Uważaj: Same Gafy

USG? A może to skrót od Uważaj Same Gafy?

Scenki z życia wzięte:

  • Z rodziny: Po połowie stanu błogosławionego kobieta robiła USG. Miała marzenie, że może trafią jej się bliźniaki. Cóż, lekarz ją rozczarował: „pojedyncza ciąża”. Kilka miesięcy później podczas porodu coś zaniepokoiło lekarzy. Zrobili więc znów badanie USG. „O, widzę tu dużo rączek, dużo nóżek”. Matka rodząca przeraziła się myśląc: „Czy to jakiś potworek?” „No co, nie wiedziała pani, że ma pani bliźniaki?”
  • Od sąsiadów z dołu: Lekarz na USG przestraszył moją sąsiadkę „To dziecko ma za krótkie nóżki!” Oczami wyobraźni ta mama już widziała swoje dziecko jako niepełnosprawne. Cóż, kiedy urodził się zdrowy chłopczyk ze zwykłymi nóżkami.
  • Znajomi z forum budowlanego i niedalecy sąsiedzi zrobili „wypasione” USG 4D czyli trójwymiarowe; otrzymali informację, że ich dziecko to dziewczynka; potem nowo narodzony Piotruś spał w samych różowych śpioszkach;
  • Skądinąd: pewność lekarska obwieściła obecność córeczki w łonie matki oczywiście na podstawie USG; po narodzinach rodzice do małego Michałka jeszcze rok później czasami wołali: Michalinko!;
  • Gremium lekarzy obwieściło matce, że jej dziecko nie rozwija się, serce nie bije; rodzice nie zgodzili się jednak na łyżeczkowanie; całe szczęście! po paru miesiącach urodziło im się całe i zdrowe maleństwo;
  • Historia od zaprzyjaźnionej mamy: na pierwszym USG okazało się, że dziecko nie ma nerek; wada letalna czyli wskazanie do aborcji od lekarza; na kolejnym USG okazało się, że jedna nerka jednak się rozwinęła, ale wadliwie, że to dziecko i tak umrze po narodzinach; rodzice jednak w swej miłości postanowili urodzić; na świat przyszedł cały i zdrowy człowiek;
  • Z oazowego kręgu rodzin; z powodu wykrycia dużej narośli na głowie lekarz sugerował pozbycie się dziecka czyt. aborcję; z tego też powodu konieczne było cesarskie cięcie; diagnoza się tym razem sprawdziła: narośl była w rzeczywistości ogromna, ale wystarczyło ją usunąć operacyjnie, była to zwykła torbiel;
  • Z wykładu dr ginekologii dla doradców życia rodzinnego: pani dr podważała sensowność tego co sama robiła, a mianowicie wykonywania USG w szczególności do 5 tygodnia; otóż w 5 tygodniu życia dziecka jego obraz na zdjęciach ultrasonograficznych może wyjść jako pęcherzyk zarodkowy, ale ma prawo też nie wyjść, nawet jeśli dziecko się rozwija prawidłowo; ale za to jaki stres i niepewność dla rodziców, gdy nie widać własnego dziecka, a oczekiwało się, że się je zobaczy.

Czy więc odrzucam tą zdobycz techniki, jaką jest ultrasonografia w skrócie USG?

Oczywiście, że nie. Jednak uważam, że jest to tylko niedoskonałe narzędzie, którym posługuje się również niedoskonały człowiek. Narzędzie, które używa statystyk, a jak wiadomo człowiek i krowa przechodzący razem przez most mają statystycznie po trzy nogi. Taka jest prawda tego narzędzia. Bez rozsądnego człowieka interpretującego obraz i te dane statystyczne narzędzie to nie jest wiele warte.

W mojej opinii przed połową okresu ciąży nie warto robić USG: zbyt duże ryzyko pomyłki, niemal żadnych możliwości pomocy dziecku. O ile około połowy ciąży w niektórych rzadkich przypadkach można robić dziecku nawet operację, pomóc podjąć dobrą decyzję odnośnie porodu, o tyle wcześniej poza straszeniem, poinformowaniem albo dezinformowaniem niewiele można zrobić, jeśli nie nic.

Inna sprawa, że są pewne poszlaki, że w okresie organogenezy a więc tworzenia wszystkich narządów dziecka, badanie USG może przynosić pewne negatywne efekty.

Czy można więc polegać na USG? Na pewno nie w pełni. W pełni tylko na Bogu.


Jedna odpowiedź do wpisu “Uważaj: Same Gafy”

  1. anna mama karmiąca napisał(a):

    Z mojego doświadczenia z USG, przy pierwszym dziecku pierwsze USG około 10 tygodnia miało być przez pochwę, po czym w gabinecie lekarz przeprowadziła przez brzuch i najadłam się strachu, że nie przygotowałam się do badania- nie wypiłam dużo płynów. Czytałam, że na tak wczesnym etapie nie powinno się robić prze brzuch bo może zaszkodzić dziecku. Strasznie się nadenerwowałam, że coś się maluszkowi stanie.

    Teraz mam pod sercem drugie dziecko. Lekarz wykonał mi USG w 5 tygodniu. Byłam na nie zapisana wcześniej, zanim z naszych obserwacji NPR wyczytaliśmy z Mężem, że będziemy mieć drugie dziecko. I poszłam na USG, powiedziałam lekarzowi, że mam w sobie dziecko. On zrobił USG i mnie „nastraszył”, że ” pęcherzyk za mały na piąty tydzień ciąży”. A tydzień był trzeci- od poczęcia. Tylko lekarze liczą od początku cyklu i jemu wyszedł piąty. Nadenerwowałam się czy wszystko jest w porządku z dzieckiem, ale uspokajał mnie fakt,że z NPR wiedziałam, że dziecko jest młodsze niż w obliczeniach lekarskich. Dziecko. Nie „pęcherzyk”.
    Drugie USG przy drugim dziecku miałam zrobić za dwa tygodnie. Jednak akurat nie było terminu na wizytę u lekarza po tym USG. Miałam termin do wyboru: tydzień 12 lub 15. Wybrałam późniejszy, żeby od lekarza nie usłyszeć, że „pęcherzyk za mały”. Lekarz na USG był niezadowolony, że tak późno, bo już nie zobaczy tego co chciał zobaczyć w tym wcześniejszym terminie na USG. Ale ja byłam pewna, że zrobiłam dobrze, bo wyszło z USG, że dziecko jest wielkości takiej, jak na dany tydzień ma według standardów lekarskich mieć. Choć troszkę martwiłam się że lekarz zwrócił mi uwagę.,

    Także różnie z tymi USG miałam. Te pierwsze, do połowy ciąży faktycznie więcej mi stresu strachu przysporzyły niż wiedzy. Aha. I teraz na tym USG w 15 tym tygodniu lekarz stwierdził, że jak chcę dokładne USG to w innej przychodni, bo tutaj nie ma 100% pewności, że jest wszystko dobrze. Zmartwiłam się i spytałam, czy uważa że coś jest nie tak z dzieckiem i że konieczne jest tamto dokładne USG. On na to, że nie, tylko że jak chcemy mieć 100% pewności to powinniśmy.

    Więc patrze z rezerwą na te badania

Zostaw odpowiedź