Karmienie piersią + praca zawodowa=wykonalne

Istnieje mylne przekonanie w społeczeństwie, że powrót do pracy zawodowej lub jej początek równa się końcowi karmienia piersią. Ten mit starannie podtrzymują i podsycają koncerny produkujące żywność dla niemowląt, bo bardzo dużo na nim zarabiają.  Oczywiście w pewnych sytuacjach może się to okazać niełatwe dla matki. Jednak często da się pogodzić karmienie piersią z pracą zawodową, nawet jeśli ten powrót musi być dość szybki. Najtrudniejsze jest to rozstanie jednak ze względów emocjonalnych i jest to trudne dla matki karmiącej w każdy sposób. Karmienie piersią ten ból wielogodzinnych rozstań potrafi osłodzić i załagodzić.

Znam mamy karmiące piersią, które skutecznie poradziły sobie z utrzymaniem laktacji podczas powrotu do zawodu nawet przy małym niemowlęciu.

Mamy korzystne prawo, które podczas pracy pozwala na zrobienie jednej półgodzinnej (czas pracy do 6 godzin) lub dwóch półgodzinnych przerw (powyżej 6 godzin pracy) na odciąganie mleka.

Gdy matki nie potrzebują odciągać, wykorzystują możliwość skrócenia czasu pracy o godzinę. Prawo też nie zezwala pracodawcy m.in. na zatrudnianie w nocy matki dziecka do lat 4 oraz wysyłanie jej na delegacje poza miejsce pracy.

Jak zapewnić dziecku odpowiedni dostęp do własnego mleka podczas powrotu do pracy:

  • wcześniejsze zrobienie zapasów swojego mleka (w zamrażarce -18 st. C może być przechowywane przez 3 miesiące) na pierwszych kilka dni, kiedy stres powrotu do miejsca pracy może utrudnić efektywne odciąganie; w temperaturze pokojowej mleko może być przechowywane dobę, w chłodziarce- parę dni; zrobienie zapasów może być zwłaszcza potrzebne, gdyby nie było możliwości odciągania mleka w pracy; lepiej mrozić więcej małych porcji niż nieliczne duże- dzieci karmione piersią zazwyczaj nie mają rozciągniętych bardzo żołądków;
  • podczas nieobecności matki podawać mleko którąś z metod alternatywnych, nie zaś butelką ze smoczkiem- mamy wówczas pewność, że po powrocie z pracy dziecko będzie ssało z równą skutecznością, nie nauczy się niewłaściwego ssania typowego dla smoczka; może to być łyżeczka, kubeczek, zestaw łyżeczki, kubek niekapek itp.; trzeba pamiętać, że w ten sposób można karmić dziecko, które nie jest bardzo głodne, w pozycji maksymalnie pionowej (innej niż do karmienia piersią); nie podajemy też smoczka uspokajacza;
  • po powrocie z pracy- dalej karmimy dziecko piersią, według jego potrzeb.

Kiedy mamy do czynienia z co najmniej 5-6-miesięcznym niemowlęciem możemy podczas nieobecności mamy podawać mu żywność uzupełniającą, nie ma potrzeby podawania mu mleka modyfikowanego, które jest żywnością wysoko przetworzoną, niepolecaną ze względu na wiele skutków ubocznych jej stosowania. Dziecko po ukończonym półroczu może więc jeść zupki, deserki, pić wodę, herbatki ziołowe, jeśli dobrze je toleruje.

Gdy dobro dziecka nakazuje karmić je jeszcze wyłącznie mlekiem mamy, a więc do ukończenia przez nie 6 miesięcy, na czas swojej nieobecności w pracy trzeba zostawić dziecku swoje odciągnięte mleko. Można odciągać je w pracy (podczas przerw, które nam przysługują ze względu na karmienie piersią), ale gdy nie ma takiej możliwości, można odciągać je w domu.

Jak odciągać skutecznie mleko z piersi:

  • przed odciąganie masujemy brodawki: poprzez kulanie w palcach, „nakręcanie zegarka”, masujemy całe piersi; jest to bardzo ważne, żeby odciąganie było skuteczne;
  • relaksujemy się podczas odciągania: myśli o dziecku, sprawianie sobie odrobiny przyjemności (picie, czytanie, oglądanie zdjęcia dziecka, muzyka itd.);
  • nie kontrolujemy ilości odciągniętego mleka patrząc się natarczywie: „leci czy nie leci?”- to działa przeciwko wypływowi; nie patrzymy na ilość odciąganego mleka, ważniejszy jest wystarczający czas: po 15 minut z każdej piersi (może być w systemie częstych zmian piersi: 7/7/5/5/3/3 minut);
  • w odciąganiu ręcznym ważne jest wymasowywanie mleka spod otoczki (ręce w chwycie C); główny błąd ociągania ręcznego to niepotrzebne ciśnięcie brodawki, co jest nieprzyjemne i nie daje dobrych rezultatów; dosyć dobre są również elektryczne odciągacze, gdyż pozwalają się nie skupiać na procesie odciągania;
  • jeśli odciągamy mleko dla dziecka na następny dzień podczas pobytu w domu, można wykorzystać naturalną oksytocynę umożliwiającą wypływ mleka, np. odciągając z drugiej piersi podczas karmienia dziecka z pierwszej albo od razu po skończonym przystawianiu dziecka.

Pierwsze dni w pracy.

Zwłaszcza jeśli nie mamy w pracy możliwości odciągania, warto szczególnie zadbać o siebie:

  • już w dni poprzedzające początek pracy warto urządzić coraz dłuższe wyjścia, żeby piersi stopniowo przyzwyczajały się do dłuższych przerw „odpoczynku”; nie ma sensu wymagać od dziecka, by chciało czegoś innego niż mleko, gdy ma mamę pod ręką; wcześniejsze stopniowo przedłużające się wyjścia (można poświęcić np. na fryzjera, spotkania itd.) pozwolą uchronić się od zastoju i zapalenia piersi;
  • picie naparu szałwi;
  • ew. odciągnięcie niewielkiej ilości mleka do odczucia ulgi.

Wydaje mi się, że zaakceptowanie nowej sytuacji wymaga czasu, cierpliwości, praktyki. Bardzo ważna jest tu też wrażliwa opiekunka zostająca z dzieckiem, która nie będzie czekać z nakarmieniem dziecka aż ono będzie bardzo głodne- powinna ona umieć wyczuć moment,kiedy dziecko jest tylko trochę głodne, zainteresowane światem, współpracujące. Wściekle głodne zadowoli się wyłącznie ssaniem, więc nie można dopuszczać do takiego stanu. Trzeba jej przekazać informacje dotyczące upodobań dziecka, przyzwyczajeń, itp. Niekiedy dość trudną rzeczą w łączeniu karmienia piersią i pracy jest znalezienie czasu na odpoczynek. Warto jednak zauważyć, że właśnie karmienie piersią jest takim czasem, kiedy powinnyśmy być dobre i dla dziecka, i dla siebie- jest to czas sprzyjający wypoczynkowi. Trzeba jednak sobie na niego pozwolić.


komentarzy 8 do wpisu “Karmienie piersią + praca zawodowa=wykonalne”

  1. Kasia napisał(a):

    Jako mama, która dwukrotnie wracała do pracy (raz dziecko miało 5 mies., raz 6 mies.), mogę potwierdzić że karmienie i praca się nie wykluczają. Miałam odciągnięte zapasy mleka, ale nie na tyle żeby starczyło na moją nieobecność, więc dzieci na początku dostawały podczas mojej nieobecności 2x mleko i 1 posiłek niemleczny (nie dałam się zwariować, ze dziecko musi pić tylko moje mleko do 6mies. – skoro nie miałam takiej możliwości). Posiłki niemleczne wprowadzałam na 3 tyg. przed powrotem do pracy. Moje mleko dzieci dostawały – ku zgorszeniu niektórych fanatyczek – w butelce – tak było wygodniej i poręczniej dla opiekunek. W żaden sposób nie zakłóciło to karmienia piersią (oboje karmieni powyżej 3 lat). Po powrocie z pracy pierś była dowoli dla dzieci. zawsze musiałam się błyskawicznie rozbierać, bo dzieci były zawsze bardzo niecierpliwe. Inne moje koleżanki, ktre karmiły, pracując, miały zbliżone doświadczenia. Nikt nie bawił się w podawanie odciągniętego mleka inną metodą niż butelka, a karmiły piersią ponad rok, czasem dwa, trzy.

  2. admin napisał(a):

    Dlaczego uważasz podawanie innymi metodami niż butelką mleka za fanatyczne? A może to wszechobowiązujące podawanie butelką jest fanatyczne? A może to dyktat reklamy, która oczywiście stara się nam wpoić nieodłączny związek dziecko+smoczki i butelki, jest fanatyczny? Wiesz, jestem konsultantem laktacyjnym i z tej pracy, pomagania matkom, mam takie doświadczenie, że ssanie smoczka potrafi różne rzeczy napsuć na różnych etapach karmienia piersią. Także możesz cieszyć się, że Wam nie zaszkodziło. Niemniej bardzo wielu dzieciom szkodzi, potem mamy rozbrajająco mówią: „nie chciało już ssać piersi!”, „nie miałam już pokarmu dla dziecka” itp.
    Druga sprawa: czy karmienie dziecka ma być wygodne dla opiekunki czy korzystne dla mamy i dziecka? Ja wychodzę z założenia, że powinno być korzystne dla mamy i dziecka. Mam doświadczenie, że nawet babcie i dziadkowie umieją się nauczyć podawania niemowlęciu mleka łyżeczką bądź kubeczkiem- a mówią, że starych drzew się nie przesadza! O ile oczywiście nie daje im się innej alternatywy i ukazuje ten wybór jako korzystny dla dziecka.

  3. Kasia napisał(a):

    Nie mówimy o noworodkach, ale o półrocznych niemowlętach, które umieją już ssać i podanie 1-2x butelki w ciągu dnia przez jakiś okres nie zakłóca odruchu ssania. Do Ciebie trafiają mamy z problemami, a nie mamy, którym się udaje. W rzeczywistości większość kobiet wracających do pracy i dalej karmiących podaje swoje odciągnięte mleko w butelce i nie kończy kp z tego powodu.
    Co do karmienia łyżeczką czy kubeczkiem – podanie porcji 120-150 ml mleka w ten sposób jest mordęgą – widziałam w akcji – bratanica była w ten sposób karmiona mm, bo nie uznawała butelki.
    Poza tym nie wszystkie dzieci umieją pić z kubeczka czy łyżeczki – moje nie umiały a ryzykować ich zdrowia w imię fanatyzmu nie zamierzałam.
    Pozwól więc, że by mamy same wybierały to, co najlepsze dla ich dzieci a nie demonizuj na zapas. Inaczej brzmi – można podawać butelką, ale trzeba uważać, bo u niektórych (niektórych, nie u wszystkich, nawet nie u większości) może zaburzyć to odruch ssania.

  4. admin napisał(a):

    Rozumiem, że doceniasz swój własny wybór.
    Oczywiście- żadne dziecko nie rodzi się ze zdolnością jedzenia z łyżeczki ani kubeczka, ani inną alternatywną metodą. Jednak nawet wcześniaki można tak karmić, robiłam tak na oddziale położnictwa.
    A cóż dopiero mówić o półrocznym dziecku! Jedzenia z butelki też dzieci się muszą nauczyć i jest to np. niekorzystne dla ich pracy serca. Przecież dla tak dużego dziecka- to jedynie niedługi czas na nauczenie się jedzenia np. z łyżeczki. Oczywiście wymaga to cierpliwości od opiekuna- ale czy nam ma zależeć na cierpliwym czy niecierpliwym opiekunie? Około pół roku zaczynamy podawanie dodatkowej żywności- dziecko też się nią dławi, nie jest to dla niego proste. Czy z tego powodu mamy rezygnować z niego? Tak wynikałoby z Twoich dywagacji.
    Wszyscy dziadkowie, babcie, mój mąż po moim krótkim instruktażu umieli sobie poradzić z karmieniem łyżeczką np. z miesięcznymi dziećmi. Mamy wcześniaków, którym pomagałam, jeśli trzymały się moich zaleceń- radziły sobie z dokarmianiem.
    To, że butlą podawano aż 100-150 ml, to też świadczy o niefizjologicznym wpływie butelki: zapewne z łyżeczki albo z piersi dziecko jednorazowo wolałoby zjeść mniej. A tak z butli je jednym ciurkiem cały czas tak samo szybko, co nie jest korzystne dla dziecka (z piersi je najpierw szybko i dużo, a potem mało i wolno).
    To, że Tobie i innym mamom się udało- nie oznacza, że inne mamy mam zachęcać do takiego ryzykownego zachowania. Tak jak nie zamierzam zachęcać do tego, żeby jeździć bez fotelika samochodowego, bo mi się udało nie raz przewieźć dziecko tak bez fotelika.
    Poza tym ssanie butelki i smoczków uczy innych niekorzystnych rzeczy: np. gryzienia w trakcie ssania. Nawet sporadyczne podawanie smoczka może być niekorzystne dla dziecka: czasem nie zawsze to od razu wychodzi, czasem około roku. Zachowania wyuczone mogą przeważyć nad tymi odruchowymi jakimi jest ssanie.
    Oczywiście- „wszystko można, ale nie wszystko przynosi korzyść”.
    Łatwizna nie jest dla mnie wyznacznikiem dobrego wyboru, ani to, że „komuś się udało”.

  5. Kasia napisał(a):

    Rozumiem, że dzielenie się swoim doświadczeniem, które jest inne od Twojego nie jest mile widziane. Liczy się tylko teoria zgodna z Twoimi poglądami (jakoś nie kojarzę, żebyś wracała do pracy, zostawiając w domu pół roczne niemowlę – może się mylę, ale od wielu lat czytam uczestniczę w forum dkp). Miałam to szczęście, ze w mojej pracy było kilka dziewczyn dkp i one też zostawiały swoje mleko w butelkach. No ale to nie ma znaczenia, bo robiłyśmy źle. bo nie wiemy, co dobre dla własnych dzieci. Czy tak naprawdę trudno uwierzyć, ze większości dzieci nie zaszkodzi ani smoczek ani butelka (wykluczam z tego noworodki)? Są wyjątki, ale mama powinna obserwować i jak widzi, że się źle dzieje, rezygnuje ze smoczka czy butelki. Karmienie siedzi w głowie, jak komuś zależy, zęby długo karmić, to myślisz, ze coś poza naprawdę poważnymi sytuacjami jest w stanie w tym przeszkodzić?
    A tak na marginesie – moje dzieci porcję 100 ml zjadały zazwyczaj długo, czasami przez godzinę, czasem na 2 razy, bo matka zapobiegliwa na butelkę dała smoczek noworodkowy.
    Dla mnie wyznacznikiem wyboru nie jest fanatyzm. Gdyby tak miało być sama od dawna bym nie karmiła ani nie udałoby mi się nikogo zachęcić do karmienia piersią.

  6. admin napisał(a):

    Oczywiście, że cieszę się, że dzielisz się swoim doświadczeniem. Nie cieszę się jednak z reklamy karmienia butelką, którą tu propagujesz: można, warto karmić, gdy się potrzebuje.
    Nie wiem, dlaczego piszesz o moim osobistym doświadczeniu- mam też zawodowe doświadczenie, które też coś znaczy.
    Owszem: trochę pracowałam, choć nie na cały etat i nie codziennie. Ale miałam też doświadczenie zostawiania dzieci na dzień i kilka dni z powodu pobytów w szpitalu.
    Oczywiście, że im później się wprowadzi butelkę, tym mniejsza szansa, że ona coś nabroi. Jednak właśnie starsze dziecko potrafi „wybrać” właśnie ten odmienny bardziej prymitywny sposób ssania czyli ssanie smoczka, a odrzucić pierś. Nie rozumiem, dlaczego tak personalnie moje argumenty odbierasz.
    Twój wybór- Twoje ryzyko. Niemniej- nie widzę powodu, by innych namawiać do ryzykownych zachowań i dlaczego masz mi to za złe. Nie muszę się zachwycać Waszym wyborem- on jest tak powszechny, że nie widzę w nim nic nadzwyczajnego, ale też nic korzystnego.

  7. Monia napisał(a):

    Ja bym chciała poruszyć kwestię prawnych uregulowań, bo kobiety często nie wiedzą jakie mają prawa i gimnastykują ię bardziej niż to jest konieczne. Polecam ten artykuł, na pewno wiele wyjaśni: http://www.eporady24.pl/karmienie_piersia_w_pracy,pytania,2,69,8788.html

  8. admin napisał(a):

    Przepraszam, że dopiero teraz zatwierdziłam Twój komentarz, ale masakryczną ilość Spamu miałam oraz choroby nas męczą.

Zostaw odpowiedź