Światło czyli po cichutku do celu

Photo by Gareth Harper on Unsplash

Krok po kroku idziesz Nowy Roku

 

Ile światła we mnie zostało po tych świętach?

Tyle, ile dałam go innym.

Tyle, ile przyjęłam i odkryłam.

Nie wiem, czy wam pisałam, ale jestem i byłam wypaloną matką.

Mi się już nie chce nawet bawić ze swoimi dziećmi 🙂

20 lat zabawy (tyle ma najstarsza latorośl)? W końcu trzeba wydorośleć 😉

Dlatego odkryłam coś tak świetnego jak pacynki:

Jak się ma pod ręką (a raczej na ręce) pacynkę, to już nie trzeba się bawić z dzieckiem.

Taka sowa chętnie zastąpi utrudzonego rodzica, który w tym czasie sobie odpocznie, popatrzy na wszystko z boku. Sowa, misio czy hipcio chętnie się powygłupiają, porozmawiają, poczytają, a nawet, o dziwo, pouczą dziecko, a ty, rodzicu, masz w tym czasie wolne, nieprawdaż?

Zaproszenie takich małych pacynkowych przyjaciół do zabawy, to otworzenie w sobie furtki do pobycia przez chwilę dzieckiem, wspólnych wygłupów, śmiechów i tworzenia historii nie-z-tej-ziemi.

To jak się bawimy w Sylwestra?

Z dziećmi? Bez dzieci?

Byłam kiedyś na spotkaniu, na którym były między innymi 2 mamy. Jedna przyszła z kilkorgiem dzieci, druga bez.

Ta pierwsza ciągle się zajmowała tymi maluchami: rozbieranie, jedzonko, włączanie im jakiś filmików, ale trzymała się twardo tematu spotkania, który nie dotyczył dzieci. Druga (pozornie) nie zajmowała się dziećmi, bo przyszła bez nich. Niemniej ciągle patrzyła na zegarek, czytała SMS-y od męża, co się dzieje z dziećmi. Tematem rozmowy nawiązywała do swoich dzieci, że musi się śpieszyć.

Która z tych matek naprawdę uczestniczyła w spotkaniu, naprawdę zostawiła dzieci poza spotkaniem, żeby móc porozmawiać na dorosłe tematy?

Gdzie jest nasze serce?

W macierzyństwie nic nie trzeba przyśpieszać.

Jako matki też dojrzewamy.


komentarze 3 do wpisu “Światło czyli po cichutku do celu”

  1. Magda napisał(a):

    Chyba nie pisałaś.
    Jesteś? I byłaś?
    To może się wypalić?
    Może zmęczyć, trochę znudzić..ale wypalić? nie wiem, znam swoje macierzyństwo od roku a to, którego jestem Dzieckiem miało i ma nieskończone pokłady cierpliwości i czułej obecności.

    Dobrze tu zaglądać. Przypadek nieprzypadkowy.
    Kolejny raz piszesz o tym co teraz mi bliskie i tak, że trafia w punkt.
    Nie trzeba przyspieszać. Ja też dojrzeję. Uda nam się dobrze przejść przez koniec naszego bycia razem przez cały dzień bez opcji Mamy pracującej..
    ..tak będę sobie powtarzać.

  2. Kasia napisał(a):

    Bo z tym wypaleniem to jak z feniksem, który powstaje z popiołów. Coś się wypala, ale potem człowiek znów jest mamą gotową do kolejnych matczynych działań

  3. Fizula napisał(a):

    Dobre z tym feniksem. Widzę ten fenomen też w życiu mojego kominka. Niby rano wszystko spalone, ale wystarczy podłożyć rozpałkę i drewno- nie trzeba zapałek, żeby z żaru buchnął ogień. Lubię z tego powodu zimę. Lubię ogrzewać rodzinę przy kominku. Przeziębionych masować przy kominku. Zziębniętych raczyć herbatką przy kominku. I myślę, że tak działa żar miłości- czasem trudy, jakieś przykrości czy bóle go przysypią popiołem. Ale on tam Jest. Czeka, żeby zapalić.

Zostaw odpowiedź