Gdy rodzi się owoc miłości…

Radość jest życiem dziecka

Mama rodząca jest jak kwiat.

Żywy, piękny. Rodzący owoc.

 

Potrzebuje więc:

otwierać się

po-wo-lut-ku

po tro-sze-czku

po ci-chu-tku.

 

Potrzebuje:

chodzenia na paluszkach,

żeby nie przestraszyć dziejącego się cudu,

wzmacniania wiary, że staje się dobro,

wzbudzania nadziei, że ta gwiazda doprowadzi na spotkanie,

atmosfery miłości, żeby przepędzić strach, który bywa ukryty w bólu.

 

Potrzebuje:

ciepła,

żeby rozchylić płatki ciała,

cierpliwości,

żeby się lękowi nie poddała.

Potrzebuje:

rąk, które się wyciągną serdecznie po dziecko,

serca, które ośmieli ją, by wyciągnęła również ręce na spotkanie skarbu.

 

Tyle, że kwiaty z reguły nie są zaprogramowane na standardowe dawki sztucznych substancji podawanych przez kroplówkę. Nie są zaprogramowane rozkazem owocowania, „bo już termin”. Kwiaty przestają pachnieć wtłaczane w sztuczne nawozy. Kiedy się je bada, dotyka bez delikatności, bez miłości- bywają jak mimoza, uciekają wgłąb, w nie-rodzenie, w zablokowanie na dziecko.

Dlatego dom jest tak dobrym miejscem do rodzenia.

 

Ale  jeśli nie możesz rodzić w domu z powodu własnych chorób, chorób dziecka, przeciwwskazań-

stwórz swojemu dziecku na czas przychodzenia na świat:

dom modlitwy swojego ciała,

dom radości,

dom oczekiwania stęsknionej miłości,

dom błogosławieństwa.

„Wszystko jest łaską”


Zostaw odpowiedź