Jeszcze raz Duchowe położnictwo

 „Jeśli przez całe życie nie robiłeś nic ciężkiego, są takie przejścia w życiu, które są ciężkie. Na przykład narodziny dziecka są jednym z nich. Jeśli będziesz kompletną ofermą przez całe życie, poród dziecka cię znokautuje, bo będziesz na to zbyt tchórzliwy. Ale jeśli robisz coś, co buduje twój charakter zawczasu, będziesz miał wystarczającą siłę charakteru, żeby mieć dziecko, i będzie to dla ciebie piękne i duchowe przeżycie.

-Stephen”

To ciekawa diagnoza. Diagnoza hipisa, męża hipiski- a mi się zawsze wydawało, że hipisi to tacy ludzie „wyluzowani”, nastawieni na życie „lightowe”, bez wysiłku. Ciekawe. Zgadzam się z powyższym cytatem w 100% przypominając sobie różne porody: i swoje własne, i te, którym mogłam towarzyszyć.

Jeśli kobieta całe życie z powodu miesiączki, „leczy się” środkami przeciwbólowymi (które w rzeczywistości nic nie leczą), jeśli każde przeziębienie, każda pospolita choroba również musi być znieczulona- to poród tym bardziej będzie czymś niewyobrażalnym bez znieczulenia. To gdy spotka nieokiełznane siły rodzenia, spanikuje i poprosi o cesarkę, znieczulenie itd.

Ina May Gaskin autorka zachęca, by wyzbywać się postawy narzekania. Jeśli nie zaczęło się tego wcześniej- ciąża jest takim ostatnim dzwonkiem na naukę. Jeśli bowiem całe życie narzekamy: na drożyznę, na polityków, że koleżanki, mąż nie tacy jak powinni, że pogoda pod psem, to poród będzie jednym wielkim powodem do narzekania i pasmem narzekania. To nie będzie on czasem otwierania się radosnego na dziecko i świętowania, ale jakąś niezrozumiałą bliżej męczarnią.

Pracujemy więc na swój poród wiele wiele czasu zanim on nastąpi.

W obecnych czasach, gdzie tak mało cierpliwości i zrozumienia, że dziecko ma swój własny czas rodzenia, gdzie tak wiele indukcji porodów (bo medycyna „wie lepiej”, kiedy jest termin porodu od samej natury)- niestety wielu kobietom jest on odebrany już na początku. Wtedy staje się zasługą lekarzy, położnych, to oni rodzą zamiast kobiety. Czują się z siebie dumni- jak ważni! Matka nie miała możliwości przekonać się, jak wielkie są siły rodzenia drzemiące w niej, uznano ją za niezdatną do porodu.  Znam takie sytuacje, gdy lekarz po szczęśliwym fizjologicznym(10 pkt w skali Apgar) acz trudnym porodzie komentował: „Pani w ogóle nie umie rodzić!” Jednak takie stwierdzenie i takie „wzmocnienie” kobiety świadczy przede wszystkim, że to lekarz nie umie rodzić, towarzyszyć w porodzie i nie umie właściwie pomagać.

Duchowe położnictwo czyli to, które otwarte jest na wymiar fizyczny, ale i duchowy szuka wzajemnego zaufania, szuka tych sił matczynych, wierzy w ich obecność i je wspiera. I wie dobrze, że nie są to tylko siły fizyczne, że wsparcie ducha rodzącej jest równie ważne.

Ina May Gaskin zachęca swoje rodzące, by mówiły w trakcie porodu swoim mężom, że ich kochają. Zauważyła, że wyznanie miłości czy słowami czy gestami czy słowami ma taką moc, że otwiera dosłownie kobietę. Pewnego razu badała kobietę ginekologicznie, kiedy ona wymawiała te słowa do swojego męża „kocham cię”- jak wielkie było jej zdumienie, że w trakcie badania szyjka rodzącej poszerzyła się o kilka centymetrów.

Kiedy nasze szpitale staną się miejscami, gdzie będzie miejsce na takie zaufanie między personelem a rodzącą parą, na taką prawdziwą intymność dla rodzącej?


Zostaw odpowiedź