Paluszki do buzi czas brać

Często niepokoi matki to, że kilkutygodniowe niemowlę zaczyna brać do buzi paluszki, ba, nawet całą pięść i próbować je ssać. Obawiają się, że przerodzi się to w nawyk ssania palców, że dziecko będzie miało zły zgryz od tego itd.

Czy więc z tym walczyć?

Hm, zanim odpowiem na to pytania, może warto się zastanowić, skąd to się bierze, czemu to służy.

Czy nie cieszy wielu rodziców słodki widok rosnącego w macicy maleństwa, które ssie sobie palce? Które wkłada sobie rączkę do buzi? Czy to źle, że dziecko ma najwięcej zakończeń nerwowych właśnie na wargach, a w następnej kolejności na opuszkach palców? No cóż, tak po prostu jest. Na zdjęciach USG widzimy, że dziecko trenuje tą drogę usta-palce bardzo wcześnie- od 4 miesiąca od poczęcia bodajże. Jednak przychodzi ono na świat i trochę jakby o tym zapomniało, choć trenowało to przez wiele miesięcy.

Nie wiem dokładnie z czego to wynika. Czy z powodu odwróconego widzenia- dziecko po urodzeniu widzi wszystko do góry nogami, czy z powodu dominowaniu odruchowych zachowań, w każdym bądź razie nie jest to bardzo czytelne po urodzeniu, a wraca dopiero po kilku tygodniach z większą jakąś siłą.

Z perspektywy neurologii należałoby się z tego wyłącznie cieszyć: podstawowe połączenie nerwowe jest nieuszkodzone. Od tego właśnie rozpoczyna się mnóstwo poznawczych procesów: od poznawania własnego ciała, ust, palców. Bez tego nie ma ani dobrego trzymania, ani nawet umiejętności wkładania sobie czegokolwiek do buzi, np. w celu poznania, ale też potem w celu zjedzenia.

Można zauważyć, że dziecko zaczyna intensywnie wpychać paluszki do buzi pewien czas przed tym, jak rozpoczyna naukę dotykania przedmiotów, przytrzymywania ich, żeby w końcu całkowicie trzymać je w ręce. Palce z perspektywy dziecka są niezmiernie ciekawe: jest to zabawka ruchoma, wieloczęściowa, będąca dostępna w dowolnym czasie, znikająca i pojawiająca się w zasięgu wzroku, miła w dotyku, pod względem emocjonalnym dwufunkcyjna: i emocjonująca, i uspokajająca w zależności od potrzeby.

Nałogowe ssanie palców nie bierze się z potrzeby poznania własnego ciała. Droga do tego kompulsywnego ssania palców wiedzie którędy indziej:

  • braki w  noszeniu dziecka, przekładaniu go, masowaniu, dotykaniu czyli byciu w kontakcie z ciałem dziecka; co w zależności od rodzaju noszenia, dotykania może być bądź uspokajające bądź pobudzające;
  • braki w ssaniu odżywczym i nieodżywczym, które jest zdolny zaspokoić pobyt przy piersi;
  • zostawianie dziecka samotnego w sytuacji zmęczenia (chyba, że jest starsze i potrzebuje odpocząć od nas), usypiania;
  • samotne spanie maleństwa;
  • gwałtowne lub zbyt szybkie, zakończenie przez rodziców ssania czy to przez przedwczesne odstawienie od piersi czy to przez zabranie smoczków dziecku karmionemu sztucznie.

Nie znam dziecka, które śpiąc z rodzicami, będąc noszone w chuście (a więc wystarczająco często), będąc karmione według potrzeby piersią wystarczająco dlań długo, bez jakiejś ogromnej traumy ssałoby własne paluszki w sposób kompulsywny, nałogowy, trwający jakoś szczególnie długo.

Pora więc docenić niemowlęce zabawy paluszkami. Czy potem sami nie potrzebujemy tego wykorzystywać w dalszym rozwoju dziecka.

Polecam: Dagny Ślepowrońskiej  „Teatrzyk paluszkowy”. Coś dla przedszkolaka na poprawienie nastroju!


Zostaw odpowiedź