8-miesięczna radość

Małe dziecko jest jak delikatna sadzonka. Na pewno zmienia nas- rodziców, zagłębiając się w rodzinnej ziemi naszych serc. Jeśli myślimy o wychowaniu go, to chyba bardziej powinniśmy wychowywać siebie, od siebie wymagać, a małego człowieka, co najwyżej ukierunkowywać bardzo delikatnie, z radością, zrozumieniem dla jego kruchości.

No i wprowadzanie dziecka w zaskakujący świat „dorosłego” jedzenia jest dla dziecka pierwszym wychowaniem.

Po pierwsze nie jest wcale takie oczywiste, że taki 8-miesięczny człowiek jest już w 100% gotowy, by jeść dodatkową żywność oprócz mleka mamy. Na taką gotowość wskazuje:

  • zainteresowanie jedzeniem, tym, że inni jedzą;
  • chęć wkładania sobie fragmentów jedzenia do buzi;
  • zanika odruch wypychania z buzi kawałków jedzenia;
  • umiejętność siedzenia: ważna, by się nie zadławić kawałkami stałego jedzenia.

Spójrzmy na zdolność jedzenia, żucia, połykania jak na każdą inną czynność.

Kiedy zaczynamy się uczyć jakiejś czynności:

  • ma prawo nam to nie wychodzić;
  • robimy to słabo, możemy stopniowo się ośmielać; czasowo może nam niknąć zapał do dalszych postępów;
  • łatwiej przychodzi nam nauka, jeśli podawana jest w formie zabawy, z radością; tzn. że najważniejszy jest nastrój jaki wprowadzamy wokół tej czynności czy pozwolono nam się nią cieszyć;
  • dobrze nam się uczy, gdy mamy dobry wzór czyli widzimy, jak daną czynność robią osoby, które mają już wprawę;
  • źle działa na nas przymus, wywieranie presji, ponieważ rodzi to bunt lub niechęć;
  • ważne jest też, by materiały, na których się uczymy (jakość jedzenia), sprzyjała dobrym nawykom na przyszłość;
  • naukę rozpoczynamy od łatwych umiejętności do coraz trudniejszych;
  • jeśli od początku nie będzie tego robił ktoś za nas, tylko sami będziemy sprawcami, to więcej się nauczymy.

Co to oznacza dla wprowadzania żywności uzupełniającej czyli bezmlecznej:

  • dziecko ma prawo jeść mało, słabo sobie z tym radzić (np. do 24 miesiąca a nawet dłużej mogą być w kupie kawałki jedzenia mało strawione), ta nauka ma prawo przebiegać w kształcie sinusoidy czyli po okresach, gdy dziecko chętnie je, mogą być okresy, gdy wraca z powrotem do piersi mami itd.; i takich „falowań” może być wiele; czyli jeden kroczek wprzód, dwa w tył to normalka;
  • nastrój radości i dobrej zabawy w czasie jedzenia jest w tym okresie ważniejszy niż to, ile dziecko zje i czy w ogóle zje; czyli pozwólmy dzieciom cieszyć się jedzeniem, dziwić, próbować lub odrzucać, brać w rączki, robić eksperymenty jedzeniowe;
  • pozwólmy małym dzieciom wypluwać- to niezmiernie ważna umiejętność, gdyby w przyszłości wzięły coś trującego, niejadalnego, popsutego do buzi;
  • nie róbmy z dziecka pępka świata- jedzmy w tym czasie i sami cieszmy się jedzeniem, wspólnym byciem zamiast kontrolą, ile drugi człowiek zjadł; choć w tym okresie warto odrobinę zwrócić uwagę, jeśli dziecko nie zje w ogóle lub zadziwiająco mało, gdyż może to oznaczać złe samopoczucie, bezobjawowo przebiegającą chorobę lub jej początek; ale bez paniki: może też po prostu oznaczać, że dziecko potrzebuje akurat się zregenerować przy źródełku mlecznym;
  • ważniejsze jest nie to ile dziecko zjadło, a jakość tego jedzenia; czyli rodzice są odpowiedzialni, by podać dziecku wartościowe jedzenie zawierające wszystkie składniki; w wieku 8 miesięcy, gdy dziecko jest karmione wg potrzeby piersią wystarczy zazwyczaj 3 posiłki dziennie; a więc rodzic podaje wartościowe jedzenie odpowiednio często, ale to dziecko decyduje, czy zje i ile zje;
  • łatwiejszym do strawienia, przeżucia są zazwyczaj pokarmy ugotowane i pieczone, a także miękkie, rozdrobnione lub pokrojone; czyli jabłuszko można ugotować na parze lub w piekarniku i pokroić dla dziecka w słupki, które łatwo mu będzie wziąć do ręki; lub skrobiemy jabłko łyżeczką i karmimy łyżeczką w taki sposób, by ono samo językiem zgarniało jedzenie z łyżeczki; nie wycieramy za dziecko jedzenia o górną wargę! Jeśli dajemy zupki, to najpierw rozgniecione, a jeśli dziecko sobie z tym radzi, to
  • proponujemy, kładziemy przed dzieckiem, bez wywierania presji- dzieci potrafią się cieszyć poznawaniem jedzenia, to jest też ważne dla jego bezpieczeństwa, żeby się nie zadławiły. Kosztowanie to jest pierwszy etap nauki jedzenia, który rozciąga się na drugie półrocze, drugi rok życia, a nawet dłużej;
  • tak samo jest z wodą- proponujemy ją, nie zmuszamy; w drugim półroczu można proponować w zwykłym kubeczku, przez rurkę, w butelce z ustnikiem, łyżeczką, kubkiem pochylonym. Nie ma co uwsteczniać dziecka i proponować mu butelki ze smoczkiem, bo to w dalszym ciągu możliwość oduczenia właściwego sposobu ssania, nabycia niewłaściwych nawyków (np. gryzienia piersi). Dopóki dziecko dużo ssie, to jest dobrze nawodnione, ponieważ mleko mamy to w 87% woda, a więc nie potrzebuje dużo/niemal wcale wody.

Najczęstszy błąd popełniany przez mamy:

  • Aby wzrosła akceptacja danego smaku potrzeba średnio skosztowania danego produktu 18 razy. Nie trzeba więc z góry zakładać, a tym bardziej ogłaszać, że dziecko nie lubi danego pokarmu, gdy skosztowało zaledwie kilka czy kilkanaście razy. Jak dziecko będzie słyszeć, że czegoś nie lubi, to będzie się uczyło tego nie lubić, będzie to zapamiętywać (rozumie więcej niż mówi, niż wyraża!). Trzeba po prostu cierpliwie proponować, kłaść przed dzieckiem do próbowania różne zdrowe produkty (czyli bez cukru, soli, dodatków E).

Cdn.

W następnym wpisie spróbuję opisać to nieco „od kuchni”. I jak sobie radzić z nocnym ssakiem.


Zostaw odpowiedź