Archiwum kategorii ‘Dzieci małe i duże’


Kamyki, muszelki i słońce, które utonęło

Dziś byliśmy na wieczornym zbieraniu kamieni i muszelek. Dzieci obserwowały „tonące” w morzu słońce.

Cenny jest taki wolny czas, bo można dać się oczarować własnym dzieciom:

  • że kamyczek ma różowe pasemko, a drugi jest brązowo-czarny;
  • że morszczyn wyrzucony na piasek może mieć pęcherzyki owalne, kuliste lub w kształcie serca;
  • że słońce zanim się schowa maluje wszystkimi odcieniami po wodzie i niebie;
  • że rybka wygląda na ranną jak rusza skrzelami.

Dzieci są wspaniałymi obserwatorami, one chłoną wszystko jak gąbka. Interesują je bardzo szczegóły i drobne sprawy, każdą można się cieszyć lub smucić. Nie ma czasu na obojętność ani takiej możliwości.

Dzieci są tak wnikliwe, że prędzej czy później widzą i naśladują: zachowania nas-rodziców, dziadków, opiekunek, kolegów, sąsiadów, przypadkowych przechodniów.

Dopóki są małymi dziećmi, to głównie nasiąkają naszym sposobem zachowań i bycia, jeśli damy im swój czas, siebie. Bo jeśli oddamy je w ręce babci na większość dnia, to głównie będą się uczyć od babci. Jeśli opiekunka większość czasu będzie spędzać z dzieckiem, to nasiąkają sposobem życia, mówienia, wyborami tejże niani.

Dlatego ceńmy bardzo ten czas, który możemy spędzać z własnymi dziećmi. To czas bezcenny, nie do stracenia. Nigdy już nie wróci do nas.



Dzieci i emocje

Zacznę o Tosieńce, a więc dziecku prawie małym (3 i pół roku), aby przejść do dzieci maleńkich.

Moje dziewczyny zaczęły rozmowę o ciuchach.

Tosia (3,5 r.): Mam dzisiaj bluzkę z telefonem.

Lidzia(10,5 r.): Bardzo ładna.

Tosia: Jak mi mama nałożyła tą bluzkę, to byłam trochę zła na mamę, a trochę dobra na mamę.

Tak sobie konwersowały moje piękne latorośle. Zadziwiła mnie moja mała Tosieńka precyzją nazywania uczuć i tym, że już nieduży trzylatek może przeżywać taką ambiwalencję. Zdziwiła- ale czy powinna zdziwić? Dzieci są w końcu specjalistami od emocji, żyją w ich świecie, póki są małe nie wypierają się ich.

Jeszcze nie tak dawno uważano dziecko przychodzące na świat za nieme, głuche i ślepe i w taki właśnie sposób się z nim obchodzono nierzadko. Jednak badania wykazują zupełnie coś innego. Owszem wzrok przez kilka pierwszych miesięcy nie jest doskonały, słuch też potrzebuje trochę czasu do adaptacji, „mowa” niemowlęcia też jest specyficzna, ale to nie znaczy, że dziecko nie posługuje się nimi dobrze w takim stopniu, w jakim tego potrzebuje.

Wzrok jest na tyle sprawny, by widzieć twarz matki karmiącej piersią, by widzieć ojca tulącego na rękach. Widzieć i nie tylko widzieć, ale nawiązywać również kontakt wzrokowy i emocjonalny.

Okazuje się, że noworodek ma zdolność porozumiewania się emocjonalnego z rodzicami, że te emocje w jakiś sposób rejestruje i nawet naśladuje niemal od pierwszych chwil. Jest mu to potrzebne, żeby nawiązać z własnymi opiekunami żywą, intensywną relację potrzebną mu do rozwoju równie bardzo jak mleko.

Dziecko rodzi się również z ukształtowanymi w pewnym stopniu preferencjami: woli głos swojej mamy od innych, woli również głos swojego taty, swój ojczysty język od innych.

Kto nie wierzy, zapraszam do zgłębienia lektury „Twoje zadziwiające maleństwo” Marshall H. Klaus, Phylis H. Klaus, gdzie te wnioski są przedstawione na pięknych ilustracjach.

Nie należy się bać „mowy” dziecka: jego płaczu, kwękania, kwilenia, wzdychania, posapywania, ruchów ciała, machania rączek i nóżek, kręcenia główką- przez te wszystkie oraz wiele innych sygnałów młody człowiek przekazuje nam informacje o sobie, o swoim samopoczuciu, o tym, co mu doskwiera, co cieszy, co niepokoi. Właśnie nasz lęk i niepokój, nerwowe reagowanie na różne sygnały wydawane przez dziecko nie pozwala nam się właściwie „uczyć” jego mowy. Maluchy inaczej płaczą, gdy chcą ssać, inaczej, gdy chcą odbić połknięte powietrze, inaczej, gdy niepokoi je kupka lub siusiu, inaczej, jak coś uwiera, inaczej, gdy chcą się wydobyć z męczącej samotności itd.

Tylko czy zechcemy cierpliwie słuchać swoje dziecko, nie zatykając go różnego rodzaju tłumikami? Ma to swoje wydatne wygody, ale bez porównania lepiej uczymy się rozumieć swoje dziecko, gdy nie stwarzamy „sztucznych” potrzeb, np. smoczkowych, flipsowych, lizakowych.