Wolność w przeżywniu rodzicielstwa

Czasem się spotykam z takim stwierdzeniem: „Odstawiłam od piersi- wreszcie czuję się wolna”.

Gdzie jest nasza wolność? Czy w niezależności od dziecka? W tym, że nie musimy mu służyć sobą, swoją obecnością? Jaki to rodzaj wolności?

To może najbardziej wolni są ci rodzice, którzy najszybciej się pozbędą dzieci z domu i nie decydują się w żaden sposób im pomagać? A jeszcze bardziej wolne osoby samotne- nie mające dzieci?

Jakie to puste i płytkie pojmowanie wolności: otrząsanie się z drugiego człowieka-dziecka jak z uciążliwego balastu.

Można być wolnym i czuć się wolnym karmiąc piersią- bo dziecko nie jest balastem, kimś, kogo należy się pozbyć możliwie szybko, ale darem miłości. Karmienie piersią jest takim naturalnym darem- przydatnym na pewnym etapie rodzicielstwa. Otrząsanie się z tego daru karmienia piersią z niecierpliwością i bezrefleksyjnie bywa nierozsądne.

Niekiedy mamy karmiące dzieci powyżej roku skarżą się, że nie mogą nigdzie wyjść bez dziecka- bo ono płacze bez piersi. Myślę, że tu problem nie leży w karmieniu piersią, ale w czymś innym, ponieważ takie dziecko zazwyczaj jada już inne jedzenie, potrafi się z innymi dorosłymi bawić, wytworzyć więź.

Częściej problem leży:

  • w nieumiejętności zaufania osobom, z którymi zostaje dziecko;
  • w braku pokornego spojrzenia, że z nami matkami dziecko również płacze i to nierzadko- jest w końcu dzieckiem;
  • w tym, że za mało dbamy, by nasze dziecko miało też dobrą, bezpieczną relację z innymi osobami; to też wymaga naszego zaufania im;
  • w nas samych- niekoniecznie i nie zawsze w dziecku.

Gdzie leży nasza wolność? W tym, że umiemy wybrać dobro, choć ono niekiedy kosztuje wiele trudu. Dobro nie zniewala, ono uwalnia, uzdalnia do dawania, przyjmowania, czerpania radości z daru.

Taką prawdziwą  wolność daje Chrystus- wolność dziecka Bożego.

Mentalność- „nie muszę robić tego i tego, i wtedy jestem wolny”, „nie karmię piersią- więc jestem wolna, nie pomagam swojemu dziecku, więc jestem wolna”- to mentalność niewolnika. W tym wypadku rodzica-niewolnika, który jest tak zniewolony, że aż mu się nic nie chce, jak nie musi. Taki rodzic-niewolnik tylko czeka na oswobodzenie, kiedy wreszcie „nie będzie musiał” czegoś robić.

Matka w wolności wychowująca swoje dziecko- chce być matką, ciesząc się przemijającymi chwilami tej roli. Daje sobie ten czas i spokój, żeby obserwować jak dziecko dojrzewa, co mu jest potrzebne w tym  rozwoju, a z czego już wyrosło.

Szukam więc wyzwolenia w Ranach Chrystusa- i je znajduję. Poszukajcie i Wy 🙂


Zostaw odpowiedź