Sztuka cierpliwości

Karmienie piersią jest sztuką cierpliwości, ale też wiary we własne matczyne predyspozycje. Sztuką cierpliwości, która ma szansę się rozwijać u początków rozwoju laktacji, ale też podczas tzw. kryzysów laktacyjnych oraz podczas zakańczania mlecznej przygody.

 

Cóż jednak robić, gdy nawet bliscy podważają tę wiarę:

  • powiedzieć wprost, że w okresie, kiedy rozwijamy laktację nic nie jest tak bardzo potrzebne karmiącej mamie, jak wspieranie, a nie powątpiewanie w nią; jeśli chodzi o relacje z mężem, innymi facetami, to najlepiej konkretnie powiedzieć, czego się potrzebuje: jakich słów, jakiego (KONKRETNEGO) zachowania, a co utraudnia karmienie; jeśli to nie pomaga- to należy powtarzać to, czego potrzebujemy aż do znudzenia czyli zastosować metodę zdartej płyty; faceci są zbudowani w sposób prosty- trzeba do nich mówić faktami konkretów; jeśli narzekamy na karmienie piersią, nie dziwmy się, że otrzymamy rzeczową radę; jeśli nie chcemy jej otrzymać, z góry trzeba poinformować, że chcecie być TYLKO wysłuchane i nie chcecie w tej kwestii porad;
  • szukać wsparcia gdzie indziej dopóki bliscy nie zaczną się przekonywać, że jesteśmy najlepszymi karmicielkami naszych dzieci, jakie mogą być; mogą to być przyjaciółki, znajome, które karmią/wykarmiły skutecznie piersią swoje dzieci, doule, konsultanci laktacyjni etc.;
  • pokazać, że jesteśmy ekspertkami w sprawie karmienia piersią swojego dziecka i opieki nad nim; nie podważają tego w żaden sposób incydenty nieutulonego płaczu dziecka- czasem (lub systematycznie w czasie kolek) to się zdarza nawet bardzo doświadczonym matkom i ich dzieciom; ale to matki wiedzą o swoich dzieciach najwięcej z tego prostego powodu, że spędzają ze swoimi dziećmi najwięcej czasu, patrzą na swoje dzieci, przyglądają się każdemu szczegółowi zachowania, wyglądu, słuchają rodzajów kwileń, jęków, płaczów, wąchają je; to matki też są ekspertkami w sprawie karmienia piersią dziecka: „Jeśli, kochany mężu, jesteś lepszym ode mnie ekspertem w sprawie karmienia piersią, to proszę chociaż raz skutecznie nakarm dziecko swoją piersią”- można rzec wątpiącym małżonkom- „a jeśli nie jesteś w stanie, to patrz, podziwiaj  i ucz się”.
  • wziąć argumenty cięższego kalibru: „Czy ciebie, kochany mężu, z tego powodu, że na przykład zmęczyłeś się biegiem/wchodzeniem po schodach (itd.- to wstaw ulubioną dyscyplinę sportu swojego męża), też mam podejrzewać o to, że masz za mało mięśni do ćwiczeń, jak ty mnie podejrzewasz o to, że mam za mało mleka?”; trzeba uświadomić swojego męża, że pierś nie jest jak sklep z towarem, w którym po skończeniu towaru, sprzedawca nie jest w stanie sam wyprodukować danej rzeczy; pierś jest jak fabryka- to że dany towar w fabryce się skończył nie stanowi problemu, bo o ile zgłasza się zapotrzebowanie (popyt), to fabryka jest w stanie wyprodukować dany towar; tym zgłaszaniem zapotrzebowania (popytu) jest skuteczne ssanie dziecka i skuteczne odciąganie; karmienie piersią ma wiele wspólnego z układem krwionośnym- pierś jest niezwykle mocno ukrwionym narządem; czy jeśli np. kończyna nam ścierpnie, jest lekko niedokrwiona, to znaczy, że brakuje nam krwi? oczywiście, że nie- pozwolenie na dopływ krwi, np. rozluźnienie opaski uciskowej pomaga w jej dopłynięciu.

Nie dajmy sobie odebrać mlecznej więzi, która jest więzią miłości, nawet jeśli jest ona komuś nie w smak, nawet jeśli ktoś inny jej nie rozumie. To my mamy jesteśmy w rozumieniu jej najlepsze, jeśli z cierpliwością i skutecznie ją rozwijamy w zgodzie ze swoim dzieckiem.

Wasze karmienie piersią to nie tylko mleko, to Wasze ciepło, Wasza obecność, Wasze spojrzenie.

One wszystkie się liczą.

Wasza doula- Fizula 🙂


Zostaw odpowiedź