A było to tak…

Zaczęło się od bardzo miłego wywiadu z miłą dziennikarką. W trakcie wywiadu były zapewnienia o autoryzacji.

Potem Ewa- nasza znajoma zadzwoniła, żeby pochwalić, jaki ładny artykuł jest o porodach domowych z udziałem naszej rodziny. Autoryzacji nie było. Dreszcz niepokoju przeszedł mi przez plecy.

Wtedy mąż szybko kupił gazetę. Kiedy przeczytałam go, poczułam się wstrząśnięta. To nie moje porody, nie moje słowa, nie słowa mojego męża. Nigdy nie rodziłam tak krótko (2 godziny), nigdy nie kładłam po porodzie dziecka obok itd.

Mleko rozlane. Tylko dobro może nas uratować. Więc spróbowałam się podzielić odrobiną dobra pomimo wszystko.

O porodach domowych i nie tylko

Taki prezent urodzinowy dla Ignasia.


komentarzy 5 do wpisu “A było to tak…”

  1. Kasia napisał(a):

    Droga Izo!!!
    Właśnie przeczytałam artykuł o Waszych domowych porodach. Coś pięknego!
    Chwała Panu za takie Mamy…
    pozdrawiam Was serdecznie, Mama Bartłomieja, Marysi, Zuzanki i Sabinki

  2. Evik napisał(a):

    Czuję się trochę wywołana do tablicy, więc napiszę.
    Gościa kupiłam na spacerze z psem. I na tym spacerze go czytałam. Ucieszyłam się widząc zdjęcie Twoje, Andrzejka, Ignasia, Tosi i chyba Grzesia.
    Pewnie już się nastawiłam, z góry założyłam, że artykuł będzie super.
    Więc pierwsze wrażenie mogło być nieobiektywne. No, może byłam lekko zdziwiona tym fragmentem szpitalno-policyjnym.
    Pozdrawiam.

  3. admin napisał(a):

    Ciekawa jestem, Kasieńko, jak Wasze najmłodsze cudo?
    Cieszę się, że artykuł Ci się podobał 🙂

  4. admin napisał(a):

    Dla osoby z zewnątrz artykuł może się wydawać w porządku, dla mnie to był cios prosto w serce.
    Postanowienie: tylko wypowiedzi w formie pisemnej.

  5. admin napisał(a):

    Nie dziwię się pierwszemu pozytywnemu wrażeniu. Ale dla mnie tyle było tam dezinformacji jakby to nie były moje porody.

Zostaw odpowiedź