Niebezpieczne niewychowanie

Przeczytałam niedawno artykuł z portalu Dzikie dzieci, który reprezentuje teorie rodzicielstwa bliskości zatytułowany  „Nie wychowuj!”.

Istotą artykułu było, że wychowanie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu nie jest potrzebne, gdy jest właściwy przykład rodziców, gdy zachowana jest więź, bliskość z rodzicami. Jest to swego rodzaju utopia. Wydaje mi się, że bardzo groźna utopia. Owszem zgadzam się z tym, że przede wszystkim wychowuje przykład mamy i taty, ale pomimo że jest to najistotniejsze, to jednak niewystarczające. Bo czy nasz przykład jest wystarczający? Zdaje się, że jest niewystarczający może poza wyjątkami świętych rodzin, świętych rodziców.

A że rodzice popełniają w swym wychowaniu błędy? Normalna sprawa. Skoro jesteśmy tylko grzesznikami, to mamy błędy, grzeszymy względem siebie, względem naszych dzieci. Jednak jeśli ci sami grzesznicy modlą się o światło Ducha Świętego w wychowaniu swoich dzieci, to Bóg jako kochający Ojciec daje im to światło. I wtedy nawet te błędy Pan Bóg potrafi wykorzystać z korzyścią dla dzieci.

Chyba że modlę się powątpiewając. Wtedy oczywiście nic nie otrzymam. Dlatego dobrze jest jak najczęściej uczyć się zaufania. Na przykład od siostry Faustyny: Jezu, ufam Tobie!


Zostaw odpowiedź