Wstyd z powodu karmienia piersią

W ciekawym społeczeństwie żyjemy, trochę schizofrenicznym.

Z jednej strony znieczulonym oglądaniem filmów, reklam zionących erotyzmem, nagością. Z drugiej strony podważającym sens i potrzebę naturalnego karmienia piersią widząc w nim obnażanie się kobiety, a nie zaspokajanie potrzeby dziecka.

Przez to nierzadko budzi się w karmiącej matce niepokój, czy robi dobrze karmiąc w tym czy owym miejscu, w parku czy na placu zabaw, w sklepie czy na ławce przy chodniku. Powiększa się on tym bardziej, gdy zamiast innych karmiących piersią matek widzi osoby karmiące przez smoczek, przez niekapki, dające smoczka-uspokajacza nawet bardzo małym niemowlętom.

Tak jakby karmienie piersią mogłoby być czymś wstydliwym, niewłaściwym. Nawet jeśli mama karmiąc piersią czuje zażenowanie z powodu obecności innych osób, nie świadczy to o tym, że jej zachowanie jest niewłaściwe. Świadczy bardziej o obawach, jakie ma z powodu spostrzegania kobiecej piersi w społeczeństwie jako obiektu seksualnego, a nie jako źródła pokarmu dla dziecka.

Czy jednak za tym odczuciem przykrości pomieszanej ze wstydem, zmieszaniem mamy podążać w swoich wyborach? Skoro uważamy karmienie piersią za normalne, naturalne, dobre, to dlaczego się wstydzimy?

Ten wstyd zapewne rozpowszechnił się z powodu zmieniania się wzorca społecznego. Gdyby wszystkie kobiety (bądź prawie wszystkie, np. 90%) mające małe dzieci karmiły je piersią i było to dla nich powodem do zadowolenia, dumy, to czy młode matki rozpoczynające swoją drogę macierzyństwa chowałyby się z własnym karmieniem? Gdyby znały „z widzenia” karmienie piersią w wykonaniu sióstr, sąsiadek, cioć itd., to czy sprowadzałyby je do podziemi, czy wstydziły by się tej oczywistości?

Gdyby i mężczyźni: ojcowie, bracia, wujkowie, księża, zakonnicy byli przyzwyczajeni, że normą dla małych dzieci jest karmienie piersią, to czy istniałby powód do jakiegokolwiek zawstydzenia? Niestety obecnie tak nie jest. Najbardziej rozpowszechniony jest wzorzec wszędobylskiego smoczka, jeśli nawet nie tego od butelki, to uspokajacza. Nawet małe dzieci kojarzą symbol „smoczek” jako znak niemowlęctwa, nawet te, które nigdy go nie używały. Poprzez zabawki, reklamy, kontakt z rówieśnikami szybko uczą się tego.

Zazwyczaj więc mamy wybierają środek, choć bynajmniej nie jest on złoty: karmią tam, gdzie ich dziecko jest głodne, starając się robić to jednak dyskretnie, bez zwracania na siebie uwagi, nie bardzo otwarcie tak by i dziecko było ukontentowane, i one same nie były narażone na czyjeś złe spojrzenia.

Jednak warto pracować nad sobą, by karmienie piersią dla nas samych, naszych rodzin było tak zwyczajną częścią macierzyństwa, byśmy nie dały się zwariować reklamie i sztucznym wzorcom. Nieraz trzeba uświadamiać sobie własne uczucia: skąd takie a nie inne emocje rodzą się w nas w związku z karmieniem piersią? I szukać rozwiązań, czasem zmiany w sobie, by być pewniejszą, a czasem zmiany zewnętrznej:

  • ubrania dające poczucie dyskrecji, np. poncha, karmienie w chuście, szukanie ubrań, w których czujemy się komfortowo karmiąc;
  • gdy czujemy się niepewne we własnym karmieniu piersią, nie wszystkim musimy zawsze otwarcie się do niego przyznawać; jeśli same potrzebujemy wsparcia w tym względzie, to aktywnie poszukujmy go u osób, które są przyjaźnie ustosunkowane do tej sfery macierzyństwa;
  • poszukanie innych mam karmiących w swoim otoczeniu daje poczucie bycia zaakceptowaną, normalności, współtowarzyszenia sobie;
  • nie pozwalanie na negatywne oceny karmienia piersią i nie wchodzenie w dyskusję z osobami wyraźnie uprzedzonymi do karmienia piersią: „uważam inaczej, proszę zachować swoje zdanie dla siebie”; „dlaczego Ci przeszkadza moje karmienie?”- zauważenie, że problem nie jest w mamie karmiącej, a w głowie osoby go zgłaszającej.

Trwają upalne miesiące, wiele kobiet chodzi po ulicach niemal roznegliżowanych. Karmienie piersią w tym kontekście i nasza dyskrecja, spokój karmienia przypomina o normalności, o tym, że trzeba się bardziej liczyć z kruchością dzieci niż ze skrzywieniem życia społecznego.

Czasami kobiety całkiem dobrze radzą sobie z karmieniem piersią niemowlęcia, a dopiero karmienie piersią w okresie poniemowlęcym zaczyna im doskwierać z powodu nieakceptacji społecznej. Stąd nierzadkie odstawienie w przestrzeni publicznej, a kontynuowanie karmienia w zaciszu domowym. Nie każde jednak dziecko jest jednak tak uległe, tak zgodne, by zaakceptować to rozwiązanie. Stąd pytanie: czy rzeczywiście warto bardziej cenić odbiór społeczny niż zgodę z własnym dzieckiem?


komentarze 2 do wpisu “Wstyd z powodu karmienia piersią”

  1. malucka napisał(a):

    „Z jednej strony znieczulonym oglądaniem filmów, reklam zionących erotyzmem, nagością. Z drugiej strony podważającym sens i potrzebę naturalnego karmienia piersią widząc w nim obnażanie się kobiety, a nie zaspokajanie potrzeby dziecka.” – tu nie ma schizofrenii. Dla nich pierś to źródło pobudzenia erotycznego i nie chcą jej identyfikować z czymś innym.

    Napiszę dlaczego ja nie karmię publicznie. 2 lata temu gdy moja koleżanka karmiła swoje dziecko piersią przy ścieżce rowerowej i zasłoniła dziecko pieluszką tak, że nic nie było widać i tak ludzie zatrzymywali się, wgapiali. Wtedy zrozumiałam, że nie da się karmić dyskretnie, że nie gapią się tylko jeśli kobieta się obnaży a wtedy narzekają na nagość. Dlatego zawsze szukam miejsca bez ludzi, proszę o wpuszczenie na zaplecze aby tam nakarmić. bardzo lubię pokój dla matki z dzieckiem gdzie jest leżanka bo do niedawna karmiłam tylko na leżąco. Teraz moje siedzące dziecko zje trochę również gdy siedzę. I gdy zaczęłam rozszerzać dietę to zabierałam ze sobą słoiczek/jogurt/owoc aby nakarmić czymś innym niż pierś, brałam niekapek z wodą. Moje niekarmienie publiczne to efekt upokorzenia jakie się dla mnie z tym wiąże, tego, że mam dość odwagi aby o dyskretne miejsce poprosić. Drażni mnie jednak, że tak mało takich miejsc jest, na cały UMCS żadnego pokoju dla matki z dzieckiem (karmię na zapleczu biblioteki), w Luxmedzie na Królewskiej też nie ma (karmiłam w nieużywanym w tamtym momencie gabinecie USG).

  2. marysia - molly bloom napisał(a):

    A ja, kiedy karmię, po prostu nie rozglądam się dookoła. Skupiam się na dziecku i dzięki temu nie widzę, czy ktoś się gapi czy nie. Nie obchodzi mnie to. Nie wiem skąd mi się bierze taka odwaga, bo w innych sprawach jestem bardziej wrażliwa na opinie innych, to chyba właśnie karmienie piersią i macierzyństwo dodały mi tej odwagi – tak myślę.
    A żeby było śmieszniej, to raz zdarzyło mi się tłumaczyć z karmienia i wszystko wyszło na opak. Byliśmy na placu zabaw ja i mój ponadroczny syn oraz jeszcze jedna mama z synem, na oko 3-3,5 latkiem. Mój Stefek podbiegł do mnie i zaczął po swojemu prosić o pierś, a ja się zawstydziłam i powiedziałam „oj synku, to może chodź do domu na obiad”, na co ta druga mama powiedziała „oooo, mój to za nic nie zrezygnowałby z piersi na rzecz obiadu” 🙂 okaząło się, że to mama długokarmiąca 🙂 ależ mi się zrobiło głupio 🙂 od tamtej pory przyznaję się do karmienia z podniesioną głową.
    Podczytuję Fizulo Twój blog i wreszcie coś napisąłam 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

Zostaw odpowiedź