Dziecka miejsce przy sercu matki

Prawidłowe karmienie piersią to tulenie dziecka do siebie. Przytulanie go do serca dosłownie i w przenośni.

Zdarzyło mi się jednak w praktyce konsultanta laktacyjnego widzieć też dziecko karmione piersią- odsunięte od jej ciała. Skutki opłakane- poranione brodawki matki, dziecko nienajedzone (z powodu zbyt płytkiego przystawienia do piersi).

Przytulenie do serca jest wpisane głęboko w karmienie piersią. Niestety gdy zabraknie tego głębokiego nastawienia serca na dziecko, staje się ono karykaturą samego siebie.

Mam tu na myśli te matki, które zaczynają karmić dziecko piersią ze złością, gniewem, jakimś wewnętrznym rozdrażnieniem. Czy więc z powodu tych uczuć powinnyśmy przestać karmić naturalnie swoje dzieci?

Nie, powinnyśmy natomiast zacząć wychowywać swoje serce. By było przy dziecku. By było sercem matki kochającej, nie zaś dziewczynki, która się łatwo niecierpliwi, zraża, buntuje czy dąsa.

Kiedy sama miałam z tym ogromne problemy, zauważyłam, że naturalnym korzeniem tej sytuacji jest fakt, że należę do pokolenia, które nie było karmione mlekiem matki lub w dalece ograniczony sposób. Brak doświadczenia tej ogromnej dawki fizycznej obecności, czułości matczynej, jej dyspozycyjności to jakaś wyrwa w psychice dziecka. Brak też nam było i jest widoku wielu innych karmiących mam. Brakuje wspólnego karmienia i wspólnych rozmów.

Czasem się wydaje, że już się jedno czy dwójkę wykarmiło, czy podchowało w miarę cierpliwie, to kolejne będzie łatwiej, spokojniej.

Nic bardziej błędnego.

Za każdym razem trzeba pracować nad sobą. Cierpliwość, wytrwałość nie jest dana raz na zawsze.

I nawet po zakończeniu karmienia piersią- co prędzej cy później musi przyjść, dziecko upewnia się, czy znajdzie miejsce w sercu i przy sercu mamy.


komentarze 4 do wpisu “Dziecka miejsce przy sercu matki”

  1. Monika napisał(a):

    Zawsze wiedziałam, że będę karmić piersią, ale moje „przebudzenie” nastąpiło, kiedy nasza córeczka miała już kilka tygodni. Stało się to m.in. za sprawą Twojego bloga, książki dr Nehring-Gugulskiej i innych źródeł, do których dotarłam i które pokazały, jak fascynującym, ale przede wszystkim szerokim zagadnieniem jest karmienie naturalne. Pamiętam ze szpitala, kiedy leżałyśmy z Marysią po porodzie, taką karteczkę przyklejoną do każdego dziecięcego „łóżeczka” (nie zacytuję dokładnie, ale to było coś w stylu): Mamo, pamiętaj, po karmieniu odłóż mnie do łóżeczka. Czyli zadaniowo: „podnieś-pokarm-połóż z powrotem”. A gdzie miejsce na czułość? Na tę właśnie bliskość, której nowonarodzony dzidziuś chyba desperacko potrzebuje? Im więcej czytałam, im więcej miałam przemyśleń, tym bardziej odważałam się na swoją drogę karmienia. Wbrew komentarzom i radom. „Miłość cierpliwa jest”, tej cierpliwości uczy również karmienie, chociaż sama przyznaję, że są momenty, kiedy człowiekowi wydaje się, że już nie da rady 🙂 Dobrze wyciągać wnioski z tej nauki cierpliwości przy karmieniu, bo przecież potem są następne etapy wystawiania naszej cierpliwości na próbę, np nauka korzystania z toalety, bunt dwulatka, a Ty możesz wskazać całe mnóstwo kolejnych 🙂 A ponad tym wszystkim: „Chrystus Pan karmi nas Swoim Świętym Ciałem – chwalmy Go na wieki!” Czyż ja przez ułamek życia nie mogę oddać ukochanemu dziecku tych piersi, których Ono potrzebuje? Mogę, chcę, oddaję i biegnę, bo dziecko wzywa 🙂

  2. admin napisał(a):

    Ale pięknie napisałaś- aż się wzruszyłam 🙂 Dzięki

  3. Monika napisał(a):

    Dzięki, ale to Ty znakomicie piszesz o karmieniu 🙂 Kierujesz optykę na Dziecko i to jest bardzo dobre. Popatrz: mówimy, myślimy JA (czy jeszcze lepiej MY) pragnę/pragniemy dziecka. Ono się poczyna, z radością na Nie czekamy, potem przychodzi na ten świat. I bardzo łatwo w tym JA pozostać, bo: JA jestem zmęczona, JA już nie mogę, JA mam prawo, JA chcę wrócić do pracy, żeby się realizować. I po tym wielkim pragnieniu, po jego zaspokojeniu wracamy sobie spokojnie do punktu wyjścia, którym było i nadal jest to JA. Oczywiście ja 🙂 rozumiem, że macierzyństwo to nie jest okładka kolorowego pisma, to i trud, i niepokój, i zniechęcenie, i zrezygnowanie. Znam takie mamy, które uciekają z domu, najczęściej w pracę, i choć staram się Je zrozumieć i oczywiście daję prawo do samostanowienia, to mimo wszystko zawsze żal mi tego pozostawionego Dziecka.
    Iza, gdybyś miała czas to napisz proszę, czy coś takiego, jak „zbyt mała ilość pokarmu” w ogóle istnieje? Znam z opowieści kilka takich historii, tzn. stwierdził to lekarz albo położna i kończyło się oczywiście na dokarmianiu MM bądź tylko sztucznym karmieniu.

  4. admin napisał(a):

    Istnieje, bo istnieją sytuacje chorobowe u mamy i dziecka oraz mnóstwo zaburzeń jatrogennych (czyli spowodowanych błędami opieki medycznej) w tej akurat dziedzinie. Jednak najczęściej takie sytuacji za małej ilości mleka są powodowane: butelką i smoczkiem, rozdzieleniem matki i dziecka, błędami w przystawianiu. niezmiernie rozpowszechnionymi mitami laktacyjnymi i postępowaniem wg nich zamiast skorzystaniem z sensownej pomocy, uczeniem dziecka ssania wg godzin lub przesypiania nocy. Co gorsza niektóre z mitów są szeroko rozpowszechnione wśród służby zdrowia. Temat-rzeka. Spróbuję coś wykrzesać z siebie więcej na blogu.

Zostaw odpowiedź