Upomnienia, kary i negatywne uwagi

Taki sympatyczny artykuł pomagający nam rodzicom wyzbyć się kompleksów, że wymagamy od własnych dzieci, że zwracamy im uwagę na niestosowne zachowania, że mówimy im czasem „nie” i wreszcie sięgamy też po różne kary:

Zabroń mi wreszcie

Artykuł długi i właściwie pokazujący oczywistą oczywistość, ale obecnym rodzicom zapewne takie rzeczy trzeba przypominać w epoce, gdzie parlamentarzyści wtrącają się w krytykowanie, karcenie dzieci (patrz: o ustawie antyrodzinnej). I grożą przy tym paluszkiem prawa stanowionego.

Właściwie w powyższej czytance nie ma nic nowego, ani nic specjalnie odkrywczego. Już wiele setek lat temu Biblia w o wiele krótszych i treściwszych słowach przedstawiała tę prawdę. Zajrzyjmy choćby do czytań z ostatniej niedzieli:

„Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo tego Pan miłuje, kogo karze, chłoszcze każdego, którego za syna przyjmuje.

Trwajcież w karności. Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił?

Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości.”

Z mowy o najlepszym wychowawcy – Bogu Ojcu możemy się uczyć i czerpać, jakimi my powinniśmy być rodzicami.

Z jednej strony takimi, którzy „przytulają do swojego policzka” dziecko w swej łagodności, a z drugiej strony takimi, którzy uczą dziecko przyjmować wymagania, uwagi, krytykę oprócz pochwał.

Jednej ważnej rzeczy zabrakło w tym artykule: zwrócenia uwagi, że te krytyki, kary powinny być adekwatne do wieku, a jeszcze bardziej do dojrzałości dziecka, tak aby mogło je przyjąć, zrozumieć, skorzystać z nich.

Innych bowiem rzeczy możemy wymagać od dziecka dwuletniego, a jeszcze innych od czteroletniego. Stąd i inne kary będą adekwatne, mądre dla różnych dzieci.

Negatywna krytyka, zwrócenie uwagi maluchowi, żeby miało to sens, musi być konkretne, konstruktywne. Słyszałam kiedyś uwagę matki do pełnoletniego syna, który przyszedł prosto od fryzjera: „Ty idioto, jak ty się  ostrzygłeś!” To nie jest konstruktywna uwaga, tylko bardzo raniąca, oceniająca. Gdy precyzyjniej wyrażamy swoje myśli, konkretniej, możemy mocniej oddziaływać na swoje dzieci, a mniej je ranić: „Przykro mi, ale nie podoba mi się ta Twoja nowa fryzura. Uważam, że o wiele bardziej Ci do twarzy w klasycznych strzyżeniach.” O ile pierwsza wypowiedź rodzi bunt i niezgodę na obrażanie, to druga daje bardziej do myślenia.

Kara nie będzie też adekwatna i przynosząca dużego pożytku, jeśli będzie wyładowaniem się na dziecku. Wyżywanie się- tego po prostu nie można robić.

Krytykując i karząc w duchu miłości własne dziecko trzeba się więc wyzbyć kompleksów, że robi się coś niewłaściwego. Dziecko potrzebuje uczyć się przyjmować i pochwały, i krytykę- są to dwie strony tego samego medalu dobrego wychowania.

Słowo Boże rzeczywiście najlepiej zna serce człowieka. Sami też zapewne pamiętamy, że sami byliśmy besztani, krytykowani, karani przez naszych rodziców- i wówczas nie było to dla nas przyjemne. Jednak mądrą krytykę, słuszne kary jesteśmy w stanie docenić z perspektywy wielu lat, niektóre dopiero wówczas, gdy sami zostajemy rodzicami.

Tak się wymądrzyłam, ech, ale samo życie nie jest takie łatwe.

Choć jeśli ktoś jeszcze nie zaczął uczyć dzieci wartościowego karania, może warto zacząć od najbardziej naturalnych kar (zrozumiałych!- a więc jeśli dziecko nie rozumie, co do niego mówimy, np. z powodu jego zmęczenia, to lepiej sobie darować), typu:

  • rozlałeś-wytrzyj;
  • rozrzuciłeś-pozbieraj;
  • zgubiłeś- no to nie masz.

Czyli poznawanie zwykłej konsekwencji własnego działania. Małe dzieci, jeśli się na nie mocno nie gniewa, entuzjastycznie podchodzą do kar. Fajnie jest tak sobie szmatą pomachać po wodzie, którą się wcześniej rozlało, zwłaszcza gdy się jest dwulatkiem i dostało się od mamy ciekawą ścierkę, a w wykonaniu kary ma się pomoc własnej mamy.

Nie bójmy się karać naszych dzieci, wówczas kary będą bardziej adekwatne, gdy nie będą podszyte lękiem, złością.

Myślę, że jest to zadanie na lata. Ech, dużo nauki przed nami 🙂


Jedna odpowiedź do wpisu “Upomnienia, kary i negatywne uwagi”

  1. Katarzyna napisał(a):

    Fizulo, wszystko pięknie, tylko jedna uwaga – to, o czym piszesz, to nie karanie, tylko wyciąganie wobec dziecka konsekwencji wynikających z jego działań. To, że dziecko ma wytrzeć to, co rozlało, to nie żadna kara, tylko zwyczajna konsekwencja i oczekiwanie odpowiedzialnego zachowania. Pilnowanie by dzieci (na miarę ich możliwości) ponosiły konsekwencje swoich zachowań jest bardzo wychowawcze i zazwyczaj przyjmowane przez dzieci naturalnie. Co innego kary, które często nie mają nic wspólnego z zachowaniem – np. za to, że rozlałeś nie będziesz oglądał bajki – i bywają dla dziecka niezrozumiałe i odbierane przez nie jako krzywdzące, a dla rodzica bywają częściej formą wyładowania swojej złości, niż narzędziem świadomego wpływania na zachowanie dziecka.

Zostaw odpowiedź