiście je straszę. O tym czego się spodziewać po porodzie odnośnie laktacji, dość często zdarza mi się mówić, chętnie też napiszę. Nie ma sprawy.
    Nie widzę powodu, by kobieta nie miała powodu walczyć o swoją laktację, jeśli jest taka potrzeba. Gdyby miała od początku udzielone odpowiednie wsparcie, w większości obyłoby się bez walki.
    Oczywiście obecna poprawność polityczna nie zachęca do walki, do poświęcenia dla dziecka, a do dbania wyłącznie o siebie, swoje prawa, swoją przyjemność. A dziecko? Co tam dziecko! Jakoś sobie poradzi, przecież to nie kraje trzeciego świata.

  13. Ania napisał(a):

    Mol ksiazkowy….ktory pisze, ze czytanie nie boli, nie potrafi wymienic nawet jednej pozycji, gdzie znajduja sie te kosmiczne liczby…no chyba, ze tak jak piszesz to jest ‚Twoja’ wiedza…To nie chodzi o zadne wsparcie na poczatku w przypadku kobiet, ktore przygotowuja sie do macierzynstwa, gdyby byly solidnie przygotowane nie potrzebowalyby zadnego wsparcia, sama konczylam szkole rodzenia, gdzie jesli chodzi o laktacje zostalam wprowadzona w blad, solidnie nastraszona przez nawiedzone konsultantki laktacyjne…. mam to szczescie, ze zaczelam w pore czytac profesjonalna literature, ktora Ci juz podalam i z karmieniem piersia nie mialam zadnych problemow… NIC, powtarzam NIC co opowiadaly konsultantki na kursie nie mialo ani w moim ani w przypadku kolezanek miejsca, a zniszczylo laktacje wielu np: mleko w piersiach zawsze jest ‚BZDURA’…usiadz wygodnie zrelaksuj sie a mleko poleci ‚BZDURA’….popraw technike karmienia ‚BZDURA’ …jakos zwierzeta zadnych technik nie musza stosowac…pompuj na sucho miedzy karmieniami, zeby zwiekszyc produkcje ‚BZDURA’…i wiele innych rewelacji, na ktorych konsultantki laktacyjne zarabiaja…Zadna walka, zadne wsparcie nie sa potrzebne, gdy kobieta jest profesjonalnie przygotowana, no ale wtedy konsultantki laktacyjne nie mialyby na czym zarabiac…

  14. Ania napisał(a):

    Dziewczyny nie dajcie sie zwariowac i nie pozwolcie zerowac finansowo innym na tak czystym uczuciu jakim jest uczucie matki do dziecka…Zaufajcie instynktowi, wlasnej intuicji…nie ma nic gorszego niz glodne, niedozywione dzieciatko…(na kursie uczono mnie, ze jesli dziecko po karmieniu piersia dalej placze z glodu, nalezy mu wsadzic swojego palca do ssania, absolutnie nie podawac mieszanki, bo bedzie najedzone i nie bedzie chcialo ssac piersi….co za ‚BZDURA’….)

  15. admin napisał(a):

    „na kursie uczono mnie, ze jesli dziecko po karmieniu piersia dalej placze z glodu, nalezy mu wsadzic swojego palca do ssania, absolutnie nie podawac mieszanki, bo bedzie najedzone i nie bedzie chcialo ssac piersi”

    A co to był za kurs, jeśli można wiedzieć? Dlaczego zalecano wkładać dziecku palca, a nie przystawić do drugiej piersi, a potem z powrotem do pierwszej, i znów do drugiej itd.? Dlaczego nie zalecono sprawdzić sposobu przystawienia przez mamę i efektywności ssania przez dziecko. Oto jest pytanie.
    Widzisz, byłam na kilku kursach laktacyjnych i na wszystkich uczono mnie, że najistotniejszy jest dobrostan dziecka. A więc różne metody stosujemy pod kontrolą wagi (co 2-3 dni w szczególnych sytuacjach, nie należy ważyć przed i po karmieniu), obserwując dziecko, bo prawidłowy rozwój maleństwa jest najważniejszy. Nie jest żadną zbrodnią przecież podanie mieszanki, lepsze to niż głodzenie dziecka. Bywają sytuacje, kiedy mieszankę podać trzeba. Jednak są to sytuacje rzadkie, a nawet bardzo rzadkie. Zazwyczaj podaje się ją wówczas, kiedy robić tego nie trzeba i nie powinno się, i w ten sposób podkopuje laktację, tworzy błędne koło.

  16. admin napisał(a):

    „Zadna walka, zadne wsparcie nie sa potrzebne, gdy kobieta jest profesjonalnie przygotowana”

    Tyle że teoretyczne najlepsze profesjonalne przygotowanie może wziąć w łeb, gdy zacznie się baby blues, gdy każdy przychodzący zacznie udzielać innych rad, a w głowie matki zacznie się tworzyć coraz większy mętlik, gdy wiedza „cudownie” wyparuje w obliczu przytłaczających okoliczności, gdy zabraknie nam wiary w siebie, w swoją zdolność do wykarmienia dziecka. Więc czasami i konsultantki laktacyjne się przydają, choć i one bywają bezradne w niektórych sytuacjach. Nikt nie jest doskonały.
    Jeśli dla Ciebie wszystko to „mity laktacyjne” o czym piszesz, bardzo proszę, podziel się swoimi odkryciami- chętnie zapoznam się z jakimiś rewelacjami z Twojego doświadczenia.

Zostaw odpowiedź