|
|
|
Archiwum kategorii ‘O wychowaniu siebie i wychowaniu dzieci’
7 październik
Święty Franciszek 4 października otwiera uroczyście Tydzień Zwierząt.

Zwierzęta jednak w ogóle się tym nie przejmują.
Dzieci za to bardzo.
Chcą się więc dowiedzieć ręcznie:
- Po co psu mokry nos?
- Czy wygodnie siedzi się na psiej głowie, skoro brat siedzi jak na koniu?
- Czy ogon psa to taka wrodzona smycz?
- Czy pies lubi, gdy mu się wyrywa wąsy?
- Czy da się pobawić psim okiem?

Znam takich co mówią: „Mały łobuz- dokucza psu.”
Dziecko małe jednak nie jest złośliwe. Ono poznaje psa, jak umie. Jak jest małe, to nieporadnie, nieumiejętnie.
Mnóstwo uczenia czeka takiego człowieka.
Zwierzę też uczy dziecko.
Uczy, co mu odpowiada, a co jest już przesadą. Uczy, że zwierzę ma swoje zwierzęce prawa i umie się obronić.
Ten powyżej sfotografowany okaz uczy np. że pies jest miniaturą konia i można na nim pojeździć, posiedzieć, dotknąć śmiało i pogmerać w psim futrze, pokolegować się i pobawić w ganianego.
Dzieci potrzebują zwierząt do szczęścia czując w nich tak jak święty Franciszek bratnie dusze (choć raczej ożnaby powiedzieć: ciała). Zwierzę nie gniewa się, gdy dziecko za dużo gada, za dużo biega. Nie nosi urazy, jak jest młode jest nie lada kompanem do zabawy.

25 wrzesień

Tytuł powyższego dzieła 4-letniej osóbki: „Brat jeździ z taczką i z psem.
Kiedy jest się maluchem wszystko czuje się mocniej, wszystko urasta do wielkiej rangi.
Kiedy się jest w Zoo, słoń jest tak wielki, że sięga nieba.
Jak się idzie do Zoo jako dorosły, odchodzi się od wybiegu słoniowego zdegustowanym: „Eee, taki kurdupel, a się nazywa słoń”.
Dlatego tak boli, gdy jest się dzieckiem i dostanie się od brata po uchu.
Tyle lat straciłam na utopie, które szerzą pozycje typu”Rodzeństwo bez rywalizacji”, które udają, że są w stanie dzięki pedagogicznym trikom obezwładnić potwora, który się nazywa „zazdrość między dziećmi”.
No cóż, na krótką metę trochę mogą pomóc. Trochę podpowiedzieć.
Trochę.
No właśnie. Trochę.
Człowiek jak bumerang wraca do starych sposobów działania. A dzieci obrastają ranami serca, bliznami po bójkach, kłótniach, utarczkach.
A tak wiele ran mogłoby się zasklepić, gdybyśmy umieli przepraszać za dzieci: „Przepraszam Cię za niego, on jeszcze nie rozumie. Proszę, wybacz mu”.
My dorośli jeszcze nie wszystko rozumiemy. Znacie to?
„Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.”
11 sierpień
W macierzyństwie nie da się osiągnąć dojrzałości- trzeba do niej dorastać:
Jak rośniemy jako matki
7 lipiec
Jeszcze w podstawówce nauczycielka dawała nam przepis na grzyba:
1. Włożyć chleb do słoika.
2. Polać go wodą raz i drugi.
3. Nałożyć nań trochę brudu.
4. Zakręcić słoik i trzymać go w ciemnym, ciepłym miejscu.
5. Czekać aż wyrośnie piękna pleśń.
Teraz przepis na hodowlę Candida albicans (u dziewczynek drożdżyca) i innych drobnoustrojów chorobotwórczych:
1. Założyć dziecku szczelnie jednorazową pieluszkę.
2. Pozwolić mu w nią siusiać raz, drugi i trzeci (im więcej sikania, tym szczelniej chroni przed dostępem powietrza).
3. Dla pewniejszego efektu zaczekać jeszcze na jedną lub drugą kupkę i nie śpieszyć się z otwieraniem zawartości pieluszki.
4. Po zmianie pieluszki jak najszybciej założyć szczelnie nową, trzymać dziecko w cieple, najlepiej w upale i w pieluszce i w odpowiednio grubym ubranku. Przepis powtarzać odpowiednio dużo odpoczywając.
Po wykonaniu powyższego przepisu można cieszyć się pięknym zapaleniem pieluszkowym lub piękną drożdżycą i pogratulować sobie efektów swojej pracy i sprawnych działań marketingowych producentów pieluszek jednorazowych oraz stać się ekspertem w sprawie wypróbowywania kremów przeciw zapaleniu pieluszkowemu, przeciwbakteryjnych, przeciwgrzybicznych i innych.
Można też inaczej:
1. Pozwolić leżeć dziecku n golaska i w samym ubranku jak najczęściej (niezużyte podkłady poporodowe się do tego nadają, ceratki nakryte flanelową lub muślinową pieluszką).
2. Po każdej zmianie pieluszki pozwolić dziecku przeschnąć,, pofikać nóżkami „na goło”.
3. Nakładać bawełniane lub inne naturalne pieluszki jak najczęściej bez ochraniaczy, np. z samą zapinką Snappi.
4. Podziwiać zdrową pupcię swojego dziecka. Od czasu do czasu zaimpregnować ją np. olejem lnianym z pierwszego tłoczenia lub kilkoma kroplami mleka matki (trzeba pozwolić im wyschnąć).
Ten drugi sposób wymaga jednak więcej od rodzica, zwłaszcza kontaktu ze swoim dzieckiem.
Ciekawy sposób dwójmyślenia prezentujemy: sobie zakładamy zazwyczaj bawełnę, bo szybko się przekonujemy, że sztuczna bielizna =drożdżyca, ale dziecku pakujemy 100% sztuczną pieluchę przekonując siebie i innych, że to samo dobro.
Nieprawdaż?
23 maj
Żyjemy w Śmieciolandii i jeszcze dajemy się oszukać, że robią nam przysługę dając coraz więcej śmieci.
Dlaczego tak piszę?
Zaraz wyjaśnię, ale najpierw sytuacja z życia wzięta.
Dziadek do wnuczka: „Wyrzuć, proszę, te 4 worki po kurczakach!” Wnuczkowi chciało się przejść tylko połowę drogi do śmietnika, więc worki wylądowały w domku do zabawy- tam akurat wypadała połowa drogi. Worki pachniały apetycznie kurczakiem, więc zwąchał je młody pies i ze smakiem połknął.
Dzięki temu miał zafundowaną wizytę u weterynarza i picie zielonej mikstury, po której miał równie zieloną „minę” i biegi do Rygi.
„E, tam!”- powiecie może- „psa nie szkoda, bo to tylko pies”.
Ale innym razem może być dziecko.
Z Lidla, McDonalda, promocji i innych przybytków „cud-zabaweczki” przybywają dla dzieci (bo firmy nieźle na tym zarabiają). Oczywiście napisane, że dla dzieci powyżej 3 roku życia. A że dzieci powyżej 3 roku życia miewają rodzeństwo? No to po co są ci rodzice wyrodni- niech pilnują! Sklepiki mają prawo rozdawać, sprzedawać swoje cudowności „Niech się wnusio pobawi! Niech córeczka ma radość!”
Z mojego jednak doświadczenia pomimo że przed tymi zabawkami ostrzegają rodziców małych dzieci- tych do 3 lat, to nie mniejszym zagrożeniem są one dla starszych dzieci. Bo takie starsze dziecko ma więcej pomysłów. Może więc nie tylko skosztować gadżecik, ale włożyć go sobie do ucha, do nosa albo bratu gdzie się da.
Dajemy się nabierać na rozdawanie dodatkowych śmieciuszków- tylko kto to po nas posprząta? Podobnie z kupowanymi zabawkami. Dochodzę do wniosku, że więcej niż pudełko zabawek to zaśmiecanie domu i odbieranie radości dziecku i rodzicom. A Wy się zawsze cieszycie sprzątając te sterty zabawek? Dzieci się cieszą?
Niechaj zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię! Niech nas nauczy odróżniać to, co potrzebne od tego, co zaśmiecające nasz dom, nasze myśli.
22 styczeń
Pocieszała mnie kiedyś sąsiadka tradycyjnym powiedzonkiem, że „małe dzieci nie dają spać, duże dzieci nie dają żyć”.
Będąc mamą na 24-godzinnym dyżurze domowym chciałoby się czasem trochę „zrzucić” na męża ten trud, niepowodzenia, poczucie bezradności itp. Ale wtedy okazuje się, że sytuacja jeszcze bardziej się zaostrza albo nic to nie daje, albo mężowi ciśnienie skacze.
Co robić?
Nie ma uniwersalnych recept, a nawet jak są, to zapewne są niewiele warte. Czasem się dystansuję czytując kolejny raz „Mikołajka”, żeby w innym świetle popatrzeć np. na ulubioną rozrywkę chłopców: bicie się z przyjaciółmi i wrogami (co na jedno wychodzi w ich przypadku).
Kiedy” trujemy” mężowi o niegrzecznych dzieciach tuż po jego przyjściu z pracy, można spróbować przestawić tę kolejność: podzielić się z nim najpierw czymś dobrym, radosnym, powiedzieć o każdym z dzieci przede wszystkim coś dobrego.
Siać dobro, żeby wyrosło dobro. Uczyć swojego męża zrozumienia dla dzieci, ich problemów.
Wiśta wio, łatwo powiedzieć.
Widzę pewną prawidłowość (?), że im dzieci starsze, tym bardziej role się zmieniają- to mąż uczy mnie zrozumienia dla dzieci, ich wolności, odpowiedzialności.
Im dalej w las małżeństwa, tym bardziej wyczulone uszy na małżonka powinny nam wyrastać. Kochające uszy!
7 grudzień
Zamysł Boży co do małżeństwa i rodziny jest pełen błogosławieństwa, innymi słowy szczęścia.
Według Jego pomysłu relacja małżeńska ma dawać wiele szczęścia, bycie rodzicem ma dawać wiele szczęścia. A jak wiadomo „więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu”. Jest to więc pole do nauki dawania, do uszczęśliwiania współmałżonka, w drugiej kolejności dzieci.
Pan Bóg nie daje nam dzieci, byśmy robili z nimi, co nam się zachciewa. On je nam „wypożycza”. Zapyta nas kiedyś, jak z nimi postępowaliśmy. Był kiedyś taki piękny zwyczaj w katolickich rodzinach, jak przed niedzielną Eucharystią podejść do każdego członka rodziny i powiedzieć: „Wybaczam i proszę o wybaczenie!” Nic, tylko wrócić do tego zwyczaju.
„Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę,
gromadzi ją swoim ramieniem,
jagnięta nosi na swej piersi,
owce karmiące prowadzi łagodnie.” Iz 40,11
Nasze dzieci są jagniętami, my jako dzieci Boże jesteśmy jagniętami. Czasem jako matki karmiące jesteśmy dla siebie zbyt niecierpliwe, zbyt surowe, zbyt smutne. A Pan Bóg chce nam dawać tak wiele swojej łagodności… Nie postępuje z nami surowo, niecierpliwie.
6 grudzień
Nie ma jak wsparcie męża i ojca od początku: od poczęcia, w trakcie porodu, po narodzinach.
W tej lub innej formie nic go nie zastąpi.
Ojciec potrzebny od zaraz
I to nie dlatego, żeby deprecjonować rolę matki. Kochający ojciec nic nie ujmuje roli matki, on ją podkreśla, podnosi, docenia.
„Uczynię mu odpowiednią pomoc”- powiedział Pan Bóg o roli kobiety jako „odpowiedniej pomocy dla mężczyzny”. Kobiety, gdy to słyszą, buntują się czasem- „Pomoc? Nie chcę być traktowana jako pomoc domowa, jako ktoś drugorzędny!”
Słowo „pomoc” występujące w tym zdaniu spotykamy również w innych miejscach Biblii: Pan Bóg o sobie mówi, że jest „pomocą dla swojego ludu”. A więc nazywając nas -kobiety pomocą nie tylko docenia nas, ale bardzo dowartościowuje, widząc na jak wiele dobrego nas stać. Jak bardzo dobre i piękne jesteśmy w Jego zamyśle! Nie musimy być zazdrosne o rolę męską.
23 październik
Opowiem Wam bajkę.
Dawno, dawno temu, a może nie tak całkiem dawno ją usłyszałam. W każdym bądź razie ząb czasu ją nadgryzł, a moja pamięć mogła niejeden uszczerbek w jej treści uczynić. Niemniej spróbuję podzielić się tą bajką-niebajką, a przynajmniej jej sensem.
Była sobie pewna uboga kobieta. Stwórca przydzielił jej w życiu zadanie podlewania kwiatów w ogródku. Dał jej do tego kilka dzbanów, żeby nimi nanosiła wody ze studni oddalonej kawałek drogi i przykazanie, żeby wszystkich dzbanów używała. Nosiła więc wodę, by podlewać rośliny. Jednak jeden z dzbanów sprawiał jej ogromne trudności: był bardzo dziurawy, tak że gdy dochodziła od studni do ogródka, to zazwyczaj okazywało się, że wody w dzbanie już prawie nie ma. Kobieta dziwiła się, złościła, okazywała niezadowolenie: po co ma nosić tym dziurawym dzbanem wodę, skoro efekty są tak mizerne? Wolała zawsze używać dzbanów pełnych, niepopsutych- dzięki nim kwiaty w ogródku były dobrze i sprawnie podlane.
Pytała się Stwórcy, po co ten dzban dziurawy ma używać, ale zawsze dostawała odpowiedź, że dowie się potem. Dopiero gdy poszła do nieba otrzymała odpowiedź. Zobaczyła z góry ogród i całą okolicę. „Zobacz- powiedział Stwórca- całe dzbany posłużyły do nawodnienia ogródka ze zwykłymi kwiatami, ale dzięki dzbanowi dziurawemu wyrosły najpiękniejsze kwiaty wzdłuż drogi. Podlewałaś ich nasiona niosąc wodę uszkodzonym dzbanem.”
Różne trudności przeżywamy z naszymi dziećmi, z sobą samą. Jak je nazwiemy? Możemy je potraktować jako problemy i boczyć się na siebie, na dzieci, na Boga, że dał nam coś tak bezsensownego w życiu- taki trud, z którym, zdaje się, nie radzimy sobie.Taki ból, który przygarbia ramiona, odbiera radość życia.
Ale możemy też te trudy potraktować jak wyzwanie: i korzystać z tej szansy wydobycia tego boleśniejszego piękna, dobra, ukrytego głębiej, wymagającego nauczenia się czegoś więcej.
Chodziła ta opowiastka za mną i chodziła. A ja się opierałam jej urokowi i opierałam, myślałam o niej, że w przepaściach mojej pamięci zgubiłam jej piękno. Aż w końcu P. swoim dzisiejszym mailem sprowokowała mnie do podzielenia się nią- bardzo Ci dziękuję za niego!
Różne cechy dzieci sprawiają trudność- czy potraktuję je jako wyzwanie, dar? czy jako powód do narzekania, wiercenia dziury w brzuchu sobie, mężowi, dziecku?
„He he- zapewne powiesz-mam docenić upór moich dzieci, ich kłótliwość, nieposłuszeństwo? Mam docenić swoją skłonność do depresyjności, swoją samotność, swój gniew?”
Tak, ponieważ tylko w ten sposób wydobędziesz z nich: wytrwałość, współpracę i dogadywanie się oraz wolność swoich dzieci. Tylko dzięki twórczości w tej dziedzinie odkryjesz własną refleksyjność, samodzielność myślenia, własną pewność siebie.
Wyobrażacie sobie, że umiecie docenić te swoje trudne cechy? A tak właśnie patrzy na nas Stwórca i przez te nasze „dziury” wpuszcza jeszcze więcej łaski, jeszcze więcej dobra niż gdyby ich nie było.
|