Ciąża = wysiłek dalekkosiężny

Profesor Włodzimierz Fijałkowski uważał, że nazwa „ciąża” jest niewłaściwa, ponieważ kobiecie, która się cieszy z noszonego dziecka, nic nie ciąży. Radość ją tak uskrzydla, że dziecko nie jest ciężarem, tylko szczęściem.

Mam ogromny szacunek do profesora, jednak wydaje mi się, że jest to nieco wyidealizowany obraz, bo sama też byłam w stanie błogosławionym. I tak się składa, że tak jak chyba każda kobieta doświadczałam obok radości i tego trudu, ciężaru noszonego dziecka, również nabytych wówczas kilogramów nie zawsze będących zasługą noszonego dziecka, czasem też własnych skłonności. Jest radość, ale jest i trud, krzyż, który nikogo nie omija. Czasem nie o kilogramy chodzi i nie o samopoczucie fizyczne, tylko psychicznie jest trudniej, bo występuje rozchwianie, nieradzenie sobie ze sobą, z faktem istnienia dziecka. Ten krzyż przychodzi prędzej czy później, tak czy inaczej. Krzyż nie omija ani nas, ani naszych dzieci. I ma sens.

Jednak pomimo posiadanego sensu, często radości, nie odejmuje to trudu, fizycznych i psychicznych niedogodności.

Dlaczego matki noszące dziecko nierzadko czują się śpiące, zmęczone, rozchwiane emocjonalnie? Patrząc na to pod kątem fizjologii, jest to czas, kiedy ciało kobiety zdobywa się na wysiłek przystosowania się do potrzeb rozwijającego się dziecka. Jest to też wysiłek dalekosiężny: ciało matki gromadzi wówczas zapasy również na okres karmienia piersią. Jest to zresztą odczuwalne niemal od początku życia dziecka: czasem jednym z pierwszych objawów ciąży jest właśnie odczucie zmian w piersiach, drażliwości brodawek, powiększania się piersi, zwiększenia siatki naczyń krwionośnych itd.

Warto sobie uświadomić, że to właśnie w czasie ciąży organizm kobiety działa na najwyższych obrotach, dlatego czasem „wychodzą” mimochodem różne choroby- bo nie jesteśmy w stanie im podołać. Tryb karmienia piersią to natomiast tryb oszczędzania się dla organizmu, natomiast tryb ciążowy to i wyzwanie sprostania potrzebom dziecka, swoim oraz odkładanie zapasów na później, na czas wykarmienia dziecka.

W ciąży gromadzimy zapasy energetyczne, budulcowe, ale także zapasy żelaza, wapnia i innych makro- i mikroelementów, witamin rozpuszczalnych w tłuszczach itd.

Dlatego bardziej obciążające dla organizmu są częste ciąże- co rok, dwa niż nawet długie karmienie piersią. W ciąży zużywamy np. ogromne ilości żelaza: budując układ krwionośny dziecka, ale i starając się o gromadzenie go na potem.

Każde dziecko ma prawo być kochane, a więc przyjęte przede wszystkim. Jednak Pan Bóg dał nam rozum po to, byśmy się nim posługiwali dla dobra całej rodziny, dla swojego małżeństwa, dla dziecka.

W bardziej naturalnych społecznościach, gdzie nie ma nadmiaru pożywienia,  intensywne karmienie piersią odracza poczęcie kolejnego dziecka o 2-3 bądź 4 lata, niejednokrotnie aż do ukończenia karmienia piersią (od 2,5 do 7 lat w zależności od zwyczajów danego ludu). Dopóki kobieta karmi piersią płodność ma prawo nie wracać, nie musi miesiączkować. Gdy pożywienia jest ubogo, dzieje się tak częściej niż w naszym społeczeństwie przesytu, ponieważ natura jest mądra.

Można w niej odczytać również pewien sens zawarty przez Stwórcę: to urodzone dziecko też potrzebuje zadbania, czułości, opieki. Potrzebuje również matczynego mleka co najmniej 2-2,5 roku.

Podręczniki medyczne często piszą o tym, że karmienie piersią jest ciągiem dalszym procesu rozmnażania człowieka, jest jego ważną częścią, potrzebną i służącą zdrowiu zarówno dziecka jak i mamy. Jaka szkoda, że lekarze praktycy tego nie wcielają w życie- zachowując się często jak przedstawiciele handlowi firm produkujących żywność dla niemowląt- oblepiając swoje gabinety w reklamy sztucznej żywności, wręczając ulotki, naklejki. Zamiast pomagać w rozwiązywaniu problemów laktacyjnych- pomagają tymże firmom w zwiększeniu obrotów, sugerując odstawienie od piersi, dokarmianie sztucznymi mieszankami, wcześniejsze wprowadzanie obiadków jako jedyny sposób na problemy z laktacją, z dzieckiem czy matką. I powiedziałabym, że jest to statystycznie najczęstszy sposób „pomagania”.

Nie chcę tu w żaden sposób podważać wartości posiadania licznego potomstwa z małą różnicą wieku. Znam takie rodziny i uważam za ogromny skarb. Warto jednak docenić również pełne wykarmienie piersią: bez nerwowego, pośpiesznego odstawiania od piersi, z cierpliwym odnoszeniem się do potrzeby ssania dziecka. Warto nauczyć się cieszyć tym darem od Stwórcy- zobaczyć jego znaczenie dla dziecka. Być wdzięczną za ten dar.

Jest głęboko zakorzenionym mitem, że dziecko nigdy nie przestanie ssać bez siłowego odstawiania go od piersi, że im dłużej ssie, tym trudniej skończyć. Nieprawda! Dziecko wyrasta z karmienia piersią jak z za małych majtek. Wystarczy delikatnie pomóc dziecku, jeśli nie zrobi się z niego najpierw owocu zakazanego bądź zwyczajnie cierpliwie zaczekać.

Nie warto pośpiesznie przerzucać tego daru karmienia na krowę, bo odbija się to na całym społeczeństwie licznymi chorobami cywilizacyjnymi (liczne korelacje czyli współwystępowanie chorób cywilizacyjnych u matki i dziecka powiązane z karmieniem sztucznym pokarmem).

Podkreśla się zwłaszcza korzyści dla dziecka z karmienia piersią. Jednak wykazano, że kobiety karmiące piersią również wiele zyskują:

  • stosunkowo rzadsza zapadalność na raka jajnika i piersi;
  • na zawały serca, nadciśnienie tętnicze;
  • stwardnienie rozsiane;
  • w okresie menopauzalnym: rzadsze złamania kości udowej, osteoporozy;
  • zapewne wielu jeszcze powiązań nie odkryto- czekają na poznanie.

Owszem karmienie piersią  to również trud, ale warty podjęcia.

Mamy wielkie pragnienie posiadania kolejnego potomstwa? To świetnie: ale musimy też być płodni duchem. Rodzić te nasze starsze dzieci: do coraz większych wymagań, do wysłania ich w świat, do dzielenia się wartościami duchowymi z nimi. Jeśli ograniczamy naszą płodność do wymiaru wyłącznie duchowego, to tak jakbyśmy się uważali za aniołów- „jestem tak cudowna, że umiem być jako żona i matka płodna wyłącznie duchowo. Jeśli ograniczamy naszą płodność do wymiaru wyłącznie fizycznego: to sprowadzamy się do roli zwierzątek hodowlanych.

Trzeba dać sobie czas i otwartość i na płodność duchową, i na płodność ciała. Jedna wówczas wspomaga drugą. Przynosi dobre owoce.


Zostaw odpowiedź